newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Christof Koepsel/Bongarts/Getty Images

Jako 14-latek grał w piłkę w ogrodzie gwiazdy Barcelony, u której kilka lat później pomieszkiwał. Teraz jest pierwszym w dziejach Bundesligi zagranicznym prezesem. W Bayerze Leverkusen chce zerwać z przeciętnością.

Fernando Carro nie pcha się przed kamery stacji transmitujących Bundesligę. Zwykle grzecznie wyjaśnia, że od rozmów o sprawach sportowych są w klubie inni. Jednak dziennikarze, którzy regularnie przychodzą na BayArenę, potrafią już rozpoznać donośny głos, rzucający przekleństwa w niedostępnych dla nich częściach stadionu. Prezes czasem przeklina, czasem wściekle uderzy pięścią w drzwi szatni. Po niepowodzeniach daje o sobie znać jego południowy temperament. I żądza zwycięstw, którą chce zarażać w klubie kojarzącym się ze wszystkim, tylko nie z wygrywaniem.

 

PIERWSZY OBCOKRAJOWIEC

Do obcokrajowców prowadzących kluby w Premier League, Ligue 1, Serie A, czy La Lidze kibice w tych krajach zdążyli się już przyzwyczaić. W Niemczech w dalszym ciągu bronią się rękami i nogami przed napływem zagranicznych inwestorów i robią to skutecznie. Klubami, nawet takimi, jak RB Lipsk, zbudowany za pieniądze austriackiego miliardera, rządzą Niemcy. Od dwóch lat wyjątek stanowi Bayer Leverkusen. Do klubu koncernu farmaceutycznego prezes z zagranicy nie trafił jednak poprzez wpompowanie pieniędzy, lecz dzięki firmie headhunterskiej, która wskazała go jako idealnego kandydata do poprowadzenia Bayeru.

 

NAPASTNIK W DOMU

Nie można powiedzieć, że 56-letni Fernando Carro trafił do Leverkusen spoza futbolu. Nawet jeśli wcześniej zajmował się prowadzeniem wielkich domów wydawniczych. W pewnym sensie mało który prezes miał od najmłodszych lat taką jak on styczność z wielkim futbolem. Pod koniec lat 70. do Barcelony trafił Hans Krankl, jeden z najlepszych austriackich piłkarzy w historii. – Jego matka uczyła hiszpańskiego moją żonę Inge – wspominał w SportBildzie były napastnik. Wkrótce później na lekcje do pani Carro zaczął przychodzić także sam Krankl. – Między naszymi rodzinami wywiązała się bliska przyjaźń. Fernando jest jak mój najstarszy syn. Z jego rodzicami wciąż mam dobry kontakt. Jedyne, co mi w tej rodzinie przeszkadza, to, że jego brat i ojciec są fanami Realu Madryt – opowiadał Austriak. Wizyty w jego wiedeńskim domu państwo Carro wykorzystują do dziś także po to, by wybrać się do opery, która jest ich wielką miłością. Co widać także po tym, że kolejne imiona ich syna Fernando to Wolfgang Amadeus.

 

W OGRODZIE GWIAZDY

Urodzony w Barcelonie Carro nie poszedł tak karkołomną kibicowską drogą, jak inni członkowie jego rodziny. Od małego był fanem Dumy Katalonii. Do dziś posiada dożywotni karnet na Camp Nou i jest członkiem sekcji tenisowej Barcelony. Gdy więc w ich domu zaczął się pojawiać napastnik jego ulubionej drużyny, nie mógł przepuścić okazji i często kopał z Kranklem piłkę w ogrodzie. Z czasem zaczęli też razem grywać w tenisa. A gdy Fernando dorósł i wyjechał za granicę, pomieszkiwał w jego wiedeńskim apartamencie.

 

DZIENNIKARSKIE POCZĄTKI

W tamtych czasach wielkim marzeniem Carro była praca dziennikarza sportowego. Wyobrażał sobie, że będzie opisywał mecze Barcelony w jednym z wielkich katalońskich dzienników. Bliskie relacje z Kranklami wpłynęły na to, że już w Hiszpanii zaczął się intensywnie uczyć języka niemieckiego. Chodził do dwujęzycznej szkoły i w czasach studenckich pracował w Austrii jako freelancer, wysyłając do różnych gazet teksty na tematy sportowe. Po studiach w Karlsruhe wydawało się jednak, że porzucił marzenia o pracy w sporcie. Ale okazało się, że nie porzucił, tylko odłożył je na trzydzieści lat.

