newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Harry Langer/DeFodi Images via Getty Images

– Negocjując kontrakt z Unionem, miałem sytuację, jak Robert Lewandowski w Dortmundzie. Chcieli mieć super bramkarza, ale na nim zaoszczędzić. Augsburg potraktował mnie poważnie – mówi polski zawodnik przed nowym sezonem w Bundeslidze.

Tradycyjna kartka z celami na nowy już wisi na lodówce w kuchni u państwa Gikiewiczów?

Rafał GIKIEWICZ: – Nie, ale musi jak najszybciej powstać, bo już w piątek wylot na pierwszy mecz ligowy.

Już pan wie, co podyktuje żonie do napisania?

– Na pewno liczbę meczów do rozegrania bez straty gola. Musi być większa niż w poprzednim sezonie, czyli przynajmniej dziewięć. Cele mogą być bardzo podobne do tych ze wcześniejszych lat. Bo przecież nikt mi nie zabroni marzyć o kadrze Polski. Zapisuję je zawsze, bo gdy mam słabszy dzień, zerkam na nie i zyskuję motywację do walki o to, by je spełniać.

W tym sezonie chyba musi się na kartce pojawić Euro…

– Jeśli przykleję pięć euro, to się pojawi. Myślenie o tym, dlaczego nie dostaję powołań, zabierałoby mi energię. Nie mam na to wpływu, więc nie zaprzątam sobie tym głowy. Nie ja wysyłam powołania. Jeśli przyjdzie, pojadę nawet na rowerze, jak zawsze podkreślam. Jeśli nie przyjdzie, będę siedział przed telewizorem i kibicował. Przy okazji transferu żadnego kontraktu z selekcjonerem nie było. Ale pytałem Roberta Gumnego i też nie miał. Nie mamy po osiem lat, żeby ktoś nas musiał prowadzić za rękę. Każdy samodzielnie podejmuje decyzje. Ja po kilku tygodniach czuję, że podjąłem słuszną.

Augsburg to pana czwarty klub w Niemczech. Najsilniejszy?

– Organizacyjnie oceniłbym Augsburg trochę wyżej od SC Freiburg. Grają w Bundeslidze jedenasty sezon z rzędu. Ci, którzy nie znają się na lidze niemieckiej, patrzyli w zeszłoroczną tabelę i pytali, po co idę do klubu, który zdobył mniej punktów od Unionu. Jeśli jednak popatrzymy na historię obu klubów, który sezon Augsburg rozgrywa w lidze, na jakie transfery mogą sobie pozwolić, czyli spojrzymy na to z fachowego punktu widzenia, nie będzie wątpliwości, że to krok do przodu. Tylko laików może ten transfer dziwić.

To krok do przodu także pod tym względem, że zmienia się pana status na niemieckim rynku. Najpierw szedł pan do Bundesligi jako zmiennik. Żeby być numerem jeden, musiał pan awansować z 2. Bundesligi. Teraz kupił pana klub Bundesligi z myślą o stawianiu na pana.

– Cieszę się, że ogłosili oficjalnie, że jestem jedynką, bo to oznacza, że wykonałem zadanie. Nikt mi tego nie dał za darmo. Czecha, z którym rywalizuję, kupiono w zeszłym roku za siedem milionów euro. Trener bramkarzy powiedział mi jednak, że wyglądałem lepiej od pierwszego tygodnia, podkreślił, że widzi, iż chce się uczyć i pogratulował tego, że wybierają mnie na numer jeden. Widziałem, że Dietmar Hamann chwalił mnie w „Kickerze” i mówił, że Augsburg zyska dzięki mnie spokój z tyłu. Na pewno teraz więcej się ode mnie oczekuję, ale ja to lubię. Jest mi o tyle łatwiej, że jestem po bardzo dobrym sezonie w Bundeslidze. Do Unionu szedłem jako dwójka z SC Freiburg, więc dopiero musiałem wszystkich do siebie przekonać. Tu już wiedzieli, co potrafię i jak grałem w poprzednim sezonie. Aklimatyzacja w zespole zajęła mi dwie godziny. Wszyscy bardzo dobrze mnie przyjęli i mam fajny kontakt z chłopakami. Liczę, że to będzie dobry sezon.

