Centrostrzał #26. Na chłodno o showmanie. Jak Peter Hyballa zmienił Wisłę Kraków

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
Trener Wisły Kraków
Jakub Gruca/400mm

Problem z rozmowami o takich postaciach jak trener Białej Gwiazdy polega na tym, że kreują wokół siebie tyle szumu, że coraz trudniej skupić się na tym, po co tak naprawdę je zatrudniono. Niemiec od początku pobytu w Polsce przemawiał tak, jakby zamierzał za chwilę zacząć chodzić po wodzie. Nie zaczął. I teraz nie wiadomo, czy rozliczać go z niespełnionych deklaracji, czy z tego, co jednak mu się udało.

Nie ma wątpliwości, że miesiąc miodowy Petera Hyballi w Polsce już minął. Świeże komendy taktyczne, jak “igloo” czy “żigolo”, już się osłuchały. Koszulki z napisem “gegenpressing” się opatrzyły. Otwarte wypowiedzi podczas konferencji prasowych i wywiadów spowszedniały. Powiew świeżości, który Niemiec niewątpliwie do Polski wprowadził, przestał przysłaniać wszystkim obraz. Pojawiły się problemy dnia codziennego. Wisła nie zawsze grała efektownie. Hyballa nie zawsze wystawiał młodzież. Pytania na konferencjach czasem go denerwowały. Media i kibice zaczęli go krytykować. Piłkarzom niektóre metody zaczęły doskwierać. A pokazówki, jak ta z pozostawieniem zdrowego Jakuba Błaszczykowskiego poza kadrą na mecz Wartą, kazały nawet zacząć się zastanawiać, czy to, co tak hucznie się niedawno zaczęło, nie zmierza przypadkiem do nieuchronnego końca.

ROZLICZANIE SHOWMANÓW

Ocena postaci pokroju Hyballi jest trudna. Bo nie wiadomo, czy rozliczać je z bardzo odważnych deklaracji, które składają, czy traktować je jako element showbiznesu, a skupiać się tylko na tym, co rzeczywiście robią i porównywać je do ligowych trenerów z karuzeli. Hyballa deklaracjami rozbudził w niektórych oczekiwania, że naprawdę okaże się drugim Juergenem Kloppem, że “zaora całą tę śmieszną ligę” i “pokaże polskim amatorom, co może zrobić z drużyną klasowy trener”. Choć tak naprawdę, było już wystarczająco wiele dowodów na to, że dobry zagraniczny trener w polskiej lidze wcale nie musi robić aż tak wielkiej różnicy. Nenad Bjelica, Pacheta, czy nawet Kosta Runjaić świadkami. Zanim jego Pogoń zaczęła się kręcić w okolicach szczytu, musiały minąć trzy pełne sezony. Myślenie więc, że ze składem, który ma, powalczy już w tym roku o puchary, było naiwnością. Co nie znaczy, że nie dało się z tej rundy wyciągnąć czegoś więcej.

PEŁNA RUNDA

To, że Hyballa nie jest tak dobry, jak mówił, że będzie, nie oznacza jednak, że nic w Polsce nie zrobił. Mecz z Zagłębiem Lubin symbolicznie domknął jego rundę w Polsce. Zdążył się już zmierzyć ze wszystkimi rywalami, co daje dobrą okazję, by porównać go — całkiem klasycznie – do poprzednika i sprawdzić, co był w stanie zrobić z mniej więcej takimi samymi zawodnikami, jakich miał Skowronek. Jak zmienił drużynę? Co zaczął robić lepiej, co gorzej, a co inaczej? I wreszcie: czy zrobił na tyle, by pozwolić mu w lecie dalej przebudowywać zespół?

