CENTROSTRZAŁ #15. Gra na sentymentach. Co czeka Cracovię z Jackiem Zielińskim

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
Cracovia
Jakub Gruca/400mm

Wcale nie jest tak, że poprzedni pobyt doświadczonego trenera w Krakowie od początku do końca był pasmem sukcesów. Od początku tak. Ale nie do końca. Im gorzej jednak wiodło się Michałowi Probierzowi, tym bardziej otoczenie Pasów eksponowało zalety jego poprzednika. Zieliński jest witany jak zbawca, co jeszcze zwiększa skalę trudności i tak niełatwego zadania.

Sześć lat temu byłem na pierwszym treningu Cracovii tuż po tym, jak Jacek Zieliński zastąpił Roberta Podolińskiego. Pasy miesiącami grały wówczas beznadziejną piłkę, punktowały fatalnie, chwilę wcześniej zostały kompletnie rozbite przez Ruch Chorzów, a ponad strefą spadkową utrzymywały się tylko dobrymi stałymi fragmentami gry i wrzutkami na głowę Miroslava Covilo. Zieliński zaprosił zawodników na boisko i kazał im grać po ziemi. Ciągle. Podawać do siebie. Klepać, możliwie z pierwszej piłki. I jeszcze raz. Nie było w tym nic niesamowitego, ale właśnie wtedy uświadomiłem sobie, jaki mętlik w głowie musi mieć zawodowy piłkarz. Bo na treningach w poprzednich miesiącach gracze Cracovii ćwiczyli coś zupełnie innego. Od pierwszej chwili było widać, że nowy trener będzie wymagał kompletnie innej gry.

NIESAMOWITA PRZEMIANA

Tamtą przemianę Cracovii zaliczam do najbardziej imponujących, jakie w polskiej lidze widziałem. Ten sam zespół, którego wcześniej nie dało się oglądać, z dziewięciu spotkań, które pozostały do końca sezonu, wygrał siedem i dwa zremisował. Sześć razy wrzucał rywalom po trzy gole. Z dnia na dzień stał się jednym z najefektowniej grających w lidze. Zawodnicy, którzy byli kompletnie na marginesie, zaczęli stanowić o jego sile. Nagle okazało się, że kreatywnych piłkarzy jest w kadrze tak wielu, że trener, chcąc ich wszystkich pomieścić, musi ich upychać na różnych pozycjach. Bartosz Kapustka ustawiany na lewej pomocy nie wziął się z samej wizji Zielińskiego, tylko z tego, że tak dobrze jako ofensywny pomocnik wyglądał Mateusz Cetnarski, wcześniej kompletnie pomijany. Tak samo, jak Marcin Budziński w roli fałszywej dziewiątki. Cała trójka, wspierana Damianem Dąbrowskim oraz Covilą, o którym nagle można się było przekonać, że potrafi grać nie tylko głową, całkowicie dominowała w środku pola. Deniss Rakels i Erik Jendrisek, teoretycznie ustawiani na bokach, wbiegali w pole karne, totalnie myląc rywali. Przeżywający odrodzenie Deleu, bombardował pola karne przeciwników dośrodkowaniami. Drużyna, która wcześniej całą grę miała ustawioną pod to, by wywalczyć faul na połowie rywala i móc wrzucić długą piłkę na Covilo, wyglądała, jakby brała udział w kręceniu reklamy z serii Joga Bonito.

OD PIERWSZEGO WEJRZENIA

Efekt przeniósł się także na nowy sezon. Gdy Cracovia zaczynała koncert, nie dało się jej zatrzymać. Najpiękniejsza była chyba w meczu z Lechem Poznań, chwiejącym się mistrzem Polski, któremu wbiła pięć goli. Po cztery wrzuciła tamtej jesieni jeszcze Pogoni Szczecin, Śląskowi Wrocław i Podbeskidziu. Po trzy Koronie Kielce i Lechii Gdańsk. Tylko w siedmiu meczach tamtej rundy strzeliła rywalom mniej niż dwa gole. No i na zakończenie wspaniałych miesięcy wygrała jeszcze derby przy Reymonta, co nie udało się jej od dwudziestu lat. Kibice Cracovii mieli prawo zakochać się w Zielińskim od pierwszego wejrzenia. Wrażenie, jakie wywarł na nich tamten zespół w pierwszych miesiącach jego pracy, przyćmiło wszystko, co działo się później. I stało się główną przyczyną tego, że Zieliński został zatrudniony w Cracovii ponownie.

