Człowiek, którego trzymają się kilogramy. O Hazarda skłonności do nadwagi

Zobacz również:Kolejny artysta, który przestał zachwycać. James chce do Anglii. Czy odzyska magię w Evertonie?
EdenHazard-1163275076-kopia.jpg
Fot. Alexander Hassenstein/Bongarts/Getty Images

Na papierze powinien aspirować do miana twarzy ligi hiszpańskiej, a drugi sezon z rzędu wraca debata o jego nadwadze. Nie dość, że Eden Hazard kosztował 160 milionów euro, to zapowiada się na jedną z największych klap transferowych Realu. Zdecydowanie nie tak wyobrażano sobie galaktyczny transfer Belga.

Powtarza się ten sam scenariusz co przed rokiem: startuje sezon, a oponka Edena Hazarda aż nazbyt rzuca się w oczy. Świat obiegło zdjęcie w treningowej koszulce Belgii z napisem „fans, do your things”, w którą 29-latek ledwo się mieścił. Pozostałości po wakacjach były zbyt wyraźne, a zawodnik Realu cierpi na tę samą przypadłość co Dimitri Payet czy Luis Suárez – mianowicie po urlopie lubią wrócić zapuszczeni, bo pozwalali sobie na wszystko, czego wymagania sezonu zabraniają.

„Nie ukrywam tego. Kiedy jestem na wakacjach, to jestem na wakacjach. Niczego sobie nie odmawiam. Jestem typem człowieka, który szybko przybiera na wadze, ale równie szybko ją traci” – opowiadał Belg rok temu na łamach L'Equipe, bo identyczne pytania padały już kilkanaście miesięcy temu.

To zresztą wątek, który nie opuszcza skrzydłowego jeszcze od czasów Lille. W szatni Chelsea regularnym obiektem żartów była jego tusza, ale zazwyczaj Hazard szybko zamykał usta kolegom swoimi występami. Kiedy wszyscy zostali zamknięci w domach podczas pandemii, dziennikarze również nie dawali mu spokoju. „Staram się nie chodzić za często do spiżarni, ale mam ją zaraz obok pokoju, więc to nie jest takie proste” – żartował wtedy Hazard.

Kiedyś w Belgii chłopak z La Louvière uczestniczył w konferencji dotyczącej zdrowego trybu życia. Jego zamiłowania do hamburgerów jest powszechnie znane, więc dostał pytanie, jak powinien odżywiać się sportowiec amator, aby osiągać jak najlepsze rezultaty. „Zalecam wszystkiego po trochu. Nie chodzi o to, aby jeść tylko spaghetti i takie rzeczy. Możesz jeść, co chcesz, ale nie w dużych ilościach” – rekomendował Eden. Przez lata jednak wielokrotnie chodził za nim temat żywienia czy samokontroli. A już najbardziej wraca, kiedy trzeba zacząć okres przygotowawczy.

Real ma szczęście, że nie rozpoczyna ligi już w pierwszej kolejce, ale spokojne lato bez transferów gotówkowych zostało mocno zaburzone przez powrót Hazarda do klubu. Najzwyczajniej rozzłościł swoich trenerów, kiedy zobaczyli w jakim stanie pojawił się w Valdebebas. Bo może mieć bajeczną technikę, podbijać piłkę do rugby z większą łatwością niż inni (nawiązanie do reklamy William Hill), ale w nowoczesnym futbolu nie odnajdziesz się bez biegania na wysokiej intensywności, o czym przecież skrzydłowy doskonale przekonał się w atletycznej Premier League.

Wielokrotnie jako nadzieję dla najdroższego transferu w historii Realu podawano przykład Thibaut Courtois. Pierwszy sezon w Madrycie beznadziejny, a później odkupienie i zakończenie drugiego z Trofeo Zamora dla najlepszego bramkarza ligi. To było pocieszenie, że po wielkim rozczarowaniu z Edenem Hazardem może być lepiej. Ale nie w sytuacji, kiedy wrócił do ośrodka treningowego, powielając te same błędy co przed rokiem. Zinedine Zidane mógł poczuć się jak w dniu świstaka.

Pojawiają się duże wątpliwości co do profesjonalizmu Hazarda. W końcu kiedy ktoś ma problemy fizyczne, potrafi czasem poświęcić urlop, aby doprowadzić się do jak najlepszego stanu. A tu mamy do czynienia z przypadkiem, gdy drugi sezon z rzędu przyjeżdża zaniedbany – z nadwagą i z wyraźnymi problemami z formą. Jakby wkurzenia w klubie było mało, pojechał jeszcze na zgrupowanie reprezentacji Belgii, gdzie nie rozegrał ani minuty. Selekcjoner Roberto Martínez wyszedł i powiedział szczerze o swojej gwieździe: „Nie jest wystarczająco sprawny, aby grać”. Innymi słowy: zbyt zapuszczony, aby mógł wnieść cokolwiek do gry drużyny. Dodał jeszcze brutalnie: „Na ten moment Hazardowi brakuje około 60 treningów, aby wrócić na najwyższy poziom”.

60 treningów. To brzmi bardzo poważnie, więc w takiej sytuacji powinien zostać w Madrycie, biegać, ćwiczyć i pracować nad sylwetką. Jako przykład wskazywany jest Luka Modrić: on poprosił selekcjonera o pozostanie w stolicy Hiszpanii, aby nie przegapić początku rozgrywek. Chciał skupić się na treningach fizycznych i doprowadzić do jak najlepszej formie. Hazard pojechał na zgrupowanie, bo jest zżyty z drużyną narodową, ale w zasadzie nijak mógł jej pomóc. Prośba Modricia została mocno doceniona przez Zidane'a, w przeciwieństwie do sytuacji Belga.

