newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Mike Ehrmann / Getty Images

Dla najwytrwalszych ta przygoda trwała ponad 90 dni. Zakończyła się radością jednej tylko drużyny, choć przecież na początku było ich aż 22. Eksperyment NBA w bańce na Florydzie obfitował w ważne, zaskakujące i piękne wydarzenia. Po wszystkim czas stwierdzić, że był to dla ligi eksperyment bardzo udany.

Wiadomość o wstrzymaniu rozgrywek NBA była jak grom z jasnego nieba. Pandemia koronawirusa na początku marca była już daleko poza granicami Chin. Mało kto spodziewał się jednak, że nagle stanie cały amerykański sport. NBA jako pierwsza liga podjęła decyzję, by sezon zatrzymać – zaraz po tym, gdy potwierdzono pierwszy przypadek zarażenia. Stało się to na tyle szybko, że kilka meczów tamtego wieczoru zdołano jeszcze rozegrać. Ale już kibice w Oklahomie i Sacramento opuszczali halę z nadzieją na zwrot biletów. I na rychły powrót NBA.

Ten powrót był jednak bardzo skomplikowany i wymagał odpowiednich przygotowań, dlatego zajął lidze dobrych kilka miesięcy. W grze było kilka pomysłów, lecz koniec końców postawiono na stworzenie bańki w kompleksie Disneya w Orlando na Florydzie. Bez kibiców, ale też bez ośmiu zespołów, które przedwcześnie zakończyły swój sezon. Pozostali mieli dograć rozgrywki i osiem razy wybiec na parkiet w ramach sezonu zasadniczego, a potem 16 najlepszych drużyn przechodziło do fazy play-off. Wcześniej trzeba było przygotować całe środowisko, w którym koszykarze mieli spędzić kolejne tygodnie czy miesiące.

Na miejscu pojawiło się nawet kilki wyselekcjonowanych barberów czy trzech stylistów z zadaniem dbania o wygląd zawodników. Ci na aklimatyzację mieli około trzech tygodni i w tym czasie mogli przyzwyczaić się do realiów bańki. Dotyczyło to m.in. codziennych testów na obecność koronawirusa czy bardzo restrykcyjnych zasad dotyczących opuszczania hoteli. Dobrze przekonał się o tym Richaun Holmes, który chcąc odebrać zamówione jedzenie, opuścił na chwilę obszar bańki, przez co musiał wrócić na kwarantannę. Gwiazdą internetu został natomiast Matisse Thybulle – debiutant 76ers – pokazujący życie w bańce w swoich vlogach.

NBA uruchomiła nawet specjalną linię telefoniczną, w ramach której zawodnicy mogli anonimowo na siebie… donosić. Najwięcej szumu i tak zrobił wokół siebie Lou Williams. Pozwolił bowiem na to, by w mediach społecznościowych pojawiła się fotografia, na której znajduje się w klubie ze striptizem. Williams miał tymczasem opuścić bańkę, by udać się na pogrzeb jednego ze swoich mentorów. Potem tłumaczył się, że w klubie mają po prostu najlepsze w okolicy skrzydełka z kurczaka. Władz NBA to nie przekonało i rozgrywający po powrocie do bańki wylądował na 10-dniowej kwarantannie.

Koniec końców, przez cały ten czas w bańce nie było ani jednego pozytywnego wyniku testu na koronawirusa. Taki stan rzeczy należy uznać za największy sukces NBA, jeśli chodzi o organizację restartu. To bowiem niebywałe osiągnięcie i efekt ogromnej pracy wszystkich zaangażowanych, która została zresztą dodatkowo wynagrodzona. Komisarz Adam Silver zaraz po zakończeniu rozgrywek w bańce zdecydował bowiem, że każdy pracownik NBA otrzyma po tysiąc dolarów premii oraz dodatkowe dni wolne. Wszystko w podzięce za pomoc w przeprowadzeniu historycznego dla ligi sezonu.