 

WYDAWNICZY TURBO-CARRO

Jako prezydent wielkiej międzynarodowej organizacji studenckiej AIESEC miał łatwiej, by dostać się na staż do potężnej grupy medialnej Bertelsmann, właściciela stacji telewizyjnej RTL oraz licznych wydawnictw w wielu krajach z całego świata. Pozostał w niej na kolejne dwadzieścia cztery lata, stopniowo pnąc się po kolejnych szczeblach i zyskując pseudonim „Turbo-Carro”. Stawiał na nogi oddziały wydawnictwa w Madrycie, w Monachium, Barcelonie i Berlinie. Potem wszedł do zarządu firmy. A w ostatnich latach zajmował się spółką-córką Bertelsmanna, w której miał pod sobą 70 tysięcy pracowników. Sport pozostał w jego życiu tylko pasją, którą kultywował, oglądając spotkania na Camp Nou, czy grając w tenisa. Wtedy przyszła jednak oferta z Leverkusen. Bayer poszukiwał w 2018 roku prezesa na nowe czasy. Kogoś ze świeżym spojrzeniem i spoza środowiska. Lubiącego ludzi i liczby. Takiego, który dogadałby się i z koncernem farmaceutycznym prowadzącym klub i z ultrasami. Firma headhunterska wskazała Carro. A Hiszpanowi serce zabiło mocniej. Ruszył do nieznanej branży, by spełniać marzenia.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Fernando #Carro has been nominated for the #UEFA Club Competitions Committee at the #ECAEurope General Assembly in Geneva. #Bayer04

Post udostępniony przez Bayer 04 Leverkusen (@bayer04fussball)

MARZENIE O LA LIGA

Dziś Hiszpan jest nie tylko najważniejszą osobą w czołowym klubie Bundesligi, ale też jedynym reprezentantem niemieckiego futbolu w Komitecie Rozgrywek Klubowych UEFA, do którego został wybrany w 2019 roku. Carro nie ukrywa, że pewnego dnia chciałby zostać szefem któregoś z klubów w ojczyźnie. A by zwrócić na siebie uwagę jako działacz, potrzebuje wymiernego sukcesu. Czegoś, z czym Bayer Leverkusen ma wielką trudność. Od dwudziestu siedmiu lat klubowa szafa nie została wzbogacona o żadne nowe trofeum. Od pierwszych dni w Nadrenii Hiszpan chce zaszczepić w organizacji ambicję, której do tej pory wyraźnie tam brakowało.

 

ZERWAĆ Z VICEKUSEN


– Od
początku walczyłem, byśmy byli jeszcze ambitniejsi. Byśmy wierzyli, że jest możliwe coś wygrać. W ten sposób wykształcą się naturalne oczekiwania – wyjaśniał w „Kickerze”. Zmianę myślenia ogłaszał nie tylko wewnątrz organizacji, ale też na zewnątrz. – Zależało mi, byśmy komunikowali jako cel nie grę w europejskich pucharach, lecz w Lidze Mistrzów. Nawet jeśli to zwiększa ryzyko, że kiedy nam się nie uda, będziemy krytykowani – podkreślał. Wprawdzie wymyślone po drugich miejscach w Lidze Mistrzów, Bundeslidze i Pucharze Niemiec w 2002 roku ksywki „Vicekusen” oraz „Neverkusen” klub zastrzegł znakami towarowymi, uważając je za część swojego dziedzictwa, Carro chce całkowicie zerwać z tymi etykietkami. – To pojęcia z przeszłości. Chcemy, by przyszłość wyglądała inaczej. Nie chcemy grać w finałach, tylko je wygrywać. To mój cel i moja natura – wyjaśniał.

 

ODWAŻNE WYDATKI

Choć na razie mu się nie udało, bo Bayer nie dał rady Bayernowi Monachium w finale Pucharu Niemiec, do którego dotarł w czerwcu po jedenastu latach przerwy, po klubie zaczyna być widać zmianę polityki. Zwiększył się budżet płacowy oraz wydatki na transfery. W poprzednim sezonie Bayer wydał na nowych graczy trzy razy więcej, niż zarobił. Nawet w zimowym oknie kupił za 35 milionów euro Edmunda Tapsobę i Ezequiela Palaciosa. W dość bezceremonialny sposób zabrał 1. FC Koeln, czyli lokalnemu rywalowi, Floriana Wirtza, uznawanego za jeden z największych talentów w niemieckim futbolu. A w letnim oknie transferowym, mimo koronawirusa, dokonał drugiego wśród najwyższych transferów w dziejach klubu, wykładając ponad 26 milionów euro na Patricka Schicka z Romy. W ten sposób dwa najdroższe zakupy w historii Leverkusen zostały dokonane już z Carro u władzy. To nie Hiszpan wskazuje, kogo kupić, bo tym zajmują się odpowiedzialni za sprawy sportowe Rudi Voeller i Simon Rolfes. To jednak prezes chce zwiększać nakłady, by klub wreszcie zaczął odnosić sukcesy.