Rafał Gikiewicz w FC Augsburg
Harry Langer/DeFodi Images via Getty Images

Mówił pan, że Kristian Barbuscak to najlepszy trener bramkarzy, jakiego spotkał pan w Niemczech. To znaczy, że może się pan jeszcze rozwinąć?

– Zapytał mnie któregoś dnia, czy wiem, ile wynosi moje sto procent. Powiedziałem, że nie wiem, ale myślę, że w poprzednim sezonie byłem blisko. Na co on stwierdził, że dopiero mi pokaże, ile to jest sto procent Gikiewicza. Widzi we mnie potencjał. Mega ciężko trenuję. Nie trenowałem tak ani razu w ciągu ostatnich sześciu sezonów w Niemczech. Ciągle coś mi przekazuje, ma na mnie plan. Doszkalam się i ćwiczę. Czuję się lekko zmęczony, ale to normalne w takim okresie. Zawsze ufam trenerowi, który ma na mnie plan i wykonuję to, co chce. Widać, że ma pojęcie. Jest bardzo porównywalny do trenera z SC Freiburg, choć Barbuscakowi dałbym jeszcze dodatkowy plusik. Fajnie, że tak się trafiło, że akurat była zmiana trenera bramkarzy i obaj zaczynamy w tym samym momencie. Przyszedł z Jahna Ratyzbona z 2. Bundesligi i też chce coś udowodnić. Traktuje to jako szansę. Urodził się w Bratysławie, mówi, że mamy podobną mentalność. Wyjeżdżając do Bundesligi, spełniliśmy nasze marzenie, a teraz staramy się wykorzystać szansę. Bardzo mi podpasywały treningi z nim.

Widzi pan na treningach, że jakoś jest większa niż w pana poprzednim zespole?

– Powiedziałem to znajomym od razu po pierwszym treningu. Wystarczy popatrzeć na ofensywę. Mamy tam Rubena Vargasa i Alfreda Finnbogasona, reprezentantów kraju. Do tego jeszcze Florian Niederlechner, Carlos Gruezo, Rani Khedira, Jeffrey Gouweleeuw, nasz nowy kapitan, który jest tu od siedmiu sezonów, czy Felix Uduokhai, za którego zapłacono Wolfsburgowi dziesięć milionów euro. Union nie robił takich transferów. Potencjał jest ogromny. Do tego trener, który chce grać w określony sposób, a nie tylko zdobywać punkty i za wszelką cenę się uratować. Choć z Unionem udowodniliśmy w poprzednim sezonie, że charakterem i zespołowością jesteś w stanie zrobić więcej punktów niż Augsburg jakością. Moim zdaniem kluczowe, że będziemy od pierwszej kolejki grać przy obecności kibiców. Mam nadzieję, że ich liczba będzie się zwiększać. Bez nich mecze były dziwne. Nie było czuć, czy ktoś gra u siebie, czy na wyjeździe, przez co wyniki często też były dziwne. Teraz jest szansa, że będzie bardziej widać różnicę w potencjale między Augsburgiem a Unionem. Zresztą tych klubów nie można porównywać. Są na innym etapie budowy i innym pułapie finansowym.

W Augsburgu brakowało w poprzednim sezonie liderów i trochę zmieniono kręgosłup drużyny. Ma pan być jednym z głośniejszych ludzi w szatni?

– Powiedzieli mi, że mam być sobą. Wiedzą, co prezentuję i na boisku i w szatni. Jestem głośny, bo jestem sobą. Nie zatrzymuję się. Wypowiem się w szatni na każdy temat i każdy temat mnie interesuje. Na pewno jest mnie pełno. Przed podpisaniem kontraktu byłem w Augsburgu dwa razy. Rozmawiałem z trenerem i dyrektorem sportowym. Wiedzieli, na co się piszą – co sobą prezentuje, czego wymagam i jakie są moje cele.

Myśli pan, że na końcu w Unionie pana sposób bycia mógł trochę panu zaszkodzić?