WIĘCEJ MŁODZIEŻY

Najprostszy i najmniej sprawiedliwy sposób porównania trenerów pokazuje, że Hyballa nieznacznie poprawił Wisłę. Po Skowronku przejmował ją na dwunastej pozycji, na której dalej jest, ale wtedy przewaga nad strefą spadkową była minimalna, a dziś jest znacznie bardziej komfortowa. Średnia punktów Hyballi to 1,2 przy 0,9 Skowronka z obecnego sezonu. Udało się to osiągnąć przy jednoczesnym zwiększeniu udziału młodzieżowców w grze. U Hyballi spędzili oni 15,6% możliwego czasu, u Skowronka było to 12,62%. Niemiec ma też na koncie jedno autorskie odkrycie, czyli Piotra Starzyńskiego, który u poprzednika nawet nie funkcjonował w pierwszej drużynie, a u Niemca jest drugim wśród najczęściej grających młodzieżowców. Hyballa wystawił też najmłodszą jedenastkę krakowian w tym sezonie i obniższył średnią wieku wystawianych składów z 26,05 do 25,79.

derby Krakowa
Jakub Gruca/400mm

BEZPOŚREDNI ZESPÓŁ

Hyballa szczegółowo opowiadał w pierwszych wywiadach o swojej wizji futbolu. Dał się poznać jako przeciwnik posiadania piłki dla samego posiadania. Chciał widzieć więcej pojedynków, dryblingów, akcji zdobywających przestrzeń i zasadniczo szybszej gry. Opowiadał o Wiśle, jako drużynie bezpośredniej, prącej do przodu. Niemal wszystkie powszechnie dostępne wskaźniki (zaczerpnięte z pomeczowych raportów firmy InStat) pokazują ewolucję jego drużyny w zapowiadanym kierunku. Średnie posiadanie piłki za jego czasów spadło z 52,6% do 50,3%. Wzrosła za to liczba oddawanych strzałów (z 12,5 do 13,9) i strzałów celnych (z 4,63 do 4,73). Hyballi udało się też przesunąć drużynę bliżej bramki rywala. Podczas gdy za Skowronka uderzała przeciętnie z 19,3 metra od bramki rywala, teraz jest to 18,4.

WIĘCEJ ATAKÓW

Wisła Hyballi jest drużyną, która atakuje częściej niż zespół jego poprzednika. Łączna liczba przeprowadzanych w trakcie meczu akcji ofensywnych wzrosła średnio o dziesięć na spotkanie. Poprawiła się zarówno liczba akcji pozycyjnych, jak i ofensywnych stałych fragmentów gry, jednak największą różnicę widać w liczbie przeprowadzanych kontrataków. Za Skowronka było to 10,9 na mecz, obecnie już 16,9. Biała Gwiazda częściej niż w pierwszej fazie sezonu wykonuje też rzuty wolne i rożne.

SZYBSZA GRA

Zgodnie z zapowiedziami trenera zmieniło się też to, co krakowianie robią z piłką przy nodze. Rzadziej niż za czasów Skowronka podają i rzadziej robią to celnie (spadek z 80 do 74%), co zazwyczaj świadczy o mniejszej liczbie bezpiecznych, a większej ryzykownych zagrań. Częściej za to wchodzą w pojedynki i częściej je wygrywają. Liczba dryblingów na mecz wzrosła z 23,8 do 25,6. Większa jest też liczba indywidualnych akcji zakończonych sukcesem. W trakcie posiadania piłki, drużyna zmniejszyła liczbę wymienianych podań (z 14,3 do 13,8 na minutę posiadania), ale za to zwiększyła tempo rozgrywania ataków. Przeciętnie o ponad dwa na mecz podniosła się też liczba kluczowych podań, czyli takich, które mają otworzyć drogę do bramki. Jednak co ciekawe, minimalnie zmniejszyła się liczba skutecznych otwierających zagrań. Krakowianie częściej próbują trudnych piłek, ale wychodzi im to rzadziej niż w czasach, gdy ryzykowali tylko we w miarę pewnych sytuacjach. Całościowo jednak widać, że Hyballa w posiadaniu piłki przeobraził zespół w stronę, którą wskazywał.

