newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
graf. Kacper Dudziak

Juergen Klopp przyznał, że po porażce z Aston Villą napisał do piłkarzy długą wiadomość i od razu poczuł się lepiej. Pytanie brzmi: czy jego drużyna jest w stanie właściwie zareagować na tamtą klęskę? Równo w piątą rocznicę pierwszego meczu w roli menedżera Liverpoolu Niemiec zmierzy się z Evertonem, derbowym rywalem, który marzy o wyjściu z cienia sąsiadów z Merseyside. Dla The Reds nie ma chyba gorszego momentu na to spotkanie.

To nie koniec okrągłych rocznic. 17 października 2010 roku, a więc równo dekadę wstecz, na Goodison Park Liverpool przegrał z Evertonem 0:2. Jak odległe są to czasy, niech najlepiej zaświadczy fakt, iż gole strzelili wtedy Tim Cahill i Mikel Arteta. Ten drugi zdążył już zaliczyć solidną asystenturę u Pepa Guardioli i zostać samodzielnym menedżerem Arsenalu. Menedżerem Evertonu był David Moyes, który potem połamał sobie zęby na Manchesterze United i generalnie na byciu trenerem. Liverpool prowadził Roy Hodgson i to jest ten fragment najnowszej historii klubu z Anfield, o którym kibice chcieliby pewnie zapomnieć. 10 lat w piłce to prehistoria.

Klopp zaczął budowę swojego LFC od bezbramkowego remisu z Tottenhamem. W tamtym spotkaniu grali tacy zawodnicy jak Simon Mignolet, Martin Skrtel, czy Joe Allen. Z mozołem, dzień po dniu, krok po kroku, sezon po sezonie, Niemiec stworzył zespół, jakiego zaczęła się bać nie tylko cała Anglia, ale i Europa. Punktem szczytowym było zdobycie Klubowego Mistrzostwa Świata. Niewykluczone jednak, że dziś menedżer z Anfield musi zdefiniować swoją pracę nowo. Być może poprzednie formuły przestały działać i trzeba znaleźć inne schematy. Ale też innych ludzi. Bo Klopp zakochał się w piłkarzach, którzy ponieśli go do triumfów. I teraz pewnie niezwykle trudno się z nimi rozstać.

Porażka z Aston Villą była szokiem nie tylko dla Kloppa i fanów The Reds, ale chyba dla całego piłkarskiego świata. To oczywiste, że nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekiwał od Liverpoolu powtórki z poprzedniego sezonu, takie rzeczy po prostu bardzo rzadko zdarzają się w zawodowej piłce. Przecież kiedy Watford pokonał w lutym późniejszych mistrzów Anglii, uznano to za sensację. Przeciwnicy z Premier League przez 28 kolejek ligowych szukali wytrychu, ale nikt nie znalazł sposobu na maszynę Kloppa. Coraz częściej pobrzmiewało pytanie: czy ten zespół da się w ogóle pokonać?

Ostatecznie nie powtórzyła się historia Arsenalu, czy wcześniejsza, ta z udziałem Preston North End, a zdobywcy Pucharu Europy nie przeszli sezonu w Anglii bez ligowej porażki. W zwariowanej kampanii, naznaczonej pandemią, lockdownem i restartem po stu dniach przerwy, zdobyli mistrzostwo bardzo wcześnie (uwzględniając ligowe kolejki, nie miesiąc), ale końcówka sezonu nie była już fajerwerkiem. Mówiono wtedy o Liverpoolu zmęczonym, nasyconym i rozluźnionym. Nawet błędy indywidualne Virgila van Dijka, które wcześniej temu obrońcy praktycznie się nie przytrafiały, można było usprawiedliwić.

Jak dobry jest Liverpool Kloppa niech świadczy fakt, iż za kadencji tego menedżera drużynie nie zdarzyło się przegrać dwóch ligowych meczów z rzędu. To naprawdę niesamowita statystyka, mówiąca nam chyba najwięcej o pracy trenerskiej wykonanej przez byłego opiekuna Borussii Dortmund. Pokazuje bowiem doskonale, że za każdym razem potknięcia kończyły się natychmiastowymi reakcjami. Blisko 200 meczów ligowych, w których Klopp prowadził Liverpool w Anglii i ani jednej sytuacji, w której dałbyś się pokonać mecz po meczu. Nieprawdopodobne.

Ale teraz taki scenariusz jest realny, ponieważ rywalem będzie Everton, a sąsiedzi zaczęli rozgrywki znakomicie. Carlo Ancelotti przekonał w pierwszych kolejkach niedowiarków, w tym również mnie, że naprawdę chce zbudować coś wielkiego na Goodison Park, a przyjście do takiego akurat klubu nie jest fanaberią, dziwnym ruchem i skokiem na kasę. The Toffees z nowym generałem w środku pola, piłkarskim synkiem „Carletto”, Jamesem Rodriguezem, a także łowcą goli Domikiem Calvertem-Lewinem są groźni, dynamiczni, odważni i skuteczni. Zabrzmi to głupio, ale biorąc pod uwagę aktualną dyspozycję, Everton jest faworytem derbów.

Sobotni mecz nie odpowie nam na wszystkie najważniejsze pytania. Nie dowiemy się, czy w przekroju całego sezonu Everton będzie „hot or not”, ale może pokazać, czy Klopp wciąż pozostaje mistrzem w wyciąganiu wniosków. Jestem ciekaw reakcji Niemca w kwestii personaliów, strategii na ten mecz, ale i środków wykonawczych. Bo na razie Liverpool jedzie na zaciągniętym hamulcu ręcznym i nawet kiedy pokonał 4:3 Leeds United, to widać było w tym pewną ciężkość. The Reds, wbrew końcowemu wynikowi, nie zagrali dobrego spotkania. Nie umiem jakoś jednak uwierzyć w bajkę o Liverpoolu przegrywającym teraz wszystko, z każdym i tracącym po kilka bramek.

