CZWARTY SEKTOR: Wielkie otwarcie sezonu w Bahrajnie. Co wiemy po pierwszym GP?

Zobacz również:CZWARTY SEKTOR: Hamilton po raz setny, kosztowny błąd Lando. Rosja była szalona!
F1 Grand Prix of Bahrain: Lewis Hamilton
Fot. Bryn Lennon/Getty Images

Bartosz Budnik debiutuje z cyklem Czwarty Sektor, w którym będzie zbierał cztery wnioski po każdym wyścigu Formuły 1. Kto zyskał, a kto zawiódł w pierwszym Grand Prix w Bahrajnie?

Wiele można było oczekiwać po tym wyścigu, ale dostaliśmy jeszcze więcej. Red Bull udowodnił, że w tym roku walczą o tytuł, środek stawki dostarczył emocji, a debiutanci nie zawiedli. Podobnie zresztą jak i kierowcy zmieniający miejsce pracy, którzy udowodnili swoim nowym ekipom, że warto było na nich postawić. No, prawie wszyscy.

1
RED BULL ZARDZEWIAŁ

Kiedy Toto Wolff czy Lewis Hamilton otwarcie mówili, że to Red Bull jest obecnie faworytem tego sezonu i dysponuje najlepszą konstrukcją, mało kto im wierzył. Zastanawiano się, ile prędkości ekipa z Brackley była w stanie ukryć w trakcie testów. Nawet kiedy zaczęły się seryjnie wygrywane przez Verstappena treningi, niewiele zmieniło. Nadal wszyscy czekali na prawdziwą moc Mercedesa, odkręcenie silnika i pokaz siły w kwalifikacjach. Natomiast nic takiego się nie stało. Max zgniótł Srebrne Strzały w kwalifikacjach, odstawiając siedmiokrotnego mistrza świata o 0,4 sekundy. To był prawdziwy szok. Wiadomo było, że Red Bull będzie mocny, ale nikt nie spodziewał się takiej przewagi.

Jednak nawet najlepszy samochód nie jest w stanie zapewnić wygranej jeżeli popełniasz takie błędy, jak zrobił zespół. Verstappen prowadził spokojnie od startu i trzymał odpowiednią przewagę nad Hamiltonem, który jako jedyny był w stanie trzymać jego tempo. Natomiast to Mercedes przejął przewagę na torze przez decyzję o wcześniejszym zjechaniu do boksu. Stratedzy Red Bulla nie zareagowali na podcięcie i postanowili trzymać się swojego planu na ten wyścig. Zjazd o cztery okrążenia później od głównego rywala sprawił, że Lewis wyprzedził Holendra w boksach i uciekł mu na siedem sekund. Ta przewaga okazała się początkiem końca marzeń o wygranej. Drugi pitstop Red Bull przeciągnął jeszcze bardziej. Mercedes zareagował na lepsze tempo Maxa wcześniejszym zjazdem, a RBR zjechało dopiero 11 okrążeń później. To wystarczyło na przewagę wystarczająco dużą przed finalną walką. Verstappen miał tylko jedną realną szansę na wyprzedzanie Hamiltona w końcówce. Finalnie się nie udało (o tym więcej za chwilę) i jasno trzeba sobie powiedzieć, że oddanie przewagi na torze przyczyniło się do tego bardzo mocno. Red Bull uwierzył, że czystym tempem są w stanie poradzić sobie z Mercedesem i po prostu ich wyprzedzić.

Nie docenili jednak faceta, który ten wyścig wygrał. Hamilton wykorzystał błąd Red Bulla i wygrał wyścig w swoim piętnastym kolejnym sezonie. To oznacza, że od początku kariery zrobił to przynajmniej raz w każdym roku startów. Wielu chciało zobaczyć Lewisa wygrywającego nie w najlepszym aucie w stawce. Proszę bardzo, dostaliście przykład. Oczywiście, wielu nadal puka się w czoło, że W12 jeszcze przybierze formę zdecydowanie lepszą. Pewnie tak będzie. Tylko w tym konkretnym wyścigu to Red Bull miał najlepszą konstrukcje z całej stawki. Hamilton pojechał absolutnie na 110% i wykorzystał każdą pomyłkę konkurentów do maksimum. Przez lata Brytyjczyk prosił o realną walkę o tytuł. Prawdopodobnie został wysłuchany, a my będziemy mieli okazję raczyć się pojedynkiem dwóch najlepszych kierowców w stawce. Verstappen pojechał idealny weekend, a jego team zabrał mu wygraną. Tak, to nie zakręt numer 4, to właśnie na pitwall podjęto decyzję, która w ogólnym rozrachunku przegrała ten wyścig.

