Czas na przełom. Którzy gracze NBA zrobią w tym sezonie największe postępy?

Zobacz również:Bezdomny dzieciak znalazł swoje miejsce w NBA. Jak Jimmy Butler stał się liderem
Jaylen Brown - Boston Celtics
Fot. Maddie Meyer/Getty Images

Nowy sezon NBA jest tuż za rogiem. We wtorek 22 grudnia liga po nieco ponad dwóch miesiącach przerwy rozpocznie granie. Dla kilku zawodników rozgrywki 2020/21 mogą okazać się przełomowe. Na jakie nazwiska warto więc zwrócić największą uwagę?

1
BOL BOL

Jest jeden bardzo oczywisty kandydat na przełomowy sezon w barwach Denver Nuggets. To Michael Porter Jr. opisywany już przy okazji zapowiedzi Zachodu. MPJ był jedną z największych pozytywnych niespodzianek w bańce. Teraz na jego korzyść działa także fakt, że z rotacji Denver odeszło kilku ważnych wcześniej zawodników. To może też jednak otworzyć szansę również dla innego wielkiego talentu Nuggets. To Bol Bol, z którym podpisano przed sezonem normalny kontrakt. Syn legendarnego Manute Bola swój debiutancki sezon spędził jako gracz two-way i większość czasu grał w G-League. Teraz spróbuje zapukać do rotacji Nuggets, a ekscytacja jego osobą rośnie z każdym kolejnym treningiem. Mierzący około 218 centymetrów 21-latek imponuje nie tylko warunkami, ale też zasięgiem rzutu oraz dryblingiem. To, czego mu potrzeba, to praca nad sylwetką, ale też po prostu więcej minut, by mógł coraz lepiej odnajdywać się po bronionej stronie parkietu.

2
CHRISTIAN WOOD

Był jedną z rewelacji poprzedniego sezonu, ale grał dla słabych Detroit Pistons. Teraz dostał szansę od Houston Rockets, z którymi latem podpisał 3-letni kontrakt o wartości 41 milionów dolarów. Jego kariera to na razie bardzo inspirująca historia. W drafcie w 2015 roku nie usłyszał swojego nazwiska, choć liczył na wybór w pierwszej rundzie – zorganizował nawet wielką imprezę w Las Vegas. W kolejnych latach tułał się po różnych klubach, by wreszcie rozbłysnąć w Detroit. Teraz spróbuje ten błysk podtrzymać na przestrzeni całego sezonu. Dla Jamesa Hardena w Houston mógłby być lepszą wersją Clinta Capeli. 25-latek potrafi bowiem nie tylko bronić wszystkie pozycje i znakomicie rolować do kosza, ale także rzucać za trzy. Niestety to chyba nie wystarczy do tego, by przekonać Hardena do pozostania w klubie. Dla Wooda to informacja z gatunku raczej obojętnych. Z brodatym kolegą czy bez i tak ma szansę stać się jednym z najważniejszych zawodników Rockets.

3
JAYLEN BROWN

Jedno z najbardziej uznanych już nazwisk na tej liście. Tym bardziej że Jaylen Brown ma za sobą kolejne bardzo dobre występy w fazie play-off. Już w poprzednim sezonie zrobił spory progres, ale prawdziwe przełamanie zaliczył jego dobry kumpel Jayson Tatum. To nieco młodszy skrzydłowy po raz pierwszy zagrał w Meczu Gwiazd. Teraz czas na Browna, który automatycznie dostanie większą rolę po odejściu Gordona Haywarda z Bostonu. Na dodatek, początek sezonu z powodu problemów z kolanem straci Kemba Walker. To wszystko sprawia, że od 24-latka będzie wymagało się znacznie więcej. Do tego potrzeba będzie jednak dużo lepszego dryblingu oraz bardziej skutecznej kreacji gry. To były dwa kluczowe aspekty, które pozwoliły Tatumowi zrobić ogromny krok do przodu w poprzednim sezonie. Brown powinien więc wziąć przykład z młodszego kolegi – jeśli mu się uda to Jaylen i Jayson mogą rządzić Wschodem przez długi czas.

