newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Michael Regan - UEFA via Getty Images

Okoliczności były trochę inne, ale finał jak zwykle ten sam. Manchester City pożegnał się z Ligą Mistrzów i zaserwował wszystkim powtórkę z rozrywki. Pep Guardiola znów przeżył koszmar, na który zapracował własnymi decyzjami. Kolejny raz w Europie padł ofiarą własnych zbędnych kombinacji.

Miała być autostrada do półfinału i podbój Europy, a zamiast tego jest kolejna wpadka. Manchester City zmarnował najlepszą jak do tej pory szansę na triumf w Lidze Mistrzów i Pep Guardiola może winić tylko sam siebie. Porażka z Lyonem to kolejny zawód na długiej liście w Champions League. O ile jednak Liverpool, Tottenham czy nawet rewelacyjne Monaco dało się jakoś przetrawić, choć też porażki wynikały poniekąd z taktycznych roszad (Fernadinho na boku obrony przeciwko Mbappe albo posadzenie De Bruyne i Sane na Spurs), tak tegoroczna porażka boli i dziwi podwójnie.

Formuła nietypowego turnieju w Portugalii sprawiała, że The Citizens od upragnionego pucharu dzieliły tylko trzy spotkania. Przystępowali do nich rozpędzeni po bardzo symbolicznym, ważnym z psychologicznego puntu widzenia i w dodatku efektownym triumfie z Realem Madryt. Guardiola, zamiast pójść za ciosem, postanowił jednak zaciągnąć swoim piłkarzom hamulec ręczny. Przez to klub, który od ponad dekady marzy o triumfie w Champions League, wciąż ma w dorobku tylko jeden awans do najlepszej czwórki tych rozgrywek.

 

PRZEKOMBINOWANE USTAWIENIE

Zarzucanie Guardioli, że często za bardzo kombinuje w fazie pucharowej tych rozgrywek stało się już nieco wyświechtane, ale powodów odpadnięcia z Lyonem znów trzeba szukać w tym samym. Menedżer City odszedł od klasyki i zdecydował się na ustawienie, które nie wykorzystuje w pełni potencjału ofensywnego jego drużyny.

Na ławce siedzieli Bernardo i David Silva, Riyad Mahrez czy Phil Foden. Hiszpański menedżer odszedł od systemu 4-3-3 na rzecz trójki obrońców i zostawił na ławce kreatywnych piłkarzy, przedkładając bezpieczeństwo nad fantazję. Najmocniejszym ustawieniem jego ekipy zawsze było to z dwiema „wolnymi ósemkami” – Kevinem De Bruyne i którymś z Silvów – a tymczasem na Lyon obok Belga wyszli Ilkay Gündogan i Rodri.

Lyon to zespół dobrze zorganizowany i niebezpieczny, jednak Guardiola okazał mu za duży respekt. Być może nawet się przestraszył. Wystawił skład z tak naprawdę pięcioma obrońcami i dwoma defensywnymi pomocnikami na mecz z drużyną, która – mimo wyeliminowania Juventusu – zajmowała siódme miejsce w Ligue 1, kiedy postanowiono przerwać sezon. City z kolei było w gazie. Po wznowieniu rozgrywek Premier League zdobyło najwięcej punktów, a potem doszła wygrana z Realem. Zamiast jednak uwypuklić atuty swojej drużyny, Guardiola wybrał wariant bezpieczny w negatywnym tego określenia znaczeniu.

PRZESADNY SZACUNEK

Menedżer The Citizens mógł się poczuć jak w „Dniu świstaka”. Lyon to kolejny przykład na to, że Guardiola zbędnie szuka w Europie nowych rozwiązań, zamiast postawić na te sprawdzone. Choć po wyeliminowaniu Realu mówił, że jego drużyna „musi być sobą”, postanowił spędzić trzy dni na szlifowaniu ustawienia 3-5-2, samemu odchodząc od tożsamości City. Mówił też o pokorze, ale przy niej nie można zapomnieć o własnych silnych stronach. Ostrożność jest wskazana, jednak nie może zamienić się w zbędne przejmowanie się.

