Koniec futbolu w dotychczasowym kształcie czy tylko straszak? Superliga bardziej realna niż kiedykolwiek

Zobacz również:Najlepiej, gdyby Superliga utopiła się sama. Niestety to my napędzamy ten cyrk (KOMENTARZ)
Liverpool FC v Real Madrid - UEFA Champions League Quarter Final: Leg Two
Fot. Shaun Botterill/Getty Images

Kocioł zaczął się w niedzielne popołudnie i plotki błyskawicznie zaczynały nabierać efektu kuli śniegowej. Piłkarskim światem wstrząsnęły informacje o planach Superligi, które tym razem brzmiały poważniej niż do tej pory i choć początkowo część osób je zbywała, to na noc dostaliśmy ich potwierdzenie. Jeśli faktycznie dojdzie do takiego rozłamu, mówimy o potencjalnym punkcie zwrotnym w historii futbolu.

Spokojne popołudnie zmąciło kilka pierwszych przecieków, a potem poszła cała fala. The Times, BBC, New York Times, AP, Marca, RMC i kilku niezależnych insiderów podało, że doszło do porozumienia dwunastu klubów, które ogłoszą się założycielami Superligi i wieczorem wydadzą oświadczenie. Czekać trzeba było długo, ale po północy poznaliśmy jego treść i sygnatariuszy.

DWUNASTU REWOLUCJONISTÓW

Zgodnie z tym, co podawano przez cały dzień, AC Milan, Arsenal, Atletico, Barcelona, Chelsea, Inter, Juventus, Liverpool, Manchester City, Manchester United, Real Madryt i Tottenham utworzą nowe rozgrywki, a trzy kolejne kluby mają być rzekomo zainteresowane dołączeniem do nich na dniach. Mówi się, że plan zakłada piętnastu stałych członków i pięciu kolejnych, którzy mieliby znaleźć się w Superlidze po przejściu kwalifikacji.

Na czele nowych rozgrywek w roli prezesa stanie Florentino Perez, a jego zastępcami zostaną Andrea Agnelli i Joel Glazer. W oświadczeniu napisano, że kluby te miałaby otrzymać do podziału 3,5 miliarda euro. Dla porównania – to mniej więcej tyle, ile wynosi pula pieniędzy, jaka trafia do wszystkich klubów występujących w europejskich pucharach w obecnym sezonie. Mówi się, że platforma DAZN oferuje wykupienie praw, a finansować nowe rozgrywki ma JP Morgan. Te z kolei miałaby ruszyć tak szybko, jak to możliwe – Sky Sports twierdzi nawet, że od sierpnia tego roku.

Trudno nie doszukiwać się w tym elementów farsy. Arsenal i Tottenham nie grają nawet w Lidze Mistrzów, z Ligi Europy pierwszych rok temu wyrzucił Olympiakos, a drugich w tym sezonie Dinamo Zagrzeb, ale mimo tego z wyższością poczuwają się do bycia w jakiejś elicie. Juventus w ostatnich latach z Champions League odpadał z Porto, Lyonem i Ajaksem, jednak dla klubów tego pokroju miejsce tutaj brak. A to nie koniec. Wszystkie kluby opublikowały na swoich oficjalnych stronach internetowych te same oświadczenia ESL (European Super League) i tak oto w serwisie Liverpoolu wisi tekst z wypowiedzią Joela Glazera, właściciela Manchesteru United, bez choćby słowa komentarza kogokolwiek z zarządu The Reds. W oświadczeniu pada też stwierdzenie o chęci „pomocy futbolowi na każdym poziomie”.

NADCHODZI NIEUNIKNIONE

Jesteśmy świadkami potencjalnej rewolucji i choć sama idea nie jest nowa, to mimo wszystko niedzielne wydarzenia to lekki szok. Arsene Wenger już w 2009 roku ostrzegał, że Superliga to kwestia czasu. – Czuję, że za kulisami są głosy, by chronić największe kluby, jeśli zasady UEFA będą zbyt restrykcyjne. Już w obecnych realiach finansowych pieniądze z Ligi Mistrzów nie są wystarczające, bo niektórzy za dużo wydają. Wpływy są w praktyce własnością UEFA, która potem rozdziela je między kluby – mówił wtedy. Florentino Perez jeszcze wcześniej, bo w 2008 roku, twierdził: musimy ustalić kształt nowych rozgrywek, które zagwarantują starcia najlepszych z najlepszymi, bo w Lidze Mistrzów tak naprawdę tego nie ma.

