Eliminacyjny potwór przyjeżdża do Warszawy. Nawet remis z Anglią będzie dużym sukcesem

Zobacz również:Z NOGĄ W GŁOWIE. Jerzy Brzęczek – jedyny naprawdę niekochany w reprezentacji
Eliminacje MŚ 2022. Anglia - Węgry. Declan Rice
Fot. Eddie Keogh/The FA via Getty Images

Powiedzieć, że w meczu Anglią reprezentacja Polski nie będzie faworytem, to jak nie powiedzieć nic. Mowa przecież o starciu z wicemistrzem Europy i czwartą drużyną świata, która ma tak dużą głębię składu, że nawet skład wymieszany z wyborów numer 2 i 3 na swoich pozycjach byłby mocniejszy od naszego najsilniejszego zestawienia. Zadanie utrudnia to, że Anglicy poważnie podchodzą do eliminacji i praktycznie nie tracą punktów. W naszej grupie jak do tej pory mają ich komplet i takie eliminacje, w których wygrywali wszystkie mecze, już im się w przeszłości zdarzały. Jak zatrzymać takiego potwora?

O tym, jak trudno zabrać Anglikom chociaż punkt przekonaliśmy się w marcu. Podczas pierwszego zgrupowania za kadencji Paulo Sousy graliśmy na Wembley i choć długo utrzymywał się remis 1:1, to ostatecznie przegraliśmy 1:2. Anglia kontrolowała grę, do przerwy mogła prowadzić znacznie wyżej niż 1:0, a nasza bramka padła po błędzie Johna Stonesa. Dobrze wtedy zareagował Jakub Moder, który pomyłkę wykorzystał i wyrównał, jednak okres dobrej gry Polaków trwał wtedy może przez 15 minut.

Gdy Harry Maguire strzelił zwycięskiego gola w 85. minucie, nie było poczucia niesprawiedliwości. Przewagę Anglików widać było w każdym aspekcie. Na Wembley wymienili od nas dwa razy więcej podań (540 do 269), oddali więcej strzałów (10 do 4) i stworzyli lepsze okazje. Model expected goals pokazywał 1.35 : 0.55 dla nich, choć warto pamiętać, że pierwszą bramkę reprezentacja Anglii zdobyła z rzutu karnego, co podbija ten wskaźnik. Tak czy inaczej wynik znalazł swoje odzwierciedlenie w liczbach.

Nie powinno to nikogo dziwić. Od momentu losowania układ sił w naszej grupie wydawał się klarowny – Anglia z pierwszego koszyka jako dominatorzy, Polska, Węgry oraz Albania z koszyków od drugiego do czwartego, których bezpośrednie starcia będą kluczowe dla końcowej tabeli, a poza tym Andora i San Marino, a więc klasyczni dostarczyciele punktów. Anglików do roli faworyta stawiał jednak nie tylko ranking czy poziom reszty drużyn, a historia. Nasze marcowe starcie, a także wszystkie inne spotkania z udziałem Anglików jasno wskazują, że w środę do Warszawy przyjedzie prawdziwy eliminacyjny potwór.

fot. Carl Recine - Pool/Getty Images

Liczby robią naprawdę dobre wrażenie. Za kadencji Garetha Southgate'a Anglicy przegrali w eliminacjach zarówno do Euro, jak i do mistrzostw świata tylko jedno spotkanie. Dwa lata temu jesienią Czesi pokonali ich u siebie 2:1. Idąc dalej, to od 2014 roku na 99 możliwych punktów w eliminacjach do turniejów zdobyli ich 92, czyli do jedynej porażki dochodzą jeszcze tylko dwa remisy. Reprezentacja Anglii praktycznie się nie potyka i zdarzały się nawet takie grupy, w których wygrywała wszystkie mecze.

Oczywiście, w eliminacjach nie jest trudno wykręcać takie wyniki drużynom o tak dużym potencjale, jednak Anglia w ostatnich latach utrzymuje bardzo stabilny poziom. Dla porównania w tym samym okresie od jesieni 2014 Niemcy przegrali czterokrotnie, Hiszpanie dwukrotnie, czyli tyle samo, co Francuzi, choć oni nie brali udziału w kwalifikacjach do Euro 2016, bo byli gospodarzem turnieju. Tym zespołom częściej przytrafiały się remisy, dlatego Anglia to według liczb najlepszy eliminacyjny zespół w Europie od siedmiu lat.