Bańka stanowi bardzo dużą część tej historii, dlatego też warto wrócić do najważniejszych wydarzeń, którymi fani koszykówki ekscytowali się w ostatnich miesiącach. Tym bardziej, że nikt do końca nie wie, kiedy liga wystartuje z nowym sezonem.

 

*****

 

TJ WARREN SIĘ NAZYWAM

To nie było tak, że pojawił się znikąd. Jednak jego atomowy wręcz start w bańce – średnio ponad 35 punktów przy ponad 60-procentowej skuteczności w pierwszych pięciu meczach – był sporym zaskoczeniem. Najbardziej chyba dla Phoenix Suns, którzy latem ubiegłego roku oddali go za… gotówkę. TJ Warren znakomicie odnalazł się w drużynie Pacers, przejmując większą rolę w ataku po kontuzji Domantasa Sabonisa.

Przesunął się też dzięki temu o pozycję wyżej, a niższe ustawienia drużyny z Indianapolis zadziałały na jego korzyść. Podobnie jak i dużo lepsza trójka, szybkie decyzje i umiejętność trafiania nawet tych bardzo trudnych rzutów. Po czasie 27-latek nieco przygasł i nie pomógł Pacers wygrać choćby jednego spotkania w fazie play-off. Mimo wszystko jest jednym z tych graczy, którzy najbardziej poprawili swoje notowania w ramach meczów rozegranych w bańce.

8-0 TO ZA MAŁO

Jako jedyny zespół nie przegrali w bańce choćby jednego meczu! Mimo to pożegnali się z nią już po ośmiu spotkaniach końcówki sezonu zasadniczego. To efekt bardzo słabej pozycji wyjściowej Phoenix Suns, którzy do rywalizacji przystępowali jako najgorszy zespół konferencji zachodniej. Nawet wygrana wszystkich ośmiu meczów nie pozwoliła im więc awansować do fazy play-off, lecz Devin Booker i spółka zasłużyli na ogromny szacunek.

Jako drużyna przegrywająca w ostatnich latach na potęgę, udało im się wlać trochę nadziei do serc kibiców z Phoenix, którzy na awans do playoffs czekają już dziesięć długich lat. Wreszcie mają jednak gwarantów lepszego jutra – to nie tylko wreszcie grający jak prawdziwa gwiazda Booker, ale też m.in. DeAndre Ayton czy uwielbiany przez zawodników trener Monty Williams.

DAME TIME

Booker niemal do końca rywalizował zresztą o nagrodę MVP turnieju z Damianem Lillardem, ale koniec końców to równie znakomity Dame wygrał ten pojedynek. Rozgrywający w niesamowitym stylu – regularnie trafiając trójki z dziewiątego metra, a nawet dalej – poprowadził Trail Blazers do fazy play-off. Jego średnia punktowa wyniosła ostatecznie najlepsze w bańce 33 punkty na mecz (w 13 spotkaniach).

Wcześniej on sam był sceptyczny co do przyjazdu na Florydę. Rozgrywający PTB bał się, że dla wielu klubów ta rywalizacja nie będzie miała sensu. Ostatecznie wciągnął Blazers za uszy do fazy posezonowej dopiero po dodatkowym starciu z Memphis Grizzlies. Był to pierwszy tego typu mecz decydujący o awansie do playoffs od 1956 roku. Na więcej nie starczyło sił, bo zespół z Portland w pierwszej rundzie zdołał „urwać” przyszłym mistrzom tylko jedno spotkanie.

BOJKOT

Niewiele jednak brakowało, a tegoroczni mistrzowie opuściliby bańkę przedwcześnie. I to wcale nie z powodów sportowych. Trzy dni trwała przerwa w meczach w bańce spowodowana bojkotem, który zapoczątkowali gracze Milwaukee Bucks. Była to odpowiedź na kolejną policyjną strzelaninę, tym razem z udziałem Jacoba Blake’a. Zawodnicy przyjeżdżali na Florydę w momencie trudnym dla podzielonego amerykańskiego społeczeństwa.

