Dwie wygrane, czyli pewne rozstawienie. Jak wygląda dalsza faza walki o Katar

Zobacz również:Z NOGĄ W GŁOWIE. Jerzy Brzęczek – jedyny naprawdę niekochany w reprezentacji
Reprezentacja Polski
Piotr Kucza/400mm

Wygrana z Albanią bardzo wiele wyjaśniła w rywalizacji o drugie miejsce w grupie. Ale spotkania z Andorą i Węgrami będą miały zasadnicze znaczenie, jeśli chodzi o faktyczne szanse wyjazdu na mundial.

Na boisku piłkarze zrobili swoje, teraz czas na kalkulacje, które przy obowiązującym systemie eliminacji są nieuniknione. Formalnie Polacy jeszcze nie zapewnili sobie drugiego miejsca w grupie, ale najprawdopodobniej stanie się to w najbliższej kolejce. Wystarczy, że nasza reprezentacja wygra w Andorze, a Albania nie wygra z Anglią na Wembley. Jako że oba wyniki są niemal pewne, można przestać zaprzątać sobie głowę walką o drugie miejsce, a zacząć rywalizacją o rozstawienie w barażach. Bo to tu rozstrzygnie się, czy szanse na wyjazd do Kataru będą realne, czy tylko iluzoryczne.

ZASADY BARAŻOWE

Baraże będą dwustopniowe. Weźmie w nich udział dwanaście zespołów: dziesięć, które zajęły drugie miejsca oraz dwaj najwyżej sklasyfikowani zwycięzcy grup w Lidze Narodów, którzy nie zajęli pierwszego miejsca w eliminacjach. Jednym z nich na pewno będzie Austria, która straciła już szansę na kwalifikację poprzez eliminacje, drugim Czechy lub Walia, w zależności od tego, kto wygra ich bezpośrednią walkę o drugie miejsce w grupie eliminacyjnej. Dwunastka zostanie podzielona na trzy ścieżki, w których odbędzie się sześć półfinałów i trzy finały. Ich zwycięzcy pojadą do Kataru. Gospodarzami półfinałów będzie sześć drugich zespołów z najlepszym dorobkiem, miejsca rozegrania finałów wyłonią losowania. Z perspektywy Polski ważne byłoby nie tylko uniknięcie najsilniejszych rywali, ale też granie przynajmniej jednego z meczów na Stadionie Narodowym, na którym Polacy spisują się zdecydowanie lepiej niż gdziekolwiek indziej. Jak to osiągnąć?

AKTUALNA KLASYFIKACJA

Jako że pięć grup eliminacyjnych składa się z pięciu zespołów, a pięć z sześciu, w większych grupach do porównania drugich miejsc odcinane będą wyniki z zespołem z ostatniego miejsca. W tym momencie przestaje się już więc liczyć, ile goli Polacy strzelali w meczach z San Marino, bo i tak nie będzie to uwzględniane w ogólnym bilansie. Odcinając w większych grupach mecze z ostatnim zespołem tabeli, aktualna klasyfikacja drugich miejsc wygląda następująco:

1. Portugalia 16 punktów, 6 meczów (2 do rozegrania)

2. Szwajcaria 14 pkt, 6 m.

3. Szkocja, 14 pkt, 7 m.

4. Hiszpania 13 pkt, 6 m.

5. Polska 11 pkt, bramki 13:7., 6 m.

6. Chorwacja 11 pkt, 9-3, 6 m.

7. Norwegia 11 pkt, 7:5, 6 m.

8. Czechy 11 pkt, 12:9, 7 m.

9. Rumunia 10 pkt 9:8, 7 m.

10. Ukraina 9 pkt 9:8, 7 m.

+ Walia i Austria Widać więc od razu, że sytuacja nie wygląda dla Polski źle, bo gdyby eliminacje zakończyły się w tym momencie, bylibyśmy w gronie rozstawionych. Klasyfikację można jednak urealnić. Bo w niektórych grupach wiceliderami są dziś zespoły mające mniej rozegranych meczów, a ich spotkania z niżej notowanymi rywalami powinny być formalnością jak Andory z Polską.

UREALNIANIE TABEL

Przede wszystkim jest duża szansa na to, że w gronie zespołów grających w barażach jednak nie znajdzie się budząca grozę innych ich uczestników Hiszpania. Zawodnicy Luisa Enrique, choć są dwa punkty za Szwedami, mają w rękach ten atut, że w ostatniej kolejce zagrają z nimi u siebie. Sprawę awansu mają więc wciąż w swoich rękach. Jeśli wygrają w Sewilli, przeskoczą Szwedów. W takim wariancie Szwedzi z osiemnastoma punktami, które będą mieli po ograniu Gruzji, zostaną najwyżej sklasyfikowanym zespołem z drugiego miejsca. Bardzo możliwe, że to samo stanie się z Portugalią, która na razie jest za Serbią. Jednak w najbliższej kolejce Serbowie pauzują, a Portugalczycy będą odrabiać zaległości. Jeśli przynajmniej zremisują w Dublinie z Irlandią, obejmą prowadzenie. A w najgorszym razie mogą załatwić sprawę w bezpośrednim meczu u siebie. Na dziś bardziej prawdopodobny jest więc awans do baraży Serbów niż Portugalczyków.

