newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Kiedyś był jedną z głównych twarzy reprezentacji Polski i przykładem tego, któremu się za granicą udało. Dziś mówi się o nim znacznie rzadziej i już nie układa się na jego cześć piosenek. Jednak wielki chłop z Jastrzębia nie przestał być absolutnym filarem tej drużyny.

Kiedy siedem lat temu Willie Peyote nagrał kawałek sławiący Kamila Glika, cieszyliśmy się oczywiście, że o polskim piłkarzu za granicą pisze się piosenki. Gdy jednak wgryźliśmy się mocniej w tekst włoskiego rapera, mogliśmy wpaść w lekką konsternację. Utwór rozpoczynał się od pełnych oburzenia głosów komentatorów, opowiadających o brutalnym faulu Polaka w derbach Turynu. Stoper, grający wówczas w Torino, był przez autora chwalony za to, że jest prawdziwym facetem w świecie pozerów ciągle poprawiających fryzury. Ale też za to, że często gra na granicy przepisów. Albo nawet daleko poza nią.


TEN LEPSZY

W Polsce zawsze doskonale czuliśmy, dlaczego część włoskich kibiców urzekał charakter Glika, bo także wielu z nas widzi w nim normalnego gościa, z którym chętnie poszłoby się na piwo. Piłkarsko jednak raczej nie mieliśmy go nigdy za kogoś wielce ograniczonego. Oczywiście, trochę złej internetowej sławy przysporzyła mu tzw. Gliki-taka, czyli moment, w którym piłka zapętliła się między jego nogami w meczu z Ukrainą za Waldemara Fornalika, ale przez kolejne lata uchodził w reprezentacji Polski za tego bardziej rozwiniętego ze stoperów. Gdy na Euro 2016 tworzył duet środkowych obrońców z Michałem Pazdanem, w graczu Legii widzieliśmy tego, który braki nadrabia walką, większość czasu spędza, wykonując wślizgi i w każdy pojedynek wchodzi, jakby miało nie być jutra. To, że czasem radził sobie nawet z samym Cristiano Ronaldo, grało w naszych duszach na tych samych nutach, na których Włochom grał Glik, powstrzymując Alessandro Matriego czy Marco Boriello. Dla nas akurat Glik był już od dawna tym, który przynależy do lepszego świata. Cenionym za granicą liderem, do którego dobiera się znacznie słabszych partnerów. Przecież gdy w parze z nim grali Łukasz Szukała czy Thiago Cionek, Glik nadal wyglądał przy nich jak ktoś z innego świata.

 

SPEC OD UTRUDNIANIA ŻYCIA

Piszę to wszystko, bo w trakcie przerwy na kadrę uderzyło mnie nagle coś na pozór oczywistego, o czym jednak ostatnio dość rzadko się mówi: jaki Glik wciąż jest dobry. W meczu z Włochami toczył z Andreą Belottim, od pięciu sezonów strzelającego w Serie A dwucyfrową liczbę goli, pojedynek za pojedynkiem. Słuchając po tamtym meczu jednego z podcastów na temat włoskiej piłki, trafiłem na dyskusję, czy zespół Roberto Manciniego nie ma przypadkiem problemu na pozycji środkowego napastnika. Przypominając sobie Belottiego, który przez cały mecz w Gdańsku miał przyklejonego do pleców Glika, przepychającego się z nim łokciami i wtykającego nogę we wszystkie jego sprawy, wiedziałem, że część tej rozmowy wynikała z tego, jak zagrał stoper reprezentacji Polski. Przeciwko Bośni i Hercegowinie to samo robił z Edinem Dżeko, który, by zyskać trochę swobody, cofał się do rozegrania. Jeśli bowiem próbował coś zdziałać w pierwszej linii, zaraz zderzał się z wielkim chłopem z Jastrzębia, z którym nawet napastnikowi Romy nie jest przyjemnie się zderzać.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

🇵🇱🇮🇹⚽️

Post udostępniony przez Kamil Glik (@kamilglik25)

