newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Matteo Ciambelli/DeFodi Images via Getty Images

Gdyby udało się im namówić do reprezentowania Bośni i Hercegowiny wszystkich, którzy mają do tego prawo, byliby czołową drużyną Europy. A że nie zawsze się udaje, powstała z tego mieszanka przypominająca galaktyczny Real Madryt.

W bramce Samir Handanović z Interu Mediolan, od wielu lat czołowy bramkarz Serie A. W pomocy Mateo Kovacić z Chelsea, Miralem Pjanić z Barcelony i Ivan Rakitić z Sewilli. W ataku Edin Dżeko będący o krok od Juventusu. Albo Zlatan Ibrahimović. Za nimi Josip Ilicić, czołowy zawodnik ligi włoskiej minionego sezonu. Na lewej obronie Sead Kolasinac z Arsenalu. A jako uzupełnienia składu Luka Jović z Realu Madryt, Vedran Corluka z przeszłością w Premier League, wicemistrz świata Tin Jedvaj i finalista Ligi Mistrzów Neven Subotić. Gdyby wszyscy najlepsi piłkarze związani z Bośnią i Hercegowiną mogli zagrać przeciwko Polsce, nie mielibyśmy szans. Byłaby bowiem mowa o jednej z najlepiej obsadzonych personalnie reprezentacji w Europie. Rzeczywistość jest jednak bardziej skomplikowana. Znacznie bardziej. Bo Bośnia i Hercegowina to jedno z najbardziej pogmatwanych miejsc kontynentu.

 

POGMATWANE PAŃSTWO

Drugie tak specyficzne państwo trudno znaleźć. To tam, między górami, gdzie ulokowana była spora część przemysłu Jugosławii, znalazła się soczewka, w której zbiegły się wszelkie bałkańskie zawiłości. Doprowadziło to do najkrwawszego konfliktu w Europie od zakończenia II wojny światowej. A kompromis, jaki udało się wypracować między zamieszkujące jedno terytorium Boszniakami, Serbami i Chorwatami, trzyma się na bardzo kruchych podstawach.

Cały ustrój opiera się na możliwej równowadze między narodami. I tak kraj nie ma prezydenta, lecz trzyosobowe prezydium, w którym zawsze znajduje się po jednym przedstawicielu każdej narodowości. Co osiem miesięcy zmieniają się w roli przewodniczącego. W obu izbach parlamentu 1/3 miejsc zawsze przypadać musi Serbom. Do uzyskania większości przy głosowaniach nie wystarczy odpowiednia przewaga w całej izbie, lecz także w każdej z jej narodowych części. Serbowie mają też zapewnione przynajmniej cztery miejsca w rządzie. Przy czym dwaj wicepremierzy muszą należeć do innych grup etnicznych niż premier. Podobne parytety występują w Sądzie Konstytucyjnym i praktycznie wszystkich ważniejszych organach władzy. Przy czym nad wszystkimi organami występuje jeszcze Wysoki Przedstawiciel ONZ dla Bośni i Hercegowiny, mogący korzystać ze specjalnych uprawnień, pozwalających mu odwoływać ze stanowisk polityków z obydwu części federacji, których postawa mogłaby utrudniać wdrażanie procesu pokojowego. Co de facto rodzi pytania o suwerenność Bośni i Hercegowiny.

 

W takim kraju trudno zrobić cokolwiek. I futbol nie jest w tej kwestii wyjątkiem. Początkowo istniały dwie osobne federacje piłkarskie. Później federacja była jedna, ale prezesów kilku. Dopiero od ośmiu lat udaje się wyłaniać wspólnego prezesa związku. Ale to nie zakończyło wszystkich problemów.

 

WALKA O REPREZENTANTÓW

O ile linia podziału we wszystkich dziedzinach życia w państwie przebiega pomiędzy Serbami, ciążącymi w kierunku Belgradu, Chorwatami, podkreślającymi związki z Zagrzebiem oraz miejscowymi muzułmanami, zwanymi Boszniakami, w drużynie piłkarskiej dochodzą jeszcze dwie nowe linie podziału – miejscowi kontra potomkowie emigrantów. Komórka werbująca piłkarzy o korzeniach z tego kraju, ale wychowanych w innych miejscach świata, funkcjonująca także w PZPN-ie, jest jedną z najważniejszych w federacji bośniackiej. Bo Bośniacy walczą o zawodników nie tylko z krajami, do których ich rodzice dwadzieścia lat temu uciekli przed wojną, ale też z sąsiadami. Dlatego z potencjalnie najsilniejszego składu tylko nieliczni rzeczywiście reprezentują Bośnię.

