newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Matthew Horwood

Pamiętamy słynną, prześmiewczą flagę „Walia. Golf. Real Madryt. W tej kolejności”. Gareth Bale nie kryje się z tym, że pasja do futbolu dawno w nim wymarła. Stał się hobby playerem zarabiającym fortunę. Najdroższym rezerwowym świata. Sytuację może zmienić wypożyczenie do Tottenhamu, gdzie przecież cieszył się piłką najbardziej.

Przypominamy ten tekst przy okazji wyczekiwanego odejścia Garetha Bale’a z Realu Madryt. Na jeden sezon został wypożyczony do Tottenhamu

Walijczyka zabrakło w samolocie do Manchesteru na najważniejszy mecz sezonu i to na własne życzenie. „Mamy relację opartą na szacunku między trenerem i piłkarzem. Mieliśmy zwyczajną rozmowę i on wolał nie zagrać w tym spotkaniu, nic więcej. To powody osobiste, reszta zostaje między nami” – powiedział enigmatycznie Zinedine Zidane. W każdym razie – zarabiający 17 milionów euro netto rocznie zawodnik nie chciał lecieć na Ligę Mistrzów, więc został w Madrycie.

Gareth Bale sam wypytywał trenera, czy istnieje jakikolwiek scenariusz, w którym będzie mógł zagrać i pomóc drużynie. Zidane zaprzeczał. Zadeklarował mu, że nie widzi go na boisku. Zresztą tak jak w ostatnich siedmiu kolejkach ligi, kiedy nie wystąpił ani minuty w mistrzowskim marszu. Stąd prośba, by zostać w stolicy, zamiast robić wycieczki krajoznawcze do Manchesteru. Później kiedy przed rewanżem z City trwała odprawa przedmeczowa Zizou na Wyspach, Bale został wyłapany na polach golfowych w Hiszpanii. I pal licho z tym golfem, przecież to jego wolny czas, problem tkwi w tym, że to najdroższy niegrający piłkarz świata. Pamiętamy, jakim wyrzutem sumienia był Mesut Özil i z jaką spotkał się nagonką. Gareth zarabia dwa razy więcej.

Piłka najzwyczajniej przestała go ekscytować. To już nie jest uczucie podniecenia, które działało na wyobraźnię, gdy zdobywał hat tricka z Interem Mediolan albo głową dawał prowadzenie w dogrywce finału Ligi Mistrzów z Atletico w 2014 roku. Wygrał Champions League cztery razy, w trzech finałach wypracowywał bramki, więc wszystko mogło spowszednieć. Ciągłe bycie na świeczniku, zgrupowania, okresy przygotowawcze, hotele, przez tyle lat to mogło uderzyć do głowy. Nie każdy jest robotem.

„Kiedy masz 18 lat, futbol jest czymś, o czym marzyłeś, a kiedy zaczynasz robić to przez dłuższy czas, to uczucie znika. Ciągle się tym cieszę, ale czym wyższy poziom, tym radość jest mniejsza. Kiedy jesteś młodszy, nie rozumiesz tych wszystkich negatywnych aspektów, jakie może to za sobą nieść” – przyznawał 31-letni skrzydłowy, który w tej samej rozmowie podkreślił, że to ten czas, aby przygotowywać się na przyszłość i na starość nie siedzieć na kanapie.

To nie jest przypadek, jaki moglibyśmy rozstrzygnąć jednoznacznie. U Bale’a wymarła ambicja bycia na szczycie, a bez tego trudno o światowe sukcesy. Dało mu się we znaki również ciągłe bycie pod ostrzałem. To transfer, który zdążył się spłacić, ale ludzie częściej rozmawiają o nim w formie anegdotek niż wywalczonych pucharów. I to uwiera tak jak wiele innych aspektów bycia na tym poziomie.

