Jak błąd lekarza zamienił piłkarza w warzywo. 39 lat śpiączki Jeana-Pierre’a Adamsa

Zobacz również:Hybrydowy Bayern Monachium. Triumf drużyny, która w repertuarze ma wszystko
Jean Pierre Adams.jpg

Jean-Pierre Adams, człowiek warzywo był kiedyś reprezentantem Francji i piłkarzem PSG. Na 39 lat śpiączki skazał go błąd lekarza w szpitalu Edouarda-Herriota w Lyonie. Tamtego dnia, 17 marca 1982 roku miał jedynie przejść operację kolana. Zadzwonił do żony, że za chwilę dostanie zastrzyk ze znieczuleniem. Miał wtedy 34 lata. Nigdy więcej nie zamienili słowa.

Zmarł w poniedziałek. Jego czarnobiałe zdjęcia widać na każdym francuskim portalu. Dla wielu kibiców jest to pierwszy kontakt z tą historią - z każdym rokiem coraz bardziej wyblakłą, bo Adams od lat wyglądał tak samo. Nie mówił. Nie ruszał się. Czasem zakaszlał albo otworzył oczy, choć jak relacjonuje jego żona, Bernadette najczęściej nie otwierał ich w ogóle. Prawie cztery dekady spędził w otchłani ziemi niczyjej. Na początku odwiedzali go dziennikarze i byli koledzy z drużyny, z czasem jednak słuch o Adamsie zaginął. Nowe francuskie pokolenia nie pamiętały, że ktoś taki w ogóle istniał i że to on przecierał szlaki dla graczy typu Vieira i Desailly.

MAM PRZESTAĆ GO KARMIĆ?

Zagrał w kadrze 22 razy, więcej niż Ludovic Giuly albo David Ginola. Więcej nawet niż słynny Just Fontaine, choć były to lata 1972 - 1976, kiedy reprezentacja Francji nie brała udziału na wielkich imprezach, a czasy Michela Platiniego dopiero miały nadejść. Adams był jednym z pionierów - urodził się w Dakarze, przypłynął do Francji w wieku 10 lat, by dekadę później przebić się do reprezentacji. O jego duecie z Mariusem Tresorem mówiono „Czarna Gwardia”. Nawet Franz Beckenbauer powtarzał, że to jeden z najlepszych bloków obronnych w Europie.

Tresor po wypadku kumpla ani razu nie odwiedził go w szpitalu. Powtarzał, że z Adamsem i tak nie było kontaktu. Poza tym nie chciał widzieć przyjaciela w takim stanie. Głośnym echem odbiły się słowa, że gdyby jego spotkało to samo, wolałby śmierć. Żona Adamsa, Bernadette mnóstwo razy słyszała pytania o eutanazję i za każdym razem wybuchała złością. - Ale co to znaczy? Że pewnego dnia miałabym go przestać karmić - mówiła w reportażu „Le Monde” z 2003 roku.

To tam dziennikarze w szczegółowy sposób oddali jej codzienność: karmienie męża o 8 rano warzywną kaszką, kąpiel z pomocą pielęgniarki, zakładanie ulubionej koszuli w dniu urodzin męża i puszczanie mu meczów Francji w telewizji, nawet jeśli ani razu nie okazał zainteresowania.

Poznali się w 1968 roku na balu w Montargis niedaleko Paryża. Bernadette, córka rolnika z Giens, pracowała w sklepu odzieżowym. Jean-Pierre w piłkę grał tylko amatorsko, na co dzień zarabiając w firmie z oponami. Rok później byli już po ślubie. Adams z amatora stał się profesjonalistą, grał w Nicei i PSG, aż w końcu trafił do kadry. We Francji stał się wzorem człowieka, który dzięki piłce spełnił marzenie o lepszym życiu. Który wyjeżdzał z Senegalu jako dziecko, życia uczył się w szkole religijnej bez opieki rodziców, a potem założył rodzinę i na „starość” miał zająć się sklepem sportowym.

ZABÓJCZA DAWKA

Karierę kończył jako 33-latek. Chwilę później zapisał się na operację kolana, mówiąc do żony przez telefon: „Mam o 11.00 rano zabieg, przyjedź za tydzień. I zapomnij o kulach!”. Nie wiedział jeszcze, że to początek piekła. Po błędzie anestezjologa doznał skurczu oskrzeli, mózg został odcięty od tlenu, a Adams zapadł w śpiączkę. Okazało się, że przyjęta dawka była za duża. Główny anestezjolog nadzorował tego dnia osiem innych operacji, w wielu sprawach polegał na praktykancie. Skończyło się wyrokiem w zawieszeniu i grzywną w wysokości 800 dolarów. Sprawa trwała siedem lat. - Zmasakrowali go od samego początku. Od znieczulenia - stwierdziła żona Bernadette.

Po latach wiele razy krytykowała centrum rehabilitacji męża, gdzie schudł 11 kilogramów i gdzie wszystko robiono tak, by jak najszybciej się go pozbyć. W czerwcu 1983 roku, ponad rok od feralnej operacji zabrała Adamsa do domu, a w lipcu 1985 roku kupiła willę w Rodilhan, nazwaną roboczo „Domem Śpiącego Sportowca”. Potrzebne pieniądze pomogli uzbierać byli reprezentaci oraz francuska federacja. Przez wiele lat odbywały się mecze charytatywne dla Adamsa. Z czasem sprawa naturalnie ucichła, choć żona byłego piłkarza do ostatnich jego dni towarzyszyła mu w codzienności. - Ludzie na Facebooku piszą, żeby go odłączyć. Ale on przecież nie jest podłączony! - wściekała się Bernadette.

- Kiedy mamy nie ma w domu, czuje się gorzej. On wyczuwa zapach - mówił jego syn Laurent. Sam też został piłkarzem, grał m.in. w Nimes. Gdy był młodszy, za każdym razem, kiedy wracał z meczu, siadał obok ojca i opowiadał o wyniku. Często też oglądał z nim spotkania Marsylii, mówiąc: „Ciągle łudzę się, że on to słyszy i wyczuwa wibracje”. Jesienią 2003 roku powiedział mu, że zostanie dziadkiem. To jeszcze raz pokazuje niesamowity upływ czasu: 39 lat śpiączki, pamięć kibiców, setki artykułów i tysiące drobnych gestów ze strony rodziny. - Bernadette jest dla mnie bohaterką - mówi Jacques Vendroux, przyjaciel rodziny, który w „Le Point” potwierdził przykrą wiadomość. W chwili śmierci Jean-Pierre miał 73 lata.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.