newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Harry Langer/DeFodi Images via Getty Images

W Niemczech funkcjonuje cała masa amatorskich zespołów zakładanych przez obcokrajowców. Od Irlandczyków, przez Włochów, po uchodźców z najdalszych krańców świata. Jeden z nich wybił się jednak ponad wszystkie. Turkgucu Monachium to pierwszy klub imigrantów, który zagra na szczeblu centralnym.

Claudemir Jeronimo Barretto miał osiemnaście lat, gdy pierwszy raz stanął z walizką na monachijskim dworcu. Z Brazylii przyleciał przyciągany marzeniem o wielkiej karierze piłkarskiej. Ale w tamtym momencie nie wiedział, gdzie ma się podziać. Agent, który obiecał mu znaleźć zespół w Niemczech, odezwał się do chyba wszystkich klubów w Monachium, proponując młodego brazylijskiego napastnika na testy. Związanie się z jakimś klubem było potrzebne, by dostać pozwolenie na stały pobyt w Niemczech. Przyjęło go Turkgucu, klub założony w 1975 roku przez tureckich imigrantów, który przez kilka lat grał nawet w bawarskiej grupie trzeciej ligi i na derby z TSV 1860 potrafił przyciągać do dwunastu tysięcy ludzi. Wtedy jednak chylił się już ku upadkowi. Grali w nim Nigeryjczycy, Australijczycy, Serbowie, Niemcy i Turcy. Lecz Brazylijczyka brakowało. Nowy nabytek przez dwa lata zareklamował się na tyle dobrze, że w 2001 roku kupiła go Norymberga. Marzenie o karierze piłkarskiej zostało zrealizowane. Jedenaście lat po przyjeździe na dworzec do Monachium, znany już jako Cacau, zdobył brązowy medal mistrzostw świata.

 

CEL: DRUGA SIŁA

Dziś dawny ulubieniec kibiców Stuttgartu, zwany pieszczotliwie „Helmutem”, jest w Niemieckim Związku Piłki Nożnej ambasadorem do spraw integracji. O Turkgucu wypowiada się jako o klubie, który daje ludziom szansę na lepsze jutro. – Jest przykładem dla wszystkich innych klubów założonych przez imigrantów. One wszystkie wykonują wielką pracę na rzecz integracji. Przede wszystkim od podstaw – wśród dzieci i młodzieży – zaznacza. W Polsce tego rodzaju projekty, jak Kraków Dragoons FC, to jeszcze rzadkość. W Niemczech jest podobnych całe mnóstwo – nie tylko tureckich, lecz także greckich, włoskich, serbskich, hiszpańskich, irlandzkich, czy wielonarodowe, zrzeszający uchodźców, jak FC Lampedusa z Hamburga — to temu monachijskiemu udało się przekroczyć nieprzekraczalną jak dotąd dla takich projektów barierę. Turkgucu od tego roku przestał być amatorskim klubem. Jako pierwszy w historii zespół stworzony przez imigrantów, dostał się na szczebel centralny, awansując do trzeciej ligi. Plany sięgają jednak znacznie wyżej. Najpóźniej za trzy lata Turkgucu chce być w 2. Bundeslidze. Jego bardziej krótkofalowym celem jest zostanie drugą siłą w mieście. Przed bardzo zasłużonym TSV 1860 i SpVgg Unterhaching, również mającym za sobą epizod w Bundeslidze.

 

WSPÓLNY SPONSOR Z UNITED

Cacau nie był o dziwo pierwszym piłkarzem, który przewinął się przez Turkgucu, a później sięgnął po medal mundialu. W 2002 roku to samo zrobił Ilhan Mansiz, jedno z objawień w tureckiej rewelacji japońsko-koreańskich mistrzostw świata, który w Monachium spędził sezon. Wtedy był to jednak jeszcze tylko jeden z wielu podobnych klubów, skazanych na wieczną grę w niższych ligach i niemających odwagi nawet pomyśleć, że kiedyś mogłoby być inaczej. Zwłaszcza po bankructwie w 2001 roku, gdy poprzedni właściciel, uciekając przed trudnymi pytaniami organów państwowych dotyczących jego biznesów, właściwie z dnia na dzień przeprowadził się do Turcji, zostawiając klub bez środków na funkcjonowanie. Dziś jednym z jego sponsorów jest firma ubezpieczeniowa AON, której logo do niedawna było widoczne na koszulkach Manchesteru United. Plotkuje się też o rozmowach z Turkish Airlines. A sportową współpracą zainteresowane jest Fenerbahce.