Mogło go zmęczyć, że wszyscy żyją jego znajomością hiszpańskiego, a nawet dobrzy koledzy jak Marcelo potrafią wbić szpilkę za używanie podstawowych zwrotów. Nie uniknie akcentu z hrabstwa Glamorganshire, ale porozumie się z każdym w płynny sposób. Przecież siedzi w Madrycie już siedem lat. To nie ogranicza się jedynie do zamawiania jedzenia w restauracji. Zna ten język doskonale. A nawet jeśli nie recytuje wierszy w pięknej, kastylijskiej mowie, nie przeszkadzało mu to zdobyć trzech bramek w finałach Champions League.

Z czasem u Walijczyka dojrzało jedno podejście: on już nie musi się z niczego tłumaczyć ani do nikogo dopasowywać. Nie musi na siłę zadowalać mediów, tym bardziej robić czegokolwiek pod publiczkę. Mógł na przykład wyjść, udzielić jednego wywiadu po hiszpańsku i zamknąć dyskusję. Ale nie zależy mu, aby ktokolwiek go za to doceniał. Niech żyją w błędnym przeświadczeniu, to nawet całkiem zabawne.

Po latach przestał też czuć, że musi udawać zainteresowanie piłką nożną. To wspaniała metoda zarobkowa, potrafi to doskonale robić, ale czemu musi wysiadywać do ostatniej minuty na trybunach, skoro zaraz zaczną się korki, a on jednak woli spokojnie dostać się do mieszkania. I tak niespecjalnie go interesuje, kto jak się spisze w ostatnich dziesięciu minutach. Mógłby pomóc jedynie na boisku. „Nie możesz go za to zabić. Denerwuje się, kiedy przegrywają, ale i tak nie jest w składzie” – tłumaczy jego menedżer Jonathan Barnett, współpracujący z nim od 16. roku życia.

Podejście Bale’a w pewien sposób jest owiane tajemnicą. Nie jesteśmy w stanie określić, czy jemu się nie chce, czy już nie może dać z siebie więcej. Latem zeszłego roku Zidane nie gryzł się w język, gdy komunikował, że Walijczyka nie powinno z nimi być i najprawdopodobniej wyląduje w Chinach. Naciskał na ten transfer, ale Real nie dostał żądanych pieniędzy. Kiedy już został, musiał poszukać z nim uczciwych zasad współpracy. Zwłaszcza z początku próbował odbudować wspólne zaufanie. To dało 3 gole i 2 asysty w sezonie, lecz głównie na początku rozgrywek. Od paru miesięcy Bale stał się turystą, rok temu w październiku asystował Benzemie, w styczniu zdobył bramkę z trzecioligowym Unionistas, w zasadzie później tyle go widzieliśmy.

Po pandemii zagrał od początku z Mallorką w ramach rotacji i wszedł na pół godziny z Eibarem, ale Zidane nie widział tam ognia. Z czasem na stałe zostawił go na ławce rezerwowych, a później obaj panowie już nawet nie udawali, że jeden może drugiemu jakkolwiek pomóc. Walijczyk nie wstał z trybun przez sześć spotkań, na siódme nie został powołany, więc znudziło mu się przebywanie tam. Na trybunach zresztą dawał pożywkę mediom – z taśmy tworzył okulary, zakładał maseczkę na oczy, ziewał ostentacyjnie, a telewizje w najlepsze robiły z tego programy. Przecież nic nie przyjmie się tak dobrze jak lekceważące podejście Bale’a. On już patrzył na to z dystansem – daje im przynajmniej pracę i trochę uśmiechu.

To w zasadzie naprzemienna historia frustracji i rozczarowania. W Madrycie wiedzą, jaką bestialską tygodniówkę wypłacają rezerwowemu. On wie, że stolica Hiszpanii mu odpowiada, więc profesjonalnie stawia się na treningi, nie dając żadnych pretekstów, aby jego zaangażowanie kwestionować. Chciałby pograć, ale nie zamierza znów się zabijać, by mówili o nim w kontekście Złotej Piłki czy indywidualnych nagród. To już przeminęło z wiatrem. Golf czy język stały się nudnymi tematami zastępczymi. Nie do tego sprowadza się problem Walijczyka.