Można się natomiast łatwo naciąć, popaść – w przypadku Evertonu, rzecz jasna – w przesadną euforię i też sam Ancelotti musi mieć spory dylemat: spróbować wykorzystać słabość przeciwnika, czy jednak szanować jego potencjał i własny dorobek punktowy? Zagrać bezpiecznie i liczyć, że remis będzie okej, czy ruszyć, zademonstrować siłę i podjąć ryzyko?

To bez wątpienia najbardziej frapująco zapowiadające się starcie tej kolejki Premier League. Jest tutaj tyle podtekstów, tyle temperatury, taka stawka, tyle nadziei i marzeń, że trudno spodziewać się nudy. Kibice Evertonu przecierają oczy ze zdumienia. Czy to na pewno jest dwunasty zespół poprzedniego sezonu? Jakim cudem wzór, który jako klub próbują przez lata ścigać, mógł stracić 7 bramek przeciwko Aston Villi? Czy po piętnastu latach czekania pojawiła się realna szansa na Top 4?

Nowy „Everton 2020” to walec. Od połowy września ekipa Ancelottiego wygrała siedem kolejnych meczów, strzeliła 24 gole, tracąc cztery bramki. Nie jest istotny fakt, że trzy z tych spotkań to Puchar Ligi, chodzi bowiem o to, że Włoch zbudował mentalność zwycięzców. Historycy i statystycy futbolu zaczęli nerwowo przeglądać archiwa, ale musieli długo szukać sezonu, w którym The Toffees zaczęli aż tak mocno. Stało się to w 1894 roku i nie przestawiła mi się tutaj żadna cyferka.

W tamtym sezonie, w końcówce XIX wieku, był osiem kolejnych zwycięstw na początku rozgrywek i jeśli ktoś wierzy w cykle, numerki, itd., to proszę bardzo – ósmym rywalem był Liverpool.

#derby liverpoolu
#everton
#juergen klopp
#Liverpool
#premier league

Najnowsze

Młodzi szturmują Ligę Mistrzów. Największe talenty, którym już teraz trzeba się przyglądać

Ten tekst mógłby mieć melodię z cyklu „Mamy po 20 lat”. Problem w tym, że niektórzy gracze jak Eduardo Camavinga nie skończyli nawet ...

#Edouardo Camavinga
#Dejan Kulusevski

Inspiracja dla biznesu i kultury masowej. Dick Fosbury, czyli Uber skoku wzwyż

Avicii widział w nim dowód znaczenia przypadku. Pepsi nieszablonowego myślenia. Mazda inspiracji technologicznych. A Burger King zac ...

#Dick Fosbury
#lekkoatletyka
#skok wzwyż

Witamy w Lidze Mistrzów. Kędziora spełnił marzenia i poznał czar Juventusu

Można kolportować żarty o Alvaro Moracie, ale finalnie to jego dwa kontakty z piłką w szesnastce sprawiły, że Dynamo Kijów przegrało ...

#Dynamo Kijów
#Juventus
#Liga Mistrzów

RANKING SIŁ PREMIER LEAGUE: Wolves i MU przesuwają się w górę, środek zbliża się do czołówki

Piąta kolejka Premier League nie była aż tak szalona, jak poprzednie, choć kilka meczów porywało do samego końca. W Rankingu Sił obj ...

#premier league
#Ranking Sił

Podium z kapelusza, czyli pozytywny sygnał. Co mówi o Kubicy trzecie miejsce w Zolder?

To nie miało prawa się wydarzyć. Nie w tym aucie, nie w tym zespole, nie w debiutanckim roku całej ekipy. Ciągłe problemy techniczne ...

#DTM
#Robert Kubica

Sześć sekund do setki. Pamiętacie jeszcze najszybszego piłkarza w Polsce?

Czas pędzi i Michał Zieliński dobrze o tym wie. Przed oczami ma dwie sceny: pierwszego gola w Ekstraklasie i palącą się ścianę w kop ...

#ekstraklasa
#Michał Zieliński

Takich emocji pragną fani basketu. Dziki wygrywają rzutem na taśmę

97:95, czyli wygrana dwoma punktami w meczu przepełnionym emocjami. To mówi samo za siebie. Dziki Warszawa wracają na zwycięską ście ...

#Dziki Warszawa
#Koszykówka

Cuda ogłaszają. Zlatan patrzy na wszystkich z góry, a Milan prowadzi w Serie A

Mediolan nigdy nie miał króla, za to miał boga – oto komentarz Zlatana Ibrahimovicia po wygranych derbach miasta z Interem (2:1). Cz ...

#Milan
#serie a
#zlatan ibrahimović

FUTBOLOWA GORĄCZKA #40. Ból, który poczuli wszyscy fani Liverpoolu. Kontuzja Virgila van Dijka to game changer w Premier League

Dla Liverpoolu Virgil van Dijk stał się drabiną do sukcesów odniesionych w ostatnich lat ...

#Liverpool
#Virgil van Dijk

CENTROSTRZAŁ #7. Gwiazdą jest system. Dobra nawigacja Rakowa Częstochowa

Nie wierzę, że aktualny lider ekstraklasy utrzyma tempo do końca sezonu i już za rok zadebiutuje w europejskich pucharach. To jednak ...

#ekstraklasa
#Marek Papszun
POKAŻ WIĘCEJ