CENTROSTRZAŁ #23. Probierz i Jagiellonia. Rozwód, który nikomu nie dał szczęścia

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
Jagiellonia Białystok
Maciej Gilewski/400mm

Odkąd Michał Probierz przeprowadził się do Krakowa, białostocki klub miał już trzech trenerów. W czasie, gdy tymczasowo prowadzi go czwarty, szuka piątego. Po trzeciej sile ligi, która wyrosła na Podlasiu, nie ma już śladu. Ale nie tylko klub ma powód, by tęsknić do dawnych dobrych czasów.

Rozstali się w zgodzie, a potem wzajemnie przekonywali świat i samych siebie, że jedno bez drugiego znakomicie sobie radzi. Michał Probierz poszedł do Krakowa udowadniać, że potrafi zbudować coś naprawdę dobrego i trwałego nie tylko w Białymstoku. Jagiellonia ściągnęła Ireneusza Mamrota, by pokazać, że bez Probierza na ławce też jest w stanie liczyć się w polskiej piłce. Jedni i drudzy osiągnęli w tej kwestii pewne sukcesy. Jeśli jednak spojrzy się na losy trenera Cracovii oraz Jagiellonii z perspektywy trzech i pół roku, które minęły, odkąd ich drogi się rozeszły, wyjdzie na to, że obie strony stopniowo się staczają. I że żadna na wydarzeniach z lata 2017 roku tak naprawdę nie wyszła dobrze.

KLASA ŚREDNIA

Jagiellonia znajduje się aktualnie w fazie poszukiwania nowego trenera. Po raz kolejny w ostatnich latach. Z następcą Probierza jeszcze trafiła, co sprawiło, że Mamrot wytrzymał na Podlasiu dwa i pół roku. Jednak ani runda z Iwajło Petewem, ani dwie trzecie sezonu z Bogdanem Zającem nie prowadziły tego klubu w dobrą stronę. Wręcz przeciwnie, coraz bardziej oddalały go od czołówki. O ile Jagiellonia zdążyła w ostatniej dekadzie przyzwyczaić, że należy do wyższej klasy średniej polskiej ligi, ostatnio z tą wyższością jest już problem. Należy po prostu do klasy średniej, której obecność w czołówce nie jest już niczym oczywistym. Jej rolę tzw. trzeciej siły przejął Piast Gliwice, momentami bliskie tego wydawały się Lechia czy właśnie Cracovia, obecnie podobne ambicje mają Raków Częstochowa i Pogoń Szczecin. Jagiellonia w sezonie z większą liczbą spadkowiczów musiałaby się oglądać za siebie.

SIŁA ROZPĘDU

Kiedy Probierz ponownie przeprowadzał się na południe, mówił często o tym, że udało mu się zbudować w Białymstoku stabilny klub. Można było odnieść wrażenie, że swojego największego sukcesu nie widzi w Pucharze Polski, czy wicemistrzostwie, lecz właśnie w tym, że w miejscu, w którym przed jego pierwszym zatrudnieniem była szarzyzna, powstał zdrowy, poukładany klub i bez niego utrzymujący się w czołówce, zarabiający na transferach, wpuszczający do ligi młodzież. Mający bazę treningową oraz stadion. O ile postępu infrastrukturalnego nie można Jagiellonii odmówić, o tyle w kwestiach sportowych wydaje się, że wizja poukładanego klubu z pomysłem była trochę zbyt optymistyczna. Jagiellonia jeszcze niejako siłą rozpędu zdobyła wicemistrzostwo w dużej mierze ludźmi Probierza, dobrze poprowadzonymi przez Mamrota. Jeszcze zarobiła spore pieniądze na transferach Patryka Klimali, Karola Świderskiego, czy Przemysława Frankowskiego, czyli ludziach pozyskanych za czasów Probierza, ale im więcej mijało od wyjazdu trenera, tym gorzej sobie radziła na wszystkich frontach. Jej transfery notorycznie wyglądają na nietrafione, a wyniki rozczarowują.

DALEJ OD SOLIDNOŚCI

Do zdania o zbudowaniu solidnego klubu w Białymstoku Probierz dokładał, że w Cracovii chce osiągnąć coś podobnego. Coś, co będzie stabilnie funkcjonowało także i bez niego. I były powody, by sądzić, że zmierza w tę stronę. Z zespołu, który zajął drugie miejsce w tabeli, przeprowadził się do czternastego. Przesunął go najpierw na dziewiąte, a później na czwarte. Gdy w kolejnym sezonie zimował jako wicelider, wydawało się, że może przynajmniej powtórzyć wynik z Białegostoku. Nie powtórzył w lidze, ale sięgnął z Cracovią po Puchar i Superpuchar Polski, a przy tym drugi raz z rzędu wprowadził ją do europejskich pucharów. Baza, do której Cracovia się od stycznia przeprowadziła, także sugeruje wejście w nową epokę. A jednak im więcej jest w drużynie zawodników ściąganych już przez Probierza, tym trudniej mu osiągać dobre wyniki i przy tym zarabiać na transferach.

