CZWARTY SEKTOR: Ferrari wsadza sobie kij w szprychy, Mercedes traci lidera

Zobacz również:CZWARTY SEKTOR: Hamilton po raz setny, kosztowny błąd Lando. Rosja była szalona!
F1 Grand Prix of Monaco: Charles Leclerc
Fot. Dan Istitene/Formula 1 via Getty Images

Najgorszy wyścig tego sezonu za nami (oby!). Monako nie dostarczyło w niedzielę, ale chociaż przyniosło nieco emocji dzień wcześniej. Znowu to kwalifikacje skradły show, ale niestety został pewien niedosyt po kraksie Charlesa Leclerca. Jedno jest pewne: to był najlepszy weekend Ferrari w tym roku, a mogło być zdecydowanie lepiej.

1
GRANDE FERRARI

Ferrari zaskoczyło wszystkich swoją formą w Monte Carlo. Nie było chyba człowieka, który upatrywałby w czerwonych realnego kandydata do wygranej. Tymczasem ekipa z Maranello zaczęła prężyć muskuły od samego początku treningów i okazało się, że nie była to wydmuszka. Kręte i wąskie uliczki Monako wyglądały jak stworzone dla maszyn Włochów. Charles Leclerc dosłownie latał pomiędzy bandami, a Carlos Sainz sprawiał wrażenie człowieka jeżdżącego w czerwieni już od kilku lat.

Forma potwierdziła się w kwalifikacjach i obaj kierowcy byli w grze o Pole Position. Leclerc w Q3 ustalił warunki i jak się okazało, również kolejność na starcie. Nico Rosberg na antenie Sky mówił, że w Monako trzeba być szybkim od razu, a ustanawianie wstępnego kółka na początku może przynieść profity. Tak było w tym wypadku, bo podobnie jak w 2006 roku Michael Schumacher lub w 2014 roku Nico Rosberg, Leclerc przerwał sesję wcześniej. Różnica polegała na tym, że tu nie było grama umyślności, tylko zwykły ludzki błąd. Nie zmieniło to jednak faktu, że pomimo szybkich kółek rywali z Red Bulla i Mercedesa to właśnie Monakijczyk cieszył się z Pole Position z wizją rozbitego auta i ewentualnych problemów w niedziele. Do tego momentu wszystko wyglądało bajkowo i sielankowo, a Ferrari mając pierwsze i czwarte pole startowe mogło realnie myśleć o podwójnym podium. Szkoda, że to tylko jednorazowy wybryk ekipy z Maranello, a już za dwa tygodnie wrócą do szarej, smutnej codzienności.

2
GWARANCJA DO BRAMY

Tak jak napisałem, do soboty wszystko szło książkowo. Ferrari zresztą przyzwyczaiło w tym sezonie, że nie popełnia błędów jak w ostatnich latach i spisuje się zdecydowanie lepiej po stronie zarządzania. Niestety, gdy wróciły wysokie miejsca, to połączenie z odpowiednimi synapsami zostało zerwane. Leclerc w bandę uderzył mocno i istniało od początku podejrzenie, że uszkodzona może być skrzynia biegów. To oznaczałoby pięć miejsc kary na starcie. Na szczęście już wstępne sobotnie oględziny, a potem ostateczne w niedziele wykluczyły awarię skrzyni. Włosi poskładali do kupy prawą stronę auta, która ucierpiała w kontakcie z barierą i… ogłosili fajrant! Czas na kawę i papierosa, a potem lampka wina do pizzy. Forza Ferrari!

Leclerc nie dojechał na Pole Position, bo już w tunelu na okrążeniu zapoznawczym coś pękło po LEWEJ stronie auta. Początkowe przypuszczenia o awarii skrzyni szybko wyleciały przez okno i okazało się, że awarii uległa lewa półoś. Pomyślałbyś, że po uderzeniu w barierę tylną osią w samochodzie z napędem na tył powinieneś sprawdzić obie strony. NIC BARDZIEJ MYLNEGO! Przecież po co sprawdzać coś takiego? Mattia Binotto przyznał wprost – nie sprawdziliśmy lewej strony, bo nie było tam uszkodzeń! Sezon bez farsy Ferrari byłby sezonem straconym.

Świetny wynik Carlosa Sainza kończącego wyścig na drugim miejscu został przyćmiony nieudolnością mechaników. Szkoda w tym wszystkim Hiszpana na równi z Leclerkiem, bo obaj stracili na nieudolności swojej ekipy. Oczywiście, ten drugi w swoim dramacie ma spółkę z zespołem, ale jednak to oni ponoszą większość winy za niedzielną wpadkę. Brawo Ferrari, grande! Nigdy nie zawodzicie.

