newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
fot. Ross Kinnaird/Getty Images

Jako dziecko w rankingu idoli wyżej od Alana Shearera stawiał… Raphaela, jednego z bohaterów „Wojowniczych Żółwi Ninja”. David Moyes powiedział przed laty, że jest ginącym gatunkiem piłkarza ulicznego. Wayne Rooney – prawdziwek, którego pokochała Anglia, gdy miał 16 lat i błysnął na wielkiej scenie, wciąż ma się dobrze.

No to teraz się zacznie, zobaczysz – westchnął zmartwiony nieco George Best, prorokując, że presja wzrośnie dziesięciokrotnie, kiedy cudowne dziecko wyspiarskiej piłki przedstawiało się światu. Arsene Wenger kiwał głową z uznaniem: – To największy talent, jaki widziałem, od kiedy jestem w Anglii.
Rooney zapakował właśnie gola Arsenalowi, był rok 2002, a nim zdążył się zorientować o co chodzi z tym całym zamieszaniem wokół jego osoby, opowiadał dziennikarzom w mixed zone, cały w emocjach, po debiutanckiej bramce zdobytej dla reprezentacji: – Nie wiedziałem, jak się cieszyć, gdzie mam pobiec, byłem tak podekscytowany. David Beckham zachował na szczęście spokój i powiedział mi: „Nasi fani siedzą tam”.

ZOSTAW GO W SPOKOJU

Mógł grać dla Irlandii, ze względu na pochodzenie babci, ale od początku czuł się Anglikiem. Irlandzka federacja zrobiła nawet podejście, nie miała jednak szans rywalizować z angielską, a Rooney chciał być częścią historii, jaką przez lata pisali wielcy piłkarze znad Tamizy, jak Bobby Moore czy Gary Lineker. Stać się liderem nowego pokolenia.

Bob Pendleton, skaut Evertonu, opowiadał, jak namierzył Wayne’a grającego w barwach Copplehouse Juniors w lidze o dźwięcznej nazwie Walton and Kirkdale Junior League. – Ich menedżerem był Big Neville, zapytałem go: „Kim jest ten mały gość?”. Warknął: „Dopiero do nas dołączył, zostaw go w spokoju”. Odparłem: „Mam go zostawić w spokoju? Chyba sobie żartujesz”.

Rooney kopał piłkę na ulicy i faktycznie uwielbiał „Wojownicze Żółwie Ninja”, próbując z kumplami wiernie odtwarzać ich ruchy. Futbol i ten uroczy film o zwierzakach, które miały wyjątkowe umiejętności, pochłaniały bez reszty chłopca z Croxteth, przedmieść Liverpoolu.

To się miało za chwilę skończyć, choć początkowe zamieszanie było dla Wayne’a niezrozumiałe. Jego agent, Paul Stretford, opowiadał, jak Rooney zareagował na gola strzelonego Arsenalowi, tego samego, po którym Wenger tak się nim zachwycił.
– Kiedy świat odkrywał jego talent, on wskoczył na BMX-a i popędził do kumpli. Spotkali się przed miejscowym sklepem, a potem tłukli razem piłką o ścianę, jakby nic szczególnego się nie wydarzyło – mówił Stretford.

Przypomnijmy dla porządku – grając w barwach Evertonu Rooney – na pięć dni przed siedemnastymi urodzinami – pokonał Davida Seamana, bramkarza Arsenalu, w meczu Premiership. Kilka dni później zdobył zwycięską bramkę na Elland Road, w starciu z Leeds United, i już nic i nigdy nie było takie samo. W okamgnieniu stawał się ikoną Goodison Park.
Po tamtym zwycięskim trafieniu przeciwko Pawiom, ich tymczasowy menedżer Peter Reid, wybałuszył oczy i wyznał: – Mój stary druh, Colin Harvey, który uczy dzieciaki z Evertonu gry w piłkę, nie jest skłonny do prawienia komplementów. Żeby było jasne – opisał Kenny’ego Dalglisha jako „w porządku”. Ale Rooneya nazwał „dobrym piłkarzem”.

ZROBIŁ WRAŻENIE JAK PELE

Rok później, podczas EURO 2004, był już na ustach całej Europy. Sven-Goran Eriksson, selekcjoner Anglików, nie wierzył, że trafiła mu się taka perła. – Jest niesamowity – wzdychał do jego talentu. – Nie pamiętam, żeby ktoś zrobił takie wrażenie na wielkim turnieju od czasów Pelego w 1958 roku.