– Nie, absolutnie. Tam spotkał mnie casus Roberta Lewandowskiego z Dortmundu, gdzie chcieli mieć super napastnika, ale nie chcieli mu dać wyższego kontraktu. Wszyscy wiedzieli, na co mnie stać. Nie mogłem pozwolić dać się kopnąć w tyłek, więc nie zgodziłem się na ich warunki. Charakter nie miał tu nic do rzeczy. Trener mówił na konferencji prasowej, że jeden ktoś taki jak ja jest potrzebny zespołowi. Gdy było wiadomo, że odejdę, wziął mnie na rozmowę i powiedział, że mam się nie zmieniać, bo potrzebuje mnie do ostatniej kolejki. Kiedy przechodziłem z SC Freiburg, negocjacje trwały 30 minut, bo wiedziałem, że nie mam argumentów. W dwa lata rozegrałem pięć oficjalnych meczów. Umawialiśmy się jednak, że gdy pokażę, co sobą prezentuję, dostanę podwyżkę i zostanę potraktowany poważnie. Nie zostałem.

Lewandowski usłyszał w Dortmundzie, że Polak nie może być najlepiej zarabiającym zawodnikiem w drużynie. U pana narodowość też miała znaczenie?

– Nie, to nie miało nic do rzeczy. To było porównanie tylko w cudzysłowie. Chodziło o to, że Union chciał mieć super bramkarza i jednocześnie zaoszczędzić. Tak się nie da. To jasne, że bramkarz nigdy nie będzie zarabiał tyle, co napastnik, ale nie może też być tak, że zawodnik, który rozgrywa 76 na 77 meczów, ma szesnasty kontrakt w zespole.

Wyczuwam, że ma pan dodatkową motywację przed meczem pierwszej kolejki z Unionem?

– Chciałbym, żeby w meczach z Augsburgiem zdobyli zero punktów, ale taką motywację mam przed każdym spotkaniem. Serce trochę mocniej mi zabije, zwłaszcza że będą kibice, co da mi możliwość pożegnania się. Odchodząc z Berlina, nie miałem jej. Emocje odczuwam jednak przed każdym meczem Bundesligi, bo każdy jest dla mnie spełnieniem marzeń.

We Fryburgu miał pan pod opieką Bartosza Kapustkę, teraz dołączył do pana Robert Gumny, czyli kolejny młody Polak. Jest pan jego przewodnikiem po niemieckiej piłce?

– Pierwszego dnia w Augsburgu nie było innej opcji, by zjadł obiad gdzie indziej niż u mnie w domu. Przyjąłem go jak syna. Śmieję się, że jest niewiele starszy od mojego starszego syna. Mógłbym go adoptować. Oczywiście, że mu pomagam. Zaopiekowałem się nim, wyjaśniam, wspieram w sprawach pozaboiskowych, jak szukanie mieszkania, załatwianie ubezpieczenia, czy kwestie podatkowe. Może dać w kościele na tacę, żeby podziękować, że trafił do tego samego klubu, co ja.

Jemu na pewno pana obecność ułatwia. A pan coś zyskuje na tym, że ma rodaka w szatni?

– Mnie to życia nie ułatwia, lecz utrudnia, bo muszę mu tłumaczyć na polski odprawy. Dla mnie to nie jest nagroda, ale taka jest moja rola. I po prostu chcę mu pomóc. Gdy byłem w Brunszwiku, musiałem się nauczyć niemieckiego, bo nikt dla mnie niczego nie tłumaczył. Robert ma szczęście, że tu jest taka możliwość. Mieliśmy niedawno wykład o tym, jak zabezpieczać się przed koronawirusem. Oczywiście po niemiecku, bo nikt tutaj nie będzie tłumaczył takich rzeczy na angielski. Trener poprosił mnie później, bym przetłumaczył to także Robertowi. Na boisko za rękę nie będę go jednak wyprowadzał. Tu musi sobie poradzić sam.

Macie obaj w Augsburgu coś do udowodnienia? Wcześniej w tym klubie Polakom niezbyt się wiodło. Nawet takim jak Arkadiusz Milik.

– Akurat o nim dużo osób pozytywnie się tu wypowiada. Nie wyszło mu w Augsburgu, ale jest dziś w Napoli i szykuje się kolejny duży transfer w jego wykonaniu. W piłce czasem nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ja też chciałem zostać w Unionie. Nie zostałem i poszedłem półkę wyżej. Niczego więc dodatkowego nie musimy udowadniać.

Chyba tylko życiowo przeprowadzka z Berlina do Augsburga nie wypada najlepiej?