4
GARY TRENT JR.

Zawodnik, o którym mało kto poza Portland słyszał, znakomitą grą wbił się na dużą scenę. Gary Trent Jr. okazał się być miłą niespodzianką dla fanów Blazers w bańce. Niesamowitą energię w defensywie poparł znakomitym rzutem, trafiając 44 z 91 prób z dystansu. Zaprezentował się na tyle dobrze, że mógł prosić Blazers o przedłużenie kontraktu już teraz. W najlepszym przypadku mógłby zainkasować nawet 54 miliony dolarów za cztery lata gry. Zamiast tego postawił na siebie i w przyszłym sezonie 21-latek zagra o nową umowę. Tym samym Trent Jr. chce iść w ślady CJ McColluma, który miał bardzo podobną ścieżkę swojej kariery. Po dwóch latach w roli rezerwowego wystrzelił w trzecim sezonie i zgarnął nagrodę dla gracza, który poczynił największy postęp. Dziś razem z Damianem Lillardem stanowi jeden z najlepszych duetów obwodowych w lidze. Dla młodszego kolegi jest więc całkiem porządnym wzorem do naśladowania.

5
THOMAS BRYANT

Mają się wreszcie czym ekscytować w stolicy Stanów Zjednoczonych. I wcale nie chodzi tutaj o Russella Westbrooka czy Bradleya Beala. Coraz lepszy jest na przykład Rui Hachimura, a spory progres robi rok w rok również Thomas Bryant. Środkowy jest niezwykle uzdolnionym ofensywnie zawodnikiem. Potrafi nie tylko zagrać skutecznie tyłem do kosza, lecz również dobrze rzuca z dystansu. W ciągu dwóch sezonów w Waszyngtonie nie miał jednak okazji grać z choćby solidnym rozgrywającym. Dodanie do zespołu Westbrooka może okazać się więc bardzo dobrą wiadomością dla 23-latka. Wybrany w drugiej rundzie draftu zawodnik największe problemy nadal ma w obronie, choć i pod tym względem ciągle robi postępy. Mimo wszystko Wizards wydają się być zdeterminowani, by dalej mocno stawiać na Bryanta. W przerwie między sezonami nie pozyskali nikogo, kto mógłby zagrozić jego pozycji w rotacji Scotta Brooksa.

6
DEANDRE AYTON

Z obecności rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia skorzysta również DeAndre Ayton, który szykuje się do gry z Chrisem Paulem. Jedynka draftu z 2018 roku na razie nie spełnia wysokich oczekiwań, ale potencjału z pewnością mu nie brakuje. 22-latek w bańce przypomniał wszystkim, że w Phoenix mogą budować właśnie na nim. W poprzednim sezonie Ayton sporo zyskał na grze z Rickym Rubio – teraz może stworzyć zabójczy duet z CP3. Tym bardziej że stawia dużo lepsze zasłony niż w debiutanckim sezonie, a przy okazji coraz częściej próbuje swoich sił z dystansu. Do tego jest jednym z najbardziej mobilnych podkoszowych po bronionej stronie parkietu. Obecność takiego generała jak Paul powinna dobrze zadziałać na wszystkich w Arizonie. Dla Aytona będzie to natomiast szansa, by skutecznie powalczyć o pierwszy w karierze wybór do All-Star Game.

7
BRANDON CLARKE

W poprzednim sezonie był niespodziewanie jednym z najlepszych pierwszoroczniaków. Na wątpliwości skautów Brandon Clarke odpowiedział w najlepszy możliwy sposób. Pokazał bowiem bardzo efektywną i wszechstronną grę, znakomicie wpasowując się w młody trzon Grizzlies. Już teraz można określić 24-latka jako jednego z najmądrzej grających podkoszowych w lidze. Analitycy go uwielbiają, a przed nim sezon, w którego trakcie powinien udowodnić swoją silną pozycję „szóstego gracza” w Memphis. Co więcej, przynajmniej na początku rozgrywek jego rola może znacznie wzrosnąć. Powód? Poza grą pozostaje Jarren Jackson Jr. i na razie nie wiadomo, kiedy młodszy kolega Clarke’a wróci na parkiet po kontuzji łąkotki. Pod jego nieobecność to właśnie Clarke może wskoczyć do pierwszej piątki obok Jonasa Valanciunasa, szczególnie jeśli poprawił drybling oraz rzut z dystansu. Sam bowiem zapowiedział przed sezonem, że to właśnie nad tymi dwoma aspektami pracował ostatnio najmocniej.

