newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Największe odkrycie październikowego zgrupowania to liczba opcji, jakie Jerzy Brzęczek ma w środku pola i wiadomość, że ci, którzy dotąd byli nietykalni, wcale nie muszą tacy być. Ale są też powody, by w zachwytach na podstawie starcia z Bośnią i Hercegowiną, zachować umiar.

„Drodzy czytelnicy. Nie ufajcie sportowym krytykom. Sami oglądajcie mecze” – apelował dość autoironicznie magazyn „Kicker” w wydaniu z 1923 roku. Niemal sto lat po tym, jak tamte słowa zostały opublikowane, wciąż nie straciły na aktualności. Wciąż trzeba oglądać mecze samemu. Każdy od nowa. Bez uprzedzeń. Bez uwielbienia na kredyt. Oceniać to, co się widzi, a nie co spodziewa się zobaczyć. Collin Chambers, wieloletni skaut licznych angielskich klubów, wspominał kiedyś, jak pokazał Paulowi Scholesowi raport z meczu, w którym go oceniał. Znakomity pomocnik Manchesteru United i reprezentacji Anglii wypadł fatalnie. Nie świadczyło to źle o skaucie, lecz o tym, że oceniał to, co danego dnia widział. A nie to, co spodziewał się zobaczyć, widząc, że w jednej z drużyn gra Paul Scholes.

 

WYSKAKIWANIE Z SZUFLADEK

Z odklejaniem łatek i wyskakiwaniem z szufladek notorycznie w ostatnich latach muszą się zmagać choćby Karol Linetty czy Jacek Góralski. Do pomocnika Torino przylgnęła opinia, która zawiera się w zdrobneniu „Karolek”. Ocenia się go często jako zawodnika niby utalentowanego, dobrego technicznie i z potencjałem, ale miękkiego, delikatnego, kruchego psychicznie i fizycznie. W obiegowej opinii jego przeciwieństwem jest Jacek Góralski. Uznawany za takiego, który częściej gra wślizgiem, niż stojąc na nogach. Zajmującego się tylko destrukcją i podawaniem do najbliższego. Łysego prymitywa, który wsadza głowę tam, gdzie inni boją się wsadzić nogę. Dla tych bardziej wyrobionych taktycznie synonim tego, jak polskie środowisko nie rozumie futbolu. Bo woli Góralskiego od Linettego.

 

ZAMIENIONE ZADANIA

Podczas meczu z Bośnią i Hercegowiną obaj stworzyli parę w środku pola reprezentacji Polski. Linetty imponował tym, jak wchodził w pojedynki. Potrafił stać twardo na nogach, gdy wbijał się w niego większy rywal. Agresywnie doskakiwał do rywali. Góralski z kolei miał najwięcej kontaktów z piłką spośród wszystkich zawodników na boisku, a przy tym podawał z 88% celnością. Jak na tacy wystawił piłkę Robertowi Lewandowskiemu, tworząc pierwszą stuprocentową sytuację w meczu. Akcję tę sam zresztą napędził, w odpowiednim tempie wymieniając piłkę z Linettym i wchodząc w pole karne. Środek pomocy reprezentacji Polski robił to, czego można się było po nim spodziewać, wiedząc, że grają w nim Linetty z Góralskim. Tyle że obaj jakby zamienili się zadaniami.

 

CZAS PRZESTAĆ SIĘ DZIWIĆ

To oczywiście bujda na resorach, bo kto choć raz widział Linettego grającego w Serie A, tego zawodnik, którego zobaczył we Wrocławiu, w żaden sposób nie zaskoczył. Bo Linetty we Włoszech nie wyróżnia się brylantową techniką, czy kierunkowymi przyjęciami piłki, choć też to potrafi, lecz właśnie tym, że bardzo oddanym, walecznym, pracowitym zawodnikiem, który przy tym sprawnie włada piłką. A Góralski już nie raz udowadniał, że potrafi znacznie więcej, niż tylko grać wślizgiem. To, co się o nim zwykle mówi, może było prawdą w pierwszym sezonie po transferze z Wisły Płock do Jagiellonii Białystok. Z czasem jednak nie tylko przestał być łysy, ale też już nie ograniczał się tylko do przerywania akcji. Gdyby się w tym aspekcie nie rozwinął, nie wyjechałby nawet do Łudogorca Razgrad. W reprezentacji dziwiliśmy się już, gdy strzelił gola Słowenii. Dziwiliśmy się, gdy przed miesiącem w Zenicy imponował kreatywnymi zagraniami. Może więc najwyższy czas przestać się dziwić. Góralski to całkiem normalny defensywny pomocnik, który ma atuty nie tylko, gdy sunie po mokrej murawie z nogami wyciągniętymi do przodu.

