Mądrzejsi o dawne wnioski i lepsi bez swojej gwiazdy. Czy Fulham ma przepis na utrzymanie?

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
Tottenham Hotspur v Fulham - Premier League
Fot. Glyn Kirk/Pool via Getty Images

Dwa lata temu londyńczycy spadali z Premier League z najgorszą defensywą, masą wynalazków w pierwszym składzie i po sezonie, w trakcie którego zatrudniali trzech menedżerów – każdego z innej bajki. Tym razem znów kręcą się w okolicach dołu tabeli, ale to już nie to samo Fulham.

Ci kibice, którzy Premier League oglądają tylko z doskoku albo najczęściej włączają jej spotkania w zimie, kiedy ich ulubione rozgrywki mają przerwę, mogli być mocno zdziwieni. Tottenham wprawdzie prowadził z Fulham, ale zespół Scotta Parkera szedł na wymianę ciosów. Ostatecznie miał nieco szczęścia, że Spurs nie wykorzystali żadnej sytuacji na 2:0 i sam wyrównał na 1:1 za sprawą Ivana Cavaleiro, zdobywając bardzo cenny punkt na boisku jednej z najsilniejszych ekip tego sezonu. Tym samym przedłużył serię bez porażki do pięciu meczów, co było o tyle trudniejsze, że dwa wcześniejsze mecze ligowe Fulham przełożono, w klubie rozprzestrzeniał się koronawirus, a o tym, że spotkanie z Tottenhamem odbędzie się w środę wieczorem Parker i jego piłkarze dowiedzieli się w poniedziałek rano.

TRZECIA NAJLEPSZA SERIA

Pięciomeczowa seria bez porażki to w tym sezonie Premier League rzadkość, nie tylko dla drużyny z okolic strefy spadkowej. Sezon jest bardzo wyrównany i można odnieść wrażenie, że zarówno czołówka osłabła w porównaniu do poprzednich lat, jak i środek tabeli, średniaki z ambicjami, są w tym roku silniejsze. Slogan, że w Anglii „każdy może wygrać z każdym” tym razem ma przełożenie na rzeczywistość, dlatego mało komu przytrafiają się dłuższe dobre serie.

Obecna passa Fulham jest trzecią najlepszą w Premier League. Tylko Manchester United (od 11 meczów) i Manchester City (od 8) dłużej nie zaznały smaku porażki. A trzeba pamiętać, że londyńczycy w tym czasie grali z trudnymi rywalami – Liverpoolem, Southamptonem czy właśnie Tottenhamem. Ponadto dwie kolejki przed rozpoczęciem tej serii potrafili wygrać na wyjeździe z Leicester City. W tabeli za okres od listopadowej przerwy na kadrę byliby blisko środka tabeli.

CO ŁĄCZY MITROVICIA Z EWINGIEM?

To, co może zaskakiwać, to fakt, że Fulham jest na fali wznoszącej od momentu, w którym Parker odsunął od składu Aleksandara Mitrovicia. Serbski napastnik zawsze był dla londyńskiego klubu najważniejszym piłkarzem, bo strzelał najwięcej goli. W poprzednim sezonie zdobył 26 bramek, został królem strzelców Championship i bez niego nie byłoby mowy o awansie. Drugi najlepszy zawodnik w drużynie skończył sezon z 8 golami. Wydawało się, że jego trafienia muszą być jedną z podstaw skutecznej walki o utrzymanie w Premier League. Tymczasem jest odwrotnie.

Bill Simmons, amerykański dziennikarz sportowy, ukuł „teorię Ewinga”. Odnosiła się ona do środkowego New York Knicks Patricka Ewinga, bezsprzecznie najlepszego zawodnika tego zespołu przez ponad dekadę, i zakładała, że Knicks bez swojej największej gwiazdy grali... lepiej. Teoria Simmonsa miała ręce i nogi – szczególnie wydarzenia z 1999 roku, kiedy Ewing doznał kontuzji podczas finałów konferencji przeciwko Indiana Pacers zdawały się ją potwierdzać. Knicks bez niego wygrali trzy z czterech spotkań, wygrali serię 4-1 i awansowali do finałów NBA. Później Simmons przystawiał ją do różnych innych sytuacji, w których dany zespół bez swojej gwiazdy osiągał sukcesy. Termin się przyjął i wyszedł poza ramy NBA. Takich przykładów kibic każdej dyscypliny sportu mógłby podać kilka – weźmy choćby zejście z boiska Cristiano Ronaldo w finale EURO 2016.

„Teoria Ewinga” w Fulham mogłaby się nazywać „teorią Mitrovicia”. Matematyka mówi jasno – drużyna bez swojego najlepszego strzelca punktuje lepiej niż z nim. Kiedy Serb wychodził w pierwszym składzie w tym sezonie Premier League, średnia liczba punktów Fulham w tych meczach wynosiła 0.625. Z Mitroviciem na ławce, poza kadrą albo wchodzącym z ławki wzrastała do 1. Może to niewielka różnica, ale w kontekście całego sezonu i na dystansie 38 kolejek to około 14 punktów więcej.

