Zamurowani, ale inaczej niż zwykle. Atletico najpoważniejszym kandydatem do mistrzostwa Hiszpanii

Zobacz również:Damian Kądzior: Po moim głosie słyszysz, jaki jestem zajarany. Nie widzę dla siebie sufitu (WYWIAD)
Liverpool FC v Atletico Madrid - UEFA Champions League Round of 16: Second Leg
Fot. Julian Finney/Getty Images

Nikt w Europie nie traci tak niewielu goli. Jak na razie piłkarze Diego Simeone wpuścili dwie bramki w 9 spotkaniach. W LaLiga pozostają niepokonani od lockdownu, prawie zawsze grają na zero z tyłu, a przy tym przestawili wajchę na ofensywę i wreszcie ich mecze można oglądać z przyjemnością. Co roku wydaje się, że formuła Diego Simeone się wyczerpuje, ale po blamażu z Lipskiem w Lidze Mistrzów zrozumiał, że nie moża bazować wiecznie na starych metodach. Na dziś nie ma poważniejszego gracza o mistrzostwo Hiszpanii niż właśnie madrytczycy.

Na początku grudnia na palcach jednej ręki policzymy niepokonane drużyny w najsilniejszych ligach Starego Kontynentu: w Italii ani razu nie przegrały Juventus oraz Milan, w Niemczech Wolfsburg i Bayer Leverkusen, a w Hiszpanii wspomniane Atletico. Nawet kiedy męczy się i odczuwa trudy intensywnej jesieni, finalnie punktuje. Tak jak w weekend z Valencią (1:0), gdy dociskało rywala, aż Toni Lato sam wbił piłkę do własnej siatki. I znów wicelider utrzymał kierunek ataku na pierwsze miejsce.

Znane z doskonałych, wyrazistych okładek „Sphera Sport” umieściło na grafice potężny statek w czerwono-białych barwach z dopiskiem „prędkość przelotowa”, bo piłkarzom Diego Simeone można pozazdrościć tej regularności. Za nami 1/4 sezonu, a oni imponują bilansem 19 strzelonych goli i zaledwie 2 straconych. Prawie zawsze wygrywają i prawie zawsze zachowują czyste konto, co przy problemach z utrzymaniem równej formy Barcelony oraz Realu stawia ich w pozycji najpoważniejszego kandydata do tytułu.

Simeone będzie się zapierał, że nawet nie myślą o mistrzostwie, że to zbyt odległa perspektywa, a wszyscy inni dookoła mają na to poważniejsze szanse, ale musi być dumny z tego, jak zmiana pomysłu na grę wypaliła. Trochę z potrzeby chwili, ale zerwał z klasycznym ustawieniem 4-4-2, a zyskała na tym atrakcyjność gry stołecznej drużyny. Z Joao Feliksem i Luisem Suarezem (którego brakowało w ostatnich tygodniach) atak zyskał na świeżości. Teraz najczęściej oglądamy Atletico w systemie 3-4-2-1 – często broniące piątką w linii, z ważną rolą wahadłowych oraz dwoma aktywnymi graczami podwieszonymi za napastnikiem.

W pewnym sensie do ewolucji systemu przymusiły Simeone problemy kadrowe, ale można powiedzieć, że to ten wyczekiwany latami krok naprzód. Niezłomność w defensywie pozostała, ale pojawiły się nowe możliwości w ataku – swego czasu tak utalentowani zawodnicy jak Koke czy Saul wsiąknęli w zbyt sztywne taktycznie ramy, a teraz znów oglądamy, jak uwalniany jest ich potencjał. Wyzwoleni oferują w ataku znacznie więcej.

Z tyłu José Giménez, Mario Hermoso i Stefan Savić czuwają, by zadbany został najważniejszy punkt planu, czyli perfekcyjna gra w defensywie. Bayern Monachium w Lidze Mistrzów (4:0) obnażył pewne słabości drużyny Cholo, ale już w lidze nie zdarzały im się takie wpadki. Tamtego wieczoru ktokolwiek nie zmierzyłby się z Bawarczykami, zapewne odniósłby klęskę pokaźnych rozmiarów. To jak zderzenie z ekipą z innej półki, o zupełnie innej prędkości. W Hiszpanii jednak oglądamy, dlaczego przez lata Atletico uchodziło za najlepiej broniącą drużynę Europy. Okazję do rewanżu ze zwycięzcą Champions League dostaną już w najbliższy wtorek w Madrycie.

