Mourinho show, czyli bardziej wszystko niż nic. Obejrzeliśmy „All or Nothing” o Tottenhamie

Zobacz również:Nie tylko oczywiste hity i gwiazdy. Wybieramy ciekawe ruchy w Premier League, które zasługują na większą uwagę
Tottenham-e1594397347960.jpg
fot. Robin Jones - AFC Bournemouth/AFC Bournemouth via Getty Images

Gdy wydawało się, że nie będzie już w tym trudnym roku lepszego dokumentu od "The Last Dance", dostaliśmy zaskakujący prezent na prawie cztery miesiące przed Gwiazdką. "All or Nothing: Tottenham Hotspur" na Amazon Prime nie tylko daje ekskluzywny wgląd w funkcjonowanie jednego z najlepszych europejskich zespołów ostatnich lat, ale także kreśli fascynujący, psychologiczny portret Jose Mourinho.

Jako pierwsi udział w eksperymencie filmowym największego giganta na rynku usług wideo, wzięli piłkarze Manchesteru City. Dwa lata temu 72 Films wraz z NFL Films wyprodukowali dokument, w którym śledziliśmy losy mistrzowskiej ekipy Pepa Guardioli. Później powstały podobne filmy o trzech zespołach NFL: Arizona Cardinals, Los Angeles Rams i Dallas Cowboys, a nawet o drużynie rugby New Zealand All Blacks.

To jednak serial poświęcony Tottenhamowi wzbudzał największe zainteresowanie i to z wielu względów. Rekordowego budżetu, unikalnego dostępu do najbardziej intymnych momentów w życiu piłkarskiego zespołu, z szatnią i gabinetem trenerskim włącznie, a także tego, jak ułożył się sezon, z wszystkimi turbulencjami, momentami wzlotów i upadków. Przede wszystkim jednak ze zmianą na stanowisku trenera z charyzmatycznego Mauricio Pochettino na… jeszcze bardziej charyzmatycznego Jose Mourinho. I to on właśnie kradnie show, będąc głównym aktorem całego spektaklu - nie zawsze jednak bohaterem stricte pozytywnym w hollywoodzkim stylu, ale raczej człowiekiem po przejściach z całą talią zalet, ale i przywar.

GettyImages-1195406426-1024x693.jpg
Fot. Michael Regan / Getty Images

Mourinho w lipcu mówił: - Staram się zapomnieć o obecności kamer, ale jeśli spytacie mnie, czy lubię ich obecność, to muszę odpowiedzieć, że nie. Nie podoba mi się poczucie, że biorę udział w jakimś Big Brotherze. Staram się jednak o tym nie myśleć.

- Czy obejrzę ten serial? Nie. Po co miałbym to robić, skoro wiem lepiej niż ktokolwiek inny, jak wygląda dzień funkcjonowania tego klubu. Na pewno będzie to jednak interesujące doświadczenie dla tych, którzy kochają futbol i sport ogólnie. Oni powinni być zadowoleni - dodawał.

W przeciwieństwie do Pochettino, którego oglądamy tylko przez pierwszych dwadzieścia minut pierwszego odcinka, Mourinho nie miał nic przeciwko samemu pomysłowi. Jego poprzednik nie był zadowolony, że Tottenham przystąpił do tego eksperymentu. Może przeczuwał, że sprawy na White Heart Lane idą w złym kierunku i wymykają się spod jego kontroli? W kilku szybkich ujęciach widzimy radość Pocha ze zwycięskiej bramki Lucasa Moury, smutek po przegranym finale Ligi Mistrzów, zdjęcie z całym zespołem przed rozpoczęciem kolejnego sezonu, ujęcie z gabinetu w klubie, konferencję w Belgradzie, gdzie miejscowy (sądząc po akcencie) dziennikarz pyta go o możliwość zwolnienia, wreszcie decyzję właściciela Spurs o dymisji.

- Serce mówiło mi, abym tego nie robił. Głowa podpowiadała, że jednak muszę - tłumaczył Daniel Levy przed kamerami. Chwilę później do akcji wkroczył główny aktor i - niczym w pasjonującym thrillerze - sprawy nabrały przyspieszenia i dodatkowych kolorów. Na dzień dobry słynny Portugalczyk robi poważną minę i mówi: - Ludzie myślą, że nigdy się nie uśmiecham i że jestem bezlitosny. Tak jestem postrzegany. - A jak jest naprawdę? - pyta reporter. Jose odpowiada: - Naprawdę to… jest w tym sporo prawdy - po czym wybucha śmiechem. Zapraszamy do świata Jose Mourinho.

Następnie oglądamy jego pierwsze dni w klubie i jak układa sobie współpracę z zawodnikami. Gdy asystent szepcze mu na ucho, że "Sissoko ma największy posłuch w szatni", ten robi wyraźnie zdziwioną (rozczarowaną?) minę. Później w pierwszym meczu sadza Francuza na ławce rezerwowych. Kamera pokazuje zdziwioną reakcję pomocnika mistrzów świata, gdy Mou ogłasza skład w obecności zespołu. Wiadomo jednak, że Jose chce zaznaczyć teren i pokazać, kto tu teraz rządzi - delikatnie, bez naruszenia najważniejszych ikon drużyny (vide prywatna rozmowa z Harrym Kane’em, o której za chwilę).

