Centymetry od klasy światowej. Yann Sommer wyrzutem sumienia wielkiego futbolu

Zobacz również:Piłkarz z własną podobizną na plecach. Leroy Sane — nowa ekstrawagancja Bayernu
Borussia Moenchengladbach
JOHN THYS/Belga/Sipa USA/Pressfocus

W Ekstraklasie przy takim wzroście nikt by nawet na niego nie spojrzał. Bramkarz, który znów zatrzymał Bayern, zrobił dużą karierę. Ale nie taką, jaką mógłby, gdyby nie przywiązanie do wzrostu.

Agenci pracujący w Polsce nie mają wątpliwości: w przypadku bramkarzy, kluby pytają tylko o dwie rzeczy – czy ma 190 centymetrów i czy dobrze gra nogami. Jeśli ktoś nie spełnia któregoś z warunków, raczej jest odrzucany. W kadrach osiemnastu ekstraklasowych klubów jest aktualnie bardzo niewielu bramkarzy mierzących mniej niż metr dziewięćdziesiąt. A jeśli już, to zwykle niewiele mniej. Najniższy z regularnie broniących — Kevin Broll z Górnika Zabrze – ma 186 centymetrów. Jest duże prawdopodobieństwo, że na CV Yanna Sommera z jego 183 centymetrami nikt by nie spojrzał. Nawet gdyby zobaczył w nim ponad 300 występów w Borussii Moenchengladbach, 89 w europejskich pucharach i 74 w reprezentacji Szwajcarii. 33-latek jest w tej chwili najniższym ze znaczących bramkarzy Europy. W czołowych pięciu ligach tylko Edgar Badia z Elche jest niższy. Jak na te ograniczenia, Szwajcar zrobił spektakularną karierę. Pytanie, czy faktycznie nie mógł osiągnąć więcej, czy tylko dyrektorzy sportowi i trenerzy większych klubów niesprawiedliwie go osądzali.

W ten weekend znowu to zrobił. W pojedynkę zatrzymał Bayern Monachium. Gdy ma swój dzień, Sommer należy do najlepszych i najbardziej efektownych bramkarzy Bundesligi. W grze na linii przypomina kota albo pająka. Nie dość, że niższy od większości bramkarzy, to jeszcze ma tendencję do bardzo niskiego stania na nogach, w szerokim rozkroku, co czasem specjaliści od tego fachu wskazują jako jego wadę oraz przyczynę problemów przy bronieniu niektórych strzałów z dystansu. Jednocześnie jednak niewielu jest bramkarzy umiejących szybciej niż Szwajcar paść na ziemię. Ma niewiarygodny refleks i dynamicznie pracuje nogami, dzięki czemu co roku gwarantuje przynajmniej kilka efektownych parad. W meczu z rozpędzonym Bayernem interweniował szokujące dziewiętnaście razy. Skapitulował raz, po precyzyjnym strzale Leroya Sane. W zgodnej opinii w pojedynkę wywalczył dla drużyny ten niespodziewany punkt. Według goli oczekiwanych Bawarczycy powinni byli w sobotę strzelić 3,2 gola.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Komentarze 0