ZŁA KOŃCÓWKA

Kiedy Michał Probierz zastępował Zielińskiego tuż przed startem letnich przygotowań do sezonu, wielu było zdziwionych momentem, w którym to następuje, ale niewielu uznawało to za błąd. Nie tylko dlatego, że Probierz był wówczas na absolutnym polskim trenerskim topie. Także dlatego, że wspaniałe miesiące Zielińskiego były już wtedy dość odległym wspomnieniem. Bardziej pamiętane było to, co najświeższe. Czternaste miejsce, tuż nad strefą spadkową. Wygrana ledwie dwóch meczów na siedem w grupie spadkowej. Tylko osiem zwycięstw na czterdzieści spotkań tamtego sezonu. Dwie porażki ze Szkendiją Tetowo w eliminacjach Ligi Europy. Odpadnięcie z Pucharu Polski na pierwszej przeszkodzie. Prawdziwa kibicowska tęsknota za Zielińskim zaczęła się pojawiać dopiero przy kolejnych kryzysach Michała Probierza. W momencie zmiany trenera nie było ludzi krzyczących, że to błąd.

KIEPSKA DRUGA POŁOWA

Teraz też takich nie ma. Bo ulga po odejściu Probierza jest tak silna, że Zielińskiemu pamięta się tylko, co dobre. Czas wymazał ze zbiorowych pamięci ostatnie półtora roku jego pracy w Krakowie. W pierwszych 41 meczach, w których poprowadził Cracovię, zespół był na trzecim miejscu w lidze, jedynie za Legią i Piastem Gliwice. W kolejnych 42 punktował lepiej tylko od Górnika Łęczna i Ruchu Chorzów, które spadły z ligi. To nie była tylko kwestia słabszej końcówki. Tak naprawdę już wiosną sezonu zakończonego czwartym miejscem, po sprzedaży Denissa Rakelsa, wszystko zaczęło się psuć. “Pasy” zimowały wtedy na trzecim miejscu, ale w drugiej rundzie wygrały tylko sześć meczów na szesnaście. Zmagały się z serią sześciu meczów bez zwycięstwa. Bardziej doczłapały do ostatniego pucharowego miejsca, niż w efektownym stylu je wywalczyły. Choć po jesieni wydawało się, że mogą ścigać się z prowadzącą dwójką, skończyły sezon daleko za nią. Po pół roku pracy Zielińskiego wciąż zdarzały się Cracovii efektowne mecze jak rozjechanie Korony Kielce sześcioma bramkami. Ale właśnie — zdarzały się. Zdecydowanie częściej krakowianie grali już po prostu przeciętnie.

IDEALIZOWANIE PRZESZŁOŚCI

Przypominam to nie po to, by szerzyć katastroficzne wizje i studzić entuzjazm, lecz by pokazać, jak złożone może być spojrzenie na pracę trenera. Tę dwoistość było już widać przy podsumowaniach pobytu Probierza, kiedy zarówno na tezę o spalonej ziemi, jak i na opisanie najlepszych lat w nowożytnej erze Cracovii, dałoby się znaleźć mnóstwo argumentów. Mam wrażenie, że w ostatnich latach ocena rządów Zielińskiego w ekipie “Pasów” ewoluowała w zależności od tego, jak akurat wiodło się Probierzowi. Gdy był na fali, podkreślano, że to on zbudował Krzysztofa Piątka i Michała Helika, przygotowując ich do zagranicznych transferów. Kiedy szło mu gorzej, eksponowano, że ich obecność przy Kałuży to zasługa Zielińskiego. Gdy Cracovia miała lepsze okresy, podkreślano, że to Probierz odważniej postawił na Kamila Pestkę, gdy miała gorsze, zwracano uwagę, że Pestka debiutował jeszcze u Zielińskiego. Jako że ostatni rok Probierza był fatalny, nastąpił przechył w stronę idealizowania jego poprzednika. Ale to jeszcze nie oznacza, że wszystko było za jego czasów idealnie.