Rooney z marszu wszedł do kadry pełnej gwiazd i mocnych charakterów. Wiedział, że nie jedzie na turniej do Portugalii dlatego, że jest młody, ale czuł, iż naprawdę może pomóc reprezentacji, zresztą dał sygnał już w eliminacjach, strzelając ważnego, bo wyrównującego gola w Macedonii, w meczu, w którym Anglia ostatecznie zwyciężyła 2:1. Kiedy więc już podczas mistrzostw Europy zapakował dwie bramki Szwajcarom, nikt nie był zdumiony. Imprezę kończył z czterema golami i zameldowaniem w jedenastce turnieju.

fot. Matthew Ashton/EMPICS via Getty Images

Zainteresowanie ze strony mediów przygniotło Wayne’a, na to nie dało się po prostu przygotować. Paparazzi chodzili za nim wszędzie, szczególnie po ME 2004 i od momentu, w którym stał się piłkarzem Manchesteru United. Potykał się wiele razy, zawodził rodzinę, zdradzał żonę, ale stara miłość nie rdzewiała i Coleen McLoughlin, która znała piłkarza jeszcze w czasach, kiedy nie znał go nikt, trwała u boku chłopaka, a potem męża. On rozrabiał, a później przepraszał, obiecywał poprawę i robił wszystko, by czuła się jak księżniczka. Tam, skąd pochodzili, ludzie żyli innym, gorszym życiem, więc musieli to jakoś naprawiać, by wciąż inni mogli śnić ich sen. Patrzcie, oto spełniły się marzenia o bogactwie i sławie!

Na weselu pary zagrała grupa Stereophonics. Wiąże się z tym zabawna anegdota. Jej wokalista, Kelly Jones, przed występem wziął mikrofon do ręki i powiedział: – Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, Wayne, ale zgodziłem się na ten występ tylko pod dwoma warunkami: przyjmiesz obywatelstwo Walii i podpiszesz kontrakt z Leeds. Zanim więc nie podpiszesz tutaj odpowiedniego kontraktu, nie zagram ani jednej jebanej nuty.
Nie wiadomo, czy Rooney zrozumiał dowcip, ale zachował spokój. – Dał mi kieliszek wina i przypomniał, ile zapłacił. Pomyślałem: „okej, to jest fair” i ruszyłem z cholernym show – wzruszył ramionami Jones.

Tabloidy nie opuszczały ich życia nawet na minutę. W 2006 roku wydawcy The Sun i nieistniejącego już dziś News of the World musieli zapłacić Rooneyowi i jego rodzinie 100 tysięcy funtów odszkodowania, po tym jak opublikowano nieprawdziwe informacje, według których piłkarz miał się dopuścić napaści na Coleen w jednym z nocnych klubów. Rooney walczył z napastliwymi dziennikarzami tak samo jak o każdy centymetr murawy na boisku. Pokazywał też, że nie chodzi o kasę – tę z wygranych procesów przekazywał na cele charytatywne.

WOJNA Z MOYESEM

Sir Alex Ferguson oczywiście zakochał się w jego umiejętnościach i wiedział, że chłopak z Croxteth może stać się fundamentem sukcesów Manchesteru United. Reprezentował bowiem wszystkie te cechy, jakie Szkot cenił najbardziej – ciężką pracę, naturalny dar do sportu i był młody, a więc wpisywał się w politykę wpuszczania świeżej krwi na Old Trafford. Słynny menedżer nigdy nie mógł odgadnąć, gdzie leży granica możliwości Rooneya. Inni zresztą również.
– Kiedy miał osiemnaście lat i do nas przychodził, każdy mówił: a co pokaże jak będzie miał 21! Kiedy osiągnął już taki wiek, pytali: co pokaże, jak będzie miał 25! – śmiał się stary lis Fergie.

Inni czasem go podszczypywali, ale budził ogólną sympatię.
– Chłopaki z Croxteth nie reklamują środków do pielęgnacji włosów – żartował Jamie Carragher, który nie przegapiłby żadnej okazji, by wbić szpilę komuś, kto grał w dwóch wrogich plemionach: Evertonie i Manchesterze United.

Fabio Capello, który prowadził Anglię jako selekcjoner pieklił się czasem, że Rooney nie gra w kadrze tak dobrze jak w klubie.
– Kiedy próbuję wyjaśnić taktykę, rzeczy nie działają. Może dlatego, że Rooney nie mówi po angielsku. I nie rozumie angielskiego. Myślę, że on rozumie tylko szkocki. To dlatego tak dobrze idzie mu w Manchesterze, gdzie jest sir Alex Ferguson i mówi do niego po szkocku – rozkładał ręce Włoch.

