Dźwignie finansowe wchodzą do piłki. Laporta to bardziej trendsetter czy hazardzista?

Zobacz również:Memphis Depay działa na wyobraźnię. Uczucie z Barceloną od pierwszego wejrzenia
Xavi i Joan Laporta
Fot. David Ramos/Getty Images

Słynne tego lata „dźwignie finansowe” mogą na stałe wejść do piłkarskich słowników. Barcelona aktywowała już trzy z nich, a czwartą ma przygotowaną w zanadrzu, gdyby pojawiły się komplikacje z limitem płac. Teraz również Betis zamierza rozwiązać w ten sposób problemy finansowe, sprzedając procent praw do biletów i karnetów. Inni też przymierzają się do tej furtki, chociaż to nic innego jak oddanie klubowych dóbr dla chwilowego zagojenia ran ekonomicznych. Wszystko zależy od detali podpisywanych umów, ale Joan Laporta może się okazać wizjonerem, a może zatopić Barcelonę w długoterminowych problemach.

Na pierwszy rzut oka nie wygląda to na dobry biznes dla klubów, skoro muszę się dzielić wieloletnimi przychodami, ale często sytuacja zmusza do działania, aby nie popaść w przeciętność. W futbolu nigdy nie ma czasu na oddech, a presja rezultatu podąża za właścicielami jak cień. Widząc jak działa Barcelona, która z bankruta stała się królem letniego polowania, inni bacznie to obserwują i chcą czerpać wzorce. Mimo że w rzeczywistości jako zdecydowanie zdrowszy przykład działania należałoby podawać Real Madryt, który jeśli sprzedaje prawo do organizacji eventów na nowym Santiago Bernabeu, to z gwarancją 70 procent dochodów i możliwością poznania know-how, aby w przyszłości samemu zarządzać tym biznesem.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.