NOWE POKOLENIE

W ostatnich latach bardzo się poprawiły możliwości wyboru na pozycji stopera w polskiej reprezentacji. Pazdan już nie otrzymuje powołań, podobnie jak Cionek. O tym, że Szukała grał w tamtym meczu z Niemcami, prawie nikt już nie pamięta. Mamy Jana Bednarka, który regularnie gra w solidnym klubie Premier League i przy tym, że dobrze broni, jest całkiem niezły technicznie. Mamy 20-letniego Sebastiana Walukiewicza, który coraz lepiej radzi sobie w Serie A i od początku imponuje tym, jak włada piłką. Walory w tej kwestii ma także Paweł Bochniewicz. Trójka, która wyrosła w ostatnich dwóch latach, nie odznacza się tym, że potrafi dobrze grać wślizgiem i wygrywać pojedynki główkowe. To całkiem nowocześni stoperzy średniej europejskiej klasy. Wszyscy oni sprawili, że Glik zaczął przy nich wyglądać na trochę staroświeckiego i został zwolniony z obowiązku wyprowadzania piłki. W zależności od tego, kto akurat gra, zajmują się tym Bednarek lub Walukiewicz. Także pozycją rynkową 32-latek przestał się już wyróżniać na tle kolegów z formacji. W eliminacjach mundialu grał w kadrze jako mistrz Francji, mając u boku mistrza Polski. Teraz występuje w słabszym klubie zarówno od Bednarka, jak i prawdopodobnie od Walukiewicza (choć akurat Cagliari zaczęło sezon gorzej od Benevento). Nic dziwnego, że Glik przestał być w centrum medialnej uwagi. Jeszcze nie kwestionuje się jego pozycji w kadrze, jak dzieje się w przypadku Grzegorza Krychowiaka, jeszcze nikt nie nawołuje, by wpuścić w jego miejsce młodych, bo błędy, takie jak we wrześniowym meczu z Holandią, do którego przystępował po miesiącach bez gry, nie zdarzają mu się często. Ale nawet jeśli jest zmiennikiem kapitana, przestał być jedną z głównych twarzy kadry.

 

WYMAGANIA WOBEC STOPERÓW

Raphaela Honigsteina, specjalistę od niemieckiej piłki z portalu „The Athletic”, zapytano niedawno, dlaczego Niemcy mają taki problem z wychowywaniem wysokiej klasy stoperów. Jego odpowiedź mnie zaskoczyła. Może nie chodzi o Niemców, a o nieprawdopodobnie wysokie wymagania na tej pozycji. W dzisiejszych czasach środkowy obrońca, grający w dobrym klubie, musi umieć wszystko: bronić, organizować, budować ataki pozycyjne i rozciągać grę rozmaitymi typami podań, wychodzić spod pressingu, wprowadzać piłkę do drugiej linii, dotrzymywać tempa szybkim rywalom i grać z dala od własnej bramki. Ilu piłkarzy w jakimkolwiek kraju potrafi to wszystko? Glik nie potrafi. Dlatego odszedł z Monaco do Benevento. Jeśli rywale Polaków, przygotowując się do meczu z nami, patrzą w pierwszej kolejności na skład, nie zatrzymają już wzroku przy Gliku. Widząc przynależność klubową, może nawet intuicyjnie zlokalizują w nim potencjalnie słaby punkt polskiej drużyny. Jednak jestem przekonany, że już na boisku każdy, kto się z nim zetrze, zapamięta go.

 

WYMOWNA STATYSTYKA

Wymienione przez Honigsteina aspekty techniczne nie pozwoliły Polakowi utrzymać się do dziś na poziomie fazy pucharowej Ligi Mistrzów, gdzie był w szczytowym momencie kariery. Młodzi stoperzy, także polscy, w budowaniu gry ofensywnej są od niego lepsi. Jeśli jednak chodzi o tradycyjne przymioty środkowego obrońcy, Glik to wciąż piłkarz wysokiej klasy. O tym, jak dobrze mieć kogoś takiego w drużynie, aż zaskakująco wymownie świadczy statystyka bramek traconych przez reprezentację Polski z Glikiem i bez Glika. W ostatnich dwunastu spotkaniach, w których brał udział, Polacy stracili tylko trzy bramki. Bez niego, siedemnaście. To nie jakaś tam drobna różnica. To absolutna przepaść. Kiedy Glik gra, Polska traci gola raz na cztery mecze. Kiedy nie gra, przynajmniej jednego w każdym spotkaniu. W eliminacjach mistrzostw Europy Polacy tracili po dwa gole tylko w dwóch meczach. W tym, w którym Glik pauzował za kartki i w tym, którym zszedł z kontuzją w siódmej minucie. Glika trudno też już dalej przedstawiać jako jakiegoś brutala. W ciągu czterech lat od wyjazdu za granicę złapał cztery czerwone kartki. Od sześciu lat nie zdarzyło mu się to jednak ani razu. Peyote rapował, że oczekuje gry hardkorowej i brudnej. Kamil Glik oferuje już tylko tę pierwszą. Ale to nie znaczy, że wypudrowani Matri i Boriello mieliby dziś z nim choć odrobinę łatwiej.