Temu wszystkiemu dodatkowo nie sprzyjają ostatnie doniesienia medialne, jakoby Eden Hazard miał finalnie kosztować 160 milionów euro, a nie jak pierwotnie puszczono w świat 100 milionów. Kwotę ujawniła gazeta HLN, która dotarła do rozliczeń dzięki klubowi AFC Tubize, gdzie skrzydłowy grał w juniorach. Otóż należy mu się 0,5% całej kwoty, a według rozpisanych przelewów, można obliczyć, ile Real zapłacił Chelsea. Dziennikarze doszli, że w 2019 londyńczycy zarobią 40 milionów, druga transza wynosi 56 milionów, a w 2021 roku mają jeszcze dostać przelew na 64 miliony, co razem daje sumę 160 milionów za Hazarda.

Nie byłoby to aż tak szokujące, bo przecież Królewscy odkładali na niego przez kilka okien transferowych, a samo przekonanie Chelsea też trwało kilka dobrych lat i stanowiło spory problem. Bez względu na ostateczną wersję, bo jedni podają 115 mln, inni 160, to za nikogo Królewscy nigdy nie wyłożyli więcej. Ostatecznie najdroższy zakup w dziejach Los Blancos to facet, u którego regularnie narzeka się na liczby. A najbardziej kiedy przyjdzie mu stanąć na wadze.

To wszystko składa się na wielkie rozczarowanie, a nawet złość. Trener od przygotowania fizycznego, jeden z największych specjalistów na świecie, Gregory Duponte był dostępny, aby przykręcić śrubę i zadbać o jak najszybszą odbudowę Hazarda, lecz ten nie wykazał właściwego zaangażowania, by przygotować się szybciej do rozgrywek. W Realu czasem pozwalają na więcej luzu niż w innych klubach, taka to specyfika prowadzenia gwiazd, ale jak widać niektórzy mogą niewłaściwie z tego korzystać. Długo mówiono o zbędnych kilogramach Marcelo czy Isco, teraz Hazard jest tym, który lubi naginać dopuszczalne widełki.

Na ten moment skrzydłowemu brakuje dwóch albo trzech tygodni pracy, aby dojść do poziomu reszty drużyny. A już w niedzielę 20 września Królewscy inaugurują sezon z Realem Sociedad, jednym z trudniejszych przeciwników na rozkładzie. Pod koniec października dojdzie też do El Clasico, a Zinedine Zidane na początku misji obrony tytułu musi się martwić, że jego najdroższy piłkarz niewłaściwie podchodzi do swoich obowiązków. Od Sergio Ramosa czy Karima Benzemy mógłby uczyć się katorżniczej pracy, mimo że francuski napastnik też nie zawsze stanowił wzór pracowitości. Od kilku sezonów jednak trzeba wskazywać go jako wzór.

Przy okazji tego ruchu mało co woła o optymizm: Hazard zarabia 14 milionów rocznie, a zbliża się do trzydziestki. Pierwszy sezon zniszczyły mu kontuzje, których było nawet więcej niż przez siedem sezonów gry w londyńskiej Chelsea. Ale nawet powrót na murawę niespecjalnie rozpalał wyobraźnię. Było kilka takich meczów, kiedy dało się wyczuć dobrą współpracę z Benzemą, ale to za mało jak na skalę oczekiwań.

Nikt nie kwestionuje umiejętności Edena Hazarda. Szatnia nie ma też żadnego problemu z jego osobą, bo jest daleki od wykorzystywania statusu gwiazdy czy wyniosłości. W Madrycie odnalazł się w miarę szybko, ale jeszcze nigdy nie wskoczył na dłużej na poziom przygotowania fizycznego, jaki pamiętamy z doskonałych sezonów w Chelsea. Udo, staw skokowy, pęknięcie w nodze, poturbowanie po meczu – możemy tak wymieniać długo, a to składa się na 26 opuszczonych spotkań przez kontuzje w pierwszym sezonie.

Kiedy doliczymy do tego słowa Johna Obiego Mikela – „to największy leń jakiego spotkałem w życiu” – wykluwa się nieciekawy obraz tej inwestycji. Hazarda nie możemy skreślać, ale możemy doliczyć, że kolejny miesiąc w jego przypadku pójdzie na straty. A zanim dojdzie do siebie, znów będzie trzeba jechać na zgrupowanie reprezentacji, co niespecjalnie wywołuje uśmiech na twarzy Zidane'a czy Duponta.

Na razie przypadek Belga to połączenie pecha i zaangażowania, o które często można mieć pretensje. Jakiego koloru nabierają teraz słowa Jose Mourinho z 2015 roku, gdy wpadł w pewien konflikt z Hazardem, a ten kwestionował jego schematy gry. „Eden nie jest typem zawodnika, który byłby skłonny poświęcić 100% siebie dla drużyny i swoich kolegów” – wypalił nagle Portugalczyk w swoim stylu na konferencji prasowej.

Dziś patrzymy jak Chelsea wydaje pieniądze zarobione na Hazardzie i możemy zachwycać się tymi inwestycjami: Kai Havertz, Timo Werner czy Hakim Ziyech. Królewscy zostają z pewnym nierozwiązanym problemem, co prawda nie takiej skali jak Gareth Bale, ale jednak dokuczliwym. Wzięli jednego z najbardziej utalentowanych piłkarzy świata, ale splot zbyt wielu dziwnych okoliczności powoduje, że nie dostali nawet namiastki jego umiejętności. W Hiszpanii używa się zwrotu „kilos” zarówno w kontekście wydawanych milionów, jak i kilogramów – aktualnie to najbardziej drażniące słowo w Valdebebas. Niezależnie, czy mówimy o pieniądzach, czy o masie.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.