fot. PressFocus/MB Media/Getty Images

POZYTYWNY ŚRODEK

To, co się działo w środku pola, jest największym pozytywem październikowego zgrupowania. Linetty, przez lata odgrywający w kadrze rolę wyłącznie marginalną, pokazał, jak ważnym może być dla tej drużyny zawodnikiem. Góralski udowodnił, że jest znacznie lepszy, niż się o nim myśli. Przesunięty za plecy Roberta Lewandowskiego – a czasem nawet przed niego – Mateusz Klich zyskał swobodę i luz w grze, którymi imponuje w Anglii. Jakub Moder potwierdził, że jest jednym z największych talentów polskiej piłki. Grzegorz Krychowiak niby zebrał cięgi za mecz z Włochami, gdy kilkakrotnie rozgrywał ślamazarnie, ale i on w tamtym spotkaniu w destrukcji był bardzo pożyteczny i w końcówce stworzył najgroźniejszą sytuację w spotkaniu. Najbardziej przegrany może się czuć Piotr Zieliński. Bo go nie było. A wszyscy, którzy byli, w jakimś stopniu zapunktowali. Pokazali, że bez najlepszego polskiego piłkarza z drugiej linii – co nadal nie podlega dyskusji – reprezentacja wciąż może wykazywać się kreatywnością w środku pola.

 

ZYSKANA GŁĘBIA

Podczas pierwszej fazy pracy z reprezentacją Adam Nawałka wystawiał obok Krychowiaka Krzysztofa Mączyńskiego, najpierw grającego w Górniku Zabrze, potem w lidze chińskiej, wreszcie w Wiśle Kraków. Piłkarz obecnie występujący w Śląsku Wrocław na ogół się sprawdzał, także na poziomie międzynarodowym. Na Euro 2016 regularnie do środka pola wchodził Tomasz Jodłowiec z Legii Warszawa. To pokazuje, do jakiej zmiany doszło na tej pozycji w ciągu czterech lat. Dziś Krychowiak niewątpliwie jest słabszy niż wtedy, gdy w Sewilli był w życiowej formie. To wciąż jednak pożyteczny zawodnik, grający w silnym klubie i w starciach z silniejszymi rywalami tej kadrze potrzebny. Alternatywa w postaci Góralskiego wygląda jednak coraz sensowniej. A wśród środkowych pomocników odpowiedzialnych za dynamizowanie gry, Jerzy Brzęczek może dziś wybierać spośród podstawowych piłkarzy Napoli, Leeds i Torino, mając jeszcze w zanadrzu czołowego gracza ekstraklasy. Krychowiak i Zieliński na pewno nie są przegranymi zgrupowania w tym sensie, że teraz stracą miejsce w kadrze, czy choćby w jedenastce. Selekcjoner na pomeczowej konferencji bardzo jasno potwierdził, że widzi w Zielińskim piłkarza szczególnego i że październikowe mecze nie wywróciły jego hierarchii. Dwaj gracze, którzy dotąd występowali u niego najczęściej, nadal będą grać. Ale ostatnie spotkania mogą zachwiać ich nietykalnością. Tym, że w jedenastce są z urzędu, niezależnie od okoliczności. Bo już nikt nie pomyśli, że nie ma innych opcji.

 

PRZYJEMNA LEWA OBRONA

Na środku pomocy wzrost rywalizacji widać najwyraźniej, ale to nie jest jedyna pozycja, na której selekcjoner zaczyna mieć przyjemny ból głowy. O dziwo zalicza się do nich lewa obrona, z której obsadą większość polskich trenerów reprezentacyjnych miała notorycznie kłopoty. Bartosz Bereszyński ustawiany w tym miejscu boiska prezentował się w defensywie bardzo solidnie. Michał Karbownik w meczu z Finlandią zagrał naprawdę obiecująco. Przeciwko Bośni i Hercegowinie Arkadiusz Reca kilkakrotnie pokazał, że trzeba go traktować jako kandydata do podstawowej jedenastki. A przecież w ogóle nie miał możliwości zagrać w październiku Maciej Rybus, czyli najbardziej naturalny z kandydatów do gry w tym miejscu. W listopadowych spotkaniach z Ukrainą, Włochami i Holandią Brzęczek będzie miał do rozwiązania kilka miłych dylematów.

Michał Karbownik w reprezentacji Polski
JACEK PRONDZYNSKI/ 400mm.pl

KLUCZOWY EPIZOD

To, jak optymistyczne są komentarze po środowej wygranej, pokazuje też jeszcze jedną prawidłowość futbolu, w którym najdrobniejsze epizody potrafią całkowicie wywrócić narrację. Bo przez pierwszy kwadrans spotkania z Bośnią i Hercegowiną w żaden sposób nie zapowiadało się na łatwy wieczór dla Polaków. Rywale od pierwszych kopnięć prezentowali się zupełnie inaczej, niż przed miesiącem, gdy wystawili na polską reprezentację rezerwowy skład. Sprawnie uwalniali się spod mało zorganizowanego pressingu, klepali między sobą z pierwszej piłki, wpędzając Polaków w kłopoty. W ciągu pięciu pierwszych minut oddali dwa strzały. Po kolejnych trzech zmusili Wojciecha Szczęsnego do zdecydowanej interwencji na przedpolu. Polacy odpowiadali miękkimi wrzutkami od stoperów za plecy obrońców rywali, co nie zwiastowało wielkiej kreatywności. Gracze z Bałkanów pokazywali, dlaczego jak dotąd nie zdołali ich pokonać ani Włosi, ani Holendrzy. Wystarczył jeden odbiór Klicha i prostopadłe podanie do Lewandowskiego, by mecz całkowicie się zmienił. Zwłaszcza że sędzia Craig Pawson nie musiał wyrzucać Anela Ahmedhodzicia z boiska. A może nawet nie powinien był tego robić.