#felieton
#Kamil Glik
#piłka nożna
#reprezentacja polski
#serie a
#Z nogą w głowie

Najnowsze

Witamy w Lidze Mistrzów. Kędziora spełnił marzenia i poznał czar Juventusu

Można kolportować żarty o Alvaro Moracie, ale finalnie to jego dwa kontakty z piłką w szesnastce sprawiły, że Dynamo Kijów przegrało ...

#Dynamo Kijów
#Juventus
#Liga Mistrzów

Młodzi szturmują Ligę Mistrzów. Największe talenty, którym już teraz trzeba się przyglądać

Ten tekst mógłby mieć melodię z cyklu „Mamy po 20 lat”. Problem w tym, że niektórzy gracze jak Eduardo Camavinga nie skończyli nawet ...

#Edouardo Camavinga
#Dejan Kulusevski

RANKING SIŁ PREMIER LEAGUE: Wolves i MU przesuwają się w górę, środek zbliża się do czołówki

Piąta kolejka Premier League nie była aż tak szalona, jak poprzednie, choć kilka meczów porywało do samego końca. W Rankingu Sił obj ...

#premier league
#Ranking Sił

Inspiracja dla biznesu i kultury masowej. Dick Fosbury, czyli Uber skoku wzwyż

Avicii widział w nim dowód znaczenia przypadku. Pepsi nieszablonowego myślenia. Mazda inspiracji technologicznych. A Burger King zac ...

#Dick Fosbury
#lekkoatletyka
#skok wzwyż

Podium z kapelusza, czyli pozytywny sygnał. Co mówi o Kubicy trzecie miejsce w Zolder?

To nie miało prawa się wydarzyć. Nie w tym aucie, nie w tym zespole, nie w debiutanckim roku całej ekipy. Ciągłe problemy techniczne ...

#DTM
#Robert Kubica

Sześć sekund do setki. Pamiętacie jeszcze najszybszego piłkarza w Polsce?

Czas pędzi i Michał Zieliński dobrze o tym wie. Przed oczami ma dwie sceny: pierwszego gola w Ekstraklasie i palącą się ścianę w kop ...

#ekstraklasa
#Michał Zieliński

Takich emocji pragną fani basketu. Dziki wygrywają rzutem na taśmę

97:95, czyli wygrana dwoma punktami w meczu przepełnionym emocjami. To mówi samo za siebie. Dziki Warszawa wracają na zwycięską ście ...

#Dziki Warszawa
#Koszykówka

Cuda ogłaszają. Zlatan patrzy na wszystkich z góry, a Milan prowadzi w Serie A

Mediolan nigdy nie miał króla, za to miał boga – oto komentarz Zlatana Ibrahimovicia po wygranych derbach miasta z Interem (2:1). Cz ...

#Milan
#serie a
#zlatan ibrahimović

CENTROSTRZAŁ #7. Gwiazdą jest system. Dobra nawigacja Rakowa Częstochowa

Nie wierzę, że aktualny lider ekstraklasy utrzyma tempo do końca sezonu i już za rok zadebiutuje w europejskich pucharach. To jednak ...

#ekstraklasa
#Marek Papszun

Chwile słabości przed El Clasico. Co stoi za porażkami Realu i Barcelony?

Nie wszystko można zrzucić na wirus FIFA ani zawodników przemęczonych zgrupowaniami kadry. Mecze w nogach się kumulują, ale na tydzi ...

#El Clasico
#FC Barcelona
#Real Madryt
POKAŻ WIĘCEJ