newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Na koniec dnia nie ma znaczenia, czy zagra Milik albo Piątek ani czy z ławki wejdzie Linetty albo Moder. Dyskusja o reprezentacji Polski nie powinna sprowadzać się do nazwisk, bo ktokolwiek nie zagra, ten potencjał jest marnowany na poziomie pomysłu na grę i jego realizacji. Staliśmy się drużyną, którą interesuje jedynie destrukcja. Nie mamy słabych zawodników, ale wpajamy im grę na przetrwanie. I to stanowi istotę problemu.

Ten minimalizm Polaków w Amsterdamie zabolał mocno. Mecz się skończył, a kibic zostawał z poczuciem beznadziei. Musiał mocno się nagimnastykować, aby poszukać jakichkolwiek optymistycznych aspektów na przyszłość. Grzebał w pamięci, szukał mikroplusów przy pojedynczych nazwiskach, ale pozostawała bezradność. Bo po przerwie nie oddaliśmy ani jednego strzału, mimo że przez pół godziny powinniśmy gonić rezultat. Jakbyśmy o tym zapomnieli.

Pierwsza połowa nie nakazywała jeszcze myśleć, że jest tragicznie. Niewiele oferowaliśmy, ale daliśmy przekonanie, że naprawdę potrafimy bronić. Nawet jeśli zdecydowanie zbyt głęboko, zabierając sobie argumenty. Ostatecznie sami na tym straciliśmy, bo nie można biegać przez całe spotkanie za piłką i wierzyć, że w końcówce pozostanie tyle samo energii co na początku. Taki Kamil Jóźwiak dawał z siebie wszystko, wykazywał się w każdym pojedynku, nie można było odmówić mu zaangażowania, ale dość szybko już zabrakło mu pary. Finalnie sami zrzuciliśmy na siebie topór, okopując się tak głęboko. To była gra na przetrwanie i przeszkadzanie.

I kiedy już w końcu Holendrom udało się nam napocząć, bo w środku zabrakło podejścia, bo Bereszyński nie poradził sobie z trudną, ciętą piłką de Jonga, bo nikt nie zdążył zareagować, to natychmiast pojawiło się przekonanie, że swoją szansę już straciliśmy. Kiedy z ekipy gospodarzy zeszło ciśnienie, mieli swój rezultat, mogli łatwo zdominować nas jeszcze bardziej. Widzieliśmy tam gigantyczną różnicę w kulturze gry. Bawiącego się Depaya, fantazję de Jonga, dominującego Wijnalduma. I obok my próbujący przeszkadzać – jako zespół destrukcji, rozbijacze, bez własnych propozycji.

Na dziś nie ma sensu dyskusja, kto mógłby w tej kadrze zagrać. Czy może Przemysław Płacheta na skrzydle, czy Jakub Moder w środku pola, czy Maciej Rybus na lewej obronie. Choć akurat lewonożnego lewego obrońcę chętnie zobaczylibyśmy w akcji, to problemem nie są indywidualne występy piłkarzy. Walki w środku pola nie przegrali Mateusz Klich ani Grzegorz Krychowiak, mimo że zbyt często odskakiwała mu piłka. Przegraliśmy ją jako cała drużyna, bo w każdym sektorze dawaliśmy się zdominować. Klich nawet z początku imponował swoim podejściem, trafionym momentem pressingu, mądrze doskakiwał do rywala, ale zwykle był sam. Czuć po nim dobre przygotowanie fizyczne i zapewne zaraz będzie robił furorę w Leeds w Premier League. A my wrócimy do tej jałowej dyskusji, dlaczego nie może tak grać w reprezentacji. Moder, Linetty, Bielik – to naprawdę bez większego znaczenia, bo wszyscy są niezłymi piłkarzami. Problemem staje się pomysł na granie, którego de facto nie brakuje, on po prostu jest ubogi. Nastawiony na wytrwanie.

To naturalne, że z Holandią byliśmy skazani na grę w defensywie w dużych fragmentach spotkania. Przecież nie zdominowalibyśmy ich. Ale później byliśmy tak przestraszeni, tak zakompleksieni, że nie potrafiliśmy dłużej przetrzymać piłki. Dominowała mentalność strachu. Mentalność skazanych na porażkę. Jerzy Brzęczek nie potrafi dziś wnieść przyzwoitych, dobrych piłkarzy z europejskich klubów na jakikolwiek poziom pewności siebie czy przekonania o własnej wartości. Problemem tutaj zdecydowanie nie są kadrowicze.

Jerzy Brzęczek jak Jurek Mordel – ciągle jest zadowolony. Wiadomo, że chce budować poczucie drużyny, bazować na syndromie oblężonej twierdzy, ale nikt nie atakuje go bezpodstawnie. Zamiast skupić się na walce ze światem mediów i – cytując – obrzydliwym hejtem, mógłby spróbować bardziej przekonać drużynę do swojej wizji. Pozwolić im uwierzyć, że mamy jakiś pomysł na tworzenie. Nikogo przecież nie cieszy bieganie za piłką, choć na tym zwykle był ostatnio zbudowany nasz sukces.

„Jestem zadowolony. Popełniliśmy jeden błąd, który przesądził o porażce, tak jest w piłce nożnej na najwyższym poziomie” – takie słowa selekcjonera to jednak policzek dla kibiców. Brak autokrytyki, brak refleksji nad tym, co się wydarzyło w Amsterdamie, mimo że to słowa były wypowiadane tuż po spotkaniu. Ale najbardziej bolesne jest to, że gdyby na przykład Bereszyński jakimś cudem zdołał wybić piłkę przy akcji bramkowej, a my dowieźli w bólach bezbramkowy remis, to selekcjoner odtrąbiłby wielki narodowy sukces. Na miarę powstrzymania wielkiej holenderskiej szkoły futbolu. Nie byłoby opowieści o Kazimierzu Górskim, a pewnie o Johanie Cruyffie.