 

TRZY AWANSE

W nową rzeczywistość monachijski klubik wkroczył w 2016 roku, gdy zainwestował w niego Hasan Kirvan, 53-letni biznesmen, mieszkający w Niemczech od szóstego roku życia. W młodości grał w Turkgucu, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza „turecka siła”, a teraz postanowił zrobić z klubu dumę wszystkich Turków mieszkających w Niemczech. Jego zespół wywalczył trzy awanse z rzędu i stał się ewenementem w skali europejskiej. – Z tego, co mi wiadomo, w żadnym kraju klub założony przez imigrantów nie zaszedł tak wysoko – mówił w wywiadzie dla „Sueddeutsche Zeitung”.

NAJMŁODSZY PREZES

O Turkgucu było w ostatnich miesiącach głośno, bo klub musiał stoczyć batalię w swoim mieście. Jego działacze narzekali, że w Monachium, zamiast wykorzystać ich historię jako przykład udanej integracji, piętrzą przed nimi problemy. Rozwój sportowy znacznie wyprzedził bowiem infrastrukturalny. Siedzibą klubu jest do dziś kontener o pojemności czternastu metrów kwadratowych, w którym musi się pomieścić sześciu pracowników oraz sztab trenerski. Wszyscy są odpowiedzialni za wszystko. Max Kothny, 23-letni prezes, najmłodsza osoba na tak wysokim stanowisku w zawodowej piłce niemieckiej, trafił do klubu jako redaktor strony internetowej oraz specjalista od prowadzenia mediów społecznościowych. Później zajmował się jeszcze sprzedażą biletów oraz dystrybucją klubowych gadżetów, zanim awansował na kierownicze stanowisko. Rzecznik prasowy zajmuje się jednocześnie planowaniem kadry. Nad wszystkim czuwa Kirvan, który nie lubi pojawiać się w mediach, ale lubi ponoć ręcznie sterować tym, co się dzieje w klubie. – Jesteśmy start-upem, więc wszyscy tu zajmują się wszystkim – mówił w jednym z nielicznych wywiadów.

 

ZAGŁUSZANE ODPRAWY

Dla zawodowego klubu trenowanie na miejskich obiektach rekreacyjnych, współdzielonych z trzema amatorskimi klubami oraz przebieranie się w budynku, w którym mieści się także restauracja, co czasem sprawia, że odgłosy wesel zagłuszają odprawy taktyczne, jest rozwiązaniem dalekim od ideału. Ale dla Turkgucu to i tak najmniejszy problem. Większym było znalezienie miejsca, w którym można by w ogóle rozgrywać mecze. Pierwszą rundę w IV lidze klub spędził na małym stadioniku na przedmieściach Monachium. Na rundę rewanżową, przerwaną przez pandemię, przeprowadził się na miejski stadion przy Gruenwalder Strasse, na którym mecze w roli gospodarzy grają też TSV 1860 i rezerwy Bayernu. DFB od razu zaznaczyła jednak, że nie wyda zgody, by na tym samym stadionie grały trzy kluby uczestniczące w tych samych rozgrywkach. TSV nie miało zamiaru ustępować, bo i tak czuje się przez rosnącą siłę Turkgucu coraz bardziej zagrożone. Kirvan próbował atakować nawet Bayern, za to, że nie jest chętny, by grać w swoim ośrodku treningowym, zwalniając miejsce nowym sąsiadom. W końcu doszło do przedziwnego kompromisu. Na maksymalnie osiem meczów klub może wynająć monachijski Stadion Olimpijski, na którym od lat nie odbywały się już żadne spotkania. Pozostałe mecze ma rozgrywać przy Gruenwalder Strasse, ale w razie kolizji terminów z TSV 1860 lub Bayernem ma się przenieść do odległego o ponad sto kilometrów Burghausen, lub o ponad trzysta kilometrów Wuerzburga. Turkgucu nie tylko nie ma własnego stadionu. Nie ma też stadionu, który mogłoby wynająć i spróbować poczuć się na nim jak u siebie. To de facto drużyna bezdomna.

