Alicja Tchórz: nie wiem, czy niektórzy w związku w ogóle znają nasze nazwiska (WYWIAD)

Zobacz również:TOKIJSKIE NADZIEJE #12. Atak z drugiego rzędu. Jak przebić lekkoatletyczny szklany sufit?
Alicja Tchórz
Fot. Jacek Prondzyński / 400mm.pl

Polski olimpizm wciąż żyje skandalem w pływaniu na kilka dni przed igrzyskami w Tokio. Na skutek błędu Polskiego Związku Pływackiego, sześcioro pływaków złożyło ślubowanie i poleciało do Japonii, by tam dowiedzieć się, że nie są zgłoszeni do zawodów. Ostatecznie, po kilku zmianach personalnych, część polskiej kadry musiała wrócić do kraju jeszcze przed rozpoczęciem imprezy. O wszystkim opowiada nam Alicja Tchórz.

Dokładniejszy opis całej afery możecie znaleźć tutaj, jednak w skrócie wygląda to następująco:

1. Sześcioro polskich pływaków (Alicja Tchórz, Jan Kozakiewicz, Jakub Kraska, Mateusz Chowaniec, Paulina Peda i Aleksandra Polańska) nie znalazło swoich nazwisk na listach startowych, będąc już w Japonii.

2. Wszyscy to zawodnicy z minimum B, które może, ale nie musi dać szansy na występ w danych konkurencjach indywidualnych.

3. Polski związek wysłał przed igrzyskami wniosek o dopuszczenie do startów indywidualnych naszych pływaków i nie dostał żadnej odpowiedzi.

4. Nie wiedzieć czemu, PZP uznał, że brak odpowiedzi oznacza akceptację i mimo to zgłosiło pływaków do startów indywidualnych, w których nie mieli prawa startu. W dodatku PZP był przekonany, że zawodnicy są już pewnymi olimpijczykami.

5. Międzynarodowa federacja odrzuciła zgłoszenie, przez co wyżej wymienione osoby nie mogły wystartować ani indywidualnie, ani w sztafetach (bo nie zostali do nich zgłoszeni).

O całej sytuacji rozmawiamy z najbardziej doświadczoną z tych, którzy musieli wrócić do domu – Alicją Tchórz.

*****

Jakub Kazula: Przyznam, że nie wiem od czego zacząć, bo cała sytuacja jest wręcz absurdalna. Może od początku – jak dowiedzieliście się o tym wszystkim będąc w Tokio? Bo musiało to brzmieć jak ponury żart.

Alicja Tchórz: My niestety dowiedzieliśmy się o tym później niż kibice i media, bo ta informacja wstępnie była przed nami zatajona. Zarząd i główny trener wiedzieli o tym już koło 21 czasu japońskiego w dniu, w którym to wszystko się zaczęło. Dopiero kolejnego dnia rano dostałam informację od kolegi, że nie ma mnie na listach startowych (w Polsce ta wiadomość rozprzestrzeniała się, kiedy w Tokio była noc – przyp. JK). Z początku pomyślałam, że to błąd, ale potem sprawdziłam i oprócz mnie brakowało jeszcze pięciu innych nazwisk. Od razu poinformowałam o tym mojego trenera i około 7.30, gdzieś przed śniadaniem, okazało się, że sytuacja jest znacznie poważniejsza niż nam się na początku wydawało. Przez następne 24 godziny byliśmy informowani, że wszystko idzie w dobrym kierunku, że w to wszystko włączył się też Międzynarodowy Komitet Olimpijski i że jest duża szansa, że się uda i wystartujemy.

