CZWARTY SEKTOR: Alpine w siódmym niebie, Bottas gra w curling. Szalone Węgry

Zobacz również:Nowe barwy, nazwa i zarząd, ale co dalej? Projekt Alpine w budowie
Formuła 1: Esteban Ocon
Fot. Lars Baron/Getty Images

Lepszego zakończenia pierwszej części sezonu nie mogliśmy sobie wyobrazić. Z reguły na węgierskim torze brakuje tylko rozsypanych kwiatków po zakończonej procesji, ale nie tym razem. Tym razem aura spłatała figla, swoje dołożyli Valtteri Bottas z Lancem Strollem i dostaliśmy wyścig-marzenie.

Fenomenalne walki na torze, praca zespołowa i kompletnie zaskakujące podium. Kilku antybohaterów też się znajdzie, ale przed przerwą zostajemy z workiem emocji, który przykrył przepychanki redbullowo-mercedesowiskie. Całe szczęście.

1
Allez Les Bleus!

Po raz pierwszy od 2016 i ostatniej wygranej w F1 Nico Rosberga na Suzuce w trakcie ceremonii po wyścigu usłyszeliśmy tylko jeden hymn. Mamy wygraną Francuza we francuskim zespole. Wielki triumf Alpine i zapisanie się w historii. Wygrana zespołu w pierwszym sezonie, której nikt się nie spodziewał. Dodatkowo wygrywa ten, który w tym sezonie znajduje się na prawdziwej sinusoidzie.

Esteban Ocon i jego historia dojścia do F1 to absolutnie materiał na film. Gigantyczne wyrzeczenia rodziców, sprzedanie domu oraz rodzinnego biznesu, podróże z przyczepą kempingową po torach całej Europy. Potem były koligacje z Mercedesem i niemal beznadziejna sytuacja, kiedy stracił miejsce w Racing Point na rzecz Lance’a Strolla. Finalnie Toto Wolff załatwił mu fotel w Renault, a obecnie Francuz związał się z ekipą długoterminowym kontraktem. Sezon ma co najmniej dziwny, bo świetne występy przeplata fatalnymi, ale tego co stało się w niedziele nie zabierze mu nikt.

Fura szczęścia, świetne odnalezienie się w sytuacji i pewna, szybka jazda aż do samej mety. Pięknie nam Esteban wraca do formy w tym sezonie i wygrywa w nieprawdopodobnych okolicznościach. Jasne, gdyby nie Valtteti Bottas bawiący się w Miley Cyrus z klipu „Wrecking Ball” nie byłoby tego zwycięstwa. Natomiast nie można było zabierać Oconowi fantastycznej jazdy i pewnej obrony przed Sebastianem Vettelem. Natomiast nie byłoby tej wygranej gdyby nie jeszcze jedna osoba…

2
Show czterdziestolatka
Fernando Alonso - Alpine
Fot. Clive Mason/Formula 1 via Getty Images

Fernando Alonso skończył w czwartek czterdzieści lat. Wielokrotnie narzekamy, że „dziady” powinny ustępować miejsca młodszym, bo po co ciągnąć karierę bez wyników i szans na tytuły. Nando zdaje się temu wszystkiemu zaprzeczać już kolejny raz, a sam mówi, że spokojnie pokonałby 25-letnią wersję samego siebie. Po tym, co pokazał na Hungaroringu, zaczynam mu wierzyć.

Hiszpan był w realnej walce o podium, ale okazało się, że słabsza pozycja po restarcie jednak nie pozwoliła mu na przebicie się do topowej trójki. Czwarte miejsce, kiedy kolega z zespołu prowadzi, to i tak fura punktów, których zespół potrzebuje jak powietrza. Natomiast nawet wtedy Alonso dostał okazję pokazania klasy na torze. Lewis Hamilton po ostatnim pitstopie wyskoczył z pitlane niczym diabeł z pudełka. Tempo Brytyjczyka nie pozostawiało złudzeń – facet jedzie po wygraną.

Nie mógł jednak przypuszczać, że na drodze do 25 punktów stanie mu bolid Alpine. Fernando Alonso przez 10 okrążeń walczył z siedmiokrotnym mistrzem świata broniąc się w fenomenalny sposób. Nie było możliwości przeciśnięcia się obok, czy to po zewnętrznej, czy po wewnętrznej. Nando ustawiał się idealnie i pozwalał spokojnie jechać Estebanowi Oconowi i Sebastianowi Vettelowi. Jeszcze bardziej niesamowity był fakt, że pomimo chuchającego na kark Mercedesa kierowca Alpine zbliżał się do jadącego przed nim Carlosa Sainza! Wielka walka dwóch mistrzów świata trwała do 65. okrążenia, kiedy opony Alonso nie wytrzymały. Pomimo prób obrony tym razem Hamilton nie pozostawił złudzeń i przeleciał obok swojego dawnego kolegi z zespołu.

To jednak wystarczyło. Alonso uratował Ocona i Vettela przed piekielnie szybkim Mercedesem i Brytyjczyk miał czas tylko na poradzenie sobie z Sainzem. Fantastyczna to była jazda, a Hiszpan bezapelacyjnie zasłużył na tytuł kierowcy dnia. Teraz, kiedy przypomnę sobie, że Fernando chce pojeździć jeszcze kilka lat, to jestem absolutnie na tak. Jak wino – stary człowiek i może!