„To ucieczka od tego wszystkiego. Miło jest być na polu i się wyłączyć. Często gram sam, włączam muzykę, robię 18 dołków i odprężam się. Nie muszę myśleć o futbolu, zwłaszcza kiedy nie idzie dobrze. Golf sprawia, że jestem chłodniejszy psychicznie. Bo jeśli grasz na co dzień w piłkę, wracasz do mieszkania, oglądasz jej jeszcze więcej, słyszysz jak ludzie o niej rozmawiają, czytasz analizy, to może być tego za dużo. To może powodować problemy psychiczne. Znam siebie. Myślę, że mam właściwą rutynę dającą mi ucieczkę. Następnego dnia jestem świeższy, lepiej przygotowany i gotowy, by ponownie skupić się na futbolu” – opowiadał o tym, a jakże, w podcaście golfowym u producenta filmowego Erika Andersa Langa, gdzie Bale rzeczywiście mógł się wyluzować.

Trudno wskazać uczciwie moment, kiedy nagonka na niego była zbyt duża, a kiedy on totalnie przestał spełniać oczekiwania. Zidane odpuścił tłumaczenie tego przypadku na konferencjach prasowych. Rzecznik prasowy zezwala na zadanie 15 pytań, więc zazwyczaj 10 będzie o Walijczyka, bo on zawsze gwarantuje wyświetlenia. Nawet jeśli francuski trener powtarza się w kółko: „To są nasze sprawy”.

Bale ostatnio robił wiele, ale niekoniecznie był na boisku. Grał charytatywnie w Fifę z Paulo Dybalą, modlił się za ofiary wybuchu w Beirucie, wspierał angażujących się w ruch Black Lives Matter, cieszył się na powrót Premier League w BT Sport. To zawsze wywołuje zainteresowanie. Jego zdaniem niezdrowe, dlatego nawet nie chce znać haseł do swoich kont w mediach społecznościowych. Umówili się ze współpracownikami, że wysyłają mu posty do akceptacji Whatsappem, on niekoniecznie chce wskakiwać na wysoką falę surfowania po sieci.

Zresztą skrzydłowy nauczył się z jednego z ulubionych seriali The Crown, że jakakolwiek sensacja żyje maksymalnie 48 godzin. Później trwa polowanie na następną. Żywot newsa jest krótki, o czym opowiadała królowa Elżbieta II. Nie zamierza wchodzić w ten świat. Nie widzi tam sprawiedliwości, tylko kampanie. Kiedy dostał zgodę na wylot do Londynu w prywatnych sprawach, doszło do oblężenia przez dziennikarzy na lotnisku Barajas. Szukali setek teorii spiskowych, uderzali w niego, a on wkurzył się, że nikt nie żył tak samo wylotem Griezmanna na mecz NBA do Nowego Jorku w trakcie sezonu.

Wydawało się, że może kilkumiesięczna przerwa i zamknięcie w domach będzie stanowiło nowe otwarcie dla Bale’a. Tym bardziej, że to niejako piłka nożna wymyślona dla niego – bez kibiców, bez większej presji, otoczona bańką. Przecież Walijczyk żalił się już kiedyś: „Zdarzyło mi się kilka razy, że na stadionie było 80 tysięcy ludzi gwiżdżących na mnie, bo grałem źle. Na początku reagowałem w stylu: co to jest, dlaczego twoi fani mieliby to robić? To jest ważne pytanie i nie do końca to rozumiem. Bo czego byś się spodziewał… Jeśli nie idzie Ci na boisku, spodziewasz się, że Twoi kibice będą Cię wspierać, abyś stał się lepszy, abyś ich uszczęśliwił. Ale robią dokładnie odwrotnie: po prostu gwiżdżą, przez co czujesz się jeszcze gorzej. Tracisz pewność siebie, grasz gorzej, co jeszcze bardziej ich denerwuje i nakręca takie koło”.