Ma także swoich ulubieńców. Tym największym jest bez wątpienia Eric Dier, któremu mówi otwarcie, że wcześniej chciał go sprowadzić jako menedżer innego klubu - zapewne chodzi o Manchester United, cztery lata temu w mediach pojawiła się informacja, że zaoferował za niego 40 milionów funtów. Propozycja została jednak odrzucona. Jednocześnie używa sprytnej socjotechniki. - Wiem, że byłeś związany z ostatnim menedżerem, ale ostatnio nie grałeś, więc ta zmiana może być dla ciebie dobra - deklaruje. Dier wyszedł ze spotkania z błyskiem zadowolenia w oczach.

Z kolei w rozmowie z Kane’em zasugerował: - W świecie nie szanuje się angielskich piłkarzy jako tych z samego topu. Czas, abyś stał się globalną marką. Ja taką jestem, ty też możesz być.

Cały Jose.

Najciekawsza jest jednak jego rozmowa z Dele Allim, do którego chciał trafić od samego początku. Największy talent angielskiej piłki ostatnich pięciu lat, wyciągnięty przez Tottenham za grosze z trzecioligowego MK Dons, miał za sobą obiektywnie dość przeciętny, by nie powiedzieć słaby sezon. - Ma wielki talent, ale kiepsko trenuje. W przeciwieństwie do Kane’a, który zawsze podchodzi na sto procent. To jest problem - mówił Levy'emu po pierwszych dniach pracy zamyślony Mourinho. Potem widzimy jak Alli ląduje u niego na dywaniku, z nerwowym uśmiechem, reagując trochę jak szkolny łobuz w gabinecie dyrektora gimnazjum.

- Może gdzieś tam w środku masz ochotę powiedzieć mi, abym spier… ale najpierw musisz mnie wysłuchać. Nigdy nie miałem wątpliwości, jeśli chodzi o twój potencjał. Nie wiem, co robisz w wolnym czasie i dlaczego raz grasz lepiej, a raz gorzej, ale musisz to zmienić. Jest duża różnica pomiędzy zawodnikiem, który gra systematycznie na wysokim poziomie, a takim, który ma tylko momenty. Między piłkarzem z absolutnego topu oraz piłkarzem z topowym talentem. Nie musisz mówić mi, dlaczego taka jest, ale sam sobie to przeanalizuj i odpowiedz. Ja wczoraj miałem dwadzieścia lat, a teraz 56, zobacz jak czas szybko leci. Pewnego dnia pożałujesz, jeśli nie wejdziesz na taki poziom, na jaki mógłbyś. Nie oczekuję, że będziesz co tydzień piłkarzem meczu, czy strzelał gola w każdy weekend. Musisz jednak wymagać od siebie więcej. Nie ja, ani ktokolwiek inny, ale ty sam - przemawiał do angielskiego pomocnika.

Trzeba Mourinho to oddać - mocne, motywujące słowa, powiedziane z odpowiednim tonem i tempem, jakże inne od tych, które oglądaliśmy w wykonaniu Jerzego Brzęczka w polskim dokumencie "Niekochani". No, ale to jest zupełnie inna liga trenerska…

To właśnie te prywatne rozmowy Mourinho z zawodnikami, a także obrazki z szatni przed i po meczu oraz w przerwie, są największą siłą dokumentu. Widzimy emocjonalne reakcje, jak choćby wściekłego i mającego łzy w oczach Sona po czerwonej kartce w meczu z Chelsea. Obrazek jak rozżalony na sędziego pyta "dlaczego?", a następnie przygnębiony sam siedzi w szatni podczas, gdy jego koledzy w dziesiątkę próbują odrobić stratę dwóch bramek, na pewno wzrusza.

Podobnie jak historie Serge Auriera, gdy odwiedza szkołę specjalną, aby pokopać piłkę z dziećmi, bo gdyby sam nie znalazł się w takiej klasie jako dzieciak dorastający w najgorszej dzielnicy Paryża, to - jak mówi w filmie - zapewne siedziałby dzisiaj w więzieniu, jak większość jego kumpli. Oglądamy Jana Vertonghena - stachanowca pomieszkującego w siłowni, który zdaniem kolegów jest gotów do wyjścia na boisku nawet wtedy, gdy się źle czuje albo ma kontuzję. Wiecznie uradowanego Toby'ego Alderweirelda czy zszokowanego Harry’ego Winksa. Anglik opowiada przy posiłku, że "żaden trener nigdy nie rysował mu każdego posunięcia, jakie ma zrobić na boisku".

Widzimy szatnię wesołą po zwycięskich meczach (jak z West Hamem w debiucie Jose) oraz zdołowaną jak po spotkaniu z Chelsea, gdy Champions League wydawała się na wyciągnięcie ręki. Oglądamy Mourinho klepiącego podopiecznych po plecach, ale także mówiącego do Auriera: - Boję się ciebie, bo wiem, że zawsze możesz zrobić coś głupiego we własnym polu karnym.

Dlatego projekt Amazona zachwyca. Jest szczery, bez zbędnego filtra, nie ugrzeczniony - w przeciwieństwie do "The Last Dance", gdzie Michael Jordan musiał zaakceptować ostateczną wersję i jak mówił później Horace Grant "wyciął 60 procent zdjęć, które nie mu nie pasowały". Nie gloryfikuje Mourinho jako geniusza, chociaż niewątpliwie pokazuje go jako człowieka interesującego, trochę manipulatora, a trochę elokwentnego mówcę i stratega. Pokazuje życie drużyny piłkarskiej od środka. I to jest największą wartością samą w sobie.

Podziel się lub zapisz
Marcin Harasimowicz
W jego sercu na zawsze pozostaje Los Angeles i drużyna Jeziorowców. Marcin Harasimowicz przesyła korespondencję z USA, gdzie opisuje najważniejsze wydarzenia ze świata NBA.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.