Prezes nie odbiera od trenera, długi rosną, a liga zabiera punkty. Derby County wisi nad przepaścią

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
Derby County
Fot. Shaun Botterill/Getty Images

Dwukrotny mistrz Anglii i jeden z zasłużonych klubów w dziejach Football League w poprzednim sezonie w ostatniej kolejce uniknął spadku z Championship, jednak tym razem zadanie będzie jeszcze trudniejsze. Derby County właśnie znalazło się nad przepaścią. Już odjęto im 12 punktów, a zaraz może stanąć na minus 21. Klub tonie w długach i został objęty nadzorem administracyjnym, a problemów i absurdów tylko przybywa.

To nie jest pierwszy taki przypadek w ostatnich latach w Anglii – wystarczy przypomnieć przykłady Boltonu czy Coventry City – ale zdecydowanie jeden z najbardziej spektakularnych. Fani rywali robią screeny, bo po zarządzeniu przez EFL Derby County ma w tabeli Championship dwa ujemne punkty i do bezpiecznej strefy traci ich sześć. 12 punktów kary to i tak dopiero początek, bo za chwilę władze Championship wlepią kolejne -9 za złamanie zasad ligowego finansowego fair play. Utrzymanie się po raz drugi z rzędu będzie jeszcze większym cudem niż ostatnio.

ROONEY WDEPNĄŁ W BAGNO

Wayne Rooney, menedżer The Rams, długo robił dobrą minę do złej gry, ale nawet na niego fakt, że klub został objęty nadzorem administracyjnym z uwagi na ogromne problemy finansowe spadł jak grom z jasnego nieba. Rooney przyznał, że o tej informacji on i jego piłkarze dowiedzieli się... ze Sky Sports. Przyznał też, że z właścicielem i prezesem Derby County Melem Morrisem nie rozmawiał od 9 sierpnia i ten nie odbierał od niego połączeń.

– Próbowałem się z nim skontaktować i nic, dlatego zadzwoniłem z telefonu pożyczonego od jednego z naszych klubowych lekarzy. Wtedy Mel odebrał. Nie rozumiem, może odebrać od doktora, a nie może od menedżera? Nie tak to sobie wyobrażam, ale chcę jak najlepiej dla piłkarzy, którzy wychodzą na boisko walczyć za ten klub. Wielu ludzi chciało konkretnych odpowiedzi i nie potrafiłem im ich udzielić, dlatego musiałem dobić się do prezesa. To naprawdę smutne, że musiałem zrobić to w taki sposób, ale przynajmniej udało nam się porozmawiać – mówił.

Rooney czuje, że wdepnął w niezłe bagno i może pobrudzić sobie CV zaraz na starcie pracy trenerskiej. Jest dziewiątym menedżerem klubu od 2014 roku (dziesiątym, jeśli liczyć pracującego tymczasowo Chrisa Powella) i znalazł się tam zimą 2020 roku, kiedy wracał z MLS. Zgodził się zostać grającym asystentem prowadzącego wówczas zespół Phillipa Cocu, lecz gdy Holender stracił pracę w listopadzie, to musiał go zastąpić. Wypadki potoczyły się szybko. Początkowo Rooney był menedżerem tymczasowym, później przestał łączyć tę funkcję z grą, a w połowie stycznia zakończył oficjalnie piłkarską karierę, by poprowadzić Derby już na stałe.

Rooney to trenerski żółtodziób, mierzy się od razu z potężnym kryzysem. – Damy sobie radę. Ostatecznie wiele rozmów było bardziej pozytywnych niż początkowo sądziłem. Wiem, że nie zabraknie ludzi chętnych kupić Derby. To wielki klub i wierzę, że przyszłość będzie dobra. To oczywisty krok w tył, czasami w życiu trzeba taki zrobić. Ale jestem dobrej myśli – dyplomatycznie opowiada, jednak rzeczywistość jest brutalna. Finansowa dziura Derby County są tak duża, że nowy właściciel musiałby najpierw spłacić 50 milionów funtów długów, by zrobić cokolwiek w kierunku wzmocnienia drużyny.

Wayne Rooney - Derby County
Fot. Joe Prior/Visionhaus via Getty Images

SZEROKI GEST

Jak to się stało? Początek historii tego upadku sięga 2014 roku. Wtedy Derby County po sześciu latach od fatalnego w stylu spadku z Premier League, kiedy zdobyło 11 punktów, co jest najgorszym wynikiem w historii, mogło do niej wrócić. W finale baraży o awans The Rams przegrali jednak z QPR. Sen się nie spełnił, ale przyszłość wyglądała optymistycznie. Przez cztery sezonu z rzędu piłkarze Derby County poprawiali swoją pozycję (19. → 12. → 10. → 3.) i klub zyskiwał właśnie nowego właściciela.