Do rozłamu między nim a Realem doszło już dawno. Nie ma tam nadziei na odbudowanie tej relacji. Zidane też dostrzegł, że powinien być bardziej stanowczy i nie zamierza na niego liczyć. Nie przekonuje go ani formą, ani zaangażowaniem, więc najlepiej, aby odszedł z Madrytu. Aby go nie było, podobnie jak w samolocie do Manchesteru. Tylko o ile James Rodriguez będzie nalegał na odejście za wszelką cenę, o tyle Garethowi Bale’owi w Madrycie dobrze. A jego kontrakt wygasa dopiero w 2022 roku.

W język nie szczypał się Casemiro. Jeszcze na początku sierpnia podkreślał, że w topowej dyspozycji Bale to jeden z trzech najlepszych piłkarzy świata. Zaznaczył jednak bardzo uczciwie: „Każdy z nas przechodzi przez trudne chwile. Sam wie, że to nie są jego najlepsze momenty w karierze. Ma nasze wsparcie. Trzeba jednak być uczciwym i powiedzieć, że to nie są jego najlepsze dni”.

Problemem stało się to, że on nie był w stanie dźwignąć odpowiedzialności, jaką nałożono na niego po odejściu Cristiano Ronaldo. Miał wtedy stać się gwiazdą numer jeden, zacząć spełniać oczekiwania, nie pozwoliły na to ani zdrowie, ani głowa. Tylko Karim Benzema wszedł w buty lidera.

„Kiedy zaczynałeś grać w piłkę, ani trochę nie myślałeś o aspektach mentalnych. Dopiero wejście na profesjonalny poziom to wielki przeskok i coś trudnego do utrzymania psychicznie. Teraz mamy wielu psychologów, którzy oferują ci wsparcie. Nieraz rozmawiałem z nimi o swoich uczuciach” – przyznawał niejednokrotnie 31-latek.

Ten świat mu się już przejadł. Znudziło go kupowanie nowych samochodów i kolejne luksusy, tak samo jak tej samej radości nie dają wygrywanie czy ponowna wspinaczka na szczyt, gdzie przecież już był. Inaczej może jest pojechać na reprezentację Walii, bo to jak niedzielne kopanie z kumplami w parku. Większość tych chłopców zna od dzieciaka, odkąd broili razem jako nastolatkowie. Grają dla kraju, ale nie czuje aż takiej napinki. Dziś Bale to facet stawiający na spokój i proste życia.

Woli odciąć się od reflektorów, a może raczej nauczył się patrzeć na nie z dystansem. Może to niekoniecznie po myśli klubu, ale poniekąd się tym bawi. Daje pożywkę i nie zamierza się uginać pod krytyką: na treningach pozuje jakby stał z kijem golfowym, wygłupia się na trybunach, robi głupie miny, śmieszy go, że powstanie z tego temat. Tak jak przez lata z golfa uczyniono kwestię sporną, mimo że to była jego metoda relaksu. Nie miał jej zakazanej w kontrakcie tak jak chociażby walki z bykami czy jazdy na motocyklu.

Jaki szykuje się finisz tej historii? Zapewne dwuletnie wegetowanie w Madrycie, dopóki ktoś nie zapłaci mu więcej. Przecież to piękna wizja życia w tym mieście jeszcze przez dwa sezony. To wystarczająco, aby odłożyć, a dzieci nie musiały zmieniać otoczenia. Później jeszcze będzie mógł pozwolić sobie na ostatni, gigantyczny kontrakt gdzieś w Azji. O ile rodzina na to przystanie. Dopiero wtedy przyjdzie moment, aby usunąć się w cień i odpocząć od wyniszczającego świata piłki.