– Na razie jesteśmy bardzo zadowoleni. Korków nie ma, wszędzie jest bliżej, mniej czasu zajmują dojazdy. Miasto jest bardzo podobne do Fryburga. Do tego żyjemy w bardzo fajnym regionie. Nie jest tak, że przeprowadziliśmy się z Berlina do jakiegoś fatalnego miasta. Poza tym jest blisko do Austrii, Włoch, Chorwacji. To ma plusy, gdy ma się krótkie wolne. Gdy tylko skończy się epidemia, będzie można z nich korzystać. Lotnisko w Monachium jest oddalone tylko o czterdzieści minut, a stamtąd można szybko dostać się do Warszawy, przez co nie ma problemu z odwiedzaniem rodziny.

Do spotkania z Robertem Lewandowskim też będzie bliżej.

– Jeśli kibice wrócą na stadiony, na pewno się postaram o bilety na jakiś mecz Ligi Mistrzów.

Rozmawiał Michał Trela

#bundesliga
#FC Augsburg
#piłka nożna
#Rafał Gikiewicz

Najnowsze

Pozostać wiernym filozofii. Kolejorz pokazał, jak nie zasłaniać się wymówkami (KOMENTARZ)

Dawno nie widzieliśmy tak przekonująco wygrywającej polskiej drużyny w europejskich pucharach, a tym bardziej na wyjeździe. Lech Poz ...

#eliminacje Ligi Europy
#Hammarby

Sensacja zbudowana na środkach na bezpłodność. TSV Hartberg rywalem Piasta

Rzecznik prasowy i dyrektor sportowy działają w klubie tylko z doskoku, bo na co dzień pracują w innych branżach. W administracji za ...

#Piast Gliwice
#piłka nożna
#TSV Hartberg

Co knuje Tottenham? Misja „powrót Garetha Bale’a do domu” wchodzi w decydujący etap

Tak blisko odejścia z Realu Madryt Gareth Bale jeszcze nie był. Powrót do Tottenhamu po siedmiu latach jest na ostatniej prostej, a ...

#Gareth Bale
#LaLiga
#premier league

Jakub Moder: Zapanowała lekka moderomania, ale nigdzie nastroje nie zmieniają się tak szybko jak w piłce (WYWIAD)

Dotknął mnie brak wyjazdu na mundial do lat 20. Dostałem cios, siedziało to we mnie. Zob ...

#ekstraklasa
#Jakub Moder
#Lech Poznań

Bitwa o LA odłożona w czasie. Nuggets dokonują niebywałego – ich powrót zniszczył plany Clippers

Los Angeles Lakers przeciwko Los Angeles Clippers. LeBron James i Anthony Davis kontra K ...

#Denver Nuggets
#Los Angeles Clippers

RANKING SIŁ PREMIER LEAGUE: Wysokie lokaty Arsenalu i Evertonu w pierwszym zestawieniu sezonu

Wróciła Premier League, wrócił też Ranking Sił. Co tydzień będziecie mogli znaleźć nowe zestawienie w newonce.sport i po pierwszej k ...

#power ranking
#premier league

Chorwat wzywa Serba na pomoc. Nigdy nie skreślaj Branislava Ivanovicia. Oto nowy zbawca West Bromu

Miał być napastnikiem, zrobił wielką karierę jako obrońca. Chciał odejść z Chelsea, został na Stamford Bridge legendą. Branislav Iva ...

#branislav ivanović
#West Bromwich Albion

Gwarancja jakości. Pierre-Emerick Aubameyang – klucz do sukcesów Arsenalu

Pierre-Emerick Aubameyang to filar, na którym Mikel Arteta opiera budowę swojego Arsenalu. Pod wodzą Hiszpana 31-letni snajper przeż ...

#arsenal
#Pierre-Emerick Aubameyang

Dwaj przyjaciele z boiska. Jóźwiak i Bielik, od mistrzostwa juniorów do wspólnej gry z Rooneyem

Rocznik 1998 wychowany w poznańskiej bursie rusza na podbój Championship. Po latach Kamil Jóźwiak znów spotka się w tej samej szatni ...

#Championship
#ekstraklasa
#Kamil Jóźwiak
POKAŻ WIĘCEJ