 

KLUB WSZYSTKICH TURKÓW

To dlatego Kirvan rozważał przeniesienie klubu do Nadrenii Północnej-Westfalii, gdzie takiemu klubowi funkcjonowałoby się znacznie łatwiej. Nie dość, że częste derby napędzałyby na stadion publikę, to jeszcze zdecydowana większość tureckiej diaspory w Niemczech żyje właśnie tam. – Gdyby wokół Duesseldorfu narysować czterdziestokilometrowy okrąg, znalazłoby się w nim 600 tysięcy osób pochodzenia tureckiego. W Monachium jest to jakieś 45 tysięcy – mówił prezydent Turkgucu, którego planom sprzeciwił się jednak związek. Klub zarejestrowany w danym landzie musi rozgrywać domowe mecze w jego granicach. Po awansie do trzeciej ligi, gdy Turkgucu pierwszy raz w historii będzie grało z rywalami z całego kraju, prezydent spodziewa się, że wsparcie na meczach wyjazdowych – gdy już kibice będą mogli wrócić na stadiony – może być często większe niż u siebie. Turkgucu ma się stać klubem całej tureckiej społeczności.


MONACHIUM, NIE STAMBUŁ

Choć są wyjątkowi w skali kraju i Europy, starają się być traktowani coraz bardziej normalnie. Nie chcą być redukowani tylko do sylaby „Turk”. Podkreślają, że na nazwę klubu tak samo składa się „Turkgucu”, jak i „Monachium”. Zwracają uwagę, że w herbie mają zarówno półksiężyc, jak i biało-niebieskie barwy Bawarii. – Jesteśmy klubem z Monachium, a nie ze Stambułu – mówi Kirvan. To nie jest klub, w którym mogą grać wyłącznie Turcy. Ba, w kadrze jest ich dziś tylko trzech. Nawet dokładając do nich trzech Niemców tureckiego pochodzenia, nadal nie otrzymuje się kolejnego wcielenia Athleticu Bilbao. Turkgucu nie chce się mieszać w politykę. Nie chce, by w kwestii działań integracyjnych wymagano od nich więcej niż od innych. I nie chce, by w mediach budowano dodatkowe napięcie przed ich meczami na wschodzie Niemiec, gdzie nastroje antyimigranckie są znacznie silniejsze niż w innych częściach kraju. – Bayern ma w nazwie Bawarię, bo jest klubem ludzi z tego regionu, ale nikt nie oczekuje od niego, że będzie miał w kadrze samych Bawarczyków. My mamy w nazwie Turcję, lecz nie chcemy grać samymi tureckimi piłkarzami. Jesteśmy otwarci na wszystkich. Decydują kryteria sportowe – podkreśla Kothny.

 

ZAGADKOWA PRZYSZŁOŚĆ

Przyszłość tego klubu jest zupełną niewiadomą. Jedni spodziewają się, że gdy Kirvan z dnia na dzień zniknie, jak jeden z jego poprzedników, w jednym momencie rozpłyną się wszystkie mocarstwowe ambicje. Nie sposób jednak nie zauważyć, że przy blisko dwumilionowej społeczności tureckiej w Niemczech, potencjał dla takiego klubu jest całkiem spory. A im wyżej dojdzie i im więcej Turków będzie przyciągał na trybuny, tym bardziej atrakcyjny stanie się nie tylko dla firm znad Bosforu, ale też dla tamtejszych polityków. Można sobie łatwo wyobrazić, że Recep Tayyip Erdogan, dobrze wiedzący, jak wielką siłę ma futbol, upatrzy sobie w Turkgucu narzędzie soft power w polityce zagranicznej. Tak, jak robi Viktor Orban w przypadku klubów z krajów sąsiadujących z Węgrami, w których występuje mniejszość węgierska. Niewykluczone więc, że w którymś momencie do Turkgucu zacznie płynąć strumień tureckich pieniędzy, o których inne kluby z tego poziomu mogą tylko pomarzyć. Na razie Monachium patrzą w przyszłość dość trzeźwo. Bez katastroficznych wizji, ale też bez wielkich mocarstwowych planów. Ze względów ekonomicznych trzecia liga jest najtrudniejszą w Niemczech, więc chcą się możliwie szybko z niej wyrwać w górę, bo w 2. Bundeslidze już znacznie łatwiej finansowo funkcjonować. Takie plany ma jednak osiemnaście innych trzecioligowych klubów. A od tego sezonu rywalami Turkgucu nie będą już amatorskie klubiki z bawarskich wsi, lecz FC Kaiserslautern, Dynamo Drezno, czy Hansa Rostock.

