newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Peter Powell/Pool via Getty Images

Manchester City od pewnego czasu zdradza symptomy dojścia do punktu granicznego i początek sezonu tylko umocnił to przekonanie. Na domiar złego czeka go starcie z drużyną prowadzoną przez Mikela Artetę, który doskonale powinien wiedzieć, jak wykorzystać te słabości. Problemy wykraczają jednak poza kwestię tylko najbliższego meczu.

Hasłem dominującym w ostatnich latach XIX wieku było „fin de siècle”. Po francusku oznacza ono dosłownie „koniec wieku”. Nierozłącznie wiązało się wówczas z pesymistycznym tendencjami polskich dekadentów i ich smutną wizją schyłku pewnej ery. W ostatnich tygodniach zgodnie z nim żyje Pep Guardiola. Menedżer Manchesteru City co chwilę musi radzić sobie z jakimiś problemami i na konferencjach prasowych często wygląda na przybitego. Jest pogrążony we własnych myślach i niepewny przyszłości.

W sobotę jego drużynę czeka mecz z Arsenalem i przerwa na mecze reprezentacji dołożyła Hiszpanowi kłopotów. Z kilku najbliższych spotkań wypada bowiem Kevin De Bruyne. – W wielkich ligach, jak np. NBA, przerwa między sezonami trwa kilka miesięcy. My mieliśmy dwa tygodnie. I co się dzieje? Kontuzja za kontuzją. Mam nadzieję, że Premier League zda sobie sprawę, że jakość jest ważniejsza niż ilość. W przeciwnym wypadku zniszczymy ten piękny sport – zżymał się na konferencji prasowej Guardiola.

Przybywa więc problemów doraźnych, choć trenował już Sergio Aguero, jednak nad Manchesterem City wiszą większe sprawy. De Bruyne czy również kontuzjowany Gabriel Jesus w końcu wyzdrowieją – gorzej, że cała drużyna prezentuje się na razie bardzo niemrawo. Na pewno wynika to z urazów na wczesnym etapie rozgrywek i braku normalnych przygotowany, ale nie tylko. To trwa dłużej, choć okres po restarcie był naprawdę dobry, dlatego skłania do głębszych refleksji. Manchester City wygląda jak grupa piłkarzy, która doszła do ściany. Szalony początek sezonu, zdominowany przez mecze obfitujące w gole, każdego z czołówki odarł z aury faworyta. Po ekipie Guardioli widać to szczególnie.

NIEMRAWY START

Jak do tej pory The Citizens rozegrali w lidze trzy mecze i uzbierali w nich tylko cztery punkty. Kurczowe trzymanie się tabeli na tak wczesnym etapie sezonu nie ma większego sensu – szczególnie mając zaległe spotkanie – ale 14. miejsce po prostu drużynie tej klasy nie przystoi. Nawet jednak gdybyśmy odrzucili tabelę i skupili się na tym, co mówi boisko, to z City jest po prostu źle.

Po meczu z Wolverhampton (3:1) jeszcze nie było powodów do większych zmartwień, choć pod koniec drużyna przygasła. Guardiola mówił nawet, że chwalić swoich graczy mógł tylko za 65 minut gry. Poważne problemy obnażyła porażka z Leicester City (2:5), a później był emocjonujący mecz z Leeds. Starcie Guardioli z Marcelo Bielsą zakończyło się remisem 1:1, ale gdyby beniaminek wygrał, trudno byłoby z przebiegu meczu mówić o niespodziance. Pawie miały wyższe posiadanie piłki i oddały więcej strzałów celnych. City było pod tym względem lepsze ogółem, przy czym 7 z 23 z ich prób było zablokowanych. Wynik według expected goals brzmiał 2.67 – 1.44 dla beniaminka, co pokazuje, kto dochodził do lepszych okazji.