Odkupił go Mel Morris, lokalny biznesmen, który fortunę zbudował... na firmie odpowiedzialnej za stworzenie popularnej gry na telefon Candy Crush Saga. Już rok wcześniej objął funkcję prezesa i później łączył obie, a fani cieszyli się, że to jeden z nich. Morris bowiem od dziecka kibicuje Derby County. Nowy właściciel zamierzał inwestować w drużynę i zawsze stawał po stronie słabszych. W 2016 roku sprzeciwił się podziałowi pieniędzy z praw telewizyjnych – jego zdaniem kluby z Premier League zbierały za dużą część tortu. Tym z niższych lig zostawały same resztki.

Morris zdawał sobie jednak sprawę, że najważniejsze to awansować do elity, bo wtedy sam usiądzie do krojenia tortu z bogatymi. Po wykupieniu udziałów zapowiedział, że jego celem jest, by klub utrzymywał się na stabilnym poziomie w Premier League. Sam wychował się na drużynach Derby County, które w 1972 i 1975 roku zdobywały mistrzostwo Anglii (to pierwsze pod wodzą Briana Clougha). Poza tym klub szczyci się faktem, że należał do założycieli pierwszej Football League w sezonie 1888/89 oraz zdobyciem pierwszego powojennego FA Cup. To kawał historii angielskiej piłki. Morris powtarzał więc, że miejsce The Rams jest w Premier League i nie bał się w to inwestować.

Derby County pokazywało ambicję i nowy właściciel miał szeroki gest. Morris w ciągu pierwszych trzech lat rządów czterokrotnie bił rekord transferowy klubu. Siedem najdroższych zakupów w historii The Rams (i 10 z 15) to piłkarze sprowadzeni przez niego od lata 2015 roku. To jednak kosztuje każdy klub dodatkowo – Transfermarkt pod uwagę bierze tylko odstępne, a przecież drogim piłkarzom trzeba zapewnić dobre kontrakty. Nic więc dziwnego, że za rządów Morrisa potroiły się wydatki na płace. W sezonie 2017/18 wynosiły prawie 48 milionów funtów, co stanowiło 161% obrotów klubu! To był początek bicia na alarm, kiedy życie ponad stan zaczynało wymykać się spod kontroli.

Żeby więc rozbić koszty, tworzono kolejne filie, co sprawiło, że Derby zaczynało przypominać korporacyjną sieć. Na tej podstawie na dwa dni przed zamknięciem roku finansowego Morris postanowił sprzedać za 81 mln funtów stadion klubu Pride Park... nowej firmie, którą też kontrolował. To nie był pierwszy taki przypadek w Championship – to samo robiły wcześniej w podobnej sytuacji Aston Villa, Birmingham City, Reading i Sheffield Wednesday – jednak nikt nie zapłacił za własny stadion tak wiele.

Derby County
Fot. Alex Morton/Getty Images

ROZTRZASKANE MARZENIA

Wszystko miało jednak zostać wyprostowane, gdy Derby udałoby się awansować do Premier League. Wydatki puchły, ale klub trzymał się w czołówce. Sezon 2015/16 to kolejne baraże, choć tym razem The Rams odpadli w półfinale przeciwko z Hull City. W 2017/18 z królem strzelców Championship Matejem Vydrą znów były baraże i znów porażka na tym samym etapie – tym razem z Fulham. Sezon 2018/19 to z kolei kadencja Franka Lamparda i finał baraży, w których lepsza okazała się Aston Villa.

Cel był za każdym razem blisko i zawsze czegoś brakowało, ale z perspektywy czasu okazało się, że porażka z 2019 roku przebiła bańkę na dobre. Morris wiedział, że zadłużył klub tak mocno, że za chwilę trupy zaczną wypadać z szaf. Dziś mówi zresztą, że na prowadzeniu Derby County stracił ponad 200 mln funtów. Od 2018 roku nie publikował raportów finansowych, ale wiadomo było, że łamie finansowe fair play w Championship. Liga pozwala na straty rzędu 39 mln funtów, a te w Derby były dużo większe.

To wszystko doprowadziło do zarządu administracyjnego, który w Anglii z automatu oznacza odjęcie 12 punktów, a w perspektywie jest przecież zabranie kolejnych. Widmo spadku do League One mocno zagląda w oczy kibiców, a dla Derby byłaby to prawdziwa hańba. Po raz ostatni klub na trzecim poziomie występował w 1986 roku. Łącznie spędził poniżej drugiej ligi tylko cztery lata.