PARADOKS TRANSFEROWY

Za czasów Probierza Cracovia zarobiła jakiekolwiek pieniądze tylko na czterech zawodnikach. Trzech z nich – Krzysztofa Piątka, Michała Helika i Damiana Dąbrowskiego — trener odziedziczył jeszcze po poprzednikach. Jedynie 150 tysięcy euro uzyskane za sprzedaż Rafy Lopesa do Legii Warszawa to pieniądze przyniesione do klubu od początku do końca przez Probierza. Powstaje więc dość paradoksalny obraz: Jagiellonia była w stanie drogo sprzedawać tylko tych zawodników, których ściągał jeszcze Probierz. Ale Cracovia sprzedawała tylko tych, którzy przyszli jeszcze przed Probierzem. W obu ekipach grają obecnie bramkarze, którzy mogą poprawić ten bilans, bo Xaver Dziekoński to już produkt ery postprobierzowej w Białymstoku, a Karol Niemczycki, niedawno powołany do reprezentacji Polski, był już ściągany przez tego trenera i wiceprezesa. Ogólne transferowe oceny w obu przypadkach wypadają jednak podobnie marnie.

AUTORSKIE PROJEKTY

Zespoły Jagiellonii i Cracovii to dziś już niemal zupełnie autorskie pomysły obu klubów. Spośród najczęściej grających zawodników białostoczan tylko Paweł Olszewski został jeszcze odziedziczony z czasów Probierza. Trener Cracovii oczywiście współpracował w Białymstoku jeszcze z Maciejem Makuszewskim czy Fedorem Cernychem, jednak żaden z nich nie został po nim odziedziczony. Klub organizował ich powroty już w czasie, gdy Probierz rządził w Cracovii. Tymczasem w ekipie Pasów z regularnie grających piłkarzy tylko Milan Dimun przychodził jeszcze za Jacka Zielińskiego. I znów — Cracovia najlepiej wyglądała, gdy miała jeszcze wielu piłkarzy z czasów Zielińskiego, a Jagiellonia, gdy Mamrot prowadził ekipę budowaną w dużej mierze przez Probierza.

ROK MARAZMU

W bilansie rozstania obie strony mogłyby się przerzucać, kto poradził sobie lepiej, bo o jednoznaczną odpowiedź trudno. Jagiellonia zdobyła w tym okresie 16 punktów więcej, strzeliła 18 goli więcej i średnio zdobywała w tym czasie 1,52 punktu na mecz przy 1,40 Cracovii. Z drugiej strony te różnice powstały przede wszystkim w pierwszym sezonie od rozstania, gdy Jagiellonia miała jeszcze ekipę, która omal nie została mistrzem, a Probierz trenował zgraję, która prawie spadła z ligi. W kolejnych latach wszystko już się wyrównywało. Obie drużyny sąsiadowały w tabeli. Najpierw na czwartym i piątym, później na siódmym i ósmym miejscu. Teraz znów, gdyby nie ujemne punkty krakowian, byłyby bardzo blisko siebie. Ale już w dolnej części tabeli. Mniej więcej w tym samym momencie u jednych i drugich wszystko zaczęło się psuć. W tabeli od początku 2020 roku Cracovia jest najgorszą drużyną w lidze. Jagiellonia jest tylko dwie pozycje wyżej. Marazm jednych i drugich trwa już od ponad roku i jego końca nie widać.

SIEROTY PO PROBIERZU

Obie strony podobną historię już raz przeżywały. W 2011 roku Probierz opuścił Białystok po zajęciu czwartego miejsca w lidze. Od tego czasu obskoczył pięć klubów, nigdzie nie znajdując szczęścia na dłużej. To w tym okresie powstała popularna (błędna) narracja o trenerze, który sprawdza się tylko w Białymstoku. Jagiellonia zatrudniła natomiast w tym czasie trzech trenerów, jednak ani Czesław Michniewicz, ani Tomasz Hajto, ani Piotr Stokowiec nie zdołali nawet zbliżyć się do wyników z czasów Probierza. Dwa razy zajął dziesiąte miejsce, raz jedenaste. A potem wrócił Probierz i znów do Białegostoku wróciły szczęśliwe czasy. Do jego kariery też.

TRZYLETNI CYKL

Tamto rozstanie zakończyło się po niespełna trzech latach. To już trwa dłużej. Probierz znalazł w Cracovii spokojną przystań, w której pracuje dłużej niż gdziekolwiek w karierze. Dłużej nawet niż w Jagiellonii. Dopiero teraz jednak widać, że jego decyzja o odejściu z Białegostoku w 2017 roku, po bardzo dobrym sezonie, prawdopodobnie była trafna. Wielu trenerów uważa, że w piłce cykl trwa mniej więcej trzy lata. I że jeśli chce się dalej osiągać sukcesy albo trzeba zmienić drużynę, albo trenera. Poczynania Cracovii w tym sezonie mocno to potwierdzają.

NAJSILNIEJSI RAZEM

Nie wiadomo, czy jedni i drudzy będą jeszcze kiedyś mieli ochotę do siebie wrócić. Choć rozstali się w zgodzie, kwestie ambicjonalne jednej czy drugiej strony mogą na to nie pozwolić. Patrząc na nich jednak z zewnątrz, trudno nie dojść do wniosku, że nigdzie nie było im tak dobrze, jak ze sobą. Jasne, Jagiellonia udowodniła, że potrafi osiągnąć dobry wynik i bez Probierza, Probierz udowodnił, że potrafi to zrobić także poza Białymstokiem. Ale największą siłę mieli, gdy byli razem. Michał Probierz nigdy nie osiągnął w Krakowie statusu, jaki miał na Podlasiu. A Podlasie nigdy nie pokochało żadnego trenera tak, jak Michała Probierza. I jest ryzyko, że jedno i drugie prędko się nie zmieni.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.