Wielu uważało, że same hasła na koszulkach to zbyt mało. Jako pierwsi zaprotestowali Bucks, choć ten mocno improwizowany i niezbyt dobrze zorganizowany bojkot nie wszystkim się podobał. LeBron James i Lakers byli nawet o krok od opuszczenia bańki, ale koniec końców stronom udało się dojść do porozumienia. Faza play-off została wznowiona, a zawodnicy wymogli na właścicielach podjęcie kolejnych działań prospołecznych w walce z nierównościami.

 

O DWÓCH TAKICH

W tegorocznej fazie play-off cztery razy zdarzyło się, że zawodnik zdobył 50 lub więcej oczek. To najwięcej w historii NBA. Odpowiedzialnych za ten rekord jest tymczasem tylko dwóch graczy: Jamal Murray oraz Donovan Mitchell. Dokonali tego w pierwszej rundzie, wyprowadzając cios za ciosem w kolejnych meczach. Był to bez wątpienia jeden z najbardziej epickich pojedynków strzeleckich, a mowa przecież o ledwie 23-letnich zawodnikach.

Biły się też ich drużyny: po czterech meczach Jazz prowadzili w serii już 3-1, by potem Nuggets wygrali trzy pozostałe spotkania i cieszyli się z awansu. Seria podsumowała się w dramatycznym meczu numer siedem, w którym obie drużyny zdobyły łącznie zaledwie 158 punktów. Na sam koniec serii to wyjątkowo defensywa grała wreszcie pierwsze skrzypce, a nie Murray i Mitchell. Pierwszy dzięki wygranej swojej drużyny został jeszcze w grze, ale do historii niewątpliwie przeszli obaj.

FAWORYCI BEZ SZANS

Murray zdołał zresztą napisać jeszcze jeden piękny rozdział wspólnie z kolegami z Nuggets. W drugiej rundzie drużyna z Denver znów odrobiła straty 1-3, tym razem ogrywając bezradnych w trzech ostatnich meczach tej serii Los Angeles Clippers. Zawiedli przede wszystkim Kawhi Leonard i Paul George, którzy według większości ekspertów mieli poprowadzić LAC do tytułu. Na tym samym etapie z rozgrywek odpadli także Milwaukee Bucks, a znakomicie z Giannisem Antetokounmpo poradziła sobie defensywa Miami Heat.

W momencie wstrzymania rozgrywek w połowie marca to właśnie Kozły były numerem jeden w lidze, lecz bańka to była zupełnie inna historia. Bucks od początku bańki mieli sporo kłopotów, a faza play-off kolejny rok z rzędu przyniosła rozczarowanie. Swój stołek – w przeciwieństwie do Doca Riversa, którego Clippers zwolnili bez żalu – zachował jednak Mike Budenholzer. Tymczasem coraz więcej klubów przygotowuje się do lata 2021, kiedy to na rynek wolnych agentów wejdzie Giannis.

 

PO PROSTU JIMMY BUTLER

Spora grupa zawodników może uznać bańkę za duży osobisty sukces. Jest wśród nich na przykład Luka Doncić. Słoweniec w swojej pierwszej fazie play-off świata nie zawojował, ale jego step-back trójka na zwycięstwo w meczu numer cztery to jeden z największych rzutów całego sezonu. Wielu innych graczy zostało już tutaj wspomnianych, ale chyba żaden tak mocno nie wpłynął na zmianę postrzegania swojej osoby jak Jimmy Butler. – Jestem całkiem w porządku graczem – stwierdził sam Jimmy, choć na przestrzeni całej fazy play-off był dla Heat czymś więcej niż tylko „w porządku graczem”.

