Czy mogę postawić na twój transfer? Trudna relacja piłki i bukmacherów (KOMENTARZ)

Zobacz również:Cena na metce działa na głowę. Złoty chłopiec wraca tam, gdzie zaczynał
Fulham FC v West Ham United - Premier League
Fot. Catherine Ivill/Getty Images

Sprawa Kierana Trippiera pokazuje jak trudna jest relacja futbolu z bukmacherką. Zakłady na transfery piłkarzy zawsze będą opierać się na wiedzy poufnej. To bukmacher podejmuje ryzyko proponując zabawę i to on powinien być rozliczany, a nie piłkarz, którego kumple zgarnęli kilka funtów. Angielska federacja nie ma ostatnio dobrej passy. Trwa idiokracja.

Jeśli ktoś temat przeoczył, szybko przypominam: Kieran Trippier, obrońca Atletico w grudniu dostał 10 tygodni zawieszenia i 70 tysięcy funtów kary. Powodem nie było to, że obstawił swój transfer sprzed roku jak błędnie przepisywali niektórzy dziennikarze. Wcale też nie namawiał do tego brata. Wina Trippiera polega na tym, że szczerze odpowiadał na pytania przyjaciół w chwili przeprowadzki z Londynu do Madrytu. Dzielił się wiedzą, która była poufna i która dała zarobić osobom trzecim. Dzisiaj robi się z tego wielkie halo i wlepia absurdalne kary.

W tej sprawie nic się ze sobą nie łączy. Karę narzucili Anglicy, ale cierpieć mają Hiszpanie. Ludzie w FA kontynuują idiotyczny łańcuszek decyzji po tym jak zbanowali Edinsona Cavaniego, mówiąc mu jak ma się wyrażać w swoim ojczystym języku. FIFA na wniosek Atletico oczywiście sprawę już prostuje. Nie może być tak, że klub traci piłkarza na 13 meczów, chociaż w niczym nie zawinił. Trippier wróci, ale temat jest na tyle ciekawy, że warto się nad nim chwilę zastanowić.

Doszliśmy do momentu, gdzie bukmacherka jest wszędzie. Można postawić wszystko - nawet to, czy Wayne Shaw, gruby bramkarz Sutton United zje pasztecik w trakcie meczu z Arsenalem. Ta słynna historia sprzed trzech lat pokazuje niebezpieczeństwo takich zakładów. Shaw wyleciał z klubu i do dziś twierdzi, że siedząc na ławce rezerwowych jadł, bo był głodny, a nie dlatego, że zagrał u buka. To zawsze będzie produkcja niepotrzebnych domysłów. Parę lat temu jeden z bukmacherów stworzył zakład czy Artur Boruc w ostatnim meczu reprezentacji schodząc z boiska pokaże "eLkę". Ludzie tak się na to rzucili, że kurs z 50.00 lawinowo spadł do 5.00. Autorzy od razu zaczęli węszyć wałek. W jakiej sytuacji stawia to piłkarza?

Bukmacherzy uwielbiają zakłady na dziwne wydarzenia albo transfery. Jeśli szanse na to, że Trippier trafi do Atletico rosną, wykorzystują tę wiedzę i zmniejszają kurs. Obstawiający nie może mieć wiedzy. Zaraz przecież padnie podejrzenie, że korzysta z poufnych danych. Śmieszne jest to, że przyjaciele Trippiera wygrali łącznie 1500 funtów, puszczając na to 23 zakłady. Ani oni, ani tym bardziej piłkarz nie traktowali tego jako skok na kasę. Wiadomości na WhatsAppie, które Trippier przedstawił w dochodzeniu pokazują klasyczne rozmowy kumpli. Nie jest to przypadek Daniela Sturridge’a, mówiącego do brata: „Postaw na mój transfer. Jak się coś wysypie, to oddam ci sos”.

Trippier płaci za naiwność. Za to, że mógł przewidzieć rozwój wypadków. Trudno jednak wymagać od piłkarza, by trzymał kontrolę nad najbliższym otoczeniem. Bukmacherzy często mówią: „Ale te zakłady to zabawa, marketing”. Limity są tak skonstruowane, że nie da się na nich obłowić. A mimo to co jakiś czas mamy aferę i próbę kneblowania ust piłkarzom. Trippier nie może powiedzieć kumplowi, że leci do Madrytu, bo zaraz zostanie posądzony o współpracę przy obstawianiu zakładów. Ma dobrze jeść, spać i wychodzić na boisko. Być pionkim w większej grze - tej, która daje dreszczyk emocji, ale też potrafi kruchość ludzi zamieniać na miliony. Wszystko w dobrze opakowanej i miłej formie. Diabeł by lepiej tego nie wymyślił.

Nie chcę rozwijać tematu bukmacherów, bo dla wielu to temat drażliwy, zdecydowanie zasługujący na szerszy tekst. Dziś to jedna z nóg piłkarskiego stolika, tak silna, że 60 procent klubów Premier League i Championships ma na koszulkach jakiś „BET”. Nie da się jej wyrzucić, ale przykładowe zakłady na transfery - już tak. Kilka miesięcy temu firma Betway powiedziała, że chce skupić się tylko na tym, co dzieje się na boisku. Nie chce szarej strefy i sytuacji jak ta z Trippierem, która do zeznań pociągnęła nawet Garetha Southgate’a i Seana Dyche’a. I nie chce federacji, która w chwili próby staje murem za hazardowym gigantem, winę przerzucając na piłkarza.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.