WIĘCEJ PRESSINGU

Jednym z kluczowych aspektów pracy niemieckiego trenera miało się stać to, co drużyna robi bez piłki. Czyli pressing. Wisła pod jego wodzą zaczęła znacznie częściej podejmować próby odbioru piłki (z 26,5 do 34,9 na mecz) i częściej rzeczywiście udaje jej się ją odbierać (z 14,8 do 17,4 na 90 minut). Bardzo wyraźnie, bo aż o niemal cztery na spotkanie, wzrosła liczba piłek odbieranych na połowie przeciwnika. Ryzykowna gra ma jednak drugą stronę medalu. Wisła częściej niż za Skowronka traci piłkę, jednak – co bardzo ważne — rzadziej robi to na własnej połowie. Ten niebezpieczny wskaźnik udało się Niemcowi zbić z 15,09 do 13,2 na mecz. Jesienią bardzo wyraźna była w Wiśle dysproporcja pod względem piłek traconych przed własną bramką i odzyskiwanych pod bramką przeciwnika. Dziś ten wskaźnik wygląda mniej więcej równo. Zwiększyła się też intensywność pojedynków, czyli sposób zachowania drużyny, gdy piłkę ma rywal. InStat mierzy ją liczbą pojedynków i przechwytów podczas posiadania przeciwnika. Niska intensywność oznacza, że drużyna broniąca biernie przesuwa się, gdy rywal rozgrywa. Wysoka oznacza aktywne próby przejęcia posiadania. Za czasów Hyballi wskaźnik ten podskoczył o dwie aktywne próby odbioru na minutę bez piłki. Nie można więc powiedzieć, by Niemiec obiecał pressing, a go zupełnie nie dostarczył.

BIEGOWE ZMIANY

Od początku wiadomo, że by futbol tego trenera wyglądał dobrze, znakomite musi być przygotowanie fizyczne jego piłkarzy. I faktycznie krakowianie poprawili się we wszystkich udostępnianych publicznie parametrach biegowych względem pierwszej części sezonu. Pokonują większy dystans (115,2 zamiast 111,5 kilometra na mecz), wykonują o jedenaście sprintów więcej na spotkanie oraz o 83 więcej szybkie biegi. W sprincie pokonują średnio o dwieście metrów więcej, a w szybkim biegu aż o 1,4 kilometra więcej. W futbolu liczy się jednak nie tylko to, czy biega się dużo i szybko, ale też jak wypada się pod tym względem danego dnia na tle rywala. Każdy mecz jest inny, więc liczy się, by w jego trakcie nie ustąpić pod tym względem przeciwnikowi.

STRACONY ATUT

Wisła Hyballi w 60% meczów pokonywała większy dystans niż rywal (Skowronka w 40%) i w aż 66% meczów więcej przebiegała w szybkim tempie (30% za Skowronka). Jednak paradoksalnie to za czasów poprzedniego trenera częściej zdarzało się Wiśle wygrywać z rywalami pod względem liczby wykonanych sprintów i szybkich biegów, a obie ekipy słabo wypadały pod względem dystansu pokonywanego w sprincie (drużyny Skowronka i Hyballi były pod tym względem lepsze od przeciwników w 40% meczów). A to oznacza, że Wisła Niemca, choć w liczbach bezwzględnych znacznie poprawiła się w stosunku do czasów Skowronka, wcale nie zaczęła pod kątem fizycznym dominować nad rywalami. Zmieniając styl gry, zmniejszając czas spędzany z piłką przy nodze, zaczęła biegać więcej niż wcześniej. Ale rywale się do tego dostosowali, a w wielu meczach nawet to przebijali. Co więcej, tendencja dla obecnego trenera jest jednoznacznie negatywna. W pierwszych pięciu meczach pod jego wodzą drużyna “wygrała” z rywalami w 23 na 25 parametrów biegowych. W ostatnich pięciu meczachw ledwie 7 na 25. Nie widać ewidentnych spadków w liczbie sprintów czy w pokonywanym dystansie, ale widać, że rzadko już Wisła pod tym względem przeważa. Rywale wiedzą już, że mecze z krakowianami trzeba wybiegać. A pozbawiona tego atutu Biała Gwiazda, zbyt wielu innych nie ma.