 

PRZERZEDZENI RYWALE

Gra jedenastu na dziesięciu mogła dla Polaków oznaczać minuty pełne męczarni, bo wielokrotnie już zdarzało się, że osłabiony rywal w takich sytuacjach skupia się tylko na defensywie, oddaje inicjatywę i tak uprzykrza życie przeciwnikowi, że ten z każdą minutą coraz bardziej popada we frustrację. By tak się stało, trzeba jednak umieć bronić w sposób bardzo kompaktowy i zorganizowany. A rywale tego nie potrafili. Początkowo ich selekcjoner nic nie zmienił w składzie, choć z boiska wyleciał stoper. Gdy widział, że sytuacja wymyka się spod kontroli, wpuścił środkowego obrońcę w miejsce najbardziej kreatywnego z pomocników. A w przerwie przeszedł na system z piątką obrońców. Gdyby to wszystko zrobił wcześniej, Polacy mogli się nie rozhulać. Korzystali jednak z tego, że rywale nie potrafili zamknąć okolic własnego pola karnego, a osłabieni nie byli już w stanie narzucać własnych warunków gry. To nie Polaków wina ani zmartwienie. Oni zrobili swoje. Warto jednak we wszystkich zachwytach mieć w głowie okoliczności, które do nich doprowadziły. Czyli, jak apelował „Kicker” sto lat temu, po prostu oglądać mecze.

#piłka nożna
#Polska
#reprezentacja polski

Najnowsze

Witamy w Lidze Mistrzów. Kędziora spełnił marzenia i poznał czar Juventusu

Można kolportować żarty o Alvaro Moracie, ale finalnie to jego dwa kontakty z piłką w szesnastce sprawiły, że Dynamo Kijów przegrało ...

#Dynamo Kijów
#Juventus
#Liga Mistrzów

Młodzi szturmują Ligę Mistrzów. Największe talenty, którym już teraz trzeba się przyglądać

Ten tekst mógłby mieć melodię z cyklu „Mamy po 20 lat”. Problem w tym, że niektórzy gracze jak Eduardo Camavinga nie skończyli nawet ...

#Edouardo Camavinga
#Dejan Kulusevski

RANKING SIŁ PREMIER LEAGUE: Wolves i MU przesuwają się w górę, środek zbliża się do czołówki

Piąta kolejka Premier League nie była aż tak szalona, jak poprzednie, choć kilka meczów porywało do samego końca. W Rankingu Sił obj ...

#premier league
#Ranking Sił

Inspiracja dla biznesu i kultury masowej. Dick Fosbury, czyli Uber skoku wzwyż

Avicii widział w nim dowód znaczenia przypadku. Pepsi nieszablonowego myślenia. Mazda inspiracji technologicznych. A Burger King zac ...

#Dick Fosbury
#lekkoatletyka
#skok wzwyż

Podium z kapelusza, czyli pozytywny sygnał. Co mówi o Kubicy trzecie miejsce w Zolder?

To nie miało prawa się wydarzyć. Nie w tym aucie, nie w tym zespole, nie w debiutanckim roku całej ekipy. Ciągłe problemy techniczne ...

#DTM
#Robert Kubica

Sześć sekund do setki. Pamiętacie jeszcze najszybszego piłkarza w Polsce?

Czas pędzi i Michał Zieliński dobrze o tym wie. Przed oczami ma dwie sceny: pierwszego gola w Ekstraklasie i palącą się ścianę w kop ...

#ekstraklasa
#Michał Zieliński

Takich emocji pragną fani basketu. Dziki wygrywają rzutem na taśmę

97:95, czyli wygrana dwoma punktami w meczu przepełnionym emocjami. To mówi samo za siebie. Dziki Warszawa wracają na zwycięską ście ...

#Dziki Warszawa
#Koszykówka

Cuda ogłaszają. Zlatan patrzy na wszystkich z góry, a Milan prowadzi w Serie A

Mediolan nigdy nie miał króla, za to miał boga – oto komentarz Zlatana Ibrahimovicia po wygranych derbach miasta z Interem (2:1). Cz ...

#Milan
#serie a
#zlatan ibrahimović

CENTROSTRZAŁ #7. Gwiazdą jest system. Dobra nawigacja Rakowa Częstochowa

Nie wierzę, że aktualny lider ekstraklasy utrzyma tempo do końca sezonu i już za rok zadebiutuje w europejskich pucharach. To jednak ...

#ekstraklasa
#Marek Papszun

Chwile słabości przed El Clasico. Co stoi za porażkami Realu i Barcelony?

Nie wszystko można zrzucić na wirus FIFA ani zawodników przemęczonych zgrupowaniami kadry. Mecze w nogach się kumulują, ale na tydzi ...

#El Clasico
#FC Barcelona
#Real Madryt
POKAŻ WIĘCEJ