Gorsze nastroje panują na Etihad Stadium od połowy sierpnia. Odpadnięcie z Olympique Lyon w ćwierćfinale Ligi Mistrzów mocno zmartwiło Guardiolę, a porażkę trzeba było bardzo szybko przetrawić. Niecałe pięć tygodni później ruszała przecież Premier League. Wygląda jednak na to, że kiepska forma z ostatniego meczu poprzedniego sezonu przeniosła się na początek nowego. Do tego doszły jeszcze kontuzje, ale te przecież dla City miały nie być wymówką. Niewiele ponad rok temu Jose Mourinho, wtedy chwilowo ekspert Sky Sports, mówił, że nawet drużyna złożona ze zmienników The Citizens biłaby się o mistrzostwo Anglii. Teraz tej głębi już tak nie widać i zespół zawodzi.

 

NARAŻONA DEFENSYWA

Najbardziej alarmująca jest kwestia defensywy. Może nie tyle samej ostatniej linii, co bronienia przez Manchester City jako całości. W ostatnim czasie dyskusja skupiła się wokół Manchesteru United i Liverpoolu po porażkach odpowiednio 1:6 i 2:7, jednak ekipa Guardioli też nie wypada pod tym względem najlepiej. Już w poprzednim sezonie 49-latek narzekał na to, że City gorzej prezentuje się bez piłki – że środek pola „przecieka” i nie pressuje już tak aktywnie, przez co odsłonięta zostaje obrona. W wyniku tego często decydował się w pomocy na duet Rodri – Ilkay Gündogan, stawiając na kontrolę i solidność bez piłki kosztem kreatywności z przodu.

Ważną postacią w tej układance jest również Fernandinho. Brazylijczyk został przesunięty na środek obrony po odejściu Vincenta Kompany’ego, a gdy jeszcze więzadła zerwał w poprzednim sezonie Aymeric Laporte, Fernandinho już na stałe został stoperem. W efekcie brakowało jego odbiorów w drugiej linii, a i w defensywie – mimo że ogólnie spisywał się tam dobrze – nieraz miał kłopoty, bo mając 35 lat na karku trudno było mu się ścigać z napastnikami rywali.

To, jak ważnym jest wciąż piłkarzem, pokazał też mecz z Leicester City. Kiedy Guardiola zdejmował go z boiska na początku drugiej połowy, było jeszcze 1:1. Bez Fernandinho Lisy dostały więcej miejsca do kontr i bezlitośnie to wykorzystały, ostatecznie rozbijając City aż 5:2. Zmiana Brazylijczyka na 17-letniego napastnika Liama Delapa była bez wątpienia momentem zwrotnym tego spotkania. Osiem minut później było już 1:3.

Nieprzypadkowo więc latem Manchester City szukał transferów, które poprawiłyby grę bez piłki. W tym celu przyszli Nathan Ake i Ruben Dias. Ich pozyskanie sprawiło, że klub za kadencji Guardioli wydał na samych obrońców ponad 400 milionów funtów. O Manchesterze United pisaliśmy niedawno, że wydaje pieniądze i cały czas stoi w miejscu – szczególnie w kwestii obrony – ale niewiele lepiej jest na Etihad. Nie są to może problemy ciągłe, za to powracające.

Na początku sezonu znów dają one o sobie znać. The Citizens w każdym meczu tego sezonu dopuszczają rywali do szans, które przekładają się średnio na xG „warte” 2.05 gola. Gorzej pod tym względem wypadają jedynie Manchester United oraz West Bromwich Albion. Dzieje się tak nawet mimo tego, że pozwolili przeciwnikom na oddanie najmniejszej liczby strzałów. W poprzednim sezonie, gdy Guardiola zaczynał narzekać, wciąż byli pod tym względem najlepsi w lidze (0.97). Wtedy – podobnie jak teraz – było tak, że może nie dopuszczali do dużej liczby sytuacji, ale jeśli już to robili, to były one dogodne. Obecnie już stracili siedem bramek, czyli jedną piątą tego, co w całych minionych rozgrywkach Premier League.

 

KONIEC CYKLU

Gorsza postawa Manchesteru City może mieć jednak inne podłoże. Analizując słabszą grę zespołu nie sposób nie wrócić do początku tekstu, czyli końca pewnego cyklu. Coraz bardziej wydaje się, jakby The Citizens zbliżali się do ściany.