To musiało się tak skończyć. Od początku XXI wieku największe kluby świata oddawano stopniowo w ręce miliarderów, którzy na pierwszym miejscu stawiają robienie biznesu. Weszliśmy na ścieżkę, która prowadziła do Superligi i odwrotu już nie będzie. Pandemia i straty, jakie poniosły w związku z nią kluby, tylko ten proces przyspieszyły.

Właściciele klubów liczą pieniądze, a szczególnie ci z USA, których w dużej piłce zrobiło się wielu, zdają sobie sprawę, jakie kwoty przechodzą elicie przed oczami. Skoro NFL – liga rosnąca, ale globalnie nadal niszowa – jest w stanie na sam amerykański rynek sprzedać prawa telewizyjne za kwotę która gwarantuje klubom przez 11 kolejnych lat łącznie 110 miliardów dolarów (dla porównania: Premier League sprzedaje je za 8 miliardów funtów na trzyletni okres na cały świat), to ile mogłyby wynieść koszty praw do Superligi, zrzeszającej kluby uprawiające najpopularniejszą dyscyplinę sportu na globie i mające setki milionów kibiców? Wspomniane wcześniej 3,5 miliarda euro to mogą być tylko skromne początki.

ŹLI KONTRA GORSI

Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź UEFA oraz FIFA. – Każdy klub oraz piłkarz uczestniczący w Superlidze może zostać zawieszony we wszystkich rozgrywkach UEFA i FIFA na poziomie europejskim oraz międzynarodowym – czytamy w oświadczeniu europejskiej federacji i od razu zapala nam się lampka, że to przeciąganie liny. Dwanaście spośród najbogatszych klubów świata uznało, że razem tworzą grupę silniejszą niż wszelkie federacje, a te próbują zachować władzę.

W tej walce chodzi też oczywiście o pieniądze, jednak tak naprawdę stawanie po którejkolwiek ze stron nie ma większego sensu. To nie jest podział na dobro i zło – nie udawajmy nagle, że UEFA i FIFA to organizacje, którym zależy na jakichś szczytnych ideach. To dwie grupy obrzydliwie bogatych ludzi, którzy mają całą resztę w głębokim poważaniu, toczące pojedynek na spojrzenia. Kto pierwszy mrugnie albo odwróci wzrok, ten przegrywa. Oburzenie UEFA i FIFA wynika przede wszystkim z obawy o utratę wpływów, a patrząc na nastroje, łatwo ubrać to w szaty walki z modern football. I tylko kibic jest w kropce.

Grzmią wszyscy. Pomysł skrytykowali dziennikarze, byli piłkarze, eksperci, szefowie lig piłkarskich, a nawet politycy. Może się oczywiście okazać, że to wszystko tylko straszak, ale jeśli komuś zależało na tym, by wrzucić granat do szamba i sprawdzić opinie, to odniósł sukces – piłkarska bańka od niedzieli nie mówi o niczym innym. Gary Neville na gorąco wygłosił pasjonującą przemowę w Sky Sports, podkreślając wielokrotnie, że ruch podyktowany jest wyłącznie chciwością.

– Jestem fanem Manchesteru United przez 40 lat swojego życia i jestem obrzydzony tym, że mój klub się pod tym podpisał. Manchester United, klub zbudowany na etosie ludu pracującego w całym regionie, oraz Liverpoolem ze swoim „nigdy nie będziesz szedł sam” i wizerunkiem klubu blisko ludzi powinny wstydzić się najbardziej – mówił.

CO Z LIGĄ MISTRZÓW I LIGAMI KRAJOWYMI?

