Die Ungeliebten, czyli niekochani. Dlaczego Niemcy odwrócili się od reprezentacji

loewglowneGettyImages-1279012553.jpg
Lars Baron/Getty Images

Serial o obecnej reprezentacji Niemiec mógłby się nazywać dokładnie tak samo jak zatytułowano ten o kadrze Jerzego Brzęczka. Od paru lat Niemcy głosowali nogami, w trakcie pandemii głosują pilotami. Przeciwko własnej drużynie narodowej.

Za siódmym razem wreszcie się udało. Reprezentacja Niemiec wygrała pierwszy w historii mecz Ligi Narodów. Zwycięstwo z przetrzebioną przez kontuzje i koronawirusa Ukrainą wyglądało jednak tak, że selekcjoner Joachim Loew znów musiał się tłumaczyć. Kibicom. Dziennikarzom. I byłym piłkarzom. Lothar Matthaeus stwierdził po niedawnym towarzyskim remisie z Turcją (3:3), w którym Niemcy trzykrotnie wypuszczali prowadzenie, że to powołania Loewa są winne temu, że „nikt nie włącza telewizji, gdy gra reprezentacja”. Bastian Schweinsteiger stwierdził z kolei, że z drużyną narodową „nie da się już w stu procentach identyfikować”.

ZNIKAJĄCA PUBLIKA

Wielu Niemców czuje podobnie. To proces, a nie wydarzenie, do którego doszło z soboty na niedzielę. Szczytem uwielbienia całego kraju dla własnej drużyny był mundial w 2006 roku. Od tego czasu entuzjazm systematycznie spada. W Niemczech stosunek do kadry tradycyjnie był zupełnie inny niż w Polsce. Wielu kibiców czuje znacznie silniejszą więź z małymi ojczyznami, przez co mecze ukochanych klubów praktycznie zawsze były dla wielu ważniejsze od reprezentacji. Jednak od mistrzostw świata na własnych stadionach, gdy Niemcy pokazali światu zupełnie inną niż wcześniej – ofensywną, dynamiczną, żwawą – twarz swojej piłki, na mecze drużyny narodowej ludzie zawsze walili drzwiami i oknami. W 2008 roku, po dwóch latach samodzielnej pracy Loewa, średnia widzów na meczach reprezentacji wynosiła ponad 53 tysiące ludzi. Pięć lat później zjechała poniżej 50 tysięcy. W 2017 poniżej 45. A w 2019 poniżej 40. Niemcy z meczami jeżdżą po całym kraju, jednak nawet w mniejszych ośrodkach zaczęli mieć notoryczne problemy z zapełnianiem stadionów. Działacze twierdzą, że to część ogólnego trendu, w którym zmniejsza się znaczenie futbolu międzypaństwowego.

ODDALENIE OD FANÓW

Innych przyczyn upatrywano przede wszystkim w stopniowym oddalaniu się drużyny od zwykłego kibica. Zorganizowany doping, prowadzony wcześniej przez fanów z miasta, w którym odbywał się mecz, zniknął z trybun już dawno. Wprowadzenie obowiązku rejestrowania się w klubie kibica reprezentacji, by móc obejrzeć mecz wyjazdowy, znacznie przetrzebiło liczbę ludzi podróżujących za kadrą po świecie. Kibice narzekali często na wysokie ceny biletów oraz fakt, że kadra stała się oblężoną twierdzą, która więcej czasu ma na aktywności marketingowe, niż podpisywanie autografów młodym kibicom. To nie jest tylko niemieckie zjawisko, ale tamtejsze środowisko kibicowskie jest wyjątkowo uczulone na wszelkie próby traktowania piłki jako produktu. Negatywnej tendencji nie zdołało zatrzymać nawet zdobycie mistrzostwa świata.

AFERY WOKÓŁ KADRY

Na wielkich turniejach oczywiście wciąż kadra przyciąga wielomilionową publiczność, ale grono ludzi, którzy żyją jej meczami częściej niż raz na dwa lata, drastycznie się w ciągu ostatniej dekady skurczyło. Szczytem rozczarowania była kompromitacja na mundialu w Rosji oraz fatalna atmosfera, jaką wytworzyły wokół kadry afery, jak ta ze zdjęciem Mesuta Oezila i Ilkaya Guendogana z Recepem Tayyipem Erdoganem, czy z zegarkami Reinharda Grindla, byłego prezesa związku. Choć Loew zapowiadał po tamtym turnieju nowe otwarcie i w dużej mierze słowa dotrzymał, nie zdołał kolejny raz porwać tłumów.

