CZWARTY SEKTOR: Król Fernando Alonso wraca na podium, Lewis Hamilton znowu z nokautem

Zobacz również:CZWARTY SEKTOR: Hamilton po raz setny, kosztowny błąd Lando. Rosja była szalona!
Max Verstappen, Lewis Hamilton, Fernando Alonso
Fot. Hamad I Mohammed/Pool via Getty Images

Walka o tytuł zbliża się do kulminacyjnego momentu, po siedmiu latach na podium wrócił Fernando Alonso, a wyścig, przed którym były obawy, że stanie się procesją, przyniósł sporo emocji. Co wiemy po pierwszym w historii Grand Prix Kataru?

Kiedy słyszysz, że wygrywa Lewis Hamilton, a za nim jest Max Verstappen to automatycznie opada Twój entuzjazm? Błąd! Tym razem nawet przy ich absolutnej dominacji dostaliśmy kawał ścigania na torze, który przecież rzekomo miał nas tego pozbawić.

Debiut Kataru w królowej motorsportu przebiegł lepiej niż można się było spodziewać. Kary, eksplozje opon, zaskakujący bohaterowie. Bez tych dwóch pierwszych byłoby zdecydowanie gorzej, ale darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda.

1
HAMILTON JUŻ SIĘ ZBLIŻA, JUŻ PUKA DO ICH DRZWI...
Lewis Hamilton
Fot. Stringer/Anadolu Agency via Getty Images

…Max biegnie go przywitać, a w ręce Red Bull drży. Tak trzeba podsumować dwa ostatnie wyścigi.

Lewis był poza zasięgiem i tym razem nie potrzebował nawet do tego jednostki napędowej, która debiutowała w Brazylii. Mercedes coś znalazł w najważniejszym momencie sezonu. Kolejny raz Verstappen nie ma czym odpowiadać i ma prawo się czuć jak Młody w „Psach”, kiedy jadł burgera na akcji. Dwa ostatnie wyścigi zdają się pokazywać, że to właśnie Srebrne Strzały mają wszystko w swoich rękach. Nic nie wskazuje na to, że ta forma nagle zniknie, a Red Bull odzyska przewagę. Max wygląda na faceta, który kolejny raz nie ma żadnej rady na tempo Hamiltona. Christian Horner przestaje trzymać ciśnienie i przy czystym jak łza przewinieniu swojego kierowcy wyzywa niczemu nie winnego marshalla.

Nie ma co dzielić skóry na niedźwiedziu, bo Formuła 1 jest nieprzewidywalna. Natomiast, używając nomenklatury tenisowej, na Interlagos była przewaga Hamiltona, a w Katarze mamy przełamanie. Arabia Saudyjska na papierze wygląda na tor Mercedesa, więc przy własnym serwisie powinni tam sobie poradzić doskonale. Toto Wolff sam powiedział, że szykują najcięższe działa i trudno się temu dziwić. Jeżeli nic się nie zmieni, to po Abu Zabi obaj pretendenci będą panami własnego losu, a różnica wyniesie maksymalnie dwa punkty. Red Bull potrzebuje czegoś ekstra, a Mercedes więcej szczęścia dla Valtteriego Bottasa. Oba tytuły nadal są na stole. Obecnie bardziej na stronie srebrnej, ale kolejnego zwrotu nie możemy absolutnie wykluczyć.

2
POWRÓT KRÓLA
Fernando Alonso
Fot. Lars Baron/Getty Images

To brzmiałoby lepiej w wypadku zwycięstwa, ale i tak trudno sobie tego odmówić. Fernando Alonso zaskoczył cały świat i stanął na najniższym stopniu podium w Katarze! Kiedy przed tym weekendem w tabeli Alpine i AlphaTauri miały po 112 punktów, to tych drugich raczej upatrywało się w roli faworyta. Pierre Gasly utrzymuje fenomenalną dyspozycję i mimo słabego Yukiego Tsunody to właśnie tam miała być przewaga. Jakże się wszyscy pomyliliśmy. Nando już od piątku miał przebłyski boskości, żeby w pełni rozbłysnąć w sesji kwalifikacyjnej. Hiszpan dosłownie frunął po torze i rzucił rękawicę Pierre’owi, finalnie przegrywjąc z nim o grubość włosa. Jednak to, co nie udało się w kwalifikacjach zostało dokończone w wyścigu.

Alonso ruszył świetnie i już po kilkuset metrach znalazł się na drugiej pozycji, zostawiając za sobą lepszego z duetu AlphaTauri. Jechał jak natchniony i pierwszy stint ustawił go w jasnej pozycji. Jeżeli nic by się nie zmieniło, a oba Mercedesy i Red Bulle dojechałyby do mety, to minimalnie jest piąty. Nikt ze środka stawki nie mógł nawet marzyć o walce z nim.

Potem jednak przyszła awaria Bottasa, zasypująca snopem iskier bolid Hiszpana, a następnie Red Bull ściągnął Pereza do boksu. Tempo Meksykanina nie było tak dobre, jak przypuszczali, a dodatkowo na koniec pomógł wirtualny samochód bezpieczeństwa. Alonso pojechał po swoje i dojechał na trzecim miejscu. 104 wyścigi temu zrobił to po raz ostatni. Na Węgrzech w 2014 roku. To już zresztą trzynasty kierowca, który dostąpił w tym sezonie tego zaszczytu. Kolejny raz Fernando udowadnia swoim krytykom, że mimo czterdziestki na karku, on nadal to ma. Wielkim kierowcą jest i basta!

