CENTROSTRZAŁ #1. Zagadki w cieniu euforii. Polski Ancelotti Górnika Zabrze

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
Trener Górnika Zabrze
Michał Chwieduk/400mm

Czy klub, który przeprowadził największy hit transferowy w historii ligi i jednocześnie zatrudnił jednego z najbardziej utytułowanych trenerów w ekstraklasie, może mieć przed sezonem powody do obaw? Oczywiście. Bo niewiadomą jest nie tylko sportowa dyspozycja Lukasa Podolskiego, lecz także zdolność Jana Urbana do pracy w trudnych warunkach.

Na pierwszy rzut oka Górnik przeżył lato idealne. Podpisując kontrakt z Lukasem Podolskim, przeprowadził największy hit transferowy w historii polskiej ligi. Na razie wiadomo, że potężnie zyskał marketingowo, ale niewykluczone, że gdy mistrz świata będzie już w pełni przygotowany, skorzysta także z jego klasy piłkarskiej. Oprócz tego w miejsce trenera, który nie zdobył w karierze żadnego trofeum, zatrudnił jednego z najbardziej utytułowanych fachowców w Polsce. Tylko gabloty szkoleniowców Legii Warszawa i Lecha Poznań są bardziej wypełnione niż Jana Urbana, mistrza Polski, dwukrotnego zdobywcy Pucharu Polski, mającego też na koncie dwa Superpuchary. Wyższą średnią punktów spośród trenerów pracujących obecnie w ekstraklasie ma tylko Jacek Magiera. Ale szkoleniowiec Śląska Wrocław osiągnął ją w niespełna 50 meczach, a nie, jak Urban, w ponad dwustu.

TRENER BEZ WAD

Górnik zyskał nie tylko trenera z bogatym CV, ale też umiejącego pracować z młodzieżą. Lubianego przez piłkarzy za to, że nie kombinuje z taktyką i stara się, by zespół jak najczęściej miał piłkę przy nodze. Przez prezesów za bezkonfliktową naturę. Przez dziennikarzy, bo jest otwarty, uśmiechnięty i sympatyczny. A do tego cenionego przez kibiców, bo przecież jest w Zabrzu legendą pamiętaną jeszcze z czasów piłkarskich, której zdjęcie wisi pod dachem stadionu. Teoretycznie, wybór bez wad. W połączeniu z transferem Podolskiego każący widzieć w zabrzanach jednego z potencjalnych czarnych koni sezonu.

Górnik Zabrze
Michał Chwieduk/400mm

POLSKI ANCELOTTI

Do oceny pracy trenerów nie należy jednak tylko liczba trofeów i średnia punktów oraz ogólne wrażenie, jakie sprawiają, lecz także kontekst. Jeśli sceptycy pytają czasem, co by było, gdyby Pep Guardiola poprowadził kiedyś zespół z dołu tabeli ligi, w której rywalizuje, to właśnie ze względu na znaczenie okoliczności, w jakich trener pracuje. Dobrą analogią do Urbana wydaje się w wielkiej piłce Carlo Ancelotti, wykazujący się mniej więcej tymi samymi przymiotami, umiejący dogodzić każdemu właścicielowi i pokierować każdą gwiazdę. Zajmujący zazwyczaj dokładnie taką pozycję, jaką wskazywałby potencjał kadrowy jego zespołu. A że zwykle prowadzi wielkie kluby, ma gablotę pełną trofeów i uchodzi za fachowca z najwyższej półki. Gdy już jego reputacja zaczęła podupadać, a w Evertonie nie zdołał osiągnąć wyników na miarę wielkiego nazwiska, z pomocną dłonią przyszedł do niego Real Madryt.

WYPADNIĘCIE Z RYNKU

Urban w polskich warunkach aż tyle szczęścia nie miał. Ale i tak miał sporo. Pierwszą posadą, jaką otrzymał, była Legia, która grała dobry futbol i miała ciekawą młodzież, ale brakowało jej trofeów. Praca w Zagłębiu Lubin, poprzedzona króciutkim pobytem w Polonii Bytom, zakończyła się porażką, ale upadek jego reputacji powstrzymała Legia, ponownie go zatrudniając, za co Urban odwdzięczył się mistrzostwem Polski. Zwolniony po rundzie jesiennej jako lider ekstraklasy, mógł dalej mieć na rynku pozycję zwycięzcy. Niepowodzenie w Osasunie Pampeluna w żaden sposób nie zaszkodziło jego renomie, a wręcz stanowiło potwierdzenie jego klasy: bo przecież innych polskich trenerów do II ligi hiszpańskiej nawet nie zapraszają. Dlatego, gdy Lech Poznań popadł w kryzys, zadzwonił oczywiście do Urbana. Mało który trener tydzień po zatrudnieniu przez polski klub ma okazję prowadzić go we Florencji w meczu fazy grupowej Ligi Europy. Po tym jednak, jak nie zdołał wprowadzić Kolejorza do europejskich pucharów i fatalnie rozpoczął nowy sezon, Urban już spadł z poziomu trenera przebierającego tylko w ofertach z najsilniejszych klubów. A odkąd nie poradził sobie także w Śląsku Wrocław, przez trzy lata nie zatrudniał go nikt. Wielcy w polskich warunkach nie byli zainteresowani. A mniejsi woleli trenerów bardziej przyzwyczajonych do pracy w trudnych warunkach. Budujących, walczących z przeciwnościami. Takich jak na przykład Marcin Brosz.

