Kulisy najbardziej kuriozalnego meczu roku. WhatsApp kazał Belenenses grać z Benficą

Zobacz również:Mistrz wraca silniejszy. Portugalia broni tytułu z drużyną o większym potencjale niż na Euro 2016
Benfica Belenenses
Fot. Gualter Fatia/Getty Images

Przerwany mecz ligi portugalskiej Belenenses – Benfica idealnie wpisuje się w prawidła współczesnego, socialmediowego świata. Mianowicie nic tak nie szerzy zasięgów jak patologia. Żaden tamtejszy hit nie skupiłyby takiej uwagi, jaką skupił potworek, gdzie gospodarze grają w dziewięciu, a w pomocy stoi bramkarz. Belenenses o tym, że musi wyjść na boisko dowiedział się z WhatsAppa.

Są wszędzie, w każdym kraju, na każdym portalu. Nie trzeba nawet znać portugalskiego, żeby domyśleć się, co znaczy słowo „Vergonhoso" powtarzane przez piłkarzy i działaczy. Szósta liga Europy pali się ze wstydu, bo odstawiła szopkę.

Ktoś, kto raz na ruski rok włączył transmisję z Portugalii, w sobotę zobaczył rozpadający się stadion, samobója po 26 sekundach i kuriozum w drugiej połowie, gdy sędzia przerwał mecz, bo gospodarze zaczęli grać w… szóstkę. Benfica prowadziła już wtedy 7:0. To były nędzne, niegodne profesjonalnego sportu obrazki.

Szefowie Belenenses już w piątek przeczuwali problemy. Co najmniej 17 graczy dostało wynik pozytywny na obecność koronawirusa. Klub w dniu meczu o godzinie 14:34 wysłał oficjalne pismo do ligi, że prawie cała drużyna, łącznie z trenerem idzie na izolację i że spotkanie należy przełożyć.

Odpowiedź przyszła na WhatsAppa prezydenta Rui Pedro Soaresa. Znajdowała się tam lista ośmiu graczy zdolnych do gry. Belenenses próbował interweniować, mówiąc, że jeden z nich jest kontuzjowany, a drugi nie został wpuszczony do Portugalii, bo dopiero co wrócił z RPA, gdzie zidentyfikowano nowy wariant wirusa – omikron. Dopiero na półtorej godziny przed meczem władze ligi usunęły trzech graczy z izolacji. Okazało się, że wyniki testów, które w piątek były pozytywne, nagle w sobotę okazały się negatywnymi.

Belenenses miało więc dziewięciu graczy do gry. Mimo to dalej trwały apele, by mecz odwołać. Próbowano też namówić Benficę, ale ta stwierdziła, że to nie ona jest stroną decydującą. Wywołany do tablicy Rui Costa wzruszył ramionami i odwołał się do sekretarza zdrowia. Ten z kolei przyznał, że nie dostał żadnego oficjalnego pisma. W poniedziałek planowane jest spotkanie sztabu kryzysowego ligi, który ma wyjaśnić, kto zawiódł i dlaczego wszystkie strony zamiast współpracować, przerzucały gorącego kartofla.

Sobotni mecz mocno skrytykowały władze Porto i Sportingu. Dla nich robienie sobie jaj z portugalskiej piłki, to ujma na prestiżu. Dostaje się przede wszystkim João Paulo Rebelo, sekretarzowi ds. zdrowia, który w piśmie „Smoków” zostaje nazwany jednym z najbardziej niekompetentnych gości w historii tamtejszej piłki. Facet zamiast interweniować i podjąć rozsądną dla wszystkich stron decyzję, schował głowę w piasek i zostawił smród.

Sobotnie wydarzenia na Twitterze krytycznie komentowali m.in. Bernardo Silva i Ruben Neves. Odezwał się nawet haker Rui Pinto, znany z Football Leaks. On już dawno wykładał kawę na ławę, mówiąc, jak bardzo amatorski i źle zarządzany jest portugalski futbol.

W Benfice dopiero co przecież aresztowano byłego prezydenta Luisa Filipe Vieirę. Porto też ma gorąco po tym jak w tym tygodniu do klubu wtargnęło CBA. Aktualnie trwa śledztwo sądowe, to będą grube sprawy z oszustwami podatkowymi i praniem brudnych pieniędzy. Następne w kolejce są Braga i Vitoria Guimaraes. A wszystko to w czasie, gdy reprezentacja Portugalii nie zakwalifikowała się bezpośrednio na mundial w Katarze.

To nie jest dobry czas tamtejszej piłki, nawet jeśli Sporting i Benfica mają duże szanse na awans z grupy Ligi Mistrzów. O Portugalii od jakiegoś czasu mówi się, że mistrzostwo Europy w 2016 roku przykryło realne turbulencje ligi. To ciągle jest prywatny folwark trzech klubu z topu. Mali jak Belenenses nikogo nie obchodzą, co pokazały sobotnie wydarzenia z najbardziej kuriozalnego meczu roku.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.