BRAK WIARYGODNOŚCI

Zeszłotygodniowy mecz z Turcją oglądało w telewizji 5,82 miliona ludzi. Najmniej od dziesięciu lat. Gorszy wynik za kadencji Loewa osiągnęło tylko towarzyskie spotkanie z Chinami z 2009 roku, które toczyło się o 14 niemieckiego czasu. Nawet jeśli kadra nie grała przez dziesięć miesięcy, niewielu Niemcom jej brakowało. To część szerszej tendencji. Z czternastu najmniej chętnie oglądanych meczów w ciągu czternastu lat pracy Loewa, aż dziewięć rozegrano w ostatnich dwóch latach. Loew mógł po turnieju w Rosji wymienić prawie całą kadrę, ale dopóki twarzami projektu dalej są Oliver Bierhoff, nielubiany, bo odpowiedzialny za marketingowe opakowanie dyrektor kadry, Manuel Neuer i on sam, nikt w komunikat o nowym otwarciu nie uwierzy. Nowe otwarcie będzie dopiero wtedy, gdy nie będzie Loewa.

LEKCJE Z KLĘSKI

Nie można przy tym powiedzieć, by selekcjoner kompletnie nie wyciągnął wniosków z klęski w Rosji. O ile poprzednia edycja Ligi Narodów, która zakończyłaby się spadkiem do drugiej dywizji, gdyby nie zmiana formatu rozgrywek, została jeszcze przegrana w stylu bliskim mundialowego, od eliminacji mistrzostw Europy nastąpiło gwałtowne cięcie. Tak, jakby jesienią 2018 Loew chciał jeszcze raz upewnić się, czy naprawdę idee, w które przez lata wierzył i ludzie, którym ufał, już się wyczerpały. Czy Rosja 2018 nie była wypadkiem przy pracy, jakimś złym snem, błędem w Matriksie? Cztery rywalizacje z Francją i z Holandią pokazały mu, że nie była. I nie zignorował tego sygnału.

LewandowskiMullerFB-1024x708.jpg
Fot. Matthias Hangst/Bongarts/Getty Images

WYWRÓCENIE HIERARCHII

2019 rok zaczął od krótkiej pielgrzymki do Monachium, w której trakcie w lakonicznej rozmowie przekazał trzem fundamentom kadry i mistrzom świata, znajdującym się jeszcze w sile wieku, że nie będzie ich powoływał. Powrotu Matsa Hummelsa naród domaga się po każdym jego lepszym meczu. Thomas Mueller w życiowej formie, jaką osiągnął u Hansiego Flicka, wieloletniego asystenta Loewa, jest notorycznym wyrzutem sumienia selekcjonera. A ostatnio nawet o Jerome'a Boatenga upomniał się Schweinsteiger, mówiąc, że brakuje mu w obronie postaci światowej klasy, którą jest stoper Bayernu. Loew chciał jednak wpuścić młodość, wywrócić starą hierarchię w szatni, zupełnie zmienić kurs frachtowca, który prowadzi od półtorej dekady.

RADYKALNA ZMIANA

W eliminacjach Euro Niemcy mieli przestać być drużyną bazującą na posiadaniu piłki, długo rozgrywającą, ale narażającą się na kontrataki. Mieli przestać być drugą Hiszpanią, czy Holandią. Subtelne muśnięcia piłki Mesuta Oezila miały ustąpić miejsca sile i dynamice Serge'a Gnabry'ego, czy fantazji Leroya Sane. Szczęśliwe pokonanie Holandii na jej terenie pokazało, że to dobry kierunek. Zasłużona porażka z głównym grupowym konkurentem na własnym boisku udowodniła, że jeszcze długa droga przed tą drużyną. A wszystko, co następowało pomiędzy, czyli starcia z rywalami niższej klasy, było tylko odbębnianiem nudnych obowiązków.

PROBLEMY W OBRONIE

Dopiero tegoroczna Liga Narodów miała więcej powiedzieć o tym, na jakim etapie ta kadra się znajduje. Loew nie zmienia kursu obranego półtora roku temu. Ustawia kadrę w systemie z trójką stoperów, rezygnując z jednego ofensywnego gracza kosztem defensora. Problem w tym, że i bez wykluczania Hummelsa i Boatenga, Niemcy mają znacznie więcej talentu bliżej bramki rywali niż własnej. Bez liderów obrony Bayernu i Borussii, pole manewru jest znacznie mniejsze. Przeciwko Ukrainie zagrali Niklas Suele, który miniony rok stracił z powodu zerwania więzadeł krzyżowych i jeszcze nie wiadomo, czy przebije się ponownie do podstawowego składu mistrzów Niemiec, Antonio Ruediger, rezerwowy w Chelsea, który nie zdołał się z niej latem wyrwać oraz Matthias Ginter, obrońca dobry, jednak tylko z Borussii Moenchengladbach. W odwodzie jest jeszcze Jonathan Tah, który stracił miejsce w Bayerze Leverkusen. Jeśli Schweinsteiger mówi, że brakuje w tej formacji graczy światowej klasy, raczej się nie myli.