Regularność widać nie tylko w eliminacjach. Southgate poprowadził swój pierwszy mecz w roli selekcjonera Anglików w marcu 2017 roku. Zaczął od porażki w towarzyskim spotkaniu z Niemcami i do dziś to jedna z jego 11 na stanowisku selekcjonera. Już dwa ostatnie turnieje – mundial w Rosji, gdzie była czwarta, a także ostatnie Euro – pokazały, że traci mało goli i trudno Anglików pokonać.

Za kadencji Southgate'a przegrywali głównie ze światową czołówką – świeżo w pamięci mamy finał Euro przeciwko Włochom (choć niektórzy liczą porażki w rzutach karnych jako zremisowane mecze), było też 2:3 z Francją rok przed zwycięskiej dla niej mundialem, trzy porażki z Belgią (dwa podczas MŚ 2018, w grupie i meczu o trzecie miejsce, i raz w Lidze Narodów), z Chorwacją w półfinale MŚ 2018, a także z Hiszpanią, Holandią i Danią w Lidze Narodów, a także wspomniane eliminacyjne spotkanie z Czechami.

Harry Kane. Euro 2020. Czechy - Anglia
Fot. Carl Recine/Pool via Getty Images

Anglicy mają problemy wyłącznie z drużynami, które mają porównywalny albo wyższy od nich potencjał piłkarski albo z takimi, które świetnie potrafią się zorganizować. Do tej kategorii pasują właśnie Czechy – drużyna Jaroslava Šilhavego dotarła do ćwierćfinału Euro za sprawą siłą kolektywu. Z Anglią dwa lata temu oddała piłkę, stawiając na szybkie ataki. Czesi oddali wtedy więcej strzałów i zrobili to, co najważniejsze, czyli zamknęli dostęp do własnej bramki. Anglicy bowiem nie bombardują rywali, a raczej szukają odpowiedniego momentu i okazji z „wysokoprocentowych” pozycji. Kluczem do skutecznej gry przeciwko nim jest oddalanie zagrożenia od własnego pola karnego.

Mimo wszystko zwykle udaje im się takie mecze wygrywać i pod względem efektywności są mistrzami. Nawet teoretycznie słabszych ekip zespół Southgate'a nie rozbija, a jemu zarzuca się zbyt asekuracyjne podejście. 4:0 w Budapeszcie się z tego wyłamuje, ale zwykle rządzi pragmatyzm. W Pradze się on nie sprawdził, a Czechom z duetem środkowych pomocników Alex Kral i Tomaš Souček udało się wówczas opanować środek pola, co było kluczowym elementem w wygranej 2:1. Jeśli ma nam się udać powtórzyć ich wyczyn, Paulo Sousa powinien nastawić Grzegorza Krychowiaka i Jakuba Modera na podobną grę i masę pojedynków.

W naszym przypadku to zadanie o tyle trudne, że nasza defensywna organizacja nadal leży. Sousa szuka wykonawców i odpowiedniego ustawienia, jednak za jego kadencji czyste konto wciąż zachowaliśmy jedynie z Andorą (3:0). To był jego drugi mecz. Od tego czasu rozegraliśmy osiem kolejnych z co najmniej jedną straconą bramką. Może więc atutem będzie Stadion Narodowy? Odkąd został wybudowany, Polska przegrała na nim tylko dwa mecze, a ostatni wiosną 2014 roku (towarzyski ze Szkocją).

Podbić naszej twierdzi nie umieli chociażby Niemcy, Portugalia, Urugwaj, Dania czy właśnie Anglia. W październiku 2012, tuż po słynnym Basenie Narodowym, zremisowaliśmy z nią 1:1. Z perspektywy twierdzy na Narodowym, powtórka takiego wyniku w środę nie byłaby niczym nadzwyczajnym. Patrząc jednak na poziom rywala, jego regularność i umiejętności nie tylko wyjściowej jedenastki, ale całej kadry, jaką dysponuje Southgate, remis trzeba rozpatrywać w kategoriach dużego sukcesu.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje wydarzeniami w Premier League, której mecze komentuje w Canal+, oraz NFL. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.