ZAGADKA DRUŻYNY

Dlatego bardzo trudno dziś przewidzieć, w którą stronę pójdzie ta drużyna z nowym trenerem. Są podstawy, by sądzić, że może nastąpić przemiana podobna do tej sprzed lat, bo zawodnikom w typie Pellego Van Amersfoorta, Sergiu Hanki, Marcosa Alvareza czy Michała Rakoczego, bazującym raczej na stopach niż łokciach, zapowiadany przez Zielińskiego bardziej techniczny styl gry powinien odpowiadać. Są też jednak wątpliwości. Bo o ile za czasów Podolińskiego szatnia ewidentnie miała trenera dość, co przyznał ostatnio w wywiadzie dla Onetu nawet Janusz Filipiak, o tyle obecna szatnia raczej nie była niechętna Probierzowi. Tych, którym coś się nie podobało, regularnie z drużyny usuwał. Na ławce nie było żadnego wpływowego i niezadowolonego lidera, który by jątrzył. Ci, którzy grali, raczej nie mieli powodów do narzekania, a ci, którzy nie grali, nawet jeśli coś im się nie podobało, nie byli w szatni opiniotwórczy. Niewykluczone więc, że o ile wtedy Zielińskiego szatnia przywitała jak zbawcę, a otoczenie klubu początkowo raczej bez entuzjazmu, o tyle teraz będzie odwrotnie. Otoczenie wita Zielińskiego jak zbawcę, ale szatnia będzie się do niego dopiero musiała przekonać.

WBREW TRENDOM

Ten powrót jest ciekawy nie tylko z perspektywy klubu, ale i kariery trenerskiej Zielińskiego. Filipiak poszedł odrobinę wbrew panującym trendom, bo od jakiegoś czasu widać wyraźnie, że coraz więcej klubów stara się nie korzystać z karuzeli i wymyślić jakiegoś nieoczywistego trenera (Dawid Szulczek, Tomacz Kaczmarek, Adam Majewski, Adrian Gula, Marek Gołębiewski — przykłady z samych tylko ostatnich miesięcy). On tymczasem zatrudnił najstarszego trenera w lidze, który prowadził w niej już dziewięć klubów, a debiutował, gdy selekcjonerem reprezentacji Polski był Paweł Janas. Kierowała nim pewnie mieszanka wygody (bo nie musiał daleko szukać i wiedział, co dostanie), populizmu (bo wiedział, że rzucając na pożarcie Probierza i biorąc za niego faworyta wielu kibiców, zyska trochę spokoju) i może nawet wyrzutów sumienia (choć nie wiem, czy posądzanie o nie Janusza Filipiaka to nie zbyt odważna teza) po sposobie, w jaki wcześniej zwolnił Zielińskiego. Niezależnie od motywacji, dał trenerowi szansę, jakiej już dawno nie miał.

Cracovia
Jakub Gruca/400mm

WRESZCIE NIE STRAŻAK

60-latka na ławce trenerskiej nie było już dość długo, bo dwa lata, ale jeszcze dłużej nie było go na ławce trenerskiej klubu z uzasadnionymi ambicjami. Choć z Lechem Poznań zdobył mistrzostwo, a z Dyskobolią Superpuchar, to było dawno. W ostatnich latach Zieliński stał się innym Leszkiem Ojrzyńskim. Trenerem dla drużyn mających problemy, ale które nie chcą rządów twardej ręki. Arkę Gdynia, Bruk-Bet Termalicę, Cracovię i wcześniej Ruch Chorzów przejmował z zadaniem utrzymania w lidze. Minęło już dziesięć lat, odkąd Polonia Warszawa, chcąca za czasów Józefa Wojciechowskiego bić się o czołowe miejsca, wynajęła w tym celu tego trenera. Wtedy też osiągnął jeden z zaledwie dwóch w tej dekadzie finiszów w czołowej piątce ligi. Zieliński utrzymywał się na ligowym rynku, ale już nie jako trener dla klubów patrzących w górę. Cracovia się wyłamała.

