Zapamiętajcie te nazwiska, bo Ajax znowu zaczyna demonstrację. Nadchodzi nowa fala dzieciaków Ten Haga

Zobacz również:Bawarski obyczaj: nie ekscytuj się, człowieku. Dlaczego Bayern nie miał zamiaru walczyć o Leo Messiego
Atalanta Bergamo v Ajax - UEFA Champions League
Fot. Mattia Ozbot/Soccrates/Getty Images

Ajax od dawna przypomina pędzący pociąg. Pasażerowie wchodzą i wychodzą - z finału Ligi Europy w 2017 roku zostało już tylko dwóch graczy, a z półfinału Ligi Mistrzów dwa lata później - pięciu. Erik Ten Hag znowu lepi na nowo. I znowu daje radę, puszczając w świat kolejną brygadę młodych, gniewnych, piekielnie utalentowanych.

To już jest inny Ajax. Z nowymi bohaterami, ale też ze zmienioną polityką transferową. Holendrzy pierwszy raz w historii podwyższyli pułap płac tak, by móc płacić gwiazdom ponad 2 mln euro rocznie. Na transfery wydali więcej niż wszystkie kluby Eredivisie razem wzięte. I nie ma w tym niczego dziwnego, skoro najpierw sprzedali graczy za ponad 100 mln euro. W tym samym czasie Feyenoord nie zarobił nic, Heerenven zyskał 11.5 mln euro z transferu Chidera Ejuke do CSKA Moskwa, a PSV ratował klubową kasę 23-letnim Samem Lammersem, oddając go do Atalanty za 9 mln.

Magazyn „Voetebal International” słusznie nazwał ostatnio Ajax "największym domem towarowym w Holandii". Artykuł zawierał dyskusję pięciu agentów i każdy mówił wprost: kasa z Ligi Mistrzów plus transfery pozwoliły mistrzowi Holandii jeszcze bardziej odjechać reszcie. To już nie jest drużyna bazująca tylko na akademii i na dobrym krajowym skautingu. Ajax szpera na całym świecie i stać go dziś by wiele rywalizacji wygrać. Tak było choćby z Antonym i Mohammadem Kudusem. Obaj mają kolejno 20 i 19 lat, kosztowali 15 oraz 9 mln euro. I już wiadomo, że ich nazwiska plus życiorysy trzeba wykuć na blachę. Słowem: Ajax znowu ma u siebie perły.

- Ajax zmienił kurs - mówi Mustapha Nakhli, agent m.in. Hakima Ziyecha. - Kiedyś dziesięć razy oglądał każde euro. Ziyecha z Twente musiałem im praktycznie wepchnąć. Marc Overmars mówił wtedy, że ma wystarczającą liczbę pomocników. Nie chciał wydawać pieniędzy, a potem Ajax odpadł w eliminacjach Ligi Mistrzów z Rostowem i nagle dostałem telefon, że robimy transfer. Ajax już wtedy zorientował się, że trudno jest dostać się do Europy samą akademią. To powinna być mieszanka. Dzisiaj doskonale to rozumieją. Stworzyli chemię między młodością a doświadczeniem - dodaje Nakhli.

Ajax jest też dziś bardziej konkretny. Gromadzi mnóstwo danych na temat piłkarzy, ale na końcowym etapie Marc Overmars wymaga krótkich, przystępnych komunikatów. Listy w stylu: „Jeśli odchodzi piłkarz A, to na jego miejsce mamy opcję B, C i D”. Gabinet cieni jest dziś mocną stroną Holendrów. Przykładowo po transferze Matthijsa de Ligta do Juventusu stało się jasne, że priorytetem jest Edson Alvarez z Meksyku. Chłopak trzy lata był obserwowany w klubie America. Umowę podpisał cztery dni po odejściu De Ligta. Fulco van Kooperen, agent piłkarza mówi dziś: „Kosztował aż 15 mln euro, ale dobrze wiedzieli kogo kupują. Działali cierpliwie, włączając się do gry w odpowiednim momencie”.

Dzisiaj w Amsterdamie nie ma już Frenkiego de Jong albo Donny'ego van de Beeka. Są za to kolejni: 19-letni Lassina Traore jeszcze przed chwilą kopał w Afryce, a dziś ma pięć goli na koncie w Eredivisie - wszystkie strzelone w meczu z Venlo. Ostatni raz takiego wyczynu dokonał Marco van Basten w 1985 roku. Traore przyszedł na świat szesnaście lat później, we wtorek dołożył trafienie w Lidze Mistrzów przeciwko Atalancie i już teraz mówi się, że za sezon-dwa da Ajaxowi góry złota.

Co ciekawe, z satelity w Kapsztadzie przyszedł prawie za darmo. I mały włos, że w ogóle by go nie było, bo Overmars na pierwszym spotkaniu stwierdził, że jest za gruby. Dziś to tylko anegdota, jedna barwnych dykteryjek dla mediów, by jeszcze więcej pisać o nowej fali Ten Haga.

Ostatnie mecze z Venlo i Atalantą były doskonałym przeglądem wojska. 20-letni Antony to typowy baller, piłkarz wychodzący na boisko, żeby się bawić. Marco van Basten jakiś czas temu narzekał, że jak to można wydać tyle pieniędzy na nastolatka, a w tej chwili widać, że Ajax znowu trafił w środek tarczy. 20-letni Mohammed Kudus zanim doznał kontuzji tańczył tak samo jak Antony, a środek pola zdominował 18-letni Ryan Gravenberch, już teraz nazywany drugim Paulem Pogbą, obaj zresztą mają tego samego agenta. W Amsterdamie od czasów Clarence'a Seedorfa nie było piłkarza, który wtargnąłby do pierwszej drużyny z takim hukiem: debiut odhaczył w wieku 16 lat i 130 dni, trzy dni później dołożył gola.

Gravenberch to też przykład, że nowa polityka Ajaxu nie zamyka drzwi dla graczy z akademii. Docelowo może być ich mniej, ale przez to, że poprzeczka wisi wysoko, do pierwszej drużyny wtargną ci, którzy naprawdę buchają talentem. 22-letni Noussair Mazraoui długo czekał na swoją szansę. Klub wolał wydać 10 mln euro na Kolumbijczyka Luisa Orejuela z Kolumbii i Duńczyka Rasmusa Kristensena. Z uporem szukał prawego obrońcy, nie dostrzegając, że najlepsza opcja była pod nosem, w akademii. To samo może powiedzieć 21-letni Perr Schuurs, rzucany na wypożyczenia do Fortuny Sittard. Kiedy w końcu dostał swoją szansę, nie utonął. Teraz w kolejce czekają choćby Devyne Rensch i Kenneth Taylor - kolejno stoper i środkowy pomocnik.

Ale to już raczej opowieść na kolejny sezon. Na razie dajmy się rozhasać Gravenberchom i Kudusom.

Podziel się lub zapisz
Paweł Grabowski
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.