Drużynę na mistrza buduje się od tyłu. Chelsea przypomina, że obrona to wciąż jej wielki atut

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
Chelsea: Cesar Azpilicueta i Thiago Silva
Fot. Chelsea FC via Getty Images

Ostatnie tygodnie w Chelsea zdominował transfer Romelu Lukaku i dyskusje o tym, czy Belg to ostatni element mistrzowskiej układanki. Mecz z Liverpoolem na Anfield (1:1) przypomniał jednak o tym, by na chwilę wrócić do rozmowy o całej konstrukcji drużyny, jaką Thomas Tuchel zdążył zbudować zanim Lukaku się pojawił. Choć The Blues grali w osłabieniu, to kontrolowali mecz. Najlepsza obrona roku 2021 w Premier League ma się dobrze.

Słowa o tym, że „atak sprzedaje bilety, ale to defensywa wygrywa mistrzostwa” przypisywało się już tak wielu ludziom – począwszy od legendarnego szkoleniowca w NFL Vince'a Lombardiego po sir Alexa Fergusona (a kiedyś nawet natknąłem się na to, że ich autorem miał być Jerzy Engel, naprawdę) – że dziś nie ma to większego znaczenia, kto pierwszy je wypowiedział. Co chwilę dostajemy jednak przykłady tego, że coś w nich jest.

Wystarczy zapytać kibiców Chelsea. Wiele sukcesów tego klubu na przestrzeni ostatnich dwóch dekad wzięło się z tego, że największym atutem poszczególnych ekip była gra w obronie. Jose Mourinho w drodze po pierwsze mistrzostwo Anglii stworzył defensywę tak znakomitą, że rekord 15 goli straconych przez cały sezon Premier League może nie zostać nigdy pobity. Sensacyjni zdobywcy Ligi Mistrzów za Roberto Di Matteo też potrafili się głęboko bronić i droga po puchar wybrukowana była heroiczną postawą w obronie. Później był Antonio Conte, który po pierwszych niepowodzeniach uznał, że klucz to defensywa i zmienił system na taki z trójką stoperów, dzięki czemu Chelsea pomknęła po mistrzostwo Anglii w sezonie 2016/17.

Thomas Tuchel – choć z założenia trener bardziej kładący nacisk na grę w ataku od Mourinho czy Conte – również do tej wyliczanki pasuje. Niemiec poprowadził już 34 spotkania Chelsea i ta straciła w nich tylko 23 gole. W 20 zachowała czyste konto. Gdy tylko objął zespół pod koniec stycznia, położył nacisk na organizację bez piłki i to w największej mierze dzięki temu już cztery miesiące później wzniósł nad głowę Puchar Europy. W drodze po zwycięstwo w Lidze Mistrzów The Blues nie stracili gola w dwumeczu z Atletico w 1/8 finału (1:0, 2:0), a później były czyste konta z Porto i Realem Madryt, a potem kolejne w finale z Manchesterem City.

Manchester City v Chelsea FC - UEFA Champions League Final
Fot. Matthew Ashton - AMA/Getty Images

Tuchel, choć nie nazwiemy stylu gry jego Chelsea defensywnym, lubi mieć sprawy poukładane z tyłu. Tego lata najwięcej mówiło się o przyjściu Romelu Lukaku, który gwarantuje sprawdzoną opcję w ataku i daje nadzieję na zakończenie ciągnących się kłopotów ze skutecznością. Początek sezonu Premier League przypomniał nam jednak o tym, że wciąż tym, co w najlepszy sposób działa za kadencji Tuchela, jest organizacja gry. Przeciwko Liverpoolowi Niemiec znów pokazał, jak dobrym menedżerem jest pod względem reagowania na taktyczne wyzwania.

Na Anfield Chelsea straciła pierwszego w tym sezonie gola, ale okoliczności były wyjątkowe. Reece James zagrał piłkę ręką na linii bramkowej, za co sędzia wyrzucił go z boiska i przyznał rzut karny, a próbę wykorzystał Mohamed Salah. To, co jednak działo się później, potwierdza, dlaczego defensywa to wciąż największy atut The Blues. Grając całą drugą połowę w dziesięciu przeciwko jedenastu londyńczycy nie dopuścili rywali to żadnej klarownej sytuacji. Można by nawet stwierdzić, że patrząc na niektóre kontry, sami mieli argumenty, by strzelić zwycięskiego gola.