2
ZA WYSOKIE PROGI?

Historia zakrętu numer 4 wywołała najwięcej kontrowersji w ten weekend. Tylko sam moment nie był odpowiedni. Od piątku wiadomym było, jak do wyjazdu poza tor w tym zakręcie podchodziła dyrekcja wyścigu i nikt na to nie zareagował. Natomiast to za chwilę. Dlaczego w ogóle podniosło się takie larum? Otóż w końcowej fazie wyścigu, kiedy Max Verstappen był już w DRSie za Lewisem Hamiltonem, zdecydował się on na atak w zakręcie numer 4. Szybkość, z jaką Holender w niego wjechał i trajektoria jazdy od zewnętrznej zwyczajnie nie pozwoliły mu zmieścić się w limitach toru i dokończył on manewr wyprzedzania czterema kołami za białą linią. Następnie został on poinformowany przez swojego inżyniera wyścigowego, że dyrekcja wyścigu nakazuje mu oddać pozycję Hamiltonowi przez nielegalny manewr. Wszystko jest dość jasne i zrozumiałe, prawda? Dopóki nie wgłębimy się w to wszystko mocniej.

Czasami dyrekcja wyścigu zarządza małe zmiany jeżeli chodzi o limity toru. Przykładowo w niektórych zakrętach to tarka wyznacza koniec toru, a nie biała linia. Logiczna sprawa, auta przyśpieszają, a tory są stałe. Po co ograniczać sztucznie prędkość w części zakrętów? Decyzje zazwyczaj podejmowane są na okres całego weekendu i dodatkowo takie kontrowersyjne miejsca bywają dodatkowo oczujnikowane. Wtedy wszystko jest jasne i klarowne. Teraz Michael Masi, dyrektor wyścigowy z już dwuletnim stażem, podjął decyzję zupełnie niezrozumiałą. W piątek w jego notatce wyraźnie napisane było, że w zakręcie numer 4 limity toru obowiązują tylko w treningach oraz kwalifikacjach, a w wyścigu nie. Sytuacje, gdzie szerszy wyjazd miał poprawiać czas nie były monitorowane. Tylko kiedy dojdzie do manewru wyprzedzania lub obrony poza torem, wtedy sędziowie mieli decydować czy wszystko było dobrze i decydować o ewentualnych karach.

Hamilton nie zrobił nic złego. Wykorzystał niezrozumiałą decyzję dyrektora wyścigu do maksimum. Przecież skoro tam nie obowiązywały limity toru, to nic go nie broniło przed szerokimi wyjazdami z czwórki i zyskiwaniem czasu. Przecież przyzwolenie na taki manewr dostała cała stawka. Tutaj to Red Bull zaspał i nie skorzystał z tej furtki, jaką zostawił otwartą Michael Masi. Lewis wyjechał 29 razy szeroko z toru, bo miał na to pozwolenie, tak samo jak pozostałych dziewiętnastu kierowców w stawce. Red Bull zaczął korzystać z tego samego fortelu i wcale to nie dziwiło. Największy błąd miał jednak dopiero nadejść, bo nagle postanowiono wyeliminować szarą strefę, tylko że połowa wyścigu to średni moment na takie zabiegi.

Mercedsa poinformowano, że Brytyjczyk nie może już wyjeżdżać tak szeroko bez dokładniejszego tłumaczenia. Bojąc się ewentualnego ryzyka powiedziano Lewisowi, aby ten jechał linią jak w kwalifikacjach. To oznaczało, że starał się on utrzymywać dwoma kołami na torze na ile było to możliwe. Verstappen po ostrzeżeniu zyskiwał czas, który wcześniej stracił, bo Red Bull bardziej trafił w widzimisię Masiego. Max po prostu nie wyjeżdżał aż tak szeroko, ale nadal korzystał z wyjazdu poza tor. I miał do tego pełne prawo! Natomiast manewr, który wykonał na Hamiltonie był po prostu niedozwolony. Nawet dziurawa notatka dyrektora wyścigu mówiła jasno, że kierowcom nie wolno korzystać z limitów w zakręcie numer cztery do ukończenia manewru wyprzedzania lub obrony przed nim.