Po 24 godzinach otrzymaliśmy odmowę FINA (Światowa Federacja Pływacka – przyp. JK) odnośnie jakichkolwiek zmian i okazało się, że MKOl wcale się w tę sprawę nie włączył i że nie mieliśmy nawet za dobrego kontaktu z Polskim Komitetem Olimpijskim. Po tym usiedliśmy razem, całą kadrą i staraliśmy się użyć wszystkich możliwości i kontaktów, które nam przyszły do głowy, żeby coś z tym zrobić. Odzywaliśmy się do znajomości z międzynarodowej federacji, do Komisji Zawodniczej, np. Kirsty Coventry (była wybitna zimbabwejska pływaczka, aktualnie przewodnicząca Komisji Zawodniczej MKOl – przyp. JK), nawet szukaliśmy dojścia do MKOl drogą wojskową, ale niestety czas gonił i nasze działania wpłynęły tylko na to, że FINA pozwoliła nam zrobić wymianę trzech osób zgłoszonych na te niezgłoszone, pomimo tego że regulaminowo jeszcze trzy osoby mogłyby zostać dodane do składu, gdyby zgłoszenia poszły tak, jak powinny. A jak poszły – wiemy.

Pozwolili tylko na wymianę, i to też tylko dlatego, żeby jakiekolwiek polskie sztafety w ogóle wystartowały w igrzyskach, bo brak tych konkretnych sześciu osób, których brakowało na listach, porozbijałby je wszystkie. Udało się niektóre uratować, ale poświęcona została m.in. sztafeta 4x100 metrów stylem dowolnym kobiet, stąd też dzisiaj trzy dziewczyny (w tym Alicja – przyp. JK) i trzech chłopaków wylądowało z powrotem w Polsce.

Nawiązałaś do zmian w ostatecznym składzie. Jednocześnie w Japonii była wasza grupa, szóstki nieistniejącej na listach startowych i ta druga, czyli będących tam członków sztafet, którzy jednak pewni startu również być nie mogli, bo w każdej chwili mogli zostać podmienieni. Jak w ogóle przebiegał ten wybór i w jakich okolicznościach dowiedzieliście się, kto ostatecznie zostaje, a kto musi wracać do domu?

Dowiedzieliśmy się o godzinie 22, na zebraniu na korytarzu hotelowym. Oczywiście nikt tu do nikogo nie ma pretensji, wiedzieliśmy, że kilkoro z nas będzie musiało wrócić do domu i nie była to wina żadnego z pływaków. Jedyne, na co liczyliśmy, to że tych osób będzie trzy, a nie sześć. W tych wymianach posłużono się sztafetowymi rankingami. Najwyżej sklasyfikowana jest aktualnie sztafeta 4x100 metrów stylem zmiennym mężczyzn, dlatego wymieniono Bartosza Piszczorowicza na Janka Kozakiewicza i Jana Hołuba na Jakuba Kraskę, aby ta sztafeta mogła wystartować w jak najmocniejszym składzie. Kolejną sztafetą w rankingu jest sztafeta mieszana 4x100 metrów stylem zmiennym, w której notabene miałam płynąć, ale została już tylko jedna możliwość „podmianki”, a priorytetem była pływaczka w stylu grzbietowym, dlatego Dominika Kossakowska została wymieniona na Paulinę Pedę i to był koniec naszych możliwości. I po tej 22, po zebraniu, dostaliśmy (szóstka odrzuconych) informację, że musimy się spakować i o 4.50 mamy już autobus na lotnisko.

Wspominasz o tym, że próbowaliście cokolwiek jeszcze wskórać samodzielnie, przez związek czy Komisję Zawodniczą MKOl. Mieliście w tym w ogóle jakąś pomoc czy wszystko jednak robiliście na własną rękę?

Bardzo wiele osób włączyło się do pomocy, jednak po prostu było już za późno i tutaj wina leżała w całości po stronie Polskiego Związku Pływackiego. A jeszcze w dodatku odwołanie, które związek wysłał do FINA, było nie wiedzieć czemu pełne pretensji i wytykania błędów światowej federacji, więc na jej miejscu również byłabym nastawiona sceptycznie do takiego związku, który nie dość, że w ogóle nie reaguje na ich sugestie, to jeszcze ich na koniec obwinia i pociąga do odpowiedzialności.

