Co Gerard Pique widzi w Twitchu? Współczesne podglądactwo kieruje piłkę na inne tory

Zobacz również:Memphis Depay działa na wyobraźnię. Uczucie z Barceloną od pierwszego wejrzenia
Gerard Pique
Fot. Alex Caparros/Getty Images

Florentino Perez lepiej niech do tego świata nie zagląda. Okrągła regułka o tym, że młodzi nie chcą już oglądać długich form nijak ma się do Twitcha, gdzie streamy trwają po pięć godzin, a główną publikę tworzą ludzie w przedziale 16-24 lat. Futbol coraz mocniej będzie zgłębiał ten fenomen. Na przodzie peletonu już teraz pedałuje Gerard Pique.

Nie minęły jeszcze dwa tygodnie odkąd pojawił się na Twitchu, a już ma 360 tysięcy obserwujących. W chwili, gdy to czytacie, liczby dalej wirują i gonią choćby Sergio Aguero, który do swojego „kościółka” przygarnął 3 miliony. Pique od lat inwestuje m.in. w restauracje i nieruchomości, a teraz chce się przyjrzeć platformom streamingowym. To, że jego firma Kosmos kupiła prawa do ligi francuskiej, świata mediów pewnie nie wywróci, ale jest w pewnym sensie wyłomem. Messi i Neymar zostaną wyemitowani za darmo, bez profesjonalnych komentatorów, w dodatku w miejscu, które dotąd kojarzyło się ludziom z grami online. Jeśli ta forma wypali, szybko pojawią się naśladowcy.

Pique przyzwyczaił do tego, że znakomicie czuje trendy i wie, w jakim momencie otworzyć dane drzwi. Gdy inwestuje w tenis, pyta o zdanie Novaka Djokovicia i Rafę Nadala. Kiedy bawi się w media, to razem z Hiroshim Mikitanim, szefem firmy Rakuten. Obaj razem grają w padla. A to tylko ułamek biznesowej sieci kontaktów, bo przecież Katalończyk zna się też choćby z Markiem Zuckerbergiem. Jadał z nim obiady za każdym razem, gdy założyciel Facebooka przyjeżdżał do Hiszpanii na Mobile World Congress. Pique chłonie ten świat, umie słuchać, a potem pcha wózek dalej. „El Mundo” porównywał go kiedyś do Batmana, który nocą na Camp Nou zakłada pelerynę, ale za dnia po prostu jest przedsiębiorcą.

Za prawa do Ligue 1 zapłacił 2,5 mln euro. Pieniądze wykłada też Enjoy Television, a twarzą przedsięwzięcia poza piłkarzem Barcelony jest Ibai Llanos, gwiazda latynoskiego świata Twitcha. 26-latek wywołał ostatnio oburzenie tradycyjnych mediów, gdy jako pierwszy zrobił wywiad z Messim w PSG. Cała operacja była oczywiście częścią większego planu, to nie jest tak, że od teraz każdy streamer będzie bardziej uprzywilejowany od dziennikarza. Globalny wydźwięk zrobił jednak swoje, Ibai zyskał nowe zasięgi, a Twitch ekspozycję w bańce, do której do tej pory nie docierał.

Platforma zrywa z łatką siedliska gamerów. Już teraz jest to świetne miejsce dla początkujących muzyków, amatorów kuchni i wszelkiej maści polityków. Wiosną wydarzeniem we Francji był stream z byłym prezydentem François Hollandem. W sumie obejrzało go prawie milion osób. Publika w szczycie wynosiła 80 tysięcy, a eksperci zwracali uwagę, że ta nieformalność wywiadu, kontakt z pytającymi i przede wszystkim ich zaangażowanie to początek nowego trendu. Sport do tej pory niemrawo korzystał z tych dobrodziejstw. Skoro jest YouTube, to po co kopiować to samo na Twitchu? Atutem tej drugiej platformy jest jednak bliższy kontakt nadawcy z odbiorcą. Łatwiej stać się „przyjacielem” grupy docelowej. Szybko można zacieśniać więzi z kibicami, budować społeczność i wywierać na nią wpływ.