8
DEJOUNTE MURRAY

Wreszcie nadchodzi zmiana pokoleniowa w San Antonio. W zespole od dłuższego czasu nie ma już członków Big Three, lecz mimo to dopiero teraz stery przejmą młodzi. Utalentowanych zawodników Spurs mają w składzie sporo. Najwięcej potencjału ma jednak chyba Dejounte Murray, który po odejściu Bryna Forbesa i Marco Belinelliego może liczyć na wzrost minut. 24-latek jest jak szwajcarski scyzoryk – dobrze podaje, znakomicie zbiera i jest jednym z najlepszych „złodziei” w NBA. W poprzednim sezonie wracał do gry po zerwaniu więzadła ACL, przez co stracił calutkie rozgrywki 2018/19. Teraz jest gotów zrobić kolejny krok, a w duecie z Derrickiem White zamierza z powrotem wprowadzić Spurs do fazy play-off. Ta dwójka to w tej chwili największa nadzieja fanów drużyny z Teksasu – tym bardziej że obaj wyglądali naprawdę dobrze w bańce.

9
HARRY GILES III

Kolejny na liście gracz Trail Blazers, który niegdyś był talentem numer jeden w całym kraju. Od tego czasu Harry Giles zmagał się jednak z problemami zdrowotnymi, które mocno wyhamowały jego karierę. Latem podkoszowy zmienił jednak Sacramento na Portland i zdaje się, że Kings mogą tej decyzji mocno żałować. Giles od zawsze miał bowiem warunki oraz talent, a jedyne czego potrzebował to dobre zdrowie i szansa na grę. To, co odróżnia go od wielu innych podkoszowych to z kolei znakomita wizja gry. Zdążył już kilka razy pokazać to kibicom Blazers w trakcie meczów przedsezonowych. Co więcej, w obu spotkaniach z byłym klubem był najlepszym strzelcem swojego nowego zespołu. Powinien więc dostać sporo minut od szkoleniowca Terry’ego Stottsa w przyszłym sezonie. Najważniejsze będzie, by te minuty dobrze wykorzystać, a pomóc w tym może ograniczenie fauli, które jak do tej pory były największą zmorą 22-latka w NBA.

10
TALEN HORTON-TUCKER

To nazwisko, które na liście pojawiło się niemal w ostatniej chwili. Talen Horton-Tucker to niewątpliwie rewelacja meczów przedsezonowych. Frank Vogel sam przyznał, że ma teraz bardzo trudne zadanie, no bo jak w szerokiej rotacji Lakers znaleźć minuty dla 20-latka? Sęk w tym, że THT tych minut do dalszego rozwoju bardzo potrzebuje. Co więcej, wiele wskazuje na to, że Lakers wcale nie stracą na tym jakościowo. Zawodnik, który większość poprzedniego sezonu spędził w G-League, zaliczył dużą metamorfozę. Przed draftem eksperci obawiali się, że jest… za gruby. Dzisiaj? LeBron James mówi o nim „wyjątkowy”, a Kawhi Leonard nie może uwierzyć, że ma ledwie 20 lat. Jest silny, ma długie ramiona i ogromne ręce. Popracował nad dryblingiem i rzutem, co przynosi dobre efekty. Znalezienie dla niego roli powinno być priorytetem dla Lakers w przyszłym sezonie. O swoją pozycję bać może się już więc pięć lat starszy Kyle Kuzma.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. Miłośnik koszykówki odkąd w 2008 roku zobaczył w akcji Rajona Rondo. Robi to, co lubi, bo od lat kręci się to wokół NBA.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.