DALEKO OD KRYZYSU

Bo sytuacja, w której Zieliński rozpoczyna pracę, jest dość nietypowa. Wcale nie przejmuje drużyny będącej w głębokim kryzysie. Owszem, “Pasy” dość pechowo przegrały dwa ostatnie mecze, w tym jeden prestiżowy, ale wcześniej osiem razy z rzędu nie przegrywały, notując najlepszą passę w tym roku i kilka razy kopiąc całkiem sensownie. W tabeli są nisko, ale wciąż są punktowo bliżej pierwszej piątki niż strefy spadkowej. Co więcej, do końca sezonu pozostało jeszcze dwadzieścia meczów, w tym przerwa zimowa, więc samo obronienie się przed spadkiem i zajęcie miejsca w środku tabeli nie będzie żadnym wyczynem, bo to dałoby się osiągnąć i bez zwalniania jego poprzednika.

ROSNĄCE ASPIRACJE

Można się kłócić, jakie dziedzictwo pozostawił po sobie w Krakowie Probierz, ale niewątpliwą zmianą z jego czasów, jest wzrost aspiracji Cracovii. Po trzech kwalifikacjach do europejskich pucharów w ciągu pięciu lat, po zdobyciu dwóch trofeów, samo dryfowanie między siódmym a jedenastym miejscem nie będzie już uznawane za dobry wynik. Zieliński wygląda na człowieka, który zdaje sobie z tego sprawę. Trafił do tego samego miejsca, ale będzie rozliczany z czego innego. Przynajmniej zewnętrznie. Bo wewnętrznie nadal ciężko stwierdzić, czy coś się naprawdę zmieniło i czy Filipiakowi wcale nie wystarczy spokojne utrzymywanie się w Ekstraklasie. Jeśli tak, Zieliński będzie miał komfortową pracę, bo narzędzia do tego ma jednak znacznie lepsze niż przed sześcioma laty.

Michał Probierz
Maciej Gilarski/400mm

POWRÓT NA POLSKI RYNEK

Ciekawe wreszcie, jak będzie wyglądał podział kompetencji w samym klubie. Probierz miał ambicję zarządzać wszystkim, Zieliński wręcz ostentacyjnie podkreślał na pierwszej konferencji, że on przychodzi tylko jako wykonawca wizji klubu, którą ma wytyczać zatrudniony niedawno Stefan Majewski. Dość trudno sobie go jednak dziś wyobrazić, latającego na obserwacje, tułającego się godzinami samochodem, by ocenić, czy ktoś ma odpowiedni charakter do zespołu, czy godzinami wertującego programy statystyczne celem przefiltrowania ofert podsyłanych przez agentów. A przecież Cracovia nie ma struktur pozwalających dyrektorowi sportowemu pracować wyłącznie zza biurka. Pozytywem może być spodziewany, przynajmniej częściowy, powrót Cracovii do polskiego rynku transferowego, bo tu Zieliński miał dobre strzały — oprócz Piątka i Helika choćby także Damian Kądzior czy Petteri Forsell.

WIĘKSZE BUTY

Przypominanie akurat tych nazwisk też jest jednak dobieraniem faktów pod tezę, bo równie dobrze można by wspomnieć o Florinie Bejanie, Robercie Litauszkim czy Antonie Karaczanakowie, także ściąganych za jego czasów. I kręcą się piłkarskie cykle życia. Teraz wydaje się, że czasy Probierza już są zakończone i nic w ich ocenie nie może się zmienić. Ale to mylne. Bo na to, jak będzie oceniany pobyt Probierza, bardzo duży wpływ będzie miało to, jak poradzi sobie Zieliński. Liczy się nie tylko praca faktycznie wykonana przez trenera, ale też to, jak prezentował się na tle poprzednika i następcy. Za pierwszym razem Zieliński był mierzony na tle dokonań Podolińskiego. Buty pozostawione przez Probierza, jakkolwiek by go nie oceniać, są nieporównanie większe, więc i skala wyzwania pójdzie w górę. Choć więc Jacek Zieliński przejmuje klub o lepszym budżecie, piłkarzach, sytuacji w tabeli i warunkach do treningów, wcale nie mam przekonania, że będzie miał łatwiejsze zadanie.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.