Jedną z pierwszych grup w sporcie, która przekonała się do platformy, byli zawodncy MMA. Kiedy w trakcie pierwszego lockdownu wszystkie federacje odwołały gale, ludzie uzależnieni od adrenaliny nie dość, że stracili dochody, to jeszcze zostali z pytaniem: co robić? Australijska mistrzyni Megan Anderson stwierdziła, że skoro i tak gra w gry, to od tej pory będzie to robić publicznie. Fenomen ten opisywał wiosną „The Athletic”. Na dwanaście rozmów z ludźmi MMA, aż sześciu odpowiedziało, że z nudów zaczęli udzielać się na Twitchu. Anderson rok po pierwszym streamie zaczęła zarabiać tyle, że była w stanie utrzymać się tylko z grania.

Szefowie Twitcha nie ukrywają, że pandemia wyniosła ich platformę na zupełnie inny poziom. W grudniu 2019 roku liczba obejrzanych godzin na stronie wynosiła 882 miliony. Pięć miesięcy później, gdy zamknięto ludzi w domach, liczby skoczyły do prawie 2 miliardów. W całym roku uzbierano ich 17 i nie ma już złudzeń, że 2021 będzie pod tym względem jeszcze lepszy. Platforma, która w czerwcu świętowała dziesięciolecie, rośnie jak na drożdżach. Max Holloway, amerykański wojownik MMA, powiedział, że gry i wirtualny kontakt z ludźmi uratował go przed depresją. Podobnie twierdził Ibai Llanos, dzisiaj idol młodych, człowiek z 7 mln obserwujących, żyjący w domu po Samuelu Eto’o.

To nie przypadek, że potęgę Twitcha pierwsze dostrzegły kraje hiszpańskojęzyczne. Globalny zasięg języka automatycznie przekładał się na liczbę ludzi. 15-latek w Ekwadorze z miejsca dostawał lepszy start niż jego rówieśnik w przykładowych Czechach. Pomagały też wielkie postaci jak Aguero albo Neymar. Ten pierwszy w trakcie transmisji potrafił zadzwonić do Messiego. Drugi wyświetlił na żywo numer Richarlisona, za co został zbanowany przez platformę, ale dzięki temu news poszedł w świat i znowu coraz więcej ludzi mogło dowiedzieć się o istnieniu takiego miejsca. Chicarito, były gracz m.in. Manchesteru United, powiedział ostatnio wprost: „Skończyłem karierę. Chcę się skupić tylko na Twitchu”.

W tej chwili obserwuje go 560 tysięcy ludzi. Niby to tylko śmiechy i gra w Call of Duty, ale widocznie tego chcą ludzie. Odwieczna potrzeba podglądactwa realizuje się dzisiaj w cyfrowej formie, którą już teraz chcą wykorzystać kluby i wielkie ligi. Olympique Marsylia już rok temu wypuścił na Twitchu mecze sparingowe. Spotkanie z austriackim FC Pinzgau oglądało w szczycie 100 tysięcy ludzi. Im nie chodziło tylko o to, by śledzić poszczególnych graczy i akcje. Dzięki platformie dostali poczucie przynależności, dostęp do dyskusji i wrażenie, że ten stream tworzy się także z ich udziałem.

Być może przyszłością piłki jest to, że będziemy oglądać ją razem z ulubionymi streamerami. W ich pokojach, na ich zasadach, czując się w każdej sekundzie tak, jakbyśmy siedzieli w gronie najlepszych kumpli. Już teraz robi to Marsylia, komentując swoje mecze na Twitchu z własnym, stronniczym i emocjonalnym komentarzem. Ludzie coraz mniej potrzebują dziś obiektywnych relacji. Chcą być wśród „swoich”. Chcą utwierdzać się we własnych przekonaniach, a Twitch może im w tym pomóc.

Emmett Shear, dyrektor generalny platformy mówił rok temu w rozmowie z „Wired”, że to dopiero początek drogi. Właścicielem Twitcha jest Amazon. Gigant na razie ze spokojem przygląda się rynkowi praw sportowych. Były małe testy w Premier League, ostatnio kupił prawa do Ligue 1 we Francji i jeśli w niedługim czasie ruszy po więcej, może to wpłynąć również na Twitcha. Marzeniem Sheara jest interaktywny streaming meczów: tak, by każdy kibic mógł udostępniać na ekranie spotkanie, omawiać je sobie jak chce i budować wokół tego społeczność.

Projekt Pique i Ibaia to wstęp do tego świata. Popularny streamer zamieścił w środę krótkie ogłoszenie: „20.45, niedziela, debiut Messiego. Pokażę go i skomentuję na własnym kanale. To historyczny dzień. Rozwalmy tę platformę”.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.