Eduardo Camavinga w Realu to promocja. Perez bierze piłkarza na zakręcie, ale właśnie na tym polega skuteczna inwestycja

Zobacz również:Człowiek, którego trzymają się kilogramy. O Hazarda skłonności do nadwagi
Eduardo Camavinga
Fot. Catherine Steenkeste/Getty Images

Olivier Létang, były prezydent Rennes powiedział kiedyś, że nie sprzeda Eduardo Camavingi za mniej niż 100 mln euro. Był to czas, gdy grube ryby świata agentów zaczęły proponować pod stołem koperty dla rodziny piłkarza, byle tylko zagarnąć go do swojej stajni. Półtora roku później 18-latek podpisuje umowę z Realem Madryt za 31 mln euro plus dodatki. Nie ma wątpliwości, że to promocja i świetny ruch ze strony Florentino Pereza.

Stara zasada w biznesie mówi: bierz, gdy spada i sprzedawaj, kiedy zaczyna rosnąć. Wielu kibiców pewnie nawet tego nie odnotowało, ale kiedy tydzień temu Rennes awansował do Ligi Konferencji w kluczowym meczu z Rosenborgiem (3:1), Camavinga siedział na ławce. Zagrał niecałe 30 minut, co ostatnio jest u niego regułą. W żadnym z czterech meczów Ligue 1 nie był pierwszym wyborem trenera. Można powiedzieć, że znalazł się w tak dziwnym momencie kariery, że nawet rankingi talentów nie biorą go już pod uwagę. Brały dwa albo trzy lata temu. Camavinga był drugim najmłodszym strzelcem Ligue 1 w historii. Winda szybowała w górę. A potem nagle stanęła.

Transfer za 31 mln euro nie brzmi dziś imponująco. Byle klub z Premier League potrafi zapłacić tyle za pierwszego lepszego gracza. A przecież Camavinga nie jest z półki o nazwie „przeciętność”, szybko wbił się do mainstreamu, choć Ligue 1 nie jest najpopularniejszą ligą świata, a i samego piłkarza pewnie do dziś wielu kibiców bardziej zna z nagłówków w Internecie niż z boiska. Ostatnio „L’Equipe” ocenił jego mecz z Lens na 4 w skali 1-10. To nie jest ten sam piłkarz, który błyszczał rok temu. W międzyczasie zmienił agenta Moussę Sissoko na brytyjskiego molocha Stellar Group. Teoretycznie dzięki temu jego wartość powinna wzrosnąć. Dzisiaj widzimy, że stało się odwrotnie.

Camavinga w maju w rozmowie z „Telefoot” powiedział wprost: „Miałem słaby sezon. Nie mogę ciągle zasłaniać się wiekiem”. Sporo było głosów, że marnuje się na pozycji nr „8”, bo dużo lepiej grał jako „6”. Trener Bruno Genesio z politowaniem słuchał tych opinii. Bo problemem Camavingi nie jest pozycja, tylko liczba szeptów dookoła głowy. Sam Genesio przyznał zresztą, że trudno zarządza się piłkarzem, który jeszcze na dobre nie zadomowił się w wielkiej piłce, a już dźwiga w głowie potworne ciężary. Z pewnością nie pomaga Jonathan Barnett, jego agent. Kilka miesięcy temu powiedział, że ma w rękach najlepszego piłkarza młodego pokolenia. Camavinga słuchał, a w międzyczasie przestał grać.

Mimo to Real robi świetny ruch. Florentino Perez po fiasku w negocjacjach z Mbappe chce pokazać, że nie można ot tak trzaskać przed nim drzwiami. To z jaką zapalczywością walczył o gwiazdę PSG jest sygnałem do kibiców, że zrobił wszystko, co mógł. Z tyłu głowy ciągle ma Pogbę i Haalanda, ale żeby nie wyjść z tego lata jako totalny przegrany bierze Camavingę, który nawet jeśli chwilowo się pogubił, to sufit ma zawieszony w chmurach.

Francuz dopiero w listopadzie skończy 19 lat. Dla Realu przypomina to trochę transfer Raphaela Varane’a, wyciągniętego z Francji w podobnym wieku, a potem stopniowo lepionego na kluczowe ogniwo drużyny. Camavinga też może przez lata być zabezpieczeniem w środku pola. Może rosnąć w lepszym otoczeniu. A potem dać klubowi dużo więcej niż 31 mln, które teraz wkłada.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.