Świadczy o tym kilka rzeczy. Guardiola jak do tej pory zawsze pracował z drużynami po 3-4 lata. Tłumaczono, że to odpowiednia długość – po takim czasie piłkarze są już mocno wypaleni, a jego przekaz nie trafia do nich tak samo, jak jeszcze na początku. Duża intensywność w grze i jednocześnie skupienie Hiszpana na każdym detalu wymagają zarówno sporego wysiłku fizycznego, jak i psychicznego. To zaczyna być po obecnej grupie widoczne.

Guardiola w City dostał wolną rękę do tego, by przebudować skład według swojej wizji. Kiedy obejmował klub, jego kadra była trzecią najstarszą w Premier League. Dokonał wielu ruchów, sprowadził graczy rozwijających się i pasujących do koncepcji, przez co w sezonie 2017/18 drużyna była szóstą najmłodszą w stawce. W kolejnym – 2018/19, kiedy walka o mistrzostwo Anglii z Liverpoolem trwała do ostatniej kolejki – przyszedł tylko Riyad Mahrez i Guardiola wyżyłował zespół do granic. Tytuł obronił korzystając przez cały sezon z zaledwie 38 graczy. Gdy więc w sezonie 2019/20 pojawiła się słabsza gra w pressingu i wahania formy, można to było poniekąd przewidzieć. Szczególnie, że skład nagle stał się ponownie jednym z pięciu najstarszych. Mimo tego strata 18 punktów do Liverpoolu na koniec sezonu była zaskakująca.

O końcu cyklu świadczą też odejścia z klubu. Nie ma już Kompany’ego, a tego lata z City pożegnał się David Silva. Wraz z końcem tego sezonu wygasają również umowy Aguero i Fernandinho. Każdy z nich to symbol City jeszcze sprzed czasów Guardioli, ale jednocześnie ważna postać również za jego kadencji i ważny głos w szatni. Dotyczy to jednak nie tylko długoletnich bywalców szatni City. Do trzydziestki zbliżają się ponadto De Bruyne, Gündogan i Mahrez, a przekroczył ją Kyle Walker. Do Bayernu wytransferowano również Leroya Sanego, jednego z tych, od których Hiszpan zaczynał na początku pracy przebudowę. Regularnie słyszy się także o możliwej sprzedaży Johna Stonesa.

fot. Laurence Griffiths/Getty Images

Guardiola zapowiada chęć pozostania w City na dłużej niż obowiązująca go do końca tego sezonu umowa, ale dopóki nic nie zostało podpisane, to trudno się do takich słów przywiązywać. Jesus, Sterling, Rodri, Dias, Ake czy Phil Foden to gracze, na których będzie oparta przyszłość klubu, tyle że nie ma pewności, że to obecny menedżer będzie dokonywał przebudowy. Patrząc na jego dotychczasową pracę, można mieć wątpliwości. Na Etihad ma jednak odpowiednie struktury i świetne relacje z władzami, więc niewykluczone, że postąpi inaczej.

 

UCZEŃ I MISTRZ

To wszystko sprawia, że nad Manchesterem City wisi chmura niepewności. Teraz pesymizm wzmogła kontuzja De Bruyne, a trzeba się szybko pozbierać. The Citizens czeka mecz z Arsenalem i mało kto zna ich tak dobrze, jak Mikel Arteta. Drużyna Guardioli nie ma przed menedżerem Kanonierów żadnych tajemnic i są tacy, którzy powodów jej zapaści doszukują się m.in. w jego odejściu na swoje.

Arsenal stoi przed dużą szansą na ważne zwycięstw. Arteta uczynił z londynczyków ekipę lepiej zorganizowaną i potrafił już ograć City w drodze po Puchar Anglii. Wiedząc, że rywal stracił trochę zęba w ataku i da się go skutecznie skontrować, może powtórzyć tamto podejście, kiedy jego drużyna miała poniżej 35% posiadania piłki, a mimo tego kontrolowała spotkanie.

Przed starciem obu ekip nie da się uciec od narracji „mistrz kontra uczeń”, choć obaj menedżerowie próbowali. – Musimy wyjaśnić, kto tu jest kim – kurtuazyjnie mówił przed meczem Guardiola, wskazując, że Arteta mocno pomógł mu zrozumieć angielski futbol i realia Premier League. – Był w stanie przywrócić Arsenal na miejsce, w którym ostatni raz byli dawno temu. To wojownik, który kocha rywalizację. Myślę, że kibice są bardzo szczęśliwi z powodu tego, co robi w Londynie – dodawał menedżer City.