Za dnia sprzedawał kawę, wieczorami budował swoją legendę, wprowadzając Heat z pomocą kolegów do wielkiego finału. Najlepsze zostawił na koniec, bo dwa zwycięstwa z Lakers to był prawdziwy pokaz pewności siebie i nieustępliwości. W obu zaliczył triple-double, w obu grał jak najlepszy gracz na świecie. Koniec końców musiał obejść się smakiem, ale w bańce udowodnił – przede wszystkim sobie samemu – że jego miejsce jest wśród najlepszych. Na moment zabrał tam całą drużynę Heat, na którą mało kto przecież stawiał.

LAKERS ZNÓW NA SZCZYCIE

Zwieńczeniem kilku miesięcy zmagań w bańce był powrót Los Angeles Lakers na szczyt po dziesięciu latach przerwy. Ich droga po tytuł była wyjątkowa, ale to może być dla nich dopiero początek złotego okresu. LeBron James skończy w grudniu 36 lata, ale drużyna z Miasta Aniołów jest w bardzo dobrej pozycji wyjściowej na kolejne sezony. Zapewnia to także 27-letni Anthony Davis, za którego Lakers oddali bardzo dużo, ale to im się bardzo opłaciło. I to w bardzo szybkim czasie.

James u boku Davisa już w pierwszym sezonie wszedł na szczyt NBA. To nie udało się ani u boku Chrisa Bosha w Miami, ani u boku Kevina Love w Cleveland. Davis jako bardziej wszechstronny zawodnik zdaje się idealnym partnerem dla LBJ na tym etapie kariery. Na dodatek, generalny menedżer Rob Pelinka ma więcej możliwości niż poprzednie zespoły LeBrona. Po pierwsze, Lakers mogą sobie pozwolić na spore wydatki – mistrzostwo kosztuje. Po drugie, w uzupełnieniu składu pomoże wyjątek mid-level o wartości około 10 milionów dolarów czy wybór w pierwszej rundzie tegorocznego draftu.

 

CO Z TĄ OGLĄDALNOŚCIĄ?

Fakt faktem, że wyniki oglądalności były dla NBA najsłabsze od lat. Wielu tłumaczy to zbyt dużym zaangażowaniem się ligi i graczy w politykę. Czynników było jednak dużo więcej, aby sprowadzać to tylko i wyłącznie do aspektu politycznego. Konieczność rywalizacji o czas antenowy z innymi dyscyplinami, specyficzne warunki rozgrywania meczów, brak kibiców na trybunach i całej związanej z tym otoczki. Można tutaj dodać także spór NBA z Chinami czy fakt, że spory procent widzów porzucił kablówkę na rzecz serwisów streamingowych.

Wreszcie powodem spadku oglądalności mógł być także nie do końca atrakcyjny dla zwykłego fana finał. Szczególnie gdy już w meczu numer jeden Heat stracili przez kontuzje dwóch ważnych zawodników. Należy też zauważyć, że nie tylko NBA traci ostatnio na oglądalności, bo w pandemicznym świecie spadki notują niemal wszystkie dyscypliny sportowe. Nawet futbol amerykański, który w Stanach Zjednoczonych nadal pozostaje sportem numer jeden.

 

WIĘCEJ ZNAKÓW ZAPYTANIA

Bańka raczej na pewno była jednorazowym eksperymentem i choć zakończyła się sukcesem to NBA chce wrócić do „normalnego” grania. W halach, z kibicami, bez konieczności tworzenia odizolowanego środowiska. To dlatego start kolejnego sezonu jest wciąż opóźniany. Początkowo mówiło się o grudniu, teraz mowa jest o styczniu, ale eksperci nie wykluczają nawet marca. W tej chwili pewna jest tylko data draftu ustalona na 18 listopada.