Na dziś nie powinny istnieć dyskusje: Moder albo Linetty, Walukiewicz albo Bednarek, Jóźwiak albo Grosicki, Piątek albo Milik. To absolutnie nie ma sensu, bo problem nie sprowadza się do personaliów. Bardziej do tego, czy taki człowiek za sterami jest jeszcze w stanie wykrzesać coś z tej drużyny. Namówić ją do swojej koncepcji, zbudować w niej mit wielkości, bo przecież czasem sukces opiera się na pewnym kłamstwie. Kto bardziej uwierzy w wizje selekcjonera i będzie w stanie ją zrealizować, ten ma szansę na sukces. U nas wielkiej wiary nie dostrzegamy.

Widzę, że chcemy grać defensywnie, chcemy opierać się tylko na stałym fragmencie gry oraz kontrataku, chcemy jedynie liczyć na przetrwanie. Pytanie, czy to ma przyszłość i czy da się na tym gdziekolwiek zajechać. Podejście defensywne nie jest niczym złym, ale już brak zaproponowania czegokolwiek innego jak najbardziej tak. Nie było mowy o utrzymaniu piłki po jej przechwycie, więc ciągle skazywaliśmy się na wycieńczające bieganie za nią. Nie rozmawiajmy o silnym rywalu, bo kiedy spotkamy się z Austrią czy kimkolwiek przyzwoitym, to wygląda bliźniaczo podobnie. Nie rozmawiajmy o zawodnikach ze zbliżonym potencjałem, bo istota problemu sprowadza się do skorzystania z niego. To czas, aby zastanowić się, czy z takim sternikiem możemy gdziekolwiek jeszcze dotrzeć.

#euro 2020
#Holandia
#jerzy brzęczek
#Liga Narodów
#reprezentacja polski

Najnowsze

Jeśli reagować, to właśnie teraz. Zawalić możemy nie jeden turniej, a z automatu dwa (KOMENTARZ)

Zbigniew Boniek wprost przyznaje, że nie ma gwarancji, aby z reprezentacją na Euro 2020 było lepiej. Do mistrzostw Europy jeszcze 10 ...

#euro 2020
#jerzy brzęczek
#Liga Narodów

Pani niewidzialna, pierwsza dama Chelsea, która obudziła imperium Abramowicza. Kim jest Marina Granowskaja?

W Chelsea jest jak dawniej. Pieniądz wiruje, a skład pięknieje. Wszystkim steruje Marina ...

#Chelsea
#marina granowskaja

Cała Polska przeprasza Jerzego Brzęczka. A czy ty wysyłałeś już kwiaty do selekcjonera? (KOMENTARZ)

Kamil Grosicki wszystko zepsuł. Polska od grilla i memów nigdy mu tego nie wybaczy. Nagl ...

#Liga Narodów
#Polska - Bośnia i Hercegowina

To twój czas, chłopaku. Piłkarze, dla których to może być przełomowy sezon Premier League

Rozpoczynający się w sobotę sezon ligi angielskiej to dla wielu zawodników młodego pokolenia szansa na to, by na poważnie wejść do w ...

#arsenal
#Billy Gilmour
#Chelsea

Polskie skrzydła, Rybus i powietrzny Glik. Bośniacka pocztówka z eliminacji (ANALIZA)

Pierwsze w historii polskie zwycięstwo w Lidze Narodów bardzo przypominało większość meczów eliminacyjnych z czasów Jerzego Brzęczka ...

#analiza
#jerzy brzęczek

Głupi i głupszy – w godnym Monty Pythona wyścigu bezmyślnych istot brawurowa ucieczka Greenwooda i Fodena

Te dwie rzeczy od dawna są mocno rozłączne: inteligencja boiskowa i inteligencja życiowa ...

#Mason Greenwood
#phil foden

Od komunistycznego raju do etatowego bicia rekordów. Ansu, będziesz legendą

Nie mógłby jeszcze pójść na wybory ani legalnie kupić alkoholu, ale już napędza dorosłą reprezentację Hiszpanii. Ansu Fati stał się ...

#Ansu Fati
#FC Barcelona
#LaLiga

Najlepszy piłkarz ekstraklasy wraca. Poważne zbrojenia mistrza Polski

W 2019 roku tuż po mistrzostwie Polski z Piastem Gliwice Joel Valencia został wybrany najlepszym zawodnikiem ekstraklasy. Po roku na ...

#ekstraklasa
#Joel Valencia

Faworyt wylatuje z dyskwalifikacją, topowy debel z walkowerem. W US Open dzieją się szalone rzeczy

Gdyby ktokolwiek przeprowadzał konkurs na najszybszy sportowy zjazd marketingowy ostatnich miesięcy, to Novak Djoković byłby na abso ...

#Novak Djoković
#tenis
#US Open

Ekstraklasa i światowe gwiazdy. Bośniaccy Zidanes y Pavones na drodze Polaków

Gdyby udało się im namówić do reprezentowania Bośni i Hercegowiny wszystkich, którzy mają do tego prawo, byliby czołową drużyną Euro ...

#Bośnia i Hercegowina
#Edin Dżeko
POKAŻ WIĘCEJ