Dają, to bierz! Zawodnicy NBA, którzy odrzucili miliony i się przeliczyli

Zobacz również:Bezdomny dzieciak znalazł swoje miejsce w NBA. Jak Jimmy Butler stał się liderem
Dennis Schroder
Fot. Sean Gardner/Getty Images

Setki milionów dolarów kluby NBA wydały w ciągu dwóch ostatnich tygodni na nowe kontrakty dla zawodników. Kilka drużyn wzmocniło się tym samym na walkę o tytuł mistrzowski w przyszłym sezonie, a nowymi umowami bank rozbili m.in. Stephen Curry, Kevin Durant, Luka Doncić czy mniej znane nazwiska jak choćby Duncan Robinson. Nie ma w tym gronie za to Dennisa Schrodera, który mocno się przeliczył.

Dennis Schroeder zagra w przyszłym sezonie w barwach Boston Celtics. Rozgrywający podpisał kontrakt na jeden rok o wartości niecałych 6 milionów dolarów. Z perspektywy przeciętnego kibica to ogromna kwota, ale w NBA już niekoniecznie. Tym bardziej że sam Niemiec liczył na dużo więcej. W trakcie poprzedniego sezonu ponoć odrzucił ofertę przedłużenia kontraktu od Los Angeles Lakers, która miała opiewać na 84 miliony za cztery lata gry. Schroder miał ponoć nadzieje, że na rynku wolnych agentów otrzyma tego lata dużo lepszą propozycję. Mówiło się, że oczekuje nawet 100-120 milionów.

Rynek boleśnie jednak Schroedera zweryfikował. Po rozczarowujących występach w fazie play-off nikt nie dał mu tyle pieniędzy. Lakers z kolei zastąpili go Russellem Westbrookiem i nie było mowy o powrocie do oferty przedłużenia umowy. Niemiec mógł więc tylko obserwować, jak inni rozgrywający podpisują sporych rozmiarów kontrakty. Wśród nich Lonzo Ball (85 milionów od Chicago Bulls), Spencer Dinwiddie (62 miliony od Wizards), Devonte’ Graham (47 milionów od Pelicans) czy stara gwardia, czyli Kyle Lowry (90 milionów od Heat), Chris Paul (120 milionów od Suns) czy Mike Conley (72.5 miliona od Jazz).

Ostatecznie 27-latek na rynku został niemal sam, a na sytuacji skorzystali Celtics. Wzięli go bowiem do siebie za małe pieniądze, a on będzie miał teraz dodatkową motywację, by pokazać się z dobrej strony. Schroeder z kolei związał się z bostońskim klubem umową na jeden rok, by latem 2022 roku wrócić na rynek raz jeszcze – być może wtedy uda mu się znaleźć większe pieniądze. Nie on pierwszy został jednak zweryfikowany w ten sposób przez rynek. Dużo ryzykował, odrzucając rozsądną przecież propozycję Lakers, a duża wiara we własne umiejętności okazała się tym razem bardzo złym doradcą.

Podobny błąd w przeszłości popełniło kilku innych graczy – jak widać nie wszyscy jednak zawodnicy NBA traktują te historie jako przestrogę we własnej sprawie.

1
Victor Oladipo (odrzucił 112 milionów, zagra za 2.3 miliona)

Schroedera niekoniecznie należy traktować jako największego przegranego, skoro jeszcze więcej stracił Victor Oladipo. Niegdyś all-star, przez kontuzje jest dziś ledwie cieniem gracza, którym kiedyś zachwycał się cały stan Indiana. To właśnie Pacers chcieli związać się z obrońcą na dłużej i w listopadzie 2020 roku zaproponowali mu przedłużenie kontraktu o kolejne cztery lata warte 112 milionów. Oladipo z tej oferty nie skorzystał, a Pacers – by nie stracić gracza za nic – włączyli się do wymiany Jamesa Hardena i wysłali Dipo do Houston.

Tam 29-latek również miał na stole ofertę przedłużenia umowy. Tym razem o dwa lata, w których trakcie miałby zarobić ponad 45 milionów. I z tego jednak Oladipo zrezygnował, bo nie tylko uważał, że zasługuje na więcej, ale też nie chciał zostawać w Teksasie. Rockets przed ostatnim dniem okienka transferowego oddali go więc do Miami. I tak obrońca trafił wreszcie w miejsce, w którym chciał grać od dawna. Niestety ze względu na zdrowie w barwach Heat nie miał jak rozwinąć skrzydeł i zostało mu przyjąć kontrakt minimalny. Auć.