Trener Wisły Kraków
Jakub Gruca/400mm

MNIEJ ODSTAJĄ

O ile porównywanie liczby zdobytych punktów jest mało sprawiedliwe, bo zależy od zdarzeń losowych, jakimi są bramki, o tyle dość miarodajne jest zestawianie bramek spodziewanych, czyli jakości sytuacji, do których dochodzi Wisła oraz jej rywale. Krakowianie za czasów Hyballi stali się drużyną znacznie groźniejszą (1,61 gola spodziewanego na mecz przy 1,29 Skowronka), ale w defensywie stali się jeszcze bardziej wyeksponowani (1,83 bramki dla rywala przy 1,67 z czasów Skowronka). O ile więc za czasów byłego trenera Wisła średnio przegrywała z rywalami o 0,4 sytuacji, obecnie wciąż przegrywa, ale o 0,2. Hyballa nie sprawił więc, że Biała Gwiazda zaczęła w meczach ligowych dominować, lecz, że zaczęła mniej odstawać, co już może być ściśle powiązane z umiejętnościami piłkarzy, których miał do dyspozycji jeden i drugi trener. Przez całą jesień pomstowano w Krakowie na fatalne transfery, których dokonano latem, po czym zimą dokonano jeszcze gorszych. Nikogo z pozyskanych nie można uznać za wzmocnienie. Najlepiej grającym zawodnikiem u Hyballi, którego nie miał w pierwszej drużynie Skowronek, jest wyciągnięty z juniorów Starzyński. To jednak ułatwia porównywanie obu trenerów, bo nie można powiedzieć, by jeden miał do dyspozycji wyraźnie lepszą kadrę niż drugi.

NIEPOKOJĄCA TENDENCJA

Istotna w tym wszystkim jest jeszcze tendencja, która może nie jest alarmująca, bo – mimo porażek — nie każdy z ostatnich meczów był dla Wisły beznadziejny, ale przynajmniej niepokojąca. Jeśli porównać wszystkie wskaźniki, najbliżej idealnego futbolu Hyballi Wisła była w starciu z Jagiellonią na początku lutego. Najświeższy występ, który załapał się do statystycznego top 5 meczów Białej Gwiazdy z czasów Hyballi, odbył się 5 marca (przeciwko Górnikowi), czyli już ponad sześć tygodni temu. Od tego momentu krakowianie rozegrali za to trzymecze, które mieszczą się w piątce najgorszych spotkań za tego trenera (z Lechią, Stalą i Zagłębiem). Nie zawsze w ostatnich momentach Wisła wygląda beznadziejnie, ale przestała się już od bardzo dawna wznosić na poziomy z najlepszych chwil z niemieckim trenerem.

TRUDNA OCENA

Wyciągnięcie odpowiednich wniosków należy do tych, którzy są w samym środku klubu. To oni muszą ocenić, czy relacje międzyludzkie z Hyballą są tak trudne, jak się czasem mówi. Czy rzeczywiście w kontaktach z zawodnikami zawsze jest złym policjantem, a nigdy dobrym. A przede wszystkim, czy obecny dołek, w jaki wpadł zespół, to wina trenera, czy piłkarzy, którzy niezaprzeczalnie wyższą intensywność gry, jaką wprowadził Niemiec, byli w stanie wytrzymać tylko przez kilka tygodni. Po wodzie Peter Hyballa chodzić nie potrafi. To już wiadomo na pewno. Kluczowe jest teraz pytanie, czy z dostosowanymi do jego stylu gry piłkarzami, będzie w stanie regularnie osiągać to, co w minionych pięciu miesiącach udawało się tylko momentami: by zespół wypadał na boisku tak dobrze, jak jego trener w wywiadach.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.