GŁODNI ZAMIAST SYTYCH

Mitrovicia brakuje przede wszystkim w ostatnim czasie, co zbiegło się z serią pięciu z rzędu spotkań bez porażki. W tym czasie zagrał od początku tylko z Newcastle (1:1). Ale poprawa widoczna była już wcześniej. Mecz z Evertonem (2:3) potoczył się nieco pechowo i Fulham uciekła szansa na punkt, ale później była wygrana z Leicester, kiedy brak Serba wydawał się szczególnie korzystny. Bez wysokiej dziewiątki, na którą kierowano większość piłek w ataku, z cienia wyszli inni. Gra w ofensywie jest bardziej płynna, również dzięki temu, że wówczas Parker zmienił ustawienie zespołu na takie z trójką stoperów i wahadłowymi. Pomogło ono głównie tracić mniej bramek, ale też lepiej rozłożyć akcenty z przodu, gdzie aktywni stali sięCavaleiro czy Bobby DeCordova-Reid. A jeśli działa, to Anglik niczego nie zmienia, choć zapewnia, że Mitrović jeszcze będzie ważnym ogniwem w tym sezonie.

Jeżeli Fulham podtrzymałoby taką średnią punktową, jak od listopadowej przerwy na kadrę, to uniknęłoby spadku. To cel numer 1 po tym, jak w sezonie 2018/19 klub wrócił do Premier League i szybko spadł. Obecne rozgrywki wyglądają zupełnie inaczej i widać, że w klubie wyciągnęli lekcje sprzed dwóch lat. Tym razem nie było transferów na miarę Ryana Babbela, Jeana-Michaela Seriego, Sergio Rico czy Andre Schürrle.

Parker postawił na zawodników z doświadczeniem w Anglii, ale wciąż młodych i głodnych. Główne role odgrywają Ruben Loftus-Cheek, Ademola Lookman czy Tosin Adarabioyo – piłkarze, którzy w młodym wieku debiutowali w Premier League i albo przeszli przez szkółki klubów z Big Six (RLC w Chelsea, Adarabioyo w City), albo odbili się od mocniejszego klubu i w ojczyźnie chcą wrócić do formy (Lookman w RB Leipzig). Drugą szansę dostał też Andre-Franck Anguissa po udanym wypożyczeniu do Villarreal, a transfery do defensywy – bramkarz Alphonse Areola, stoperzy Adarabioyo i Joachim Andersen oraz lewy wahadłowy Antonee Robinson, jeden z tych piłkarzy, o których słyszy się w Anglii za mało, bo grają w słabej drużynie – okazały się strzałami w dziesiątkę.

KLUCZOWY MOMENT

Trudno powiedzieć, czy to przełoży się na utrzymanie, bo różnice są bardzo małe, a sezon nie sprzyja typowaniu. Wygląda jednak na to, że Sheffield United i West Brom to już bardzo poważni kandydaci do spadku, a kilka innych klubów walczy o to, by uniknąć trzeciego miejsca pod kreską. Na razie zajmuje je Fulham, ale trzeba pamiętać, że ma zaległy mecz z Burnley. W ostatnich tygodniach prezentuje się ponadto lepiej niż np. Newcastle czy Crystal Palace, a od Brightonu, który wyprzedza ich tylko o dwa punkty, londyńczyków dzielą tylko dwa punkty. Z tym rywalem Fulham zagra 26 stycznia.

Najbliższy czas będzie dla Fulham wymagający. Mecze z Chelsea, dwa „o sześć punktów” z Brightonem i West Bromem, a następnie z Leicester City i West Hamem mogą sprawić, że obecna seria zostanie przerwana. Ważne jest jednak to, że Parker znalazł sposób na to, by jego drużyna grała lepiej w obronie. Powtórka z sezonu 2018/19, kiedy z 81 straconymi golami Fulham wracało do Championship, jest wykluczona.

Parker zresztą kończył tamte rozgrywki w roli menedżera klubu i wiedział, jak odpowiednio podejść do piłkarzy, by już po roku wywalczyć kolejny awans, a teraz dokonał zmian, które dały pozytywny efekty. Mimo że jest wciąż młodym trenerem (ma 40 lat, w Premier League młodszy jest tylko Mikel Arteta), to potrafi dobrze reagować, a piłkarze podkreślają, że ma do nich świetne podejście. Wyciąganie w tym sezonie tego typu wniosków może się szybko zemścić, ale wydaje się, że Parker ma przepis na utrzymanie. To byłby ogromny sukces, zarówno 40-latka, jak i całego klubu.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje Premier League i NFL, o kórych pisze w newonce.sport. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.