Takie podejście i zmiany na ostatnią chwilę z góry zasiewają w piłkarzach ziarenko niepewności. Szczególnie po wyeliminowaniu Realu tak asekuracyjne rozwiązanie ze strony Guardioli było zagadkowe. Wydawało się, że pokonanie Królewskich zdejmie z City mentalną blokadę. Okazało się, że na ich trenera mogło tylko założyć jeszcze większą.

 

BRONILI, CHOĆ NIE UMIEJĄ

Defensywne podejście jest tym bardziej zastanawiające, że obrona w tym sezonie mocno w Manchesterze City zawodzi. Gorzej wygląda sama gra defensywy, ale i ogólnie cała drużna bez piłki nie jest już tak skuteczna w odbiorze, jak jeszcze chociażby dwa sezony temu. To jednak u Guardioli powracający motyw w Lidze Mistrzów. Jego Bayern i City straciły 30 goli w trzynastu meczach, w jakich odpadały z tych rozgrywek w trakcie ostatnich siedmiu lat. To średnio 2,3 gola na mecz. Z taką grą w obronie nie da się podnieść Pucharu Europy.

Sobotnie spotkanie z Lyonem najlepiej obrazuje 59 sekund pomiędzy pudłem Raheema Sterlinga a stratą gola na 1:3. Manchester City – poza decyzjami Guardioli – zgubił brak skuteczności w ataku i błędy w tyłach. Praktycznie każdy tracony gol to wynik czyjejś pomyłki.

Kolejny kiepski występ zaliczył Ederson. Brazylijczyk zachował wprawdzie w tym sezonie Premier League najwięcej czystych kont, ale już od kilku miesięcy przytrafiają mu się poważne błędy. A to wyjdzie niepotrzebnie z bramki, a to interweniuje tak, że piłka i tak przechodzi mu przez ręce, a to sfauluje na rzut karny. Z Lyonem zabrakło tylko tego ostatniego. Przy bramce na 1:0 wyszedł za daleko przed linię i dał się pokonać Maxwelowi Cornetowi. Później nie zatrzymał strzału Moussy Dembele przy golu na 1:2. Na sam koniec wypuścił piłkę po dość lekkim strzale Houssema Aouara i pozwolił Dembele na dobitkę zamykającą mecz.

 

STRACH PRZED PORAŻKĄ

Obserwując odpadnięcie City z Lyonem przypomniała mi się słynna wymiana Arsene’a Wengera z Jose Mourinho sprzed kilku lat. Francuz stwierdził wtedy, że niektórzy menedżerowie celowo studzą oczekiwania, bo boją się niepowodzenia. Miał wtedy na myśli Portugalczyka. – Jest specjalistą od porażek. Ja nie. Jeżeli ma rację i boję się niepowodzeń, to dlatego, że nie miałem ich za wiele – odgryzał się Mourinho.

Zostawiając na boku złośliwości, coś w tym jest. Kiedy Mourinho wypowiadał te słowa, Wenger był już osiem lat bez żadnego trofeum. Guardiola oczywiście ma ich w dorobku wiele w ostatnich latach, jednak wszystkie to krajowe podwórko, a do Manchesteru City przychodził wygrać Ligę Mistrzów. Od ostatniego triumfu Hiszpana w tych rozgrywkach minie jednak co najmniej dziesięć lat.

Widać, że to zaczyna go pożerać. Porażki, jakie przeżył po drodze, wydają się mocno na niego wpływać. Guardiola wygląda jak ktoś, kto boi się kolejnych niepowodzeń, dlatego porzuca naturalny instynkt na rzecz jeszcze głębszego szukania różnic i nowych rozwiązań. Stąd częste zmiany koncepcji i tendencja do przekombinowania. Przez to sam sobie utrudnia życie i przegrywa.

– W tych rozgrywkach taktyka nie jest najważniejszą rzeczą – mówił po porażce z Lyonem, ale brzmiał nieprzekonująco. The Citizens po raz kolejny odpadli z Ligi Mistrzów w bolesny, znajomy sposób i trzeba wskazać winnego. Tym w naturalny sposób staje się trener, który ogranicza możliwości swojej drużyny. Już w czasach pracy Guardioli w Bayernie jego zawodnicy mówili, że przesadnie skupia się na rywalu, chorobliwie analizuje jego grę, zamiast pozwolić nieraz swojej drużynie grać z większą swobodą.