3
PIRELLI POD OSTRZAŁEM
Lando Norris
Fot. Hamad I Mohammed/Pool via Getty Images

Nowe tory w kalendarzu zawsze są wielką niewiadomą. Częściowo możemy domyślać się po układzie, kto powinien być tam mocny. Praktyka potrafi być inna, ale mamy jakiekolwiek pojęcie. Jednak jednego możemy być pewni, najbardziej należy bać się o Pirelli. Włoski dostarczyciel opon ma historię problemów na nowych obiektach z ogumieniem. Tym mocno konserwatywny wybór najtwardszych możliwych mieszanek, czyli C1 – C2 – C3, miał zapewnić spokojną głowę zespołom. Okazało się jednak, że tor był niedoszacowany.

Sekwencje szybkich i średnich zakrętów okazały się większym obciążeniem dla opon niż można się było tego spodziewać. Oczywiście, że tarki mogły mieć na to wpływ. Nie zmienia to jednak faktu, że George Russell, ofiara z 49. okrążenia, przyznał otwarcie, że Williams się tego spodziewał. Nawet trafili dokładnie z miejscem lewej przedniej opony, które zawidoło. Lando Norris, który stracił przez to finisz w TOP5, nie zostawił na Pirelli suchej nitki, mówiąc otwarcie, że ogumienie powinno być lepsze. Wystarczająco przecież ryzykują samą jazdą, a co dopiero na takich jajkach z niespodzianką. Najbardziej niepokojące jest natomiast to, że wszyscy oni, plus Valtteri Bottas oraz Nicholas Latifi, nie mieli żadnego sygnału o problemach. Zero wibracji, dziwnego zachowania. Każda awaria przychodziła nagle i niespodziewanie.

Mario Isola, szef Pirelli, przyjął mocno obronną pozycję. Twierdzi, że danych było mało, przecież tylko jeden trening był reprezentatywny. Dodatkowo przecież alecali jazdę na dwa pitstopy i tym, którzy tak pojechali, przecież nic się nie stało. Oczywiście, będzie dochodzenie i pewnie jak zwykle dowiemy się, że firma oponiarska jest tutaj bez żadnej winy. Wszystko zostanie zrzucone na ostre krawężniki albo nieroztropne zespoły. Potem oczywiście dziwnym trafem jednak zostanie zmieniona zewnętrzna ściana opon na bardziej wytrzymałą, ale przecież to nie będzie miało związku. Który to już raz widzimy to samo?

Pamiętajmy jednak o jednej rzeczy – to Formuła 1 chce takich opon, a Pirelli tylko wykonuje zlecenia.

4
PECH McLARENA, BŁĘDY ALPHATAURI
Pierre Gasly
Fot. Lars Baron/Getty Images

O tych drugich wspominałem już wcześniej. Gasly został zakopany przez swój zespół po bardzo wczesnym pitstopie. Trzeba też pamiętać, że treningi zdecydowanie sugerowały, że przejazdy kwalifikacyjne z małą ilością paliwa były niejako zasłoną dymną. Tempo na długich wyglądało już zdecydowanie gorzej, a to mogło zwiastować problemy.

Mimo wszystko tego, że Alpine zdobędzie 25 punktów, a oni zero raczej spodziewać się nie mogli. Nie po awansie obu swoich zawodników do Q3, a w przypadku Pierre’a startowania z pierwszej linii… To nie wygląda dobrze i jest bardzo duża szansa, że to właśnie w Katarze Alpine zacementowało sobie piąte miejsce na koniec sezonu. Przy operowaniu na mniejszych wartościach punktowych, to może być strata nie do odrobienia. Nawet mimo tego, że ten sezon pokazuje, że spodziewać można się wszystkiego.

Przecież jeszcze dwa miesiące temu trudno było nawet przypuszczać, że McLaren zacznie tracić tak dużo do Ferrari. Włosi po zmianach hybrydy dostali dodatkowej mocy, a już szczególnie Carlos Sainz. Hiszpan kolejny raz był lepszy od Charlesa Leclerca i to może nieco martwić fanów Monakijczyka. Jednak to wspólny cel obu panów jest obecnie najważniejszy.

Pech Norrisa i przebita opona zrzuciły McLarena do piekła. Wywiezienie jedynie dwóch punktów z Kataru to zdecydowanie za mało. Lando realnie miał w zasięgu czwarte miejsce, ale pęknięta guma zabrała mu sporo punktów. Daniel Ricciardo znowu przyniósł nóż na strzelaninę i w ten sposób Scuderia znowu umacnia się na trzecim miejscu. W sumie to tam już powoli się okopują i jest duża szansa, że to właśnie oni zajmą najniższy stopień podium. Patrząc na to, co myśleć można było przed sezonem – Ferrari to absolutnie największe zaskoczenie tego sezonu.

Podziel się lub zapisz
Fanatyk Formuły 1, ale praktycznie obok żadnego sportu nie przechodzę obojętnie. Współtwórca największego podcastu o królowej sportów motorowych w Polsce - Budnik i Pokrzywiński o F1. W newonce.radio współprowadzi PIT STOP.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.