2
Joe Smith (odrzucił 80 milionów, zagrał za 1.75 miliona)

Swego czasu Joe Smith był jednym z najbardziej ekscytujących graczy w lidze. Pierwszy numer draftu 1995 grał na tyle dobrze, że w trakcie trzeciego sezonu Golden State Warriors zaproponowali mu przedłużenie umowy warte 80 milionów dolarów. Dziś jest to suma ogromna, na tamte czasy była wręcz astronomiczna. Smith cenił się jednak bardziej, ofertę odrzucił, a niedługo potem był już graczem 76ers, bo Warriors zdecydowali się go oddać. Po transferze nie grał już tak dobrze, ale wciąż chcieli go u siebie Minnesota Timberwolves.

Wilki uknuły plan – pod stołem obiecano Smithowi duży kontrakt (86 milionów za trzy lata gry), jeśli przez pierwsze trzy lata zgodzi się zagrać za minimum (ówcześnie około 1.7 miliona). W ten sposób po trzech latach mieliby do niego prawa Birda, dzięki czemu mogliby podpisać z nim dużą umowę i wyjść ponad próg salary cap, a w międzyczasie zaoszczędzone pieniądze wykorzystać na doraźne wzmocnienia zespołu. Takie rozwiązanie sprawy nie było jednak legalne, a koniec końców o wszystkim dowiedziała się liga.

Efektem był brak wielkiej umowy dla Smitha oraz wielka kara dla Timberwolves w postaci odebrania im aż pięciu wyborów w pierwszej rundzie draftu (ostatecznie zabrano trzy). Podkoszowy w kolejnych latach tułał się od klubu do klubu. Ostatecznie zagrał dla 12 różnych drużyn, a łącznie w trakcie kariery zarobił nieco ponad 60 milionów. Wszystko jednak stracił, bo nikt go nie nauczył podstaw przedsiębiorczości, ani tego, że kupno domu w każdym mieście, do którego akurat został wytransferowany, to nie jest dobra inwestycja.

3
John Amaechi (odrzucił 17 milionów, zagrał za 600 tysięcy)

Nazwisko anonimowe dla większości kibiców NBA dobrze wryło się jednak w pamięć fanom Orlando Magic. Na przełomie wieków brytyjski środkowy John Amaechi okazał się całkiem pozytywną niespodzianką w klubie z Florydy. Grał na tyle dobrze, że po sezonie 1999/200 sporych rozmiarów kontrakt (17 milionów za sześć lat) zaproponowali mu Los Angeles Lakers. Amaechi taką propozycję jednak odrzucił. – Zostaję w Orlando, ponieważ uważam, że Magic potrzebują mnie bardziej niż Lakers – stwierdził wtedy.

Do przenosin namawiali go siostra, agent, przyjaciele. Amaechi doskonale zdawał sobie więc sprawę, że finansowo wyjdzie na tym źle, szczególnie że do Magic mógł wrócić tylko na umowie minimalnej. Postawa całkiem szlachetna, choć szybko okazało się, że podkoszowy w Orlando wcale nie znalazł swojego miejsca na ziemi. Spędził tam jeszcze tylko jeden, tym razem dużo słabszy sezon, dwa kolejne rozegrał w barwach Utah Jazz i w 2003 roku skończył przygodę z NBA. W tym samym czasie Lakers zdobyli trzy mistrzowskie tytuły.

4
DeMarcus Cousins (odrzucił 40 milionów, zagrał za 5.3 miliona)

Był jednym z najbardziej dominujących zawodników poprzedniej dekady, choć jego cyferki nie miały zbyt dużego przełożenia na wyniki zespołu. DeMarcus Cousins aż do momentu zerwania ścięgna Achillesa w styczniu 2018 roku pozostawał jedną z największych gwiazd w lidze. Wtedy razem z Anthonym Davisem tworzył zabójczy duet dwóch wież w Nowym Orleanie i wyglądało na to, że przed Pelicans całkiem ekscytująca przyszłość. Drużyna z Luizjany chciała zresztą zatrzymać DMC na dłużej pomimo ciężkiej kontuzji.

Już po tym, jak Cousins doznał urazu, Pelicans zaproponowali więc przedłużenie kontraktu o kolejne dwa lata. W ten sposób środkowy miałby zarobić 40 milionów dolarów i mieć zabezpieczenie finansowe, na wypadek, gdyby powrót do gry po kontuzji nie przebiegł zbyt dobrze. On jednak z tej oferty nie skorzystał. Wolał nieco ponad 5 milionów od Golden State Warriors, a więc ówczesnych mistrzów. Bardziej liczyła się walka o tytuł, choć koniec końców Wojownikom – i Cousinsowi – przeszkodziły w tym kontuzje.

