CENTROSTRZAŁ #31. Niespotykanie spokojnie derby. Ryzykowne odkładanie ryzyka

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
Derby Krakowa
Krzysztof Porębski/Pressfocus

Gdy Jerzy Brzęczek zaczynał pracę w Krakowie, Wisła była trzy pozycje wyżej niż obecnie i miała punkt przewagi nad strefą spadkową. Owszem, są liczne okoliczności łagodzące, ale tempo wychodzenia z tarapatów jest na tyle ślamazarne, że margines błędów praktycznie przestał już istnieć.

To nie były typowe derby Krakowa. Z derbów, na których są kibice obu drużyn, wychodzi się zwykle naładowanym emocjami, ale brudnym. Na trybunach dochodzi do ekscesów. Ktoś kogoś ostrzela rakietami, ktoś fetuje jakieś morderstwo, ktoś chce sforsować ogrodzenie, ewentualnie odpala race w taki sposób, że nie da się grać, a któryś z działaczy rynsztokowo zbeszta sędziego. No i doping, w którym dziewięćdziesiąt procent uwagi poświęcone jest rywalowi, a dorośli ludzie zachowują się tak, że gdyby spojrzeli na to z boku, sami by siebie nie poznali. Derby, w których trakcie było na trybunach spokojnie, to te, w których publiczność nie mogła brać udziału. Albo przynajmniej sympatie były podzielone w sposób jednoznaczny. Obecność 500-osobowej grupy kibiców Wisły na stadionie Cracovii sugerowała, że będzie jak zwykle.

Derby Krakowa to też rzadko mecze piłkarskie. Zawodnicy zdają sobie sprawę, że muszą się pokazać trybunom. Zdobyć poklask. Pokazać, że walczą albo przynajmniej odpędzić pozory odpuszczania. Więc wdają się w przepychanki z rywalami pod byle pretekstem. Faulują, by pokazać, że walczą. I doskakują do sędziego przy każdej możliwej okazji, by wywrzeć na nim presję. Tych elementów, zarówno na trybunach, jak i na boisku, było w niedzielę wyjątkowo niewiele. Owszem, były race, były wyzwiska z obu stron, ale jednak w zdrowych proporcjach, w których doping dla własnej drużyny przeważał. A na murawie piłkarze, tak jak potrafili, po prostu grali w piłkę. Fauli było dwadzieścia osiem, więc zupełnie w ligowej normie (mniej niż w meczu Jagiellonii ze Śląskiem). Kartki tylko trzy, czyli mniej niż w starciu Stali Mielec z Legią. A kontrowersji żadnych, w czym także zasługa Pawła Raczkowskiego, co jeszcze raz pokazało, jak duże znaczenie ma wyznaczenie na ważny mecz dobrego sędziego.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Komentarze 0