Artysta spod trenerskiej ręki ojca. Ødegaard spróbuje przełamać klątwę Arsenalu

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
Real Sociedad v Real Madrid - La Liga Santander
Fot. Diego Souto/Quality Sport Images/Getty Images

Północny Londyn zamienił charakterystyczne „Ö” na „Ø”, czyli pozbył się niechcianego Mesuta Özila, by wypożyczyć innego zjawiskowego rozgrywającego Martina Ødegaarda. Arsenal to miejsce specyficzne, bo nawet najzdolniejsi popadali tam w przeciętność. Ma niebywałą zdolność do pożerania utalentowanych artystów, czego jednym z ostatnich dowodów jest Dani Ceballos. Ødegaard jednak potrzebował powiewu światowego futbolu i zderzenia z presją oczekiwań, dość już mając roli regionalnego bohatera. Norweg stworzony piłkarsko niemal w pełni przez ojca chce u Mikela Artety znów poczuć się liderem.

Ze złotymi dziećmi różnie to bywa, bo przecież niejeden został już obwieszczony talentem stulecia. Hachima Mastoura znają prawie wszyscy, i to od dawna, a on dopiero w ten weekend zdobył pierwszą bramkę w profesjonalnej karierze. Dla Carpi w Serie C na trzecim poziomie rozgrywkowym w Italii. Aż trudno w to uwierzyć. Tym golem przypomniał o swoim istnieniu, ale zaraz znów wróci do niebytu. To ciekawostka, bo już nigdy nie będzie się o nim pisało tyle co w nastoletnim wieku, kiedy oczekiwania można było pompować. Z Martinem Ødegaardem jest inaczej, bo chociaż też przepadł na dłużej w kibicowskiej świadomości, wrócił do największej piłki w efektownym stylu. Tylko nadal robi podchody, gdzie i jak wysoko będzie dla niego miejsce.

Światowe okładki ze swoją podobizną kolekcjonował już jako 16-latek. To wtedy był na ustach wszystkich z rekordowym kontraktem wśród nastolatków. Trochę czasu i wypożyczeń do Eredivisie musiało minąć, słowa ojca nasiąknąć i ułożyć się w głowie, aż Ødegaard znów rozpalił świat. Przecież gdyby ligę hiszpańskę w zeszłym sezonie kończyć wraz z marcowym lockdownem, Norweg obok Leo Messiego byłby wymieniany jako główny kandydat do MVP rozgrywek. Mocną kandydaturę zaprzepaścił dopiero finiszem sezonu, na który, mówiąc kolokwialnie, nie dojechał. Ale wszyscy widzieli przez poprzednie miesiące, że takich przeszywających piłek i lekkości w rozgrywaniu nie ma byle kto. Mowa o brylancie widzącym więcej niż standardowy gracz na jego pozycji.

W tym przypadku wiele można wytłumaczyć autorskimi treningami ojca Hansa Erika, który swoje pograł w Strømsgodset i Sandefjord, więc miał koncepcję, jak ukierunkować syna. Za debiutem 15-letniego Martina w lidze norweskiej stało właśnie posiadanie osobistego trenera od najmłodszych lat. Tata zbudował obok ich domu boisko ze sztuczną nawierzchnią i korygował wszystkie detale u Martina. Fundamentalna zasada była jedna: nie istnieje coś takiego jak trening bez piłki. Ona towarzyszyła mu wszędzie, czy to podczas spaceru na zakupy, czy wizyty w kościele.

„Istnieją trzy kluczowe czynniki: trenować dużo, trenować dobrze i trenować we właściwy sposób. Martin miał to wszystko. Jego technika wzięła się stąd, że przepracował niesamowitą liczbę godzin i to w sensowny sposób. Nigdy nie trenowaliśmy bez piłki, poświęciliśmy mnóstwo czasu, pracując nad kontaktem z nią, wychodzeniem spod pressingu czy szybkimi podaniami, które mają pomóc uwolnić się od rywala” – tłumaczył to Hans Erik, od początku 2021 roku trener pierwszoligowego Sandefjord Fotball.

„Nad jego wizją gry zaczęliśmy pracować, gdy miał siedem lat. Brałem piłkę, ustawiałem Martina z przodu, a jego brata za sobą. Brat ustawiał się z prawej lub lewej strony, a on musiał po podaniu zmienić kierunek i wyjść w drugą stronę. W ten sposób uczył się czytania gry, bo jedną rzeczą jest widzenie, a drugą reagowanie na zjawiska” – tłumaczył swoje podstawowe metody szkoleniowe Ødegaard senior.