PORAŻKA Z WĘGRAMI

Skoro Austria i Walia/Czechy nie mogą być rozstawione jako zespoły będące w barażach na doczepkę, Polacy muszą mieć bilans lepszy od czterech zespołów. Doliczając pewne trzy punkty za Andorę, wiadomo, że kadra Paulo Sousy skończy grupę przynajmniej z czternastoma punktami (tyle będzie, jeśli w ostatnim meczu przegra z Węgrami). Na pewno wiadomo już, że druga drużyna grupy J (najprawdopodobniej Rumunia), będzie miała gorszy dorobek – 13 punktów. Maksymalnie czternaście punktów będzie też miał wicelider grupy D – Ukraina, Finlandia lub Bośnia i Hercegowina. Przy czym Ukraińcy mogą zdobyć maksymalnie 12, Bośniacy 13, a tylko Finowie 14. By tak się stało, musieliby jednak wygrać trudny wyjazd do Bośni, a potem ograć u siebie Francję. Nawet jednak w takim wariancie nie wyprzedziliby raczej Polski. Dziś bilansem bramkowym są na zero, podczas gdy Polska, odcinając mecze z San Marino, na +6. A przecież w spotkaniu z Andorą jest większa szansa go wyśrubować niż w meczu z Francją. Dlatego zespół z grupy D, ktokolwiek to będzie, też skończy w tabeli za Polską.

Zostają do znalezienia dwa zespoły ze słabszym bilansem. Czesi mogą skończyć grupę maksymalnie z czternastoma punktami, ale polski bilans bramkowy po meczu z Andorą powinien załatwić sprawę. Walijczycy mogą skończyć grupę z lepszym dorobkiem, dlatego warto będzie trzymać kciuki, by ograwszy Białoruś, nie zdołali w ostatnim meczu wygrać u siebie z Belgią. Jest na to spora szansa, bo ekipa Roberto Martineza zwykle w eliminacjach jest bezbłędna. Bardzo możliwe więc, że w grupie E nikt nie skończy z dorobkiem większym niż czternaście punktów.

Warto też patrzeć na grupę G, gdzie o drugie miejsce rywalizują Norwegia z Turcją. Norwegowie niemal na pewno ograją Łotwę, więc czternaście punktów mają jak w banku. W ostatniej kolejce jadą jednak do Holandii. Dla Polski najlepiej byłoby, gdyby Norwegowie przegrali w Holandii, ale nie dali się wyprzedzić Turcji (którą czeka równolegle niekoniecznie łatwy wyjazd do Czarnogóry). Wtedy Skandynawowie mieliby tylko czternaście punktów, przy mało imponującym bilansie bramkowym. Czternaście punktów będzie też miała Szkocja, pod warunkiem, że nie ogra u siebie Danii w ostatniej kolejce. W rywalizacji Chorwacji z Rosją Polacy powinni kibicować Rosjanom. W przypadku ich wygranej w Splicie Chorwacja też przystępowałaby do baraży z dorobkiem gorszym niż Polska.

WSZYSTKO W NASZYCH NOGACH

Widać więc, że nawet wariantów rozstawienia przy porażce z Węgrami jest całkiem sporo. A jak wygląda to w sytuacji, w której Polacy się nie zatrzymują? Mieliby w tym wariancie siedemnaście punktów i bilans bramkowy przynajmniej +8 (przy zwycięstwach z Andorą i Węgrami jedną bramką). W takiej sytuacji, nawet gdyby w każdej grupie drugie miejsce zajął zespół z najwyższym możliwym w tej chwili dorobkiem, Polska i tak miałaby pewne rozstawienie. Bo w grupach D (Finlandia), J (Rumunia), H (Rosja) i G (Holandia) maksymalny możliwy dorobek wicelidera po odcięciu meczów z najsłabszymi to 16 punktów. Doliczając do tego dwa zespoły z Ligi Narodów, uzbiera się sześć zespołów pozostawionych w pokonanym polu. Co oznacza, że niezależnie od wyników w pozostałych grupach, dwie wygrane dają Polsce pewne rozstawienie. Wygrana z Andorą i remis z Węgrami też mogą je dać, ale już nie muszą. Sprawa jest więc w nogach reprezentantów Polski. Plan na listopad to zrobić swoje, a w walce o drugie miejsca w innych grupach kibicować teoretycznie słabszym. Wywalczenie awansu w takim systemie i tak będzie piekielnie trudne. Dlatego podbijanie swoich szans choćby o kilka procent może się okazać kluczowe.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.