Nie dogadywali się zbyt dobrze, co ciekawe, po stronie Capello stał Roy Keane, który twierdził, że Rooney za mało daje kadrze. Wcześniej miał kłopoty z Davidem Moyesem. Obecny menedżer West Hamu United prowadził przez ponad dekadę Everton i według Rooneya nie umiał sobie poradzić z rosnąca popularnością nastolatka. – Chciałem uciec jak najdalej od niego – pisał w jednej z autobiografii napastnik. Konflikt ze Szkotem był naprawdę gruby – skończyło się w sądzie, a Rooney, za oskarżenia, jakie rzucił na swojego byłego menedżera w książce – według piłkarza miał on m.in. być źródłem przecieku do prasy w kwestii powodów opuszczenia Goodison Park – zapłacił Moyesowi pół miliona odszkodowania.

AMERYKAŃSKI BŁYSK

Dziś sam jest trenerem – na razie grającym – i będzie coraz częściej borykał się z problemami wschodzących gwiazd. Ale chce im pokazać, że jeszcze dużo umie, że wciąż ma marzenia. Kiedy przychodził do Derby County, niektórzy pewnie się dziwili. Zawodnicy w tym wieku zazwyczaj naciągają chińskich miliarderów na grubą kasę, albo odcinają kupony w Ameryce. Rooney też miał taki plan, ale ambicje jeszcze nie wygasły. Zresztą, nawet w MLS nie umiał grać na pół gwizdka. W USA błyszczał, trzymał wysoką formę i kiedy nadarzyła się okazja do powrotu, postanowił przypomnieć o sobie rodakom, którzy po jego drugiej przygodzie z Evertonem zaczęli go uznawać za piłkarskiego emeryta.

Rocznik 1985 wciąż ma się  jednak nieźle. Jego Derby County jeszcze liczy na wejście do baraży i potem batalię o Premier League. To byłaby niesamowita historia. Szczególnie, że Rooney zna doskonale smak elity, a jego obecny klub w ubiegłym sezonie był bliski awansu. Dziś już bez Franka Lamparda w roli menedżera, ale z Rooneyem w roli kapitana, nadzieje odżyły.

Wayne nie jest już łowcą goli, jak kiedyś, pełni teraz na boisku inną rolę, ale wciąż potrafi zdobywać bramki i asystować. Operujący dużo głębiej, dyrygujący zespołem, podpowiadający kolegom, próbuje ich natchnąć do wielkich rzeczy.
Postępy są widoczne, poprawiła się średnia zdobywanych przez drużynę punktów, od kiedy „Roo” pojawił się w zespole, czyli w styczniu, The Rams wygrali aż 9 spotkań, a w tym okresie nikt nie zwyciężał częściej. Ekipa Phillipa Cocu zaczęła marsz w górę tabeli, zakradła się za plecy ścisłej czołówki.

IDOL MŁODYCH

Młodzież jest w niego zapatrzona, w końcu to okazja, by grać z legendą Premier League. Mniej doświadczeni piłkarze czują się pewnie u boku Rooneya. – Powiedział mi, żebym grał futbol, jaki lubię – wyznał niedawno Louis Sibley.
Cały Rooney, od samego początku, od pamiętnego meczu z Arsenalem, kiedy po ostatnim gwizdku Thierry Henry pospieszył, by  złożyć mu gratulacje, starał się być tym samym zawodnikiem co w podwórkowym futbolu. Bez strachu. Przed niedawnym meczem przeciwko Manchesterowi United, wyjątkowym dla niego samego, powiedział młodszym kolegom: – O jedno was proszę, nie bójcie się niczego.
Oni są wdzięczni za te lekcje i odpowiadają komplementami. Mówią o profesjonalnym podejściu, niespożytej energii i głodzie wygrywania. Rooney już nie musi, to oczywiste. Ale chce i może pomóc tym chłopakom spełnić marzenia, tak jak sam zrobił to przed laty. Tak jak jego uczyli inni, starsi.

Anglia może być dumna z młodego pokolenia piłkarzy, które daje nadzieję na powtórzenie sukcesu z 1966 roku. Synowie Albionu dawno nie mogli się pochwalić tyloma młodymi talentami. Odporność na presję, wysokie umiejętności, zdrowe prowadzenie się poza boiskiem, mądre zarządzanie karierami i mediami społecznościowymi. Czy jednak w tym wszystkim nie ginie ludzki pierwiastek i nie rodzi się tęsknota za takim kimś jak Wayne?