#Turkgucu Monachium
#Niemcy
#liga niemiecka
#klub tureckich imigrantów

Najnowsze

Witamy w Lidze Mistrzów. Kędziora spełnił marzenia i poznał czar Juventusu

Można kolportować żarty o Alvaro Moracie, ale finalnie to jego dwa kontakty z piłką w szesnastce sprawiły, że Dynamo Kijów przegrało ...

#Dynamo Kijów
#Juventus
#Liga Mistrzów

Młodzi szturmują Ligę Mistrzów. Największe talenty, którym już teraz trzeba się przyglądać

Ten tekst mógłby mieć melodię z cyklu „Mamy po 20 lat”. Problem w tym, że niektórzy gracze jak Eduardo Camavinga nie skończyli nawet ...

#Edouardo Camavinga
#Dejan Kulusevski

RANKING SIŁ PREMIER LEAGUE: Wolves i MU przesuwają się w górę, środek zbliża się do czołówki

Piąta kolejka Premier League nie była aż tak szalona, jak poprzednie, choć kilka meczów porywało do samego końca. W Rankingu Sił obj ...

#premier league
#Ranking Sił

Inspiracja dla biznesu i kultury masowej. Dick Fosbury, czyli Uber skoku wzwyż

Avicii widział w nim dowód znaczenia przypadku. Pepsi nieszablonowego myślenia. Mazda inspiracji technologicznych. A Burger King zac ...

#Dick Fosbury
#lekkoatletyka
#skok wzwyż

Podium z kapelusza, czyli pozytywny sygnał. Co mówi o Kubicy trzecie miejsce w Zolder?

To nie miało prawa się wydarzyć. Nie w tym aucie, nie w tym zespole, nie w debiutanckim roku całej ekipy. Ciągłe problemy techniczne ...

#DTM
#Robert Kubica

Sześć sekund do setki. Pamiętacie jeszcze najszybszego piłkarza w Polsce?

Czas pędzi i Michał Zieliński dobrze o tym wie. Przed oczami ma dwie sceny: pierwszego gola w Ekstraklasie i palącą się ścianę w kop ...

#ekstraklasa
#Michał Zieliński

Takich emocji pragną fani basketu. Dziki wygrywają rzutem na taśmę

97:95, czyli wygrana dwoma punktami w meczu przepełnionym emocjami. To mówi samo za siebie. Dziki Warszawa wracają na zwycięską ście ...

#Dziki Warszawa
#Koszykówka

Cuda ogłaszają. Zlatan patrzy na wszystkich z góry, a Milan prowadzi w Serie A

Mediolan nigdy nie miał króla, za to miał boga – oto komentarz Zlatana Ibrahimovicia po wygranych derbach miasta z Interem (2:1). Cz ...

#Milan
#serie a
#zlatan ibrahimović

CENTROSTRZAŁ #7. Gwiazdą jest system. Dobra nawigacja Rakowa Częstochowa

Nie wierzę, że aktualny lider ekstraklasy utrzyma tempo do końca sezonu i już za rok zadebiutuje w europejskich pucharach. To jednak ...

#ekstraklasa
#Marek Papszun

Chwile słabości przed El Clasico. Co stoi za porażkami Realu i Barcelony?

Nie wszystko można zrzucić na wirus FIFA ani zawodników przemęczonych zgrupowaniami kadry. Mecze w nogach się kumulują, ale na tydzi ...

#El Clasico
#FC Barcelona
#Real Madryt
POKAŻ WIĘCEJ