DEFENSYWNA SKRAJNOŚĆ

Po wymęczonej wygranej w Kijowie Niemcy byli krytykowani za grę tyloma graczami defensywnymi. Biorąc pod uwagę fakt, że wahadłowi raczej niechętnie angażowali się w ataki, a środkowi pomocnicy Joshua Kimmich i Toni Kroos często cofali się do wyprowadzania akcji, przed linią piłki często znajdowali się tylko trzej ofensywni gracze. Nic dziwnego, że Niemcy mieli problemy z atakami pozycyjnymi oraz regularnie posyłali długie piłki z obrony. O ile w Rosji obrońcy tytułu mistrzowskiego przesadzili ze skupieniem się tylko na koronkowym rozwiązywaniu akcji, o tyle teraz poszli w drugą stronę. Nawet ze słabszymi rywalami starają się grać z kontry, co czasem wygląda karkołomnie.

POWOŁANIA DLA REZERWOWYCH

Wątpliwości budzi nie tylko taktyka, ale też sporo personalnych wyborów selekcjonera. Z Muellera rezygnował, by nie blokować rozwoju talentów, które Niemcy posiadają. Kaia Havertza, grającego w podobnym miejscu boiska, wpuścił w Kijowie, tylko by ukraść kilka sekund brakujących do końcowego gwizdka. Do kadry powołuje wielu rezerwowych. Nie tylko środkowych obrońców, gdzie brakuje wyboru. Problemy z grą w klubach mają też będący na październikowym zgrupowaniu Julian Brandt, Nico Schulz, Mahmoud Dahoud z Borussii Dortmund czy Benjamin Henrichs z RB Lipsk. Julian Draxler z PSG w lidze gra stosunkowo często, ale gdy przychodzi do trudniejszych wyzwań, Thomas Tuchel zwykle pozostawia go na ławce. Nie jest tak, że Niemcy nie mają z kogo wybierać, ale Loew sprawia, że takie można odnieść wrażenie.

STRACONA AURA

Inna sprawa, że w Niemczech już wielokrotnie przekonali się, że z Loewem nigdy nic nie wiadomo. Nie raz przedstawiano go jako oderwanego od rzeczywistości, żyjącego w swoim świecie, przywiązanego do nazwisk uparciucha, po czym okazywało się, że to on miał rację. Kilkakrotnie wydawało się, że jego koniec jest bliski i z nim kadra niczego już nie osiągnie. Później przychodziły turnieje i udowadniał, że warto było zachować spokój. Aura selekcjonera, który widzi więcej i którego spokój zawsze wszystkich uratuje, zniknęła jednak w Rosji. Od tamtego turnieju Loew jest pod ciągłą presją i w notorycznym ogniu krytyki. Nawet jeśli odmłodzenie kadry i zmiana jej stylu gry na turnieju okaże się słuszną koncepcją, a zgrywanie zespołu w bazowym ustawieniu da jej z czasem pewność, której aktualnie brakuje.

ODWRÓCONA PERSPEKTYWA

Do starcia w Kijowie wyliczano reprezentacji mecze i miesiące bez zwycięstwa, porównywano, jak osłabionych Ukraińców potraktowali kilka dni wcześniej Francuzi (7:1), ale narracja za kilka miesięcy może się zupełnie odwrócić. W końcu odmłodzone Niemcy wygrały grupę eliminacyjną przed Holandią, uznawaną często za kandydata do medali. W Lidze Narodów wygraną z Hiszpanią wypuścili dopiero w ostatniej akcji, choć grali bez zawodników Bayernu i Lipska, czyli w rezerwowym składzie. W tabeli grupy mają przed sobą tylko Hiszpanów i nie jest wykluczone, że jeszcze powalczą z nimi o udział w turnieju finałowym. A w całym wyliczaniu miesięcy bez wygranej mógł umknąć fakt, że wciąż trwa inna seria: dziewięć spotkań bez porażki. Joachim Loew już przeżywał sytuacje, w których atmosfera wokół niego potrafiła się zmienić drastycznie w ciągu kilku tygodni. Teraz znów jest liczony. Tyle że mało kto wierzy, że jeszcze raz zdoła przejść do kontrataku.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
newonce.radio - Wciśnij play

newonce.radio

Wciśnij play