Tu pozwolę sobie na chwilę komentarza. To, co wydarzyło się w Bahrajnie, moim zdaniem jest skandalem, ale w zupełnie innym miejscu niż widzi to większość ludzi. Verstappen nie przegrał tego wyścigu przez decyzję Masiego, ale nadal to nie powinno tak wyglądać. Zmienianie limitów toru najpierw podczas weekendu, gdzie w jednej sesji nie wolno wyjechać, a w drugiej to generalnie róbta, co chceta to żart. Jeszcze większym dowcipem było majstrowanie przy własnych decyzjach w trakcie wyścigu, bo Red Bull poskarżył się, że tak nie wolno. A właśnie, że wolno, ale nie doczytało się wszystkiego do końca. Michael Masi podejmuje kolejny raz wątpliwe decyzje i mam wrażenie, że przejęcie schedy po nieocenionym Charliem Whitingu go jednak przerasta. To nie pierwszy i nie ostatni raz. Co do limitów toru, to uważam, że należy powiedzieć to jasno. Ktoś ten tor tak namalował i stworzył. Białe linie wyznaczają tor i niewiele mnie interesuje cokolwiek poza tym. Sztuczne poszerzanie obiektów nie ma sensu i tworzy takie patologie, jakie ujrzeliśmy w tym wyścigu.

3
KRZYKACZ SEB ZNÓW ZAWIÓDŁ

Wielkie nadzieje wiązano z przejściem Vettela do Astona Martina. Powrót do Anglii, gdzie czuł się jak ryba w wodzie i święcił największe sukcesy. Zdjęcie presji związanej z jazdą w Ferrari i odetchnięcie po trudnych sześciu latach. Miał być powiew świeżości i powrót starego Seba. Testy się nie udały, w treningach było tak sobie. Przyszły kwalifikacje i nagle stare demony wróciły w pełnej krasie. Niemiec nie poskładał dobrego okrążenia na pierwszym przejeździe i wyglądało na to, że pożegnamy się z nim już w Q1. Presja wzrastała, zostało jedno okrążenie. Sebastian niewiele zrobił sobie z faktu, że na torze stoi obrócone auto Nikity Mazepina, a stewardzi machają podwójnymi żółtymi flagami. Finalnie i tak nie pozwoliło mu to na awans do Q2, bo w dalszej części zepsuł swój przejazd i kwalifikacje zakończył na fatalnym 18. miejscu. Jednak przewinienie, którego się dopuścił nie umknęło uwadze sędziów. Vettel został ukarany pięcioma miejscami kary na starcie oraz trzema punktami karnymi do superlicencji.

To jednak nie był koniec przygód Niemca. Tempo w wyścigu było bardzo słabe, ewidentnie odstawał tempem od swojego kolegi z zespołu. Inna sprawa, że próba jazdy na jeden pitstop także mu nie pomogła. Nie dało się jechać konkurencyjnie w Bahrajnie na jedną zmianę opon. Natomiast na koniec wyścigu Vettel popełnił błąd, który realnym pozostawia pytanie, czy to przypadkiem nie jest schyłek tej kariery. Esteban Ocon walczył na torze z nowym kierowcą Astona Martina. Oszczędzający opony Niemiec próbował się bronić zjazdem do wewnętrznej. To nie zmieniło absolutnie niczego. Francuz przefrunął obok, a Vettel próbując kontry zjechał za niego… już w strefie hamowania. Bolid Alpine zahamował, a Seb zblokował koła, wjeżdżając oponentowi w tył. Szczęśliwie obaj panowie pojechali dalej bez większych problemów, ale potem przyszedł czas na team radio. Vettel… poskarżył się na fakt, że to Esteban zmienił linie jazdy i spowodował wypadek. Z tym, że cały świat widział, że to właśnie Niemiec nagle postanowił zmienić tor jazdy. Skandaliczne zachowanie, gdzie kolejny raz widać, ze Seb w swoich oczach nie popełnia błędów i od razu szuka usprawiedliwień.

To naprawdę zaczyna źle wyglądać. Vettel zmienia otoczenie i rozpoczyna przygodę praktycznie tam, gdzie skończył w Ferrari. Nie mam zamiaru go przekreślać po jednym złym weekendzie, ale miało być inaczej. Istnieje po prostu szansa, że Seb się wypalił jako kierowca. Lance Stroll przez cały weekend wyglądał zdecydowanie lepiej, a gdyby zobaczyć w obiektywie Lawrence’a Strolla to pewnie ten wzdychał do zdjęć Pereza z Grand Prix Sakhiru 2020. To nie jest wymarzony początek, a nawet nałożenie na siebie kolejnej presji. Jasne, nowe auto, nowy zespół. Natomiast ta taryfa ulgowa w przypadku czterokrotnego mistrza świata jest naturalnie nieco mniejsza niż u konkurentów.