3
MERCEDES NA WOJENNEJ ŚCIEŻCE

Fatalny weekend mają za sobą mistrzowie świata. Rozpoczęło się od słabego tempa w treningach, a potem przyszły kwalifikacje, w których absolutnie zawiódł Lewis Hamilton. Jeszcze przed walką w czasówce Mercedes w panice zmieniał ustawienia samochodów na ostatnią chwilę. Nie wyszło to na dobre siedmiokrotnemu mistrzowi świata. Hamilton się miotał i nie był w stanie wykręcić dobrego okrążenia w żadnej z sesji. Finalnie skończył na siódmej pozycji, bo próbując za mocno, uderzył delikatnie w bandę i uszkodził prawe przednie koło. Dodatkowo w wyścigu fatalną decyzję podjął zespół i złymi wyborami strategicznymi pogrzebał realne szanse Hamiltona na poprawę wyniku. Nie dało się ukryć, że Lewis był wściekły i rozżalony, co wyglądało dość słabo. Wygrywa z zespołem, ale przy porażce już nie był tak chętny do wspólnego „świętowania” wyniku.

Druga strona garażu walczyła o Pole Position aż do wypadku Charlesa Leclerca. Valtteri Bottas wyglądał dużo lepiej od swojego zespołowego kolegi, co nie da się ukryć było zaskakujące. Dodatkowo z Monako wypływały plotki, że Fin dostał informacje od Mercedesa, że po sezonie nie przedłużą jego kontraktu. Jeżeli faktycznie tak było, to dodatkowa motywacja podziałała na plus. Świetna jazda w wyścigu po pewne drugie miejsce została jednak zaprzepaszczona w boksach. Tym razem to nie był błąd mechaników, a zwyczajna złośliwość rzeczy martwych. Z nakrętki na prawym przednim kole zerwał się gwint i koła nie dało się po prostu zdjąć. Powiem więcej, na czas pisania tego tekstu, koło nadal pozostaje na samochodzie. Niech ktoś pożyczy im diaksa. Bottas to największy pechowiec zaraz za Leclerkiem i zwyczajnie go szkoda.

Przy okazji Mercedes stracił prowadzenie w obu klasyfikacjach generalnych, a Toto Wolff z tej okazji wytoczył potężne działa przeciwko Red Bullowi. Wraca temat zbyt giętkich skrzydeł w bolidach Verstappena oraz Pereza, a niemiecki zespół ma się nie cofnąć nawet przed protestem, a jeśli będzie trzeba pójściem do Międzynarodowego Sądu Apelacyjnego FIA. To oczywiście idealna zagrywka przed Azerbejdżanem, gdzie giętkie tylne skrzydło powinno dawać Red Bullom sporą przewagę na prostych. Mercedes w trakcie weekendu zapowiedział, że jest już w pełni w 2022 roku, ale ekipa Christiana Hornera jeszcze napsuje im w tym roku sporo krwi. Może nawet zabierze tytuły?

4
NAJLEPSZY WEEKEND ASTONA MARTINA

Nie tylko Ferrari skorzystało ze specyficznego toru i zanotowało jak do tej pory najlepszy wynik w sezonie. W kwalifikacjach rewelacyjnie spisał się Sebastian Vettel, a w wyścigu świetna strategia pozwoliła Lance’owi Strollowi wskoczyć do punktowanej dziesiątki. Ekipa Lawrence’a Strolla ma pierwszy prawdziwy powód do zadowolenia w tym sezonie. Niestety istnieje spore prawdopodobieństwo, że jedyny. Aston nadal chce walczyć o większą możliwość przebudowy samochodu, a dodatkowo staje ramię w ramię z Mercedesem w ich krucjacie przeciwko giętkiemu tylnemu skrzydłu. Krótko mówiąc, chwytają się za każdej możliwej opcji żeby poprawić wyniki w tym sezonie. Szkoda tylko, że pomocy szukają w regulaminach.

Sebastian Vettel popisał się najlepszym wynikiem w Aston Martinie i dał nam dawkę emocji w walce z Pierre'em Gaslym. Szkoda tylko, że zrujnował ją nam realizator, który wolał dać powtórkę ze ścięcia szykany przez Strolla… Niemiec bardzo chwali zespół i jest zadowolony z tego wyniku. Nie sądzę jednak, że to jakikolwiek promyczek nadziei na poprawę wyników przez Astona Martina. Dobrze mimo wszystko widzieć, że aklimatyzacja Vettela przebiega lepiej niż mogło się to wydawać jeszcze dwa tygodnie temu.

Podziel się lub zapisz
Fanatyk Formuły 1, ale praktycznie obok żadnego sportu nie przechodzę obojętnie. Współtwórca największego podcastu o królowej sportów motorowych w Polsce - Budnik i Pokrzywiński o F1.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.