Azerbejdżan uczy nas piłki. Dlaczego w Baku doszło aż do takiej tragedii

Zobacz również:Cieszmy się z małych rzeczy. Lech widowiskowo przeszedł Valmierę
Qarabag Agdam - Lech Poznan
fot. Press Focus

Największa polska nadzieja na europejskie puchary odpadła już w I rundzie eliminacji Ligi Mistrzów, dostając w Baku pięć goli od Karabachu (1:5). Kiedy jedni dopiero spotykają się po urlopach na badania medyczne, my już jesteśmy za burtą poważnych rozgrywek. John van den Brom apelował, aby nie deprecjonować polskiej piłki, ale błyskawicznie przekonał się, ile pracy jest tu do wykonania. Lech Poznań przekonał się, jak nieskutecznie inwestuje pieniądze, jak niewiele miał do zaoferowania w tej rywalizacji i jak wiele dzieli ich w jakości od doświadczonych, europejskich klubów. Znów istnieje ryzyko, że mistrz Polski zamknie się w błędnym kole.

Paradoksalnie zdobycie bramki w 20. sekundzie gry wcale nie było na rękę Lechowi Poznań. I nie chodzi tu o jakieś utarte banały w stylu „pierwszy gol ustawił mecz”, ale rzeczywiście scenariusze w futbolu układa głównie nastawienie mentalne. Inaczej atakuje Karabach, który ma w głowie, że jedna bramka daje mu dogrywkę i spokój, a inaczej Karabach, który już na starcie dostaje sygnał, że sprawy wymykają się spod kontroli i trzeba maksymalnie podkręcić tempo.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.