A czy ktokolwiek z polskiego związku się z wami w całym tym problemie kontaktował? Czy mieliście dostęp…

Nie, nie, kompletnie nie. My się więcej dowiadywaliśmy z mediów i gdzieś od znajomych niż od związku.

Opublikowaliście ten list, bardzo mocny, który obiegł wszystkie media. Czegoś takiego w polskim sporcie jeszcze chyba nie było. Wszyscy będący na miejscu olimpijczycy się pod nim podpisali. Nawet ci, którzy nie mieli z tym w teorii nic wspólnego, a w dodatku są to tak mocne w polskim pływaniu nazwiska jak Paweł Korzeniowski, Konrad Czerniak czy Radosław Kawęcki. Domagacie się w nim dymisji prezesa Pawła Słomińskiego. Czy to jest efekt tego, co wydarzyło się w Tokio czy to jest tylko wierzchołek góry lodowej?

Zdecydowanie to drugie. To są lata pomyłek, niedociągnięć, niezgłoszonych sztafet czy zawodników do kolejnych zawodów, tak jak Konrada Czerniaka zabrakło na listach startowych w Rio de Janeiro (związek zapomniał go wpisać na listę 100 metrów stylem dowolnym – przyp. JK). Był tam też problem ze zgłoszeniem Diany Sokołowskiej, w dodatku niezgłoszenie sztafety, mimo że ta dostała się do finału, na mistrzostwach świata juniorów. Te błędy można tu mnożyć i mnożyć, a ten w Tokio sam w sobie był tak potężny, że na szczęście nikt już nie znajdzie nic na obronę tego związku i go z tego nie wytłumaczy.

Ja niestety mogę tylko powiedzieć „a nie mówiłam?”, bo ja o tym, co złego dzieje się w tym związku opowiadam od sześciu lat, ale za każdym razem ktoś to negował i nazywał mnie awanturniczką czy określał innymi epitetami, mówiąc, że psuję obraz związku. Szkoda, naprawdę szkoda, że coś tak złego musiało się wydarzyć, żeby wszyscy się o tym dowiedzieli, ale cieszę się, że w końcu to nastąpiło. Mam nadzieję, że doprowadzi to do zmian w polskim pływaniu. Mam też nadzieję, że pływacy, którzy zostali w Tokio, zostawią całą tę sytuację gdzieś obok albo włożą całą te sportową złość w swoje starty i będziecie mogli mówić też o ich sukcesach i dobrych wynikach, a nie tylko skandalu w polskim pływaniu.

W liście pojawia się przede wszystkim nazwisko prezesa. Jednak czy z waszej perspektywy zawodniczej jest on jedynym, odpowiedzialnym za wszystko problemem czy zmiany muszą iść znacznie głębiej?

Oczywiście że muszą pójść daleko idące zmiany. Cały zarząd jest wybrany własnoręcznie przez prezesa i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Wszyscy są „jego ludźmi”, którzy jakoś zostali przez niego poukładani przy wyborach i pokusiłabym się nawet o zdanie, że gdybyście wzięli cały zarząd po kolei, przypomnę – ludzi z zarządu Polskiego Związku Pływackiego – to nie wiem, czy choć połowa tych osób byłaby w stanie wymienić polskich olimpijczyków w pływaniu z tego roku i na jakich dystansach startujemy w Tokio.

Pokazywałaś też na Instagramie w jak złych warunkach musieliście trenować w pierwszej fazie pobytu w Japonii – np. za krótki i zbyt płytki basen, nie można było trenować wielu elementów startowych. Czy coś się w tej kwestii zmienia, czy pozostający pływacy wciąż będą musieli się z tym mierzyć?

Na całe szczęście dzisiaj (18 lipca) przenosili się do wioski olimpijskiej, więc mam nadzieję, że tam warunki sportowe będą znacznie lepsze i nasi pływacy będą mogli potrenować w normalnych warunkach, np. odbijając się po kilka razy z platformy startowej czy wykonać zmianę sztafetową albo poprawny nawrót, bo to było dotychczas niemożliwe, a całe zgrupowanie w Takasaki było kompletnym niewypałem i błędem sportowym.