Grając w osłabieniu, Chelsea musiała przyjąć Liverpool pod własne pole karne, jednak to był dla gospodarzy frustrujący mecz. Edouard Mendy wybronił kilka sytuacji w świetny sposób, ale też nie zawsze musiał to robić, bo dobrze funkcjonował blok defensywy. Kapitalny występ zaliczył Andreas Christensen, który przewidywał i spokojnie czyścił pole karne. Wpuszczony z ławki Thiago Silva dał dużą pewność i przerwał na Anfield największą liczbę podań. Dobrze współpracowali z nimi Cesar Azpilicueta i Antonio Rüdiger. Hiszpan skończył to spotkanie z największą liczbą odbiorów, a drugi – do czego przyzwyczaił – nieraz występował w roli adwokata i ochroniarza, za co zarobił żółtą kartkę, za to jako jedyny obrońca The Blues wygrał wszystkie pojedynki główkowe.

Dobrą postawę defensywy Chelsea potwierdzają liczby. Wprawdzie w strzałach Liverpool zdecydowanie wygrał (24:6), ale niewiele z nich było naprawdę groźnych. Londyńczycy pięć z nich zablokowali i zmuszali rywali do tego, by oddawali je z trudnych pozycji. Wskaźnik expected goals pokazuje przewagę The Reds (2.08 do 0.6), ale trzeba pamiętać, że rzut karny według tego modelu to 0.76 xG, więc wynika ona głównie z faktu, że Liverpool nabił sobie licznik próbami mającym małą szansę powodzenia. Do rzutu karnego wykonanego przez Salaha Chelsea dopuściła przeciwników do szans przekładających się na 0.7 xG, a przez całą drugą połowę mimo osłabienia – tylko na 0.62 xG. To za sprawą dobrej gry w obronie udało się dowieźć remis. Fani Chelsea będą się zżymać na decyzję sędziego i najgłośniejsza dyskusja dotyczy słuszności wyrzucenia z boiska Jamesa, ale biorąc pod uwagę te okoliczności, punkt na Anfield to wynik dobry.

Obrona to dziś nadal wielka siła Chelsea, a mimo tego Tuchel cały czas ją udoskonala. Lada dzień w klubie powinien pojawić się Jules Kounde i choć niektórym może się wydawać, że to typowy luksusowy transfer na pozycję, która jest dobrze obsadzona, to na Stamford Bridge myślą o kilka kroków do przodu. Francuz był jednym z najlepszym defensorów La Liga, a przecież ma 23 lata i wszystko, co najlepsze, jeszcze przed sobą. Nie dziwi też decyzja o przedłużeniu umowy z Christensenem, który u Tuchela zaczął grać naprawdę dobrze (chociażby w LM z Realem czy w finale, gdy musiał awaryjnie wejść) i po udanym Euro z Danią wygląda jak dojrzalszy stoper. Przebijać się zaczyna również Trevoh Chalobah, za to miejsce dla nich musiał zrobić Kurt Zouma, którego kupił West Ham. A przecież są jeszcze James i Ben Chilwell, czyli dwaj przyszłościowi wahadłowi.

Z zewnątrz mogłoby się wydawać, że Chelsea umacnia coś co, tego nie wymaga. Warto jednak pamiętać, że Silvie, Azpilicuecie i Rüdigerowi po sezonie kończą się umowy, a poza tym to każdy z nich będzie miał wówczas kolejno 37, 33 i 29 lat, co sugeruje, że raczej nie każdy z nich dostanie nową propozycję. Christensen też byłby w takiej sytuacji, ale jego nowy kontrakt powinien być zaraz ogłoszony. Duńczyk ma 25 lat, Kounde 23, Chalobah jest 22-latkiem, a wahadłowi mają 21 (James) i 24 lata (Chilwell). Jest więc fundament na przyszłość, a wymieniona wcześniej trójka daje niezbędne doświadczenie i jeśli będzie prezentowała dotychczasowy poziom, nadal powinna być ważną częścią drużyny.

Taka głębia sprawia, że Tuchel zawsze może mieć plan B. Na Anfield musiał po taki sięgnąć, by wybronić punkt i gdy opadną emocje, to z perspektywy całego sezonu remis na wyjeździe z Liverpoolem trzeba będzie uznać za niezłe osiągnięcie. Romelu Lukaku, Kai Havertz, Timo Werner, Christian Pulisic czy Hakim Ziyech sprawiają, że od Chelsea oczekujemy atrakcyjnej ofensywy i wymiany ciosów w każdym meczu, jednak początek tego sezonu przypomina nam, że w tym zespole najskuteczniejsze ciosy zadają obrońcy, a gdy oni zawiodą, bramki pilnuje świetny momentami Mendy. W zaciętej rywalizacji o mistrzostwo Anglii, gdzie pozostali wzmacniają siłę rażenia z przodu, to może być atut nie do przecenienia.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje wydarzeniami w Premier League, której mecze komentuje w Canal+, oraz NFL. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.