OSTRZEŻENIE PRZED ROKIEM

Wydaje się jednak, że League One to kwestia czasu, a jeśli skończy się na -21 punktach, to wręcz pewniak. Już sezon 2020/21 był poważnym ostrzeżeniem, ale Derby County udało się wyratować. Zaczynał go jeszcze Cocu, który zastąpił Lamparda, zajął dziesiąte miejsce i przed kolejnymi rozgrywkami chciał przeprowadzić rewolucję. Holender zachwycał się stylem gry Leeds United i Brentford, które pokonały jego piłkarzy na Pride Park w stylu, który kompletnie nie pasowało do stereotypu Championship. Pressing, energia, wymienność pozycji, świetna organizacja gry – to wszystko zaimponowało Cocu, który postanowił nauczyć tego swojej ekipy.

Szybko jednak zaczęły się głosy, że przygotowania do sezonu były zbyt ciężkie. Piłkarze coraz głośniej zaczynali narzekać i pojawiały się kontuzje, a początek sezonu wyraźnie pokazał, że są fizycznie nieprzygotowani do takiego stylu gry i do wymagań Championship. Po jedenastu kolejkach Derby County miało jedno zwycięstwo, jednego gola i zajmowało ostatnie miejsce – nawet za Sheffield Wednesday, które zaczynało sezon z ujemnymi punktami.

To wtedy stery przejął Rooney i choć pierwsze dwa mecze przegrał, to później zaczęła się poprawa. Derby County nie przegrało sześciu kolejnych spotkań. Tuż po Boxing Day wyszło ze strefy spadkowej i nawet nabrało niezłego rozpędu. Od momentu, w którym Rooney został menedżerem na stałe w połowie stycznia, The Rams wygrali siedem z dziewięciu meczów. Szybko jednak okazało się, że to nie był początek dłuższego marszu w górę, a jego koniec i uzbierany w tym czasie dorobek musiał wystarczyć do końca sezonu.

fot. Tim Goode/PA Images via Getty Images

W następnych 14 meczach Derby uzbierało tylko sześć punktów, a przed ostatnią, decydującą o utrzymaniu kolejką, miało serię sześciu kolejnych porażek. W międzyczasie działo się za kulisami. Pojawił się niejaki Erik Alonso, który obiecał, że odkupi klub od Morrisa, jednak temat się przedłużał, a tajemniczy Hiszpan po paru tygodniach zaczął się tłumaczyć, że jego wspólnik się wycofał. Alonso usunął również profil na Twitterze, na którym aktywnie pisał o sytuacji Derby po tym, jak okazało się, że luksusowy dom, którym się chwalił tak naprawdę nie należał do niego, a zdjęcia i nagrania kradł z TikToka. Ostatecznie Alonso nie był w stanie wpłacić do EFL odpowiedniej kwoty i temat sprzedaży klubu w jego ręce upadł, ale w tym przypadku wyszło to wszystkim na dobre.

SURVIVAL SUNDAY

W tej atmosferze piłkarze Derby County szykowali się do walki o być albo nie być. Ich rywalem w ostatniej serii gier było Sheffield Wednesday i uwaga wszystkich skierowana była na rywalizację o utrzymanie, bo kwestia awansów i baraży była już rozstrzygnięta.

Sytuacja wyglądała następująco: Wednesday też walczyło o pozostanie w lidze i gwarantowało im to wyłącznie zwycięstwo. Wówczas zrównaliby się punktami z Derby, ale mieliby przewagę w bilansie bramkowym. Gdyby z kolei Derby wygrało, byłoby spokojne bez patrzenia na nikogo innego. W przypadku remisu Wednesday by spadło, a Derby potrzebowałoby straty punktów Rotherham United w meczu z Cardiff City. Teoretycznie wmieszać się mogli Wycombe Wanderers, ale musieli wygrać z Middlesbrough 12 golami. Było więc jasne, że o jedną bezpieczną pozycję walczą trzy drużyny: Derby County bezpośrednio z Sheffield Wednesday i korespondencyjnie Rotherham United.

Mecz na Pride Park miał dramatyczny przebieg. Goście z Sheffield wyszli na prowadzenie po bramce do szatni, w ostatniej minucie doliczonego czasu pierwszej połowy, ale The Rams odpowiedzieli chwilę po przerwie. Trzy minuty później Patrick Roberts poszedł za ciosem i zrobiło się 2:1 dla graczy Rooneya, jednak po 10 minutach znów był remis. Po chwili Julian Börner w 70. minucie strzelił gola na 3:2 dla Wednesday. Rotherham w tym czasie cały czas prowadził z Cardiff i w tabeli na żywo Derby było w strefie spadkowej, a fani godzili się z losem.

