BYŁ SOBIE FUTBOL. Wcielenie czystego zła. Od kapitana Francji do zdrajcy, na którym wykonano wyrok śmierci

Być może nawet członkowie plutonu egzekucyjnego uznali taką scenerię za koszmarnie ironiczną. Był drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, a oni musieli zabić człowieka. Przed nimi stał 39-letni mężczyzna. Niewykluczone, że ci, którzy naciskali na spust, nie wiedzieli nawet, iż wykonują wyrok na byłym reprezentancie Francji. Alexandre Villaplane przeszedł na złą stronę i właśnie ponosił za to najsurowszą z kar.

25-krotny reprezentant Francji, uczestnik mundialu w 1930 roku, miał tak obszerną kartotekę, że z powodzeniem dałoby się nią obdzielić kilkunastu groźnych przestępców. Jako nazistowski kolaborant musiał liczyć się z konsekwencjami. Ale Villaplane całe życie tańczył na krawędzi, ponad wszystko kochał oszustwa.

NAJPIERW KORUPCJA

Miał całkiem niezłą futbolową karierę. W kadrze grał co prawda zaledwie przez cztery lata, jednak po zakończeniu tej przygody, kiedy w lidze francuskiej zaczęto walczyć o tytuły na płaszczyźnie zawodowej, Villaplane zaczepił się w Antibes i zwęszył tam niezłe pole do brudnych biznesików. To był sezon 1932-33, a kapitan drużyny narodowej z MŚ, które odbyły się dwa lata wcześniej, szalał nie tylko na boisku.

Jego zespół zdobył mistrzostwo kraju, jednak ostatecznie zostało ono anulowane. To był czas, kiedy we Francji o dominacji rozstrzygała najlepsza ekipa z południa w starciu z najlepszą z północy. Rywalem Antibes było Lille. Trener tego zespołu został po skandalu z ustawianiem meczów zawieszony dożywotnio, jednak Villaplane wywinął się i nie dotknęła go aż tak bolesna kara.

Pokopał jeszcze w Nicei, gdzie zresztą nie chciało mu sie przychodzić na treningi, potem w drugoligowym Hispano-Bastidienne koło Bordeaux, by ostatecznie przerzucić się na włóczęgostwo po wyścigach konnych, co zaprowadziło go do... więzienia. Villaplane nie zamierzał bowiem grać czysto. W światku, w którym zakotwiczył, podobnie jak wcześniej w lidze, wybuchła afera korupcyjna, a Alexandre był w jej środku.

FRANCUSKIE GESTAPO

Carlingue to inaczej Francuskie Gestapo. W okupowanej przez Niemców Francji było to ugrupowanie, mające siedzibę przy 93 rue Lauriston, w 16. Dzielnicy. Działało przez trzy lata, do 1944 roku, tego samego, w którym rozstrzelano Villapane’a. Zostało założone przez człowieka o nazwisku Pierre Bonny. Villaplane z takimi jak on porozumiewał się w okamgnieniu. Ten skorumpowany policjant genialnie poruszał się w świecie łapówek, donosów, bez problemu przechodząc zawsze na stronę tych, którzy płacili więcej.

Jeszcze przed wybuchem II Wojny Światowej dwóch kryminalistów – Henri Lafont i Pierre Loutrel – siało popłoch w całym kraju, jednak w paryskim Carlingue znaleźli swoje powołanie, z czasem przejmując biznes – bo tak należało nazwać cały proceder.

Villaplane, tak jak wcześniej, jeszcze podczas kariery piłkarskiej, tak wraz z rozpoczęciem wojny budował swoją „karierę”. Było o nim coraz głośniej w półświatku. Kradzieże, oszustwa, skauting lokalnego Gestapo nie miał wątpliwości – ten człowiek pasuje do naszej drużyny.

„SS MOHAMMED”

Cel był prosty. Skaperować jak najwięcej osób, które będą oczami i uszami Niemców, będą im donosić, co piszczy w zakamarkach miasta, będą im wystawiać cele. W zamian zyskają bezkarność. Bo w tle kręciły się duże pieniądze. Villaplane wyspecjalizował się w okupach. Ściągał je od handlarzy złotem. Był wcieleniem czystego zła.

Dwa lata przed egzekucją zamienił stolicę na Tuluzę. Wiedział jednak, że Paryż jest miastem największych możliwości w każdej dziedzinie, musiał wrócić. Pomógł mu były kolega z drużyny, Louis Cazal. Załatwił dla Alexandre’a lewe papiery. W tym czasie Villaplane był już tak zuchwały, że zaczął spacerować po cienkim lodzie. Aresztowany przez SS za kradzież drogocennych kamieni mógł zakończyć żywot wcześniej, ale z opresji uratował go Lafont.

Pierre Bony wierzył bezgranicznie w brutalność i bezwzględność Villaplane’a, który został jego szoferem, a następnie awansował. Bony uczynił go szefem organizacji przestępczej, zwalczając francuski ruch oporu. Zyskał przydomek „SS Mohammed”. Zasłynął tym, że handlował ludzkim życiem. Z sideł pewnej śmierci można było się wydostać tylko w jeden sposób – pieniędzmi.

To przez niego życie straciły 52 osoby w Mussidan. Bezpośrednio odpowiadał za śmierć dziesięciu ludzi. To wystarczyło, by posłać w niego grad kul 26 grudnia 1944 roku w Fort de Montrouge.

Dom Walbanke z portalu These Football Times podkreśla, że dla chłopaka urodzonego w Algierii bycie kapitanem Francji na MŚ, w meczu przeciwko Meksykowi, musiało być czymś wielkim. Został wszak pierwszym zawodnikiem z północnoafrykańskiej kolonii, który dostąpił zaszczytu gry dla nowej ojczyzny. Mundial też był szczególny, bo pierwszy. Villaplane miał 25 lat i poważną szansę, by przejść do historii francuskiej piłki. Dzień spotkania z Meksykiem określił potem jako „najlepszy w życiu”. Patrząc na to co stało się w kolejnych latach, bez wątpienia należy w to wierzyć.

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.