 

PRZEGRANE Z SĄSIADAMI

Zlatan, grający przez lata dla Szwecji, to najgłośniejszy przypadek. Ale jest też wiele innych. Arnautovicia Bośniacy stracili na rzecz Austriaków, Suboticia, Jovicia czy Mijata Gacinovicia kosztem Serbów. Rakiticia, Kovacicia czy Jedvaja przygarnęli Chorwaci, a Handanovicia i Ilicicia Słoweńcy. Walka trwa i jest coraz trudniejsza. O ile piłkarze z pierwszego pokolenia emigrantów mieli jeszcze silne więzi z krajem pochodzenia, nierzadko się w nim urodzili albo nawet mieli związane z nim wspomnienia z dzieciństwa, o tyle obecnie wchodząca w dorosłość generacja to już ludzie całkowicie związani z nowymi ojczyznami. I w tej kwestii udaje się jednak czasem odnosić sukcesy. Anel Ahmedhodzić, 21-letni stoper Malmoe, który ostatnio grał przeciwko Cracovii, inaczej niż mający podobny życiorys Ibrahimović, zdecydował się reprezentować Bośnię. Podobnie jak Nick Salihamidzić, grający w juniorach Bayernu. Każdy przypadek jest jednak inny.

A Bośniacy bardzo potrzebują siły przyciągania, którą daje przede wszystkim perspektywa sportowego sukcesu. Jeśli konkuruje się z silnymi piłkarsko zachodnimi państwami oraz sąsiadami, z których jedni są aktualnymi wicemistrzami świata, a drudzy dość regularnie kwalifikują się na wielkie turnieje, trzeba mieć jakąś kartę przetargową.

 

SUKCES BEZ POWTÓRKI

Mundial w Brazylii miał być otwarciem nowej epoki dla bośniackiej piłki. Pierwsza w historii kwalifikacja na wielki turniej była nadzieją zjednoczenia podzielonego kraju wokół reprezentacji piłkarskiej, a dla niej samej ugruntowania pozycji w europejskiej hierarchii. Sześć lat później tamten turniej pozostaje jednak jedynym, trochę wyrwanym z kontekstu, sukcesem. Bośniacy nie pojechali ani na Euro 2016, ani na mundial do Rosji. W eliminacjach do Euro 2020 zajęli dopiero czwarte miejsce w grupie, dając się wyprzedzić Finlandii oraz Grecji i kompromitując się porażką w Armenii. Po tamtych kwalifikacjach do dymisji podał się Robert Prosinecki, były znakomity chorwacki piłkarz, który nie poradził sobie z odbudową bośniackiej drużyny. Zadania budowy nowej drużyny podjął się 71-letni Dusan Bajević, znany przede wszystkim z wieloletniej pracy w klubach greckich.

 

POTENCJALNY RYWAL

Budowa nie miała jednak być długofalowa, lecz błyskawiczna. Debiutem nowego selekcjonera miały być marcowe baraże o awans do Euro 2020. Bośniacy przepadli w eliminacjach, ale jako zwycięzcy grupy w drugiej dywizji Ligi Narodów, gdzie wyprzedzili Austrię i Irlandię Północną, otrzymali prawo walki o wyjazd na mistrzostwa. Pandemia dała im niespodziewaną szansę, by mieć jakiekolwiek przetarcie. Barażowe starcie z Irlandią Północną, którego będą gospodarze, odbędzie się dopiero za miesiąc.

Wrześniowe mecze z Włochami (1:1) oraz z Polską w Lidze Narodów są więc dla nich próbą generalną przed najważniejszym zadaniem. Pozycja wyjściowa jest całkiem niezła, bo w obu ewentualnych meczach barażowych Bośniacy będą gospodarzami, choć raczej bez atutu własnej publiczności. Sztab Jerzego Brzęczka musi w poniedziałek uważnie obserwować rywali, bo jeśli jesienią graczom Bajevicia powiedzie się w barażach, zostaną grupowymi przeciwnikami Polaków na przyszłorocznym Euro. Do kolejnego spotkania może więc dojść bardzo szybko.

 

GWIAZDY I GIERMKOWIE

W reprezentacji nie ma parytetów wyznaniowych czy narodowościowych, ale drużyna w naturalny sposób stanowi totalną mieszankę życiorysów. Aktualnie dochodzi w niej do wymiany pokoleniowej. Bohaterowie z 2014 roku powoli odchodzą już w cień. Vedad Ibisević (Schalke) i Senad Lulić (Lazio) zrezygnowali już z gry w kadrze. Nie ma też Harisa Medunjanina, Sejada Salihovicia czy Emira Spahicia. Do głosu powoli dochodzi nowe pokolenie, ale największymi gwiazdami wciąż są Edin Dżeko i Miralem Pjanić.