RYZYKO ZABRZAN

Zatrudniając Urbana, choć na pierwszy rzut oka na to nie wygląda, Górnik podjął potężne ryzyko. Choć zabrzanie, zająwszy dziesiąte miejsce i wyprzedziwszy choćby Lecha, rozegrali całkiem przyzwoity sezon oraz wobec pojawienia się w lidze trzech beniaminków, nie nasuwają się w pierwszym szeregu kandydatów do spadku, w rzeczywistości muszą mieć się na baczności. Jeśli prawdą jest, że Urban nie potrafi osiągać wyników ponad stan i zajmuje zazwyczaj takie miejsce, jakich dostanie piłkarzy, zabrzan może czekać trudny sezon. W tabeli za 2021 rok zajęli ostatnie miejsce, nawet za zdegradowanym Podbeskidziem Bielsko-Biała. Biorąc pod uwagę okres od drugiej połowy września, do połowy maja, czyli praktycznie cały sezon, bez pierwszych czterech kolejek, byli lepsi tylko od jedynego spadkowicza. Górnik rozegrał słaby sezon, tyle że nie było tego aż tak widać w tabeli, bo zaczął go fenomenalnie. I nie było to raczej wyłącznie winą Brosza, który na ogół sprawiał jednak wrażenie atutu, a nie balastu dla tego zespołu.

ZAGADKI KADROWE

Tym, który przez dużą część rozgrywek, najbardziej pracował na ciułane przez zabrzan punkty, był bramkarz Martin Chudy, którego już na Śląsku nie ma. Grzegorz Sandomierski to niby w polskich warunkach uznana marka, jednak ostatni pełny sezon jako pierwszy bramkarz rozegrał cztery lata temu i jego postawa jest sporą zagadką. Rafał Janicki wprawdzie w Podbeskidziu spisywał się dobrze, ale wcześniej w Lechu Poznań i w Wiśle Kraków zawodził, przez co też trudno uznawać go za pewniaka. Skrzydłowi Robert Dadok i Mateusz Cholewiak powinni być solidnymi zawodnikami na poziomie ekstraklasy, ale na wielu pozycjach w kadrze wciąż brakuje jakościowych zmienników, a w ataku nawet podstawowych piłkarzy. Podolski, choć kojarzony jako piłkarz stricte ofensywny, w Turcji grał ostatnio jako środkowy pomocnik, a i w najlepszych czasach najlepiej czuł się za napastnikiem, a nie jako dziewiątka. Tak samo sprawa ma się z Jesusem Jimenezem. Brosz zmagał się przez cały sezon z takim samym dylematem, odpowiadając na niego przejściem na trójkę stoperów i wzmocnieniem obrony. To przyniosło efekt, bo zespół, choć strzelał mało goli, tracił ich na tyle niewiele, że nie wplątał się w walkę o utrzymanie.

Michał Chwieduk/400mm

WYKORZYSTAĆ WOLNOŚĆ

Do problemów kadrowych dochodzi też kwestia stylu gry, który, jak to u Urbana, ma być ofensywny i oparty na posiadaniu piłki. Zespół przez lata szlifujący przede wszystkim wysoki pressing i błyskawiczne przejścia z obrony do ataku, nagle ma zacząć dłużej utrzymywać się przy piłce i kreować grę, co pasowałoby bardziej drużynie przeważającej umiejętnościami nad rywalami, a nie przeciętnej ekipie, kadrowo ciążącej raczej ku dołowi. W początkowej fazie optymizm Urbana i wolność, jaką daje zawodnikom, może nawet zadziałać ożywczo po rządzącym twardą ręką i kontrolującym wszystko Broszu. Jednak na dłuższą metę dla zespołu walczącego w dolnych rejonach tabeli zbyt dużo wolności może się okazać zgubne.

PODOLSKI SAM NIE WYGRA

Praca w Zabrzu będzie chyba najpoważniejszą dotąd weryfikacją trenerskiego warsztatu Urbana. Jeśli okaże się, że potrafi robić to wszystko, za co był chwalony, gdy prowadził czołowe polskie kluby, także pracując z piłkarzami o znacznie mniejszym potencjale, znów może wrócić do łask. Jeśli jednak okaże się, że nie jest zdolny do przystosowania metod do miejsca, w którym pracuje, może zniknąć z rynku na dobre. Dla zabrzan oznaczałoby to potężne problemy. Przy całym entuzjazmie, który towarzyszy transferowi Podolskiego, trzeba pamiętać, że gdy poprzednio o Górniku było tak głośno, po wejściu firmy Allianz, zatrudnieniu Henryka Kasperczaka i ściągnięciu kilku znanych nazwisk, zakończyło się to spadkiem z ligi. - Som meczu nie wygrom — powiedział Lukas Podolski, ze swoim pięknym śląskim akcentem, po sparingowym debiucie w Górniku, przegranym 1:3 z Banikiem Ostrawa. To zdanie wszystkim w Zabrzu powinno przyświecać przez cały sezon. Podolski przyćmił marketingowo wszystkie inne wydarzenia w Górniku. Ale niech nie przykryje także sportowych problemów, które wciąż są tam do rozwiązania i wraz z jego pojawieniem się wcale nie zniknęły.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.