Liga i zawodnicy wciąż mają zresztą wiele innych kwestii do dogadania, w tym przede wszystkim aspekt finansowy związany ze sporymi stratami, jakie wynikają z gry bez publiczności. NBA chciałaby rozegrać pełen sezon zasadniczy (82 mecze) z arenami wypełnionymi przynajmniej w jakiejś części. Powód? Przychody z dni meczowych stanowią około 40 procent całego ligowego dochodu. W grze jest także skrócenie rozgrywek i wiele innych scenariuszy. Na ten moment mamy bowiem dużo więcej znaków zapytania niż pewnych odpowiedzi, co do kolejnego sezonu NBA.

 

#finały NBA
#NBA
#podsumowanie

Najnowsze

Witamy w Lidze Mistrzów. Kędziora spełnił marzenia i poznał czar Juventusu

Można kolportować żarty o Alvaro Moracie, ale finalnie to jego dwa kontakty z piłką w szesnastce sprawiły, że Dynamo Kijów przegrało ...

#Dynamo Kijów
#Juventus
#Liga Mistrzów

Młodzi szturmują Ligę Mistrzów. Największe talenty, którym już teraz trzeba się przyglądać

Ten tekst mógłby mieć melodię z cyklu „Mamy po 20 lat”. Problem w tym, że niektórzy gracze jak Eduardo Camavinga nie skończyli nawet ...

#Edouardo Camavinga
#Dejan Kulusevski

RANKING SIŁ PREMIER LEAGUE: Wolves i MU przesuwają się w górę, środek zbliża się do czołówki

Piąta kolejka Premier League nie była aż tak szalona, jak poprzednie, choć kilka meczów porywało do samego końca. W Rankingu Sił obj ...

#premier league
#Ranking Sił

Inspiracja dla biznesu i kultury masowej. Dick Fosbury, czyli Uber skoku wzwyż

Avicii widział w nim dowód znaczenia przypadku. Pepsi nieszablonowego myślenia. Mazda inspiracji technologicznych. A Burger King zac ...

#Dick Fosbury
#lekkoatletyka
#skok wzwyż

Podium z kapelusza, czyli pozytywny sygnał. Co mówi o Kubicy trzecie miejsce w Zolder?

To nie miało prawa się wydarzyć. Nie w tym aucie, nie w tym zespole, nie w debiutanckim roku całej ekipy. Ciągłe problemy techniczne ...

#DTM
#Robert Kubica

Sześć sekund do setki. Pamiętacie jeszcze najszybszego piłkarza w Polsce?

Czas pędzi i Michał Zieliński dobrze o tym wie. Przed oczami ma dwie sceny: pierwszego gola w Ekstraklasie i palącą się ścianę w kop ...

#ekstraklasa
#Michał Zieliński

Takich emocji pragną fani basketu. Dziki wygrywają rzutem na taśmę

97:95, czyli wygrana dwoma punktami w meczu przepełnionym emocjami. To mówi samo za siebie. Dziki Warszawa wracają na zwycięską ście ...

#Dziki Warszawa
#Koszykówka

Cuda ogłaszają. Zlatan patrzy na wszystkich z góry, a Milan prowadzi w Serie A

Mediolan nigdy nie miał króla, za to miał boga – oto komentarz Zlatana Ibrahimovicia po wygranych derbach miasta z Interem (2:1). Cz ...

#Milan
#serie a
#zlatan ibrahimović

CENTROSTRZAŁ #7. Gwiazdą jest system. Dobra nawigacja Rakowa Częstochowa

Nie wierzę, że aktualny lider ekstraklasy utrzyma tempo do końca sezonu i już za rok zadebiutuje w europejskich pucharach. To jednak ...

#ekstraklasa
#Marek Papszun

Chwile słabości przed El Clasico. Co stoi za porażkami Realu i Barcelony?

Nie wszystko można zrzucić na wirus FIFA ani zawodników przemęczonych zgrupowaniami kadry. Mecze w nogach się kumulują, ale na tydzi ...

#El Clasico
#FC Barcelona
#Real Madryt
POKAŻ WIĘCEJ