Nagłówki pisały się same, jednak końcówka wywróciła wszystko do góry nogami i ten dzień przeszedł do historii Derby jako „Survival Sunday”. Najpierw Martyn Waghorn wyrównał na 3:3 w 79. minucie i dał nadzieję, ale wciąż potrzebny był jeden gol, by uniknąć degradacji. Albo strzelić musieli go zawodnicy The Rams, albo Cardiff City, które nadal przegrywało 0:1 z Rotherham United. Zawodnicy Rooneya bili głową w mur, gdy z drugiego meczu przyszły świetne wieści. W 88. minucie Marlon Pack strzelił na 1:1 dla Cardiff i uratował tym samym Derby County przed spadkiem do trzeciej ligi.

UNIKNĄĆ NIEUNIKNIONEGO

Radość nie trwała długo, bo za chwilę przypomniała o sobie rzeczywistość. Zresztą bardziej dało się odczuć ulgę niż zadowolenie i każdy zdawał sobie sprawę, że klub pokroju Derby County, który dopiero otarł się o awans do Premier League nie może upaść tak nisko. Dzień po zakończeniu sezonu zarząd wydał oficjalne oświadczenie, w którym przeprosił kibiców za tak fatalny rok. – Wiemy, że wasza miłość i oddanie dla klubu zasługują na więcej. Będziemy dążyć do tego, abyście mogli odzyskać dumę z kibicowania Derby County – twierdził Morris.

Sytuacja przed startem obecnego sezonu była jednak katastrofalna i jeszcze zanim EFL przyznał klubowi ujemne punkty, wielu sądziło, że The Rams tym razem spadną do League One. Na Derby nałożono transferowe embargo i latem do klubu przychodzili tylko zawodnicy z kartą na ręku. Kto mógł, ten odchodził, a klub rozwiązywał niektóre umowy lub nie przedłużał tych kończących się. W połowie lipca było tak źle, że Rooney miał do dyspozycji kadrę składającą się z 13 piłkarzy. Stąd takie nabytki jak enfant terrible angielskiej piłki Ravel Morrison czy ratowanie obrony Philem Jagielką.

O tym, jak zdesperowane było Derby niech świadczy fakt, że 38-letni Jagielka był świeżo po spadku z Premier League z czerwoną latarnią Sheffield United, choć był tam głównie rezerwowym. Rooney odkurzył starego kumpla i ten już teraz rozegrał więcej minut niż w całym poprzednim sezonie w barwach The Blades. Morrison za to sześć razy wychodził w pierwszym składzie, co oznacza, że tak dużo nie grał od sezonu 2013/14, kiedy występował na poziomie Championship dla QPR. Od tego czasu zaliczył krótki powrót do West Hamu, osiem meczów w Lazio, wrócił na chwilę do Londynu, następnie był meksykański Atlas Guadalajara, Östersunds FK z ligi szwedzkiej, cztery występy w barwach Sheffield United i pięć dla ADO Den Haag. Drużynę ma więc ratować dość przypadkowo zestawiona grupa zawodników.

Derby czeka na zimowe okno transferowe, by sprzedać kilku piłkarzy i spłacić część długów. Do tych najbardziej wartościowych należą Kamil Jóźwiak i Krystian Bielik, który dochodzi do siebie po kolejnym zerwaniu więzadeł. Kilka milionów powinien też kosztować Tom Lawrence, a skauci mają na oku trzech chłopaków z roczników 2000 i 2001: lewego obrońcę Lee Buchanana, defensywnego pomocnika Maxa Birda i grającego wyżej w środkowej linii Louiego Sibleya. Nawet jednak gdyby udało się sprzedać ich wszystkich, nie rozwiąże to finansowych problemów Derby.

Rooney zapowiada, że zostanie z piłkarzami do samego końca i w tle cały czas pobrzemiewają plotki o przejęciu. Wielu w to nie wierzy, choć mówi się o pewnym amerykańskim konsorcjum i kilku innych potencjalnych nabywcach. Jeśli coś w trawie rzeczywiście piszczy, to trzeba się spieszyć. Mówi się, że jeśli Morrisowi uda się sprzedać klub, Derby może uniknąć tak dużej liczby ujemnych punktów i skończy się tylko na -9 za finansowe fair play.

Mało kto w to jednak wierzy i fani są już przygotowani na najgorsze. Dla nich trzecia liga jest nie do zaakceptowania, szczególnie, że dopiero co obeszli się smakiem Premier League. Dziś kibice Derby County przekonują się, jak duże ryzyko podjął Morris. W piłce o sukcesie często decyduje szczęście i nieudane próby awansu można w ten sposób tłumaczyć, choć w tym wszystkim zabrakło głowy. Morris chciał wzlecieć z klubem do gwiazd, ale runął na ziemię i za chwilę może zostawić go w najgorszym położeniu w historii: w trzeciej lidze i bez planu na przyszłość.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje wydarzeniami w Premier League, której mecze komentuje w Canal+, oraz NFL. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.