A może nikt nie zauważy. Partyzancka próba prześlizgnięcia się przez puchary

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
Pilka nozna. Liga Europy. Slavia Praga - Legia Warszawa. 19.08.2021
FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Legia Warszawa jest słabszym zespołem od Slavii Praga i Dinama Zagrzeb, które jeszcze w kwietniu grały w ćwierćfinale Ligi Europy, ale z oboma klubami potrafiła zremisować na wyjeździe. Mistrzowie Polski w Pradze mieli masę szczęścia, rezultat 2:2 pewnie zakłamuje rzeczywistość, ale biorąc pod uwagę z czym przystępowali do tej rywalizacji, wyjeżdżają zupełnie spełnieni. Mierząc się z jednym z najbardziej atletycznych zespołów tej części Europy, znów dali sobie szansę w rewanżu przy Łazienkowskiej. Niezmiennie jednak Legia balansuje na granicy pójścia poziom wyżej i pozostania w swojej smutnej bańce.

Pech nie opuszcza mistrzów Polski, bo dzień przed meczem z kontuzją wypadł Bartek Slisz, a tuż przed spotkaniem desygnowany do gry Tomas Pekhart, ale też samo zarządzanie klubem wygląda, jakby tam nikt nie przewidywał pecha. A może raczej jakby przewidywał wieczne szczęście, bo takie absencje są na porządku dziennym i trafiają się co chwilę. A jednak Legia do gry o fazę grupową Ligi Europy potrafi przystąpić z jednym nominalnym środkowym pomocnikiem – Andre Martinesem – oraz bez zmiennika dla Filipa Mladenovicia. Josip Juranović, który zaraz odejdzie do Celtiku za 3 mln euro, pożegnał się z Legią w najlepszy możliwy sposób cudownym golem na 2:2, lecz też nie figuruje w przyszłościowych planach. Zatem pomijając bardzo korzystny rezultat w Pradze, o komforcie trenera nie ma co tu wspominać.

„Jeśli ktoś nie dostrzega jakości Slavii, to znaczy, że jest ślepy albo nie rozumie piłki nożnej” – powiedział Lucien Favre jako menedżer Borussii Dortmund, co zresztą wisi w klubowych korytarzach praskiego klubu. I to prawda, bo sam sposób atakowania i konstruowania akcji świadczy o tym, że mamy do czynienia z poważnym klubem. Imponuje, ile osób jest zaangażowanych w konstrukcję akcji – tam zawsze 7-8 graczy czeka na to, aby członkiem akcji bramkowej, więc zatrzymanie ich naprawdę jest poważną sztuką. Żaden inny rywal Legii w ostatnich miesiącach nie wbiegał tak licznie w pole karne, co dało się odczuć pod sytuacjach pod bramką Artura Boruca, ale ostatecznie rezultat 2:2 – nie oddający przebiegu spotkania –wygląda jak gigantyczna szansa dla mistrzów Polski.

Slavia powinna dla polskich klubów być drogowskazem, bo mimo chińskiego kapitału, tam główną różnicę buduje know-how, a nie pieniądze. Swoje know-how ma też Legia, bo przecież ćwierćfinalistów Ligi Europy potrafi zatrzymać domowymi sposobami Czesława Michniewicza. To też pokazuje, gdzie jest potencjał tej drużyny, gdzie sięgają możliwości przy najlepszym zarządzaniu, aby jednak w Europie rozpychać się łokciami i sposobem – zupełnie jak na Euro U-21 – sprawiać niespodzianki. Mowa o dwóch skrajnie różnych zespołach, Dinamo opartym na mocy indywidualności oraz spontaniczności oraz zorganizowanej, zespołowej Slavii, a jednak obie te ekipy u siebie nie potrafiły zdobyć bramki więcej niż legioniści.

Ten chwilowy zachwyt może zostać błyskawicznie ostudzony po rewanżu, gdzie doświadczenie będzie działać na korzyść czeskiego przeciwnika. Trzeba też podkreślić, że Legia cały czas gra z gigantycznymi problemami kadrowymi – kolejne dochodzą wraz z urazami Pekharta, Skibickiego czy Slisza. Nie jest przygotowana na taką rywalizację zapleczem ani szeroką kadrą, a jednak jakoś utrzymuje się w grze. Ale trudno nie odnieść wrażenia, że gdyby właściciele podjęli ryzyko i zainwestowali bardziej, to mogłoby się skończyć wyżej niż w Lidze Konferencji. Potencjał jest zarówno na wyeliminowanie Dinama, jak i Slavii – ponad wszystko ludzki w postaci szkoleniowca oraz piłkarzy, ale jednak w takiej rywalizacji decyduje głębia składu oraz alternatywy, jakie możesz zaoferować z ławki rezerwowych.

Rzeczywistość mistrza Polski na dziś wygląda tak, że ma metody oraz możliwości, aby pokonywać lepszych i sprawiać niespodzianki, prześlizgiwać się sposobem przez kolejne rundy, oferować jakość piłkarską w takich rywalizacjach, lecz procentowane szanse zawsze maleją przez krótką kołdrę. Przez to że inwestycje potencjalnie zaczną się spłacać dopiero jesienią, kiedy zawodnicy wejdą w odpowiedni rytm, kiedy zrozumieją system Czesława Michniewicza i mechanizmy zespołu albo kiedy po prostu jakość na tle ekstraklasy zacznie wychodzić. Ale różnica powinna być budowana już latem w europejskich pucharach. Legia wraca z tym samym problemem co zawsze: jej transfery wcale nie są złe, po prostu są spóźnione na najważniejszy okres sezonu albo nowi gracze dopiero łapią warszawskie środowisko, kiedy mogliby zrobić różnicę.

W tej przygodzie w europejskich pucharach trudno nie odnieść wrażenia, że 2-3 jakościowe nazwiska mogłyby wszystko zmienić. Albo dając szansę w ofensywie w rewanżu z Dinamem, albo gwarantując większy komfort wyboru Michniewiczowi w Pradze. On i tak szyje na miarę możliwości. Sprawia, że mistrzowie Polski są konkurencyjni względem najlepszej ekipy w Czechach oraz Chorwacji. Nie powoduje, że Legia będzie lepsza, ale że w bezpośredniej rywalizacji zawsze postawi opór i może z czystym sumieniem pomyśleć o korzystnym rezultacie.

Pewnie przy Łazienkowskiej znów Slavia będzie ostrzeliwać bramkę Boruca, znów będzie panoszyć się w polu karnym i mieć multum sytuacji bramkowych. Ale nie jest powiedziane, że to da jej awans do Ligi Europy. To największa broń Michniewicza. Jednak trudno od niego oczekiwać i wierzyć w sukcesy, kiedy on sam na każdym kroku napotyka przeszkody. Jak powiedział: doba jest zbyt krótka, aby uczestniczyć w procesie transferowym. Grając co trzy dni, on musi szukać sposobu na kolejnych lepszych rywali. I jak widać: znajduje. Szkoda, że nie ma tego wsparcia z góry, aby przechylić szalę na korzyść Legii i przebić szklany sufit. Na razie to nadzieja, że uda się prześlizgnąć i nieprzygotowania do pucharów nikt nie zauważy. Ale trudno z jednym środkowym pomocnikiem marzyć o Lidze Europy. Na razie sposoby trenera stanowią makijaż do tego, jak wąska i nieprzygotowana jest kadra mistrzów Polski.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.