 

KONIEC PRODUKCJI DLA DORTMUNDU

Hiszpan pracuje też nad zmianą sposobu, w jaki Bayer funkcjonuje na rynku wewnętrznym. Zdaje sobie sprawę, że gdy po jego zawodników, tak jak latem Chelsea po Kaia Havertza, zgłoszą się zespoły ze ścisłego europejskiego topu, czyli Bayern Monachium, PSG, Juventus, oraz czołówka angielska i hiszpańska, zatrzymanie ich będzie praktycznie niemożliwe. – Naszym celem jest jednak znalezienie się w czołowej szesnastce klubów Europy. A żeby było to możliwe, nie chcemy w przyszłości dopuścić do tego, by zawodnicy wbrew naszej woli odchodzili np. do Borussii Dortmund – mówił. W poprzednich latach było to normą. Leverkusen opuszczali w tamtym kierunku choćby Julian Brandt, Gonzalo Castro czy Oemer Toprak. Teraz Bayer ma przestać być dostarczycielem piłkarzy dla Borussii, a stać się jej realnym konkurentem. Tak, by dziennikarze rzadziej słyszeli przekleństwa przechodzącego przez strefę mieszaną prezesa.

#Bayer Leverkusen
#bundesliga
#Fernando Carro
#piłka nożna

Najnowsze

Witamy w Lidze Mistrzów. Kędziora spełnił marzenia i poznał czar Juventusu

Można kolportować żarty o Alvaro Moracie, ale finalnie to jego dwa kontakty z piłką w szesnastce sprawiły, że Dynamo Kijów przegrało ...

#Dynamo Kijów
#Juventus
#Liga Mistrzów

Młodzi szturmują Ligę Mistrzów. Największe talenty, którym już teraz trzeba się przyglądać

Ten tekst mógłby mieć melodię z cyklu „Mamy po 20 lat”. Problem w tym, że niektórzy gracze jak Eduardo Camavinga nie skończyli nawet ...

#Edouardo Camavinga
#Dejan Kulusevski

RANKING SIŁ PREMIER LEAGUE: Wolves i MU przesuwają się w górę, środek zbliża się do czołówki

Piąta kolejka Premier League nie była aż tak szalona, jak poprzednie, choć kilka meczów porywało do samego końca. W Rankingu Sił obj ...

#premier league
#Ranking Sił

Inspiracja dla biznesu i kultury masowej. Dick Fosbury, czyli Uber skoku wzwyż

Avicii widział w nim dowód znaczenia przypadku. Pepsi nieszablonowego myślenia. Mazda inspiracji technologicznych. A Burger King zac ...

#Dick Fosbury
#lekkoatletyka
#skok wzwyż

Podium z kapelusza, czyli pozytywny sygnał. Co mówi o Kubicy trzecie miejsce w Zolder?

To nie miało prawa się wydarzyć. Nie w tym aucie, nie w tym zespole, nie w debiutanckim roku całej ekipy. Ciągłe problemy techniczne ...

#DTM
#Robert Kubica

Sześć sekund do setki. Pamiętacie jeszcze najszybszego piłkarza w Polsce?

Czas pędzi i Michał Zieliński dobrze o tym wie. Przed oczami ma dwie sceny: pierwszego gola w Ekstraklasie i palącą się ścianę w kop ...

#ekstraklasa
#Michał Zieliński

Takich emocji pragną fani basketu. Dziki wygrywają rzutem na taśmę

97:95, czyli wygrana dwoma punktami w meczu przepełnionym emocjami. To mówi samo za siebie. Dziki Warszawa wracają na zwycięską ście ...

#Dziki Warszawa
#Koszykówka

Cuda ogłaszają. Zlatan patrzy na wszystkich z góry, a Milan prowadzi w Serie A

Mediolan nigdy nie miał króla, za to miał boga – oto komentarz Zlatana Ibrahimovicia po wygranych derbach miasta z Interem (2:1). Cz ...

#Milan
#serie a
#zlatan ibrahimović

CENTROSTRZAŁ #7. Gwiazdą jest system. Dobra nawigacja Rakowa Częstochowa

Nie wierzę, że aktualny lider ekstraklasy utrzyma tempo do końca sezonu i już za rok zadebiutuje w europejskich pucharach. To jednak ...

#ekstraklasa
#Marek Papszun

Chwile słabości przed El Clasico. Co stoi za porażkami Realu i Barcelony?

Nie wszystko można zrzucić na wirus FIFA ani zawodników przemęczonych zgrupowaniami kadry. Mecze w nogach się kumulują, ale na tydzi ...

#El Clasico
#FC Barcelona
#Real Madryt
POKAŻ WIĘCEJ