Alcoyano is the new Alcorcón. Kiedy pomysły Zizou i Florentino tak się rozjechały?

Zobacz również:Człowiek, którego trzymają się kilogramy. O Hazarda skłonności do nadwagi
Alcoyano v Real Madrid - Copa del Rey
Fot. Quality Sport Images/Getty Images

W tydzień Real Madryt pożegnał się z Superpucharem Hiszpanii oraz Pucharem Króla, przegrywając z trzecioligowym Alcoyano (1:2) po dogrywce, nawet mimo gry w przewadze. Zinedine Zidane wpadł w drugi duży kryzys w tym sezonie, będący efektem odcięcia wyjściowej jedenastki od zmienników. Coś, co w pierwszej kadencji było największą bronią Królewskich, teraz stało się przekleństwem. Francuz nieprzekonany do zmian zaprzepaścił pokolenie, które miało dać nowe otwarcie madrytczykom. I znalazł się w ślepym zaułku, bo ci którzy najczęściej ratują go z opresji, zarazem doprowadzili do bycia zakładnikiem tych samych nazwisk.

Swego czasu definicją największego wstydu było Alcorconazo, teraz doszedł sequel w postaci załamującej porażki z trzecioligowym Alcoyano. Nie szkodzi, że na boisku byli Hazard, Kroos, Benzema, Casemiro czy Asensio. Ekipa z Segunda División B grała ostatnie dziesięć minut w osłabieniu, lecz wyeliminowała dopiero startujący w Copa del Rey Real Madryt. Ten format z jednym spotkaniem sprzyja rozgrywkom, bo naliczamy kolejne niespodzianki, a kolejny sezon z rzędu Królewscy mogą zapomnieć o dopisaniu Pucharu Króla.

Szokować może, że Zinedine Zidane ani jako zawodnik, ani jako menedżer nigdy nie sięgnął po krajowy puchar. Ale nie w tym leży problem z jakim aktualnie się zmaga. Kiedy jego posada wisiała na włosku ledwie kilka miesięcy wcześniej, Francuz postawił na sprawdzoną, starą ekipę, która w trzech decydujących meczach nawet nie straciła mu bramki. Zobaczył, że najbardziej może polegać na swoich ludzi, więc kompletnie zapomniał o rotacji, by grać gołą jedenastkę i punktować, ile się da. To przynosiło efekt do czasu. Do momentu aż jedni jak Martin Odegaard poprosili o odejście, a drudzy gdy już doczekali się szansy, w ogóle nie mieli rytmu meczowego.

Kiedy Zidane sięgał po pierwszą Ligę Mistrzów, jego największą bronią była ławka rezerwowych. W kolejnych edycjach też nie miało znaczenia, czy wejdzie Marco Asensio, czy Lucas Vazquez, czy Isco, bo każdy z nich gwarantował gigantyczny głód oraz niebywałą jakość. Zmiennicy potrafili odmieniać mecze na styku, natomiast teraz wywołują największy strach w oczach sympatyków Królewskich. Bowiem pojawienie się na murawie takiego Marcelo z urzędu oznacza stratę punktów, na co boleśnie wskazują statystyki.

Bramkarz Alcoyano, Jose Juan, w poniedziałek skończy 42 lata. W szatni śmieją się, że przez charakterystyczną łysinkę wygląda jak prezes hiszpańskiej federacji Luis Rubiales. Ale to on pokazał w Copa del Rey, że wiek nie ma znaczenia, bo został bohaterem spotkania z Realem i zakończył je z dziesięcioma efektownymi interwencjami. Rozegrał spotkanie będące niczym fantastyczne zwieńczenie kariery golkipera trzecioligowca. Nie mógł się spodziewać, że w takim wieku czekają go jeszcze takie przeżycia. A jednak – Real zaskakuje, kiedy wydaje się, że widzieliśmy w jego wykonaniu już wszystko.

Królewscy zawędrowali w swego rodzaju ślepy zaułek. Nie mają dziś wyrazistego, charakterystycznego stylu gry ani pomysłu na siebie, raczej bazują na indywidualnego klasie wielkich nazwisk jak Ramos, Kroos czy Benzema. Drużyna od dłuższego czasu błaga o przebudowę, ale Zinedine Zidane niejako ją zaprzepaścił. Przecież Florentino Perez zainwestował grube kokosy w młode talenty. Chciał wychowywać, zamiast kupować cracków. I uzbierał w kadrze zdolną młodzież, która finalnie została wypuszczona. Na każdej pozycji miał jakiś talent – pomoc mógł skleić z Llorente, Ceballosa czy Odegaarda, a zaraz żadnego z nich nie będzie w Realu.

Zinedine Zidane uparcie i ślepo trzymał się weteranów. I częściowo trzeba go spróbować zrozumieć, bo taki był wymóg rezultatów. W Madrycie nie ma tygodnia ani dwóch na okres przejściowy, wszystko musi być na już, dlatego tak trudno przychodzi wprowadzanie nawet najzdolniejszej młodzieży pokroju Viniciusa czy Fede Valverde. Oni mogą narzekać, że powinni grać więcej, ale i tak są szczęściarzami w porównaniu ze swoimi rówieśnikami. Reszcie już zupełnie brakowało cierpliwości. Dopiero takie mecze w Copa del Rey mogły być dla nich okazją do gry, ale ciężko się pokazać, kiedy w nogach brakuje rytmu meczowego.

Ekipa ze stolicy stała się drużyną, którą stać absolutnie na wszystko w pojedynczym meczu – ogranie największego giganta i kompromitację z trzecioligowcem. Ale w perspektywie długoterminowej jest zbyt źle zarządzania, jeśli chodzi o potencjał ludzki, by myśleć o sukcesach w większym wymiarze. Zinedine Zidane ma kłopot, bo zbyt przywiązał się do nazwisk, przez co wypuścił już zbyt wiele utalentowanych jednostek. To że Isco rozegrał w tym sezonie więcej minut niż Odegaard, jest największą symboliką problemów Zizou z podziałem ról oraz rozdzielaniem minut.

Gdzieś tam na Półwyspie Apenińskim Cristiano Ronaldo przypieczętował rekord najlepszego strzelca w historii, tymczasem w Madrycie zbyt często wracają tęsknotą do czasów, gdy ich futbol był żywy, przekonujący i do bólu skuteczny. Amplituda możliwości Królewskich jest porażająca, ale kiedy wyśrodkuje się ich występy, nadal pozostaje obraz rozczarowania. Niewystarczający, by spełniać oczekiwania na miarę Realu Madryt.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.