Nie ma w tym przypadku, gdy później widzimy prostopadłe podania Norwega przez trzy formacje albo zagrania przewidujące ruchy obrońców. W Realu Sociedad posyłał diagonalne piłki w takie sektory, gdzie dopiero po czasie postronny widz uzmysławiał sobie sens tego zagrania. A Baskowie już cieszyli się z bramki. Ødegaard doskonale czuje czas i przestrzeń, a piłka jest niemal jak przyklejona do jego stopy. To w pewnym sensie efekty pracy z piłeczką tenisową czy odbijania futbolówki od ściany. Tata zawsze przygotowywał dla niego zajęcia na rozwój reakcji, w tym widząc decydujące cechy nowoczesnego piłkarza. Dlatego dziś możemy o nim mówić jako jednym z najlepiej i najszybciej decydujących graczy młodego pokolenia.

Tak w niewielkiej miejscowości pod Oslo kształtowała się wyjątkowa technika 22-latka. Godziny ojcowskich ćwiczeń nad ustawieniem ciała, szybkością decyzji oraz reakcji, a także procesem kreatywności przyniosły efekty. Martin po wspaniałym sezonie w San Sebastian miał być pierwszą twarzą wymiany pokoleniowej w Realu Madryt, ale kiedy doszło do kryzysu sportowego, Zinedine Zidane w ciemno przywiązał się do znanych nazwisk. Luka Modrić i Toni Kroos grali wszystko od deski do deski, a do tego nagminne problemy zdrowotne Ødegaarda nie pomagały mu, by wskoczyć do składu. Tym razem nie był cierpliwy. Miał dość i nie widząc realnej szansy na grę, sam poprosił o wypożyczenie.

Naturalny wydawał się powrót do ambitnego projektu Realu Sociedad, ale tym razem Ødegaard miał ochotę na więcej. On chce błyszczeć już na największych międzynarodowych scenach. Nie być bohaterem projektu regionalnego, tylko międzykontynentalnego. Widział już siebie jako fundament Królewskich, ale trzeba było wstrzymać konie. Arsenal zapłaci aż 2 miliony euro, by wypożyczyć norweskiego rozgrywającego do końca sezonu. Nie zadecydowały pieniądze, tylko telefon od Mikela Artety. Nawet jeżeli Kanonierzy są w drugiej połowie Premier League, pozostają światową marką. A komu jak komu, lecz akurat Hiszpanowi nie można odmówić pomysłu na ofensywną, kreatywną grę.

Ødegaard nadal próbuje ustalić swoje miejsce. Potrzebuje tego ojcowskiego podejścia i dawki swobody, jakiej Zinedine Zidane nie był mu w stanie zagwarantować. To aż dziwne, może nie pasował mu do formacji, może nie przekonał go kilkoma występami, ale znów upartość Francuza w kwestii młodzieży sprawia, że madrytczycy pozbywają się zawodnika o gigantycznym potencjale. Wybór Arsenalu, co pokazują ruchy Daniego Ceballosa czy Thomasa Parteya, wcale nie muszą dla Ødegaarda oznaczać lepszych czasów. Trafia do miejsca szczególnie trudnego, które spacyfikowało już niejednego śmiałka. Północny Londyn ma wszystko, czego potrzeba do światowej piłki, ale zarazem Arsenal jest w fazie budowy i poszukiwania tożsamości.

Dla Kanonierów Norweg może być jak zbawca. Bo nie mówimy już o nieopierzonym kandydacie na piłkarza, tylko rozgrywającym, który w zeszłym sezonie oczarował ligę hiszpańskę i wywalczył dwucyfrową liczbę bramek. Z pewnością Arteta i Ødegaard patrzą na futbol tym samym wzrokiem, więc będzie im łatwiej napędzić tę współpracę w zaledwie kilka miesięcy. Klasycznie najważniejszy będzie kontekst umieszczenia i wykorzystania piłkarza. Zidane widział w Norwegu tylko „10”, mimo wielu innych możliwości Martina choćby jako następca Modricia.

Do Londynu przylatuje zawodnik już ukształtowany, tylko poszukujący trenera, który właściwie skorzysta z jego talentu. Ødegaard lubi i chce być w centrum uwagi, liczy na bezgraniczne zaufanie, by wejść do Premier League w stylu Jamesa Rodrigueza w pierwszych tygodniach w Evertonie. To tylko wypożyczenie, ale musi być ostożny, bo Arsenal lubi popychać w niebyt. Przed tym przestrzegał już Alan Smith: łatwo można powtórzyć przypadek Denisa Suareza. Paru zdolnych, technicznych chłopaków już przylatywało z Półwyspu Iberyjskiego na Emirates Stadium. Każdy Cesc Fabregas potrzebuje jednak swojego Arsène'a Wengera.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.