Etnicznie obaj to Boszniacy, jednak z zupełnie innymi historiami. Podczas gdy pierwszy jest produktem miejscowego szkolenia, drugi wychował się w Luksemburgu oraz Francji. Przeciwko Polsce akurat nie zagra, bo przed dwoma tygodniami zdiagnozowano u niego koronawirusa. Ich obecność w kadrze sprawia, że ta drużyna często przypomina koncepcję Zidanes y Pavones z czasów galaktycznego Realu Madryt. Z jednej strony gracze z największych klubów świata, z drugiej, starzy znajomi z ekstraklasy – Adnan Kovacević (ex Korona Kielce), Jasmin Burić czy Elvir Koljić (ex Lech).

 

LUŹNE ZWIĄZKI

Bajević ma więc mieszankę pokoleniową, wyznaniową i narodowościową, a wielu z jego zawodników łączy bardzo mało. To zespół złożony z ludzi, którzy wychowali się w różnych częściach świata. Piętnastu członków kadry uczyło się grać w piłkę w Bośni. Pozostali zostali zwerbowani w Kanadzie, Niemczech, Chorwacji, Danii, Stanach Zjednoczonych, Belgii, czy w Macedonii Północnej. Także z tego powodu reprezentantom wielokrotnie zarzucano w kraju, że nie odczuwają należytej dumy i nie wkładają odpowiednio dużo serca w mecze drużyny narodowej. Sprawdzić, jak śpiewają hymn i tak nie ma jak, bo to tylko melodia bez słów. Nie byłoby przecież takiej treści, co do której zgodziłyby się wszystkie trzy strony.

#Bośnia i Hercegowina
#Edin Dżeko
#reprezentacja Bośni i Hercegowiny

Najnowsze

Ubytek najgorszy z możliwych. Jak Liverpool poradzi sobie z kontuzją Virgila van Dijka?

Kontuzja Virgila van Dijka to ten rodzaj wydarzenia, który może zmienić rywalizację o mistrzostwo Anglii. Holender był jak do tej po ...

#Liverpool
#premier league

Zemsta za brak wspólnych obiadów. Ciro Immobile wpędza Dortmund w melancholię

Narzekał, że padało. I Niemcy byli zimni. A koledzy z zespołu nie zapraszali go na wspólne posiłki. Najlepszy włoski napastnik pokaz ...

#Borussia Dortmund
#bundesliga

Witamy w Lidze Mistrzów. Kędziora spełnił marzenia i poznał czar Juventusu

Można kolportować żarty o Alvaro Moracie, ale finalnie to jego dwa kontakty z piłką w szesnastce sprawiły, że Dynamo Kijów przegrało ...

#Dynamo Kijów
#Juventus
#Liga Mistrzów

Młodzi szturmują Ligę Mistrzów. Największe talenty, którym już teraz trzeba się przyglądać

Ten tekst mógłby mieć melodię z cyklu „Mamy po 20 lat”. Problem w tym, że niektórzy gracze jak Eduardo Camavinga nie skończyli nawet ...

#Edouardo Camavinga
#Dejan Kulusevski

RANKING SIŁ PREMIER LEAGUE: Wolves i MU przesuwają się w górę, środek zbliża się do czołówki

Piąta kolejka Premier League nie była aż tak szalona, jak poprzednie, choć kilka meczów porywało do samego końca. W Rankingu Sił obj ...

#premier league
#Ranking Sił

Inspiracja dla biznesu i kultury masowej. Dick Fosbury, czyli Uber skoku wzwyż

Avicii widział w nim dowód znaczenia przypadku. Pepsi nieszablonowego myślenia. Mazda inspiracji technologicznych. A Burger King zac ...

#Dick Fosbury
#lekkoatletyka
#skok wzwyż

Podium z kapelusza, czyli pozytywny sygnał. Co mówi o Kubicy trzecie miejsce w Zolder?

To nie miało prawa się wydarzyć. Nie w tym aucie, nie w tym zespole, nie w debiutanckim roku całej ekipy. Ciągłe problemy techniczne ...

#DTM
#Robert Kubica

Sześć sekund do setki. Pamiętacie jeszcze najszybszego piłkarza w Polsce?

Czas pędzi i Michał Zieliński dobrze o tym wie. Przed oczami ma dwie sceny: pierwszego gola w Ekstraklasie i palącą się ścianę w kop ...

#ekstraklasa
#Michał Zieliński

Takich emocji pragną fani basketu. Dziki wygrywają rzutem na taśmę

97:95, czyli wygrana dwoma punktami w meczu przepełnionym emocjami. To mówi samo za siebie. Dziki Warszawa wracają na zwycięską ście ...

#Dziki Warszawa
#Koszykówka

Cuda ogłaszają. Zlatan patrzy na wszystkich z góry, a Milan prowadzi w Serie A

Mediolan nigdy nie miał króla, za to miał boga – oto komentarz Zlatana Ibrahimovicia po wygranych derbach miasta z Interem (2:1). Cz ...

#Milan
#serie a
#zlatan ibrahimović
POKAŻ WIĘCEJ