„Wolałbym, aby po karierze nikt mnie nie rozpoznawał. Chciałbym zniknąć, odsunąć się na bok. Nie chcę się ciągle promować. Jak już skończę grać, będę szukał bardziej relaksującego, cichszego życia. Czy na polu golfowym? Na pewno” – rzuca z dystansem piłkarz, który wybrał grę na swoich zasadach. Pieklą się tylko wszyscy dookoła.

#Gareth Bale
#LaLiga Santander
#Real Madryt

Najnowsze

Witamy w Lidze Mistrzów. Kędziora spełnił marzenia i poznał czar Juventusu

Można kolportować żarty o Alvaro Moracie, ale finalnie to jego dwa kontakty z piłką w szesnastce sprawiły, że Dynamo Kijów przegrało ...

#Dynamo Kijów
#Juventus
#Liga Mistrzów

Młodzi szturmują Ligę Mistrzów. Największe talenty, którym już teraz trzeba się przyglądać

Ten tekst mógłby mieć melodię z cyklu „Mamy po 20 lat”. Problem w tym, że niektórzy gracze jak Eduardo Camavinga nie skończyli nawet ...

#Edouardo Camavinga
#Dejan Kulusevski

RANKING SIŁ PREMIER LEAGUE: Wolves i MU przesuwają się w górę, środek zbliża się do czołówki

Piąta kolejka Premier League nie była aż tak szalona, jak poprzednie, choć kilka meczów porywało do samego końca. W Rankingu Sił obj ...

#premier league
#Ranking Sił

Inspiracja dla biznesu i kultury masowej. Dick Fosbury, czyli Uber skoku wzwyż

Avicii widział w nim dowód znaczenia przypadku. Pepsi nieszablonowego myślenia. Mazda inspiracji technologicznych. A Burger King zac ...

#Dick Fosbury
#lekkoatletyka
#skok wzwyż

Podium z kapelusza, czyli pozytywny sygnał. Co mówi o Kubicy trzecie miejsce w Zolder?

To nie miało prawa się wydarzyć. Nie w tym aucie, nie w tym zespole, nie w debiutanckim roku całej ekipy. Ciągłe problemy techniczne ...

#DTM
#Robert Kubica

Sześć sekund do setki. Pamiętacie jeszcze najszybszego piłkarza w Polsce?

Czas pędzi i Michał Zieliński dobrze o tym wie. Przed oczami ma dwie sceny: pierwszego gola w Ekstraklasie i palącą się ścianę w kop ...

#ekstraklasa
#Michał Zieliński

Takich emocji pragną fani basketu. Dziki wygrywają rzutem na taśmę

97:95, czyli wygrana dwoma punktami w meczu przepełnionym emocjami. To mówi samo za siebie. Dziki Warszawa wracają na zwycięską ście ...

#Dziki Warszawa
#Koszykówka

Cuda ogłaszają. Zlatan patrzy na wszystkich z góry, a Milan prowadzi w Serie A

Mediolan nigdy nie miał króla, za to miał boga – oto komentarz Zlatana Ibrahimovicia po wygranych derbach miasta z Interem (2:1). Cz ...

#Milan
#serie a
#zlatan ibrahimović

CENTROSTRZAŁ #7. Gwiazdą jest system. Dobra nawigacja Rakowa Częstochowa

Nie wierzę, że aktualny lider ekstraklasy utrzyma tempo do końca sezonu i już za rok zadebiutuje w europejskich pucharach. To jednak ...

#ekstraklasa
#Marek Papszun

Chwile słabości przed El Clasico. Co stoi za porażkami Realu i Barcelony?

Nie wszystko można zrzucić na wirus FIFA ani zawodników przemęczonych zgrupowaniami kadry. Mecze w nogach się kumulują, ale na tydzi ...

#El Clasico
#FC Barcelona
#Real Madryt
POKAŻ WIĘCEJ