Były asystent Guardioli ma więc szansę pogorszyć sytuację swojej dawnej drużyny i pogłębić jej kryzys. W tamtej roli odpowiadał za indywidualną pracę z piłkarzami The Citizens i zna każdą ich słabość. Tych jest ostatnio całkiem sporo. Arsenal będzie miernikiem tego, czy są one tylko przejściowe, czy faktycznie jesteśmy świadkami początku końca pewnego etapu w Manchesterze City.

 

#arsenal
#manchester city
#pep guardiola
#premier league

Najnowsze

Zemsta za brak wspólnych obiadów. Ciro Immobile wpędza Dortmund w melancholię

Narzekał, że padało. I Niemcy byli zimni. A koledzy z zespołu nie zapraszali go na wspólne posiłki. Najlepszy włoski napastnik pokaz ...

#Borussia Dortmund
#bundesliga

Witamy w Lidze Mistrzów. Kędziora spełnił marzenia i poznał czar Juventusu

Można kolportować żarty o Alvaro Moracie, ale finalnie to jego dwa kontakty z piłką w szesnastce sprawiły, że Dynamo Kijów przegrało ...

#Dynamo Kijów
#Juventus
#Liga Mistrzów

Młodzi szturmują Ligę Mistrzów. Największe talenty, którym już teraz trzeba się przyglądać

Ten tekst mógłby mieć melodię z cyklu „Mamy po 20 lat”. Problem w tym, że niektórzy gracze jak Eduardo Camavinga nie skończyli nawet ...

#Edouardo Camavinga
#Dejan Kulusevski

RANKING SIŁ PREMIER LEAGUE: Wolves i MU przesuwają się w górę, środek zbliża się do czołówki

Piąta kolejka Premier League nie była aż tak szalona, jak poprzednie, choć kilka meczów porywało do samego końca. W Rankingu Sił obj ...

#premier league
#Ranking Sił

Inspiracja dla biznesu i kultury masowej. Dick Fosbury, czyli Uber skoku wzwyż

Avicii widział w nim dowód znaczenia przypadku. Pepsi nieszablonowego myślenia. Mazda inspiracji technologicznych. A Burger King zac ...

#Dick Fosbury
#lekkoatletyka
#skok wzwyż

Podium z kapelusza, czyli pozytywny sygnał. Co mówi o Kubicy trzecie miejsce w Zolder?

To nie miało prawa się wydarzyć. Nie w tym aucie, nie w tym zespole, nie w debiutanckim roku całej ekipy. Ciągłe problemy techniczne ...

#DTM
#Robert Kubica

Sześć sekund do setki. Pamiętacie jeszcze najszybszego piłkarza w Polsce?

Czas pędzi i Michał Zieliński dobrze o tym wie. Przed oczami ma dwie sceny: pierwszego gola w Ekstraklasie i palącą się ścianę w kop ...

#ekstraklasa
#Michał Zieliński

Takich emocji pragną fani basketu. Dziki wygrywają rzutem na taśmę

97:95, czyli wygrana dwoma punktami w meczu przepełnionym emocjami. To mówi samo za siebie. Dziki Warszawa wracają na zwycięską ście ...

#Dziki Warszawa
#Koszykówka

Cuda ogłaszają. Zlatan patrzy na wszystkich z góry, a Milan prowadzi w Serie A

Mediolan nigdy nie miał króla, za to miał boga – oto komentarz Zlatana Ibrahimovicia po wygranych derbach miasta z Interem (2:1). Cz ...

#Milan
#serie a
#zlatan ibrahimović

CENTROSTRZAŁ #7. Gwiazdą jest system. Dobra nawigacja Rakowa Częstochowa

Nie wierzę, że aktualny lider ekstraklasy utrzyma tempo do końca sezonu i już za rok zadebiutuje w europejskich pucharach. To jednak ...

#ekstraklasa
#Marek Papszun
POKAŻ WIĘCEJ