Jeżeli to faktycznie tylko tupnięcie nogą i rodzaj szantażu, to warto się nad tym na chwilę zatrzymać. Oświadczenie dwunastu klubów ubiega zgromadzenie UEFA, podczas którego miały się toczyć rozmowy na temat reform w Lidze Mistrzów. Dlaczego więc nie zwiększyć presji na europejskiej federacji, ogłaszając Superligę? Niech wszyscy się pozłoszczą, zostawią mnóstwo komentarzy w mediach społecznościowych, kluby niech naczytają się obelg, a później wszyscy spotkają się przy jednym negocjacyjnym stole, uzgodnią nowy format Champions League i odłożą pałkę w postaci Superligi na kilka lat, gdy znów trzeba będzie pogrozić władzom.

Wywieranie presji nie dziwi. Przecież już mówiło się, że proponowane zmiany w Lidze Mistrzów to skręt tak radykalny, że już niemal zakrawający o Superligę. Jeśli jest więc tak blisko tego, by najbogatsi mieli tam miejsce z urzędu, to można powalczyć o więcej. Szczególnie, że w oświadczeniu dwunastu klubów mowa jest o „rozgrywkach w środku tygodnia”, co brzmi jak zasadzenie się na znane do tej pory puchary. Pierwsze sygnały kazą jednak brać tę propozycję na poważnie, bo zaczyna się rozłam. Angelli zrezygnował chociażby z funkcji w European Club Association, a ze stowarzyszenia wyszły też kluby z angielskiej Big Six.

W ciągu najbliższych dni powinniśmy wiedzieć więcej, bo pojawia się jak do tej pory mnóstwo sprzecznych informacji, chociażby o tym, że UEFA ma w trybie natychmiastowym wstrzymać tegoroczne edycje Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Ale co będzie dalej? Czy członkowie Superligi liczą, że nowe rozgrywki zastąpią im puchary, za to pozostaną w krajowych ligach? Niektóre z nich już bowiem ogłosiły, że rozważą wyrzucenie rewolucjonistów, a „The Independent” przypomina, że chociażby w Wielkiej Brytanii istnieje mechanizm prawny, który może wymusić sprzedaż spółek, które działają na szkodę brytyjskiej gospodarki. Manchester United wyłamujący się z Premier League mógłby pod taki zapis podchodzić, a gdyby został wtedy pociągnięty do odpowiedzialności, bałagan byłby jeszcze większy.

TO DOPIERO POCZĄTEK BURZY

Na razie jednak to tylko spekulacje. Superliga niekoniecznie oznacza oderwanie się od lig, ale już nie brakuje głosów, by krajowe federacje wyrzuciły drużyny, które wszczynają rewolucję. Tak czy inaczej burza nie ustanie, a w najbliższych dniach na froncie staną trenerzy i piłkarze, którzy będą musieli odpowiadać na trudne pytania, podczas gdy panowie w garniturach, stojący za taką decyzją, schowają się w cieniu.

Być może rację ma Jonathan Liew, publicysta „Guardiana”. Być może trzeba tej dwunastce pozwolić odejść i kisić się w swoim sosie, a reszta w tym czasie powinna zastanowić się, dlaczego pozwoliła na sytuację, w której kilkanaście najbogatszych klubów może szantażować wszystkich pozostałych. Ale skoro od lat straszą Superligą, to niech ją mają. Głosów krytycznych jest przecież sporo, ale niewykluczone, że zwolenników jest wielu – szczególnie wśród tych, którzy nie są historycznie i sentymentalnie przywiązani do dawnej formy rozgrywek.

Jürgen Klopp pytał dwa lata temu, kto niby chciałby co tydzień oglądać Real Madryt z Liverpoolem, ale w rzeczywistości takich ludzi są miliony. Co z tego, że innym będzie to przypominało turniej w FIFĘ, w którym losowy nastolatek wrzuca do grona uczestników wszystkie drużyny, które mają pięć gwiazdek. Tu już pułap czterech i pół czyni z ciebie piłkarski plebs. Tę siłę będzie trudno zatrzymać, nawet jeżeli okaże się, że aktualne wydarzenia to tylko szantaż i prężenie muskułów.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje Premier League i NFL, o kórych pisze w newonce.sport. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.