3
„Aaaaale urwał!”
Valtteri Bottas GP Węgier
Fot. Getty Images via F1

Nic innego na usta mi się nie cisnęło, gdy zobaczyłem „wyczyn” Bottasa, a po nim poprawkę Strolla. Panowie strzelili popis, który wydawał mi się zarezerwowany dla Romaina Grosjeana. Tym razem jednak to Fin wcielił się w jego rolę i pobawił się w zbijaka niczym były kierowca Haasa na Spa w 2012 roku. Na usprawiedliwienie kierowcy Mercedesa działa oczywiście pogoda i mokry tor… Z drugiej jednak strony od faceta z takim doświadczeniem oczekujesz czegoś więcej.

Bottas zahamował za późno, próbując nadrobić zupełnie zepsuty start, kiedy zablokował koła został już pasażerem. Najpierw zgarnął Lando Norrisa, a potem panowie staranowali razem Maxa Verstappena oraz Sergio Pereza. Kawałek dalej Lance Stroll przypomniał sobie zeszłoroczne kopiowanie Mercedesa i postanowił strzelić parę popisów na szosie. Kanadyjczyk zupełnie zepsuł hamowanie i ratował się ucieczką na trawę. Mokra nawierzchnia poza torem zadziałała niczym lód, a syn swojego ojca staranował Charlesa Leclerca, który to uderzył w Daniela Ricciardo.

Tym pięknym sposobem z wyścigu wyleciała jedna czwarta stawki, a tylko cudem pozostali w niej Verstappen z Ricciardo. Bottas chciał zdecydowanie za bardzo i popełnił juniorski błąd. To wyglądało dosłownie jak pierwsze metry w jakiejkolwiek grze wyścigowej w lobby online. Różnica jest jednak taka, że tutaj nie wciśniesz pauzy i nie zaczniesz od nowa. Tutaj kosztowałeś swój zespół (no i inne) kilkaset tysięcy dolarów. Stroll to Stroll, tam się nic nie zmieni i on o fotel może być spokojny. Natomiast z perspektywy Bottasa to może być ostatni gwóźdź do trumny.

Dzięki tej sytuacji dzisiaj w punktach znalazły się oba auta Williamsa, a George Russell w końcu zdjął z siebie ten gigantyczny ciężar. Koniec memów z „Gekonem Zeropunktowym”. Brytyjczyk popłakał się w mixzonie i trudno się mu dziwić. Dodatkowo w trakcie wyścigu wyraźnie zgłaszał chęć pomocy Nicholasowi Latifiemu w osiągnięciu jak najlepszego wyniku. To są te detale, które mogą mocno zadecydować, że z przerwy Russell wróci z podpisanym kontraktem, ale tym razem nie w ekipie z Grove, tylko z Brackley.

Bottas i Stroll dostali solidarnie karę cofnięcia o pięć pozycji na starcie w Grand Prix Belgii, co i tak uważam za dość mały wymiar kary. Spodziewałem się tutaj raczej „dyszki”, ale to i tak zaboli. Valtteri, wydaje mi się, że czas powoli dzwonić do Freda Vassuera, bo po tym weekendzie zdajesz się pasować tam idealnie.

4
Najsłabsze ogniwo
F1 Kimi Raikkonen
Fot. Joe Portlock/Formula 1 via Getty Images

Alfa Romeo pojechała absolutnie tragiczny weekend. Problemy zespołu praktycznie nie opuszczały. Najpierw awaria Giovinazziego w FP1. Potem niebezpieczne wypuszczenie Włocha w pitlane pod koła Strolla i blokowanie Pierre'a Gasly’ego na tym samym okrążeniu w FP3. W kwalifikacjach obyło się bez większych problemów, ale w niedziele wszystkim w garażu ekipy ze Szwajcarii odcięło tlen. Antonio Giovinazzi potracił pozycję przez dziwne decyzje z pitstopami, potem dostał karę za zbyt szybką jazdę w pitlane, która zupełnie pogrzebała jego wyścig. Kimi Raikkonen został wypuszczony dosłownie w Nikitę Mazepina i skończył Rosjaninowi wyścig.

Finalnie Alfa zdobyła jeden punkt po dyskwalifikacji Vettela, ale to marne pocieszenie. Takie weekendy powinny być przez nich wykorzystywane do maksimum, ale organizacja pracy totalnie leżała. Błędy popełniali stratedzy, kierowcy i mechanicy, a to wszystko złożyło się na słabiutki wynik i stratę miejsca w generalce na rzecz Williamsa. Ekipa z Hinwill na przerwę jedzie w fatalnych nastrojach, a te cztery tygodnie powinny dać im czas na przegrupowanie. Zobaczymy, jak rozwinie się sytuacja na rynku kierowców, bo to od niej też zależą kolejne ruchy Alfy Romeo. Weekend do zapomnienia.

Podziel się lub zapisz
Fanatyk Formuły 1, ale praktycznie obok żadnego sportu nie przechodzę obojętnie. Współtwórca największego podcastu o królowej sportów motorowych w Polsce - Budnik i Pokrzywiński o F1.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.