Powszechnie wiadomo, że od lat jesteś największą przeciwniczką PZP. Teraz tych przeciwników jest znacznie więcej, ale czy w ogóle przez te wszystkie lata odczułaś cokolwiek, co sugerowałoby, że jesteś traktowana inaczej, bądź – mówiąc wprost – gorzej przez związek, ze względu na wspominaną krytykę?

Nie ma co ukrywać, że przedstawiciele PZP mnie nie lubią, ale muszę przyznać, że nie zależy mi jakoś mocno na ich sympatii. Zawsze udawało mi się bronić wynikami. Choć teraz okazało się, że pięć złotych medali na ostatnich mistrzostwach Polski to było paradoksalnie za dużo, bo gdybym była druga, to nie zostałabym w Tokio zgłoszona do konkurencji indywidualnej i nie byłoby dla mnie tej całej sytuacji. Pierwszy raz moje wyniki mnie trochę pogrążyły.

Błędów związku, o których wiedzą media, jest cała masa. Zaczynając od aktualnego i największego w Tokio, przez niezgłoszenie Konrada Czerniaka w Rio de Janeiro czy problemy ze zgłoszeniami Diany Sokołowskiej, Marcina Cieślaka czy dyskwalifikację sztafety 4x200 metrów stylem dowolnym na tych samych igrzyskach. Jak duża jest jednak skala tego, o czym kibice czy media mogą nie wiedzieć, tak jak np. wspominane błędy w zawodach juniorskich?

Skala jest ogromna i te błędy czy niedociągnięcia można ciągle dodawać. Ja je zresztą raz na jakiś czas wypisuję i wyciągam na światło dzienne w swoich mediach społecznościowych, za co zresztą jestem bardzo mocno karcona, bo przecież robię zły PR związkowi. Trudno mi nawet wybrać jeden czy dwa przykłady z ostatnich lat, trochę pewnie ze zmęczenia lotem, a trochę pewnie z tego, że było tego naprawdę dużo.

Zapytam więc na koniec – co w takim razie z Alicją Tchórz, dla której Tokio miało być idealnym zwieńczeniem kariery?

Nie ukrywam, że przedłużałam tę karierę o rok właśnie ze względu na pandemię i gdzieś tam pojawiały się pewne wątpliwości co do tego, co dalej. Teraz cieszę się, że chociaż we wrześniu będę miała jeszcze okazję wziąć udział w International Swimming League i tam pościgać się z najlepszymi na świecie. Co dalej z moją karierą…? Jeżeli chodzi o reprezentację Polski, bardzo trudno jest mi się na ten temat wypowiedzieć. Co do współpracy z obecnymi władzami, to mogę powiedzieć wprost, że jeśli one się nie zmienią, to ja więcej w reprezentacji Polski nie wystąpię.

Czy niejako w ten sposób wypisujesz się z polskiego pływania, jeśli nic się nie zmieni?

Na pewno nie zawieszę czepka i okularków na kołku, bo ja po prostu za bardzo lubię pływać. To coś, co kocham i będę to robiła przynajmniej dla zdrowia. Jestem też wojskowym, jestem zobligowana kontraktem, więc będę też się starała godnie reprezentować Wojsko Polskie na wszelkich wojskowych zawodach. Oni przynajmniej jeszcze ani razu nie pomylili się przy zgłoszeniach.

Dążę tym pytaniem do tego, czy będziesz próbować jeszcze coś zmienić w polskim pływaniu. Teraz jesteś główną przeciwniczką związku, jednak czy w przypadku braku zmian nadal będzie to miało miejsce czy po prostu zajmiesz się raczej tym, co zostało wspomniane – wojskiem, swoim pływaniem i gdzieś to wszystko będzie z boku? Dasz sobie spokój po tylu latach walki z wiatrakami?

Jeżeli uznam, że mogę i potrafię jakoś pomóc polskiemu pływaniu, to na pewno zawsze to zrobię.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.