70 procent planety pokrywa woda, resztę N’Golo Kante. Francuskie płuca ziemi

Zobacz również:KICK OFF newonce #6: Już witał się z gąską na Anfield, ale wybierze Londyn. Timo Werner o krok od Chelsea
Real Madrid v Chelsea - UEFA Champions League
Fot. David S. Bustamante/Soccrates/Getty Images

Poradził sobie z Casemiro, Kroosem i Modriciem wskazywanymi za najlepszy środek świata i sam miał więcej udanych dryblingów (6) niż cały Real Madryt (5) w półfinale Ligi Mistrzów. Cesc Fabregas tłumaczy, że w najważniejszych meczach zawsze występuje tak, jakby go sklonowali. Wstydzi się pozować do zdjęć po wygranych, trzeba go wypychać, aby podniósł puchar, na który zapracował i jest najskromniejszym mistrzem świata. Cały N’Golo Kante – facet potrafiący zabiegać rywali, tak pracowity, że wygląda jakby po ostatnim gwizdku miał jeszcze posprzątać szatnie i odwieźć wszystkich do domów.

Tekst o fenomenie Kante odświeżamy po awansie Chelsea do finału Ligi Mistrzów. Mistrz świata został MVP dwumeczu z Realem Madryt (3:1)

Otwierasz lodówkę, a tam też N’Golo Kante – tak można podsumować pierwszy półfinał Champions League w Valdebebas. Był wszędzie i na czas, dzięki czemu Chelsea wraca do Londynu z korzystnym wynikiem. Przez prawie dziesięć lat Kante szkolił się w podparyskim JS Suresnes pod okiem polskich trenerów Piotra Wojtyny i Tomasza Bzymka. Zawodowa piłka długo nie chciała otworzyć dla niego ramion, bo nikogo nie przekonywało jego 168 cm wzrostu. Dopiero jako 19-latek, w bardzo późnym wieku, dostał angaż w profesjonalnym US Boulogne. Kilka lat później Suresnes zarobiło 250 tysięcy euro po jego transferach do Leicester oraz Chelsea. Część chłopaków z jego osiedla wylądaowało w więzieniach, potomek malijskich emigrantów został mistrzem świata.

Przyćmić w Madrycie Casemiro, Kroosa oraz Modricia to już sztuka. Krzywdzące byłoby stwierdzenie, że 30-latek zajmuje się jedynie niewdzięczną robotą, skoro sam miał więcej udanych dryblingów (6), niż wszyscy madrytczycy (Militao 2, Varane 1, Vinicius 1, Benzema 1). Nieustannie czuli jego oddech na plecach, zresztą hiszpańscy komentatorzy tłumaczyli, że pozbawia rywali tlenu. Kiedyś o Óscarze de Marcosie powiedziano, że „karmi się własnym zmęczeniem, aby biegać dalej”. Z N'Golo Kante jest identycznie. To ten sam typ co Marcos Llorente, który rekord szybkości ligi hiszpańskiej pobił w doliczonym czasie gry, gdy wracał we własne pole karne w pogoni za rywalem.

To Claudio Ranieri cały czas powtarzał Francuzowi, aby tyle nie biegał. Aby podszedł do swojej pracy bardziej ekonomicznie i kalkulował, kiedy opłaca docisnąć się pedał gazu na maksa. Kante niby słuchał, po czym robił swoje, czyli biegał za przeciwnikiem do upadłego. Nie można jednak powiedzieć, że nie wykonał postępu w tym aspekcie – nie biega wyłącznie, aby biegać, tylko robi to z rozsądkiem. 30-latek ostatnich dziesięciu spotkaniach Champions League przebiegł 70 km, a w tym samym czasie jego partner ze środka pomocy Jorginho 103 km. Pewnie gdybyśmy mieli dopasować liczbę do zawodnika, większość wskazałaby zupełnie odwrotne. Kante to przede wszystkim intensywność w podejściu do rywala i zdecydowanie, kiedy ma go na wyciągnięcie ręki.

Chelsea zwłaszcza w pierwszej połowie narzuciła swoje warunki, ale to nie zasługa jedynie dwóch graczy. Nie byłoby tego, gdyby nie dobra współpraca z drugą linią Mounta oraz Pulisicia czy agresywne podejścia Rüdigera. Mowa o pracy zbiorowej ze wskazaniem na efektywność Kante, który wygrał 9 pojedynków, miał 7 przejęć, 1 kluczowe podanie i 88 procent celnych podań w tak trudnym meczu.

W tym wszystkim najciekawsze, że początkowo Thomas Tuchel nie stawiał co spotkanie na francuską maszynę do pressingu. Jego pierwszym wyborem w środku był duet Jorginho-Kovačić. Włoch niezmiennie jest dyrektorem tej bandy, ale dopiero problemy zdrowotne Chorwata otworzyły drogę do jedenastki N'Golo. Francuz był przez niego ceniony, ale też cierpiał na kontuzję pachwiny, która odzywa się co jakiś czas od roku. U Tuchela wystąpił od początku w 10 z 22 meczów i z czasem dorastał do poziomu prezentowanego w Leicester. Jego postać jest fenomenem, bo na każdym kroku przemawia przez niego skromność – począwszy od pomocy lokalnym społecznościom, przez wsparcie dla afrykańskich przodków, po dość proste życie jak na realia w tej branży. Kultowe stały się już historie, kiedy Kante trzeba było wypychać do świętowania z pucharem po wygraniu Premier League czy kiedy zawstydzały go prośby fanów o zdjęcia.

Zinedine Zidane sam bardzo domagał się sprowadzenia mistrza świata, ale Chelsea postawiła zaporowe warunki. Każdy ofensywny piłkarz chciałby mieć takiego ochroniarza, chociaż akurat w Madrycie nie muszą płakać z powodu Casemiro. Teraz panują zachwyty nad MVP pierwszego meczu, lecz to nie musiało być takie oczywiste. Cesc Fabregas od razu napisał: zawsze był człowiekiem od wielkich meczów, nigdy w niego nie wątpiłem, pracuje za dwóch graczy. I tym właśnie wyrównał szanse, a wręcz przesunął na korzyść londyńczyków. Do rewanżu podejdą w końcu z kartami w rękach.

Niewątpliwym sukcesem Tuchela, pracującego na drugi finał Ligi Mistrzów z rzędu z innym klubem, jest przekonanie francuskiego pomocnika do zmiany roli. Narzucenie sobie braku ograniczeń i uwolnienie jego potencjału ofensywnego, który będzie wspierał Mounta, Pulisicia czy później Zyiecha oraz Havertza. Od N'Golo wymaga się połykania przestrzeni. To ktoś więcej niż nowe wcielenie Claude'a Makelele, bo wicemistrz świata z 2006 roku nigdy nie miał aż tylu zadań na boisku. Chłopak z przedmieść Paryża poszedł krok dalej. Jak w słynnym viralu z ostatniego mundialu: 70 procent ziemi pokrywa woda, za resztę odpowiada N'Golo Kante, chłopak z płucami bez limitów.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.