Przeciętny mieszkaniec Newcastle czy Liverpoolu z łatwością utożsamiał się przed laty z Rooneyem, gdy oklaskiwał go w koszulce reprezentacji, czy podziwiał jego gole w Lidze Mistrzów. O wielu piłkarzach, choćby ostatnio o Masonie Greenwoodzie z United, mówi się: „To nowy Rooney”. Wielu było i jest takich śmiałków. Lepiej jednak, by nie sprawdzali w internecie, ile Wayne wygrał w życiu meczów, strzelił goli i zdobył trofeów, bo te porównania mogą ich lekko przerazić. Wam natomiast gorąco to polecam. I trzymam kciuki za Rooneya, by wprowadził Derby do Premier League. Byłoby fajnie zobaczyć, jak grasz tę melodię jeszcze raz, Wayne.

#premier league
#wayne rooney
#derby county
#Manchester United
#everton

Najnowsze

Jeśli reagować, to właśnie teraz. Zawalić możemy nie jeden turniej, a z automatu dwa (KOMENTARZ)

Zbigniew Boniek wprost przyznaje, że nie ma gwarancji, aby z reprezentacją na Euro 2020 było lepiej. Do mistrzostw Europy jeszcze 10 ...

#euro 2020
#jerzy brzęczek
#Liga Narodów

Pani niewidzialna, pierwsza dama Chelsea, która obudziła imperium Abramowicza. Kim jest Marina Granowskaja?

W Chelsea jest jak dawniej. Pieniądz wiruje, a skład pięknieje. Wszystkim steruje Marina ...

#Chelsea
#marina granowskaja

Cała Polska przeprasza Jerzego Brzęczka. A czy ty wysyłałeś już kwiaty do selekcjonera? (KOMENTARZ)

Kamil Grosicki wszystko zepsuł. Polska od grilla i memów nigdy mu tego nie wybaczy. Nagl ...

#Liga Narodów
#Polska - Bośnia i Hercegowina

To twój czas, chłopaku. Piłkarze, dla których to może być przełomowy sezon Premier League

Rozpoczynający się w sobotę sezon ligi angielskiej to dla wielu zawodników młodego pokolenia szansa na to, by na poważnie wejść do w ...

#arsenal
#Billy Gilmour
#Chelsea

Polskie skrzydła, Rybus i powietrzny Glik. Bośniacka pocztówka z eliminacji (ANALIZA)

Pierwsze w historii polskie zwycięstwo w Lidze Narodów bardzo przypominało większość meczów eliminacyjnych z czasów Jerzego Brzęczka ...

#analiza
#jerzy brzęczek

Głupi i głupszy – w godnym Monty Pythona wyścigu bezmyślnych istot brawurowa ucieczka Greenwooda i Fodena

Te dwie rzeczy od dawna są mocno rozłączne: inteligencja boiskowa i inteligencja życiowa ...

#Mason Greenwood
#phil foden

Od komunistycznego raju do etatowego bicia rekordów. Ansu, będziesz legendą

Nie mógłby jeszcze pójść na wybory ani legalnie kupić alkoholu, ale już napędza dorosłą reprezentację Hiszpanii. Ansu Fati stał się ...

#Ansu Fati
#FC Barcelona
#LaLiga

Najlepszy piłkarz ekstraklasy wraca. Poważne zbrojenia mistrza Polski

W 2019 roku tuż po mistrzostwie Polski z Piastem Gliwice Joel Valencia został wybrany najlepszym zawodnikiem ekstraklasy. Po roku na ...

#ekstraklasa
#Joel Valencia

Faworyt wylatuje z dyskwalifikacją, topowy debel z walkowerem. W US Open dzieją się szalone rzeczy

Gdyby ktokolwiek przeprowadzał konkurs na najszybszy sportowy zjazd marketingowy ostatnich miesięcy, to Novak Djoković byłby na abso ...

#Novak Djoković
#tenis
#US Open

Ekstraklasa i światowe gwiazdy. Bośniaccy Zidanes y Pavones na drodze Polaków

Gdyby udało się im namówić do reprezentowania Bośni i Hercegowiny wszystkich, którzy mają do tego prawo, byliby czołową drużyną Euro ...

#Bośnia i Hercegowina
#Edin Dżeko
POKAŻ WIĘCEJ