Razem z marzeniami o tytule prysły także nadzieje na dużą wypłatę. Mistrz olimpijski z 2016 roku po zerwaniu Achillesa nie dominował bowiem już tak, jak kiedyś. Na domiar złego w 2019 roku zaraz po podpisaniu umowy z Lakers zerwał więzadło w kolanie. W barwach ekipy z Los Angeles nie zagrał ani razu – a ta niecały rok później zdobyła przecież mistrzostwo. Ostatnio 30-latek próbował wskrzesić karierę w Houston, a koniec końców wylądował w LA, tyle że Clippers. Na przyszły sezon klubu sobie jeszcze nie znalazł.

5
Nerlens Noel (odrzucił 70 milionów, zagrał za 4.1 miliona)

Historia ówczesnego środkowego Dallas Mavericks to dobra przestroga dla wszystkich tych, którzy lekką ręką odrzucają duże miliony. Nerlens Noel w sezonie 2016/17 zagrał na tyle dobrze, że Mavs latem 2017 roku zaproponowali mu nowy kontrakt. 70 milionów za cztery lata gry w Teksasie – zdawało się, że to bardzo rozsądna, a może nawet trochę przesadzona oferta. Zupełnie inaczej myślał jednak Noel oraz jego agent, bo propozycję odrzucili, licząc na to, że na rynku wolnych agentów znajdą jeszcze więcej.

Szybko okazało się jednak, że poza Teksasem nikt tak wysoko Noela nie ceni. Dzień po dniu z rynku znikali kolejni wolni agenci, a środkowy mógł żałować swojej decyzji. Zniknęła też bowiem pierwotna oferta Mavericks, a Noel dopiero po dwóch miesiącach całkowitego zastoju zdecydował się zaakceptować ofertę kwalifikacyjną Dallas. Tym razem nie było już ani dziesiątek milionów, ani czterech lat w umowie. Zamiast tego ledwie jednoroczny kontrakt wart nieco ponad 4 miliony, który pozwalał ponownie wejść na rynek już po roku.

Potem podkoszowemu już nigdy nie udało się zaliczyć tak dobrego sezonu, by przyciągnąć tak wielkie pieniądze w swoją stronę. Pozostał jednak solidnym graczem, a miejsce znalazł sobie w Nowym Jorku. W tym roku także skończyła mu się dotychczasowa umowa, lecz tym razem bez większego wahania przyjął ofertę nowego kontraktu od Knicks i związał się z nowojorskim klubem na trzy kolejne lata, w których trakcie może zarobić 27 milionów. To i tak całkiem nieźle, więc tamtej decyzji z 2017 roku chyba nie ma już co żałować.

6
Latrell Sprewell (odrzucił 21 milionów, wypadł z ligi)

Nie mogło na tej liście zabraknąć Latrella Sprewella, który w NBA potrafił błysnąć jak mało kto – także z powodów pozaboiskowych. Cztery występy w Meczu Gwiazd mówią same za siebie, ale w międzyczasie były też bójki z kolegami z zespołu czy duszenie trenera PJ Carlesimo, czego efektem było 68-meczowe zawieszenie i koniec przygody z Golden State Warriors. Gdy w 1999 roku sięgnęli po niego Knicks, Sprewell okazał się jednak bardzo ważnym elementem zespołu, który dotarł wtedy do wielkiego finału.

Podobnie było w Minneapolis, gdzie Spree trafił w 2003 roku. Tam z miejsca stał się jednym z najbardziej istotnych pomocników Kevina Garnetta. Już w pierwszym sezonie w barwach Wolves pomógł drużynie awansować do finałów konferencji zachodniej. Wilki chciały więc związać się z nim na dłużej i przed sezonem 2004/05 zaproponowały przedłużenie umowy o trzy lata o wartości 21 milionów. Jak się okazało, była to kwota znacznie poniżej godności Sprewella, który łącznie w NBA zarobił prawie 100 milionów.

Zawodnik stwierdził nawet wtedy, że przecież „ma rodzinę do wyżywienia”. Ofertę więc odrzucił, a kolejnej od Wolves już się nie doczekał. Po zakończeniu rozgrywek 2004/05 czekał więc na propozycje z innych klubów – te jednak albo nie nadchodziły, albo były zbyt niskie. Jego agent w rozmowie z magazynem Sports Illustrated oznajmił nawet, że Sprewell woli zakończyć karierę niż grać za minimum. I rzeczywiście Spree nigdy więcej w NBA nie zagrał – fortunę natomiast roztrwonił i do dziś ma spore problemy finansowe i podatkowe.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. Miłośnik koszykówki odkąd w 2008 roku zobaczył w akcji Rajona Rondo. Robi to, co lubi, bo od lat kręci się to wokół NBA.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.