Trzech środkowych defensorów daje więcej opcji w wyprowadzeniu piłki oraz większe pole do popisu bocznym obrońcom. A w zasadzie dzisiaj już wahadłowym – zdarza się, że po lewej stronie pracuje Yannick Carrasco, autor zwycięskiego gola z Barceloną, co też udowadnia, że Simeone myśli o ataku. Na drugiej bandzie Atletico jest skazane na Kierana Trippiera, bo Anglik grywa wszystko od deski do deski. Alternatywą dla niego stał się 20-letni Ricard Sánchez z zespołu rezerw. Czy to Lodi, czy Carrasco, Rojiblancos mocno korzystają na ich potencjale fizycznym.

W środku pola wszystko kręci się wokół Koke – niby jak dawniej, ale teraz Hiszpan znalazł się w fantastycznej formie. Wybiegani, potężni Marcos Llorente i Saul Niguez robią przy nim za pomocników box to box, ale to Koke skupia się na tym, by piłka krążyła mądrze i w odpowiednie sektory. Jego występ z Niemcami (6:0) w reprezentacji przypominał najlepsze zawody Xaviego Hernandeza. Teraz współpraca tej trójki w Atletico pozwala uwypuklić atuty każdego z nich – odkryty niedawno talent ofensywny Llorente czy właśnie dar do rozgrywania Koke, który już nie jest postrzegany jako żołnierz od niewdzięcznej pracy i pilnowania bezpieczeństwa.

Każda formacja wyraźnie zyskała w tym sezonie. Z przodu wreszcie widzimy brakujący powiew fantazji – wychodząc od najlepszego z atakujących Joao Feliksa, po odbudowującego się Thomasa Lemara, topowego asystenta ligi Angela Coreę czy wspomnianego Carrasco. Oni odpowiadają za robienie wiatru, ale też otwieranie odpowiednich korytarzy wbiegającym wahadłowym. W zasadzie każdy z nich miał już w tym sezonie swoje przebłyski geniuszu, więc Simeone nie musi narzekać na uzależnienie od konkretnych postaci. Kiedy jednak Felix jest w zdrowiu, wszystko zwykle kręci się wokół niego. Wskoczył na najwyższy poziom zaufania do swojego talentu, przez co naturalnie stał się przywódcą w konstruowaniu ataków. Dodatkowo złapał silny feeling z Llorente oraz Suarezem, czyli obok niego najgroźniejszymi postaciami ofensywy.

Latami ciągnęło się za Simeone, że jego brak elastyczności zabija kreatywność wielu ofensywnych graczy, ale teraz nawet on pozwala na swobodę taktyczną. W ataku daje wolną rękę takim postaciom jak Felix czy Lemar, aby jednak skorzystać z ich naturalnej pomysłowości. Można powiedzieć, że ich początki w Atletico były poważnym poligonem, nauką ciężkiej pracy i kształtowaniem charakteru, ale obaj przetrwali to, wypracowując sobie prawo do wolności. Teraz oglądamy owoce tej współpracy, a Cholo wreszcie dostrzega, że w pewnej materii trzeba pozostawić sprawy swoim podopiecznym. Nie wszystko musi być namalowane i przećwiczone wcześniej na jego modłę, mimo że stałe fragmenty gry oraz generalny zarys ataków wychodzi z założonych schematów.

To niesamowite, że po tylu latach pasja w Simeone nie gaśnie. Fundamenty pozostają niezmienne. Przed chwilą Jan Oblak świętował 200. spotkanie w Atletico Madryt, a liczba zachowanych przez niego czystych kont jest wstrząsająca – aż 112 razy kończył mecz bez straty bramki, co pokazuje, że w pewnych aspektach ten zespół jest nieosiągalny dla pozostałych. Nadal murują bramkę jak nikt inny, ale do tego dołożyli więcej ognia z przodu.

Co najważniejsze, teraz coraz częściej można odpalać mecze Atletico z nieskrywaną przyjemnością, mimo że choćby poprzedni sezon nie był gwarancją wrażeń artystycznych. Zdecydowanie poszli do przodu. Na razie zdobyli 23 na 27 możliwych punktów, ale nie przegrywali w lidze hiszpańskiej ani przez minutę. To Atletico ma kontrolę. Potrafi ograć Barcelonę i nawet jeśli nie wygra spotkania, nie pozwoli, aby ktoś inny sięgnął po trzy punkty. W tym wycieńczającym wyścigu pewnie jeszcze wiele się pozmienia, ale na ten moment nikt nie daje tak poważnych argumentów jak ekipa z Wanda Metropolitano. Czary Simeone trzeba odłożyć na bok, jego chłopcy poważnie mogą pomyśleć o mistrzostwie.

Podziel się lub zapisz
Dominik Piechota
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.