4
DEBIUTY (W WIĘKSZOŚCI) NA PLUS

Yuki Tsunoda, który zajął drugi fotel w AlphaTauri, wykonał kawał wybitnej roboty. Pokazał, że DRSowe machlojki z testów nie wypaczyły bardzo jego tempa. Dobry występ w kwalifikacjach, nieco popsuty przez optymizm zespołu w Q2 i próbę wejścia do ostatniej części czasówki na oponie pośredniej. Wyścig to problem z ustawieniem się na polu startowym, następnie spadek tempa, ale koniec końców świetna jazda i rozstawianie po kątach wielokrotnych mistrzów świata. Alonso czy Vettel byli bez szans w starciu z filigranowym Japończykiem. To największe pozytywne zaskoczenie otwarcia sezonu.

Zgoła odmienne nastroje panują w Haasie. Wiadomym było, że nie powinnismy się spodziewać cudów - stagnacja w oczekiwaniu na sezon 2022 musiała przynieść spadek osiągów i tak się stało. Haas bezapelacyjnie jest ostatni. Dodatkowo przecież to właśnie u nich jedzie dwóch debiutantów. Mick Schumacher pojechał przyzwoity weekend, nic więcej. Trudno jest go odnieść do rywali innych niż Nikita Mazepin. Kiedy więc Niemiec wygrywał z nim w kwalifikacjach, a potem ukończył pierwszy wyścig w karierze jako pierwszy Schumacher w historii, to kolega z zespołu już dawno był pod prysznicem. Rosjanin w swoim debiucie przejechał dwa okrążenia formujące i trzy zakręty toru. Przez caly weekend miał problemy z prowadzeniem samochodu, często się obracał. To akurat jest normalne i lepiej zrobić to w treningu, żeby unikać takich sytuacji w niedziele. Jednak w zakręcie numer 3 Mazepin popełnił absolutnie szkolny błąd i przydzwonił w bandę, ku uciesze części Twittera. Trudny to start w karierze, ale dobrze widzieć, że Nikita zdaje sobie sprawę, że to był tylko i wyłącznie jego błąd. To daje nadzieje na przyszłość.

Co do kierowców zmieniających zespoły, to poza wcześniej opisanym Vettelem wszyscy wypadli na plus. Carlos Sainz jechał świetnym tempem w kwalifikacjach, a także w wyścigu. Wypadł tak dobrze, że aż rozochocił Mattię Binotto, który wbił szpilkę swojemu byłemu kierowcy. Szef Ferrari powiedział wprost, że w końcu mają dwóch dowożących dobre wyniki kierowców. Podobnie było z Danielem Ricciardo w McLarenie, który pokonał Lando Norrisa w kwalifikacjach, a potem przejechał bardzo przyzwoity wyścig. W tą samą retorykę wpisał się także Fernando Alonso, który w ogólnym rozrachunku wypadł lepiej od Ocona, mimo nie ukończenia wyścigu.

Sergio Perez nie zawiódł Red Bulla, mimo początkowych problemów. Widać, że Meksykanin musi jeszcze się wjeździć w RB16B i tutaj nie ma cudów. Kwalifikacje nie wypadły najlepiej, bo można było mieć flashbacki z pewnego Taja. Perez skończył 11. i nie awansował do Q3. Potem na okrążeniu formującym jego bolid odmówił współpracy i wydawało się, ze Sergio zakończy wyścig zanim ten się zacznie. Finalnie udało mu się jednak auto odpalić ponownie, ale oznaczało to dla niego start z pitlane. Checo jednak dowiózł. Rewelacyjna postawa w niedziele pozwoliła mu na awansowanie z dwudziestej pozycji na starcie na piąte miejsce. Wielkie brawa dla Pereza, który pokazał, że drzemie w nim duży potencjał, jeżeli chodzi o prowadzenie tej maszyny.

*****

Ten sezon zapowiada się absolutnie wybitnie. Wygląda na to, że emocji powinniśmy się spodziewać z każdej strony. To już nie będzie tylko walka o trzecie miejsce w tabeli konstruktorów, chociaż ta zapowiada się piekielnie ciekawie. Jeżeli za trzy tygodnie na Imoli Mercedes nie wyjedzie zupełnie nowym autem, które okaże się bolidem idealnym, to powinniśmy mieć walkę o tytuł, na jaką czekaliśmy od lat. Pojedynek Hamilton vs Verstappen brzmi jak walka na poziomie Senna vs Prost, Schumacher vs Hakkinen czy Lauda vs Hunt. Oby tak pozostało, bo nic tak człowieka nie cieszy, jak pocący się z nerwów Mercedes.

Podziel się lub zapisz
Fanatyk Formuły 1, ale praktycznie obok żadnego sportu nie przechodzę obojętnie. Współtwórca największego podcastu o królowej sportów motorowych w Polsce - Budnik i Pokrzywiński o F1.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.