Ten perfekcjonizm okazuje się zgubny. W piłce nie da się wszystkiego kontrolować i zamiast przeładowywać głowy piłkarzy, warto im zaufać, szczególnie jeśli właśnie pokonali Real, a następnym rywalem jest Lyon. Autopilot czasami jest lepszy niż kurczowe trzymanie się sterów. Fantazja i wiara w moc własnego ataku mogą przykryć inne niedostatki, co pokazał dzień wcześniej Bayern. Guardiola – jak na kogoś, kto uchodzi za ofensywnego geniusza – za często o tym zapomina.

 

#Liga Mistrzów
#manchester city
#olympique lyon
#pep guardiola
#premier league

Najnowsze

Chcieliśmy oszukiwać, dryblować i żyć jak on. Dlaczego moje pokolenie pokochało Diego Maradonę

To było więcej niż pewne, że przy takim trybie życia stanie się w końcu memem. Natomiast nie ma liczby idiotycznych rzeczy, które mó ...

#Diego Maradona
#Argentyna
#mexico 86

Lewy zatańczy z Neymarem w jednej ekipie? Polak może zostać twarzą Pumy

Napastnik Bayernu Monachium wywołał niemałe zdziwienie, pozując na treningu w wyczernionych butach Puma Ultra 1.1. W sierpniu Robert ...

#Neymar
#Puma
#reprezentacja polski

Agent gwiazdy. Polak, który pomógł Stanislavowi Lobotce wejść na szczyty Serie A

W ostatnich latach kilku polskim menedżerom udało się doprowadzić piłkarzy do najlepszych klubów świata i uczestniczyć w wielomilion ...

#Napoli
#Paweł Zimończyk
#serie a

W pogoni za mistrzem, czyli polskie zaplecze w UFC. Na czym stoją nasi w najbardziej prestiżowej federacji świata?

UFC ma w Polsce ostatnie znacznie większy rozgłos niż jeszcze kilka czy kilkanaście mies ...

#Jan Błachowicz
#Joanna Jędrzejczyk

Diego Maradona kończy sześćdziesiąt lat. Pamiętacie jak strzelał z wiatrówki w Newell’s Old Boys?

- Całe życie wstawałem w południe. Dwa razy żona obudziła mnie przed jedenastą. Pierwszy ...

#Argentyna
#Diego Maradona

Gerrard lepszy od Żurawia. Lech pozbawiony własnego stylu w Glasgow

Kolejorz nadal bez punktów w Europie. Powodów do pochwał też mniej niż po spotkaniu z Benfiką. Z Ibrox lechici wyjeżdżają bez celneg ...

#Glasgow Rangers
#Lech Poznań

Moc kreatywności plus podróbki z Chin. Dlaczego graficy z Instagrama zmieniają rynek koszulek?

Rynek koszulek piłkarskich zmienia piłkę. Jest barwniej, ciekawiej, a do głosu coraz mocniej dochodzą dwudziestokilkuletni graficy z ...

#adidas
#humanrace
#koszulki piłkarskie

„Bracie, nie podawaj mu, on gra przeciwko nam”. Jak odczytywać sytuację między Benzemą a Viniciusem?

Kamery wyłapały jak w przerwie meczu z Borussią Mönchengladbach Karim Benzema rzuca po f ...

#Karim Benzema
#LaLiga
#Real Madryt

Następca Kloppa, lider katolickiej drużyny szkolnej, który chce zostać idolem protestantów. Nowa droga Stevena Gerrarda

Końcówka jego kariery w Liverpoolu na zawsze będzie naznaczona traumą, związaną z zaprze ...

#Lech Poznań
#Liga Europy
#Liverpool

Lider, ulubieniec, wzór młodzieży. Grzegorz Krychowiak, czołowa bestia Rosji

W Lidze Mistrzów regularnie gra przeciwko najlepszym na świecie. W Rosji należy do czołowych piłkarzy ligi. Dlaczego więc w Polsce p ...

#grzegorz krychowiak
#liga rosyjska
POKAŻ WIĘCEJ