newonce logo
POKAŻ WIĘCEJ
Fot. Jason Cairnduff / Pool via Getty Images

Na zawodowym poziomie debiutował jako 25-latek. W Premier League zagrał po raz pierwszy dwa lata później. To jednak nie przeszkodziło Jamie’emu Vardy’emu wejść między wielkich. Właśnie przekroczył barierę 100 goli w najwyższej klasie rozgrywek w Anglii.

Takich jak on było przedtem dwudziestu ośmiu. Ale mało który z nich ma za sobą tak barwną historię jak Jamie Vardy. W meczu z Crystal Palace napastnik Leicester City strzelił dwa gole i tak się złożyło, że były to jego trafienia nr 100 i 101 na boiskach Premier League. Dzięki temu znalazł się w elitarnym gronie.

Choć do setki Vardy był bardzo szybki – udało mu się ją osiągnąć w 206 meczów – to na tę liczbę czekał całkiem długo. Jeszcze na początku sezonu szedł jak burza, strzelając w pierwszych szesnastu kolejkach szesnaście goli, potem szło już powoli. Dublet z Aston Villą w marcu dał mu bramki nr 98 i 99, potem przyszła wymuszona przerwa, a następnie trzy mecze, w których praktycznie nie dochodził do sytuacji bramkowych. Ale wreszcie trafił. Dzięki dubletowi z Palace zajął miejsce wśród legend tych rozgrywek, choć to historia, która teoretycznie nie miała się prawa wydarzyć.

 

KRÓL ÓSMEJ LIGI

Niech nie zmyli was tytuł. „Nieprawdopodobny” nie pada tam w znaczeniu „fenomenalny” czy „wspaniały”, a dość dosłownym. Bo to, że Jamie Vardy może kiedykolwiek dołączyć do tak elitarnego grona, jak strzelcy 100 goli w Premier League, długo nie wydawało się realne.

Mowa przecież o piłkarzu, który debiutował w niej w wieku 27 lat. Jedynym w Klubie 100 tak długo czekającym na pierwszy mecz w Premier League jest tylko Ian Wright. Piłkarzu, który nawet, gdy wszedł do niej z Leicester City, wyglądał jak ktoś, za kogo nikt nie postawiłby złamanego pensa przy typowaniu takich rekordów. Możliwe, że on sam nie wierzył, choć to taki charakter, że nie dałby po sobie tego poznać. Nawet dziś Vardy dalej potrafi zachować się jak prosty chłopak z ulicy, który na niej nauczył się i gry, i życia.

Zanim trafił do Leicester City, napastnik z Sheffield był królem dość małego podwórka. Zwiedzał boiska od ósmej do piątej ligi. Tułaczkę zaczął już jako 16-latek, kiedy pozbyło się go ukochane Sheffield Wednesday. Znacie tę historię i słyszeliście ją w tysiącach przypadków. Uznano, że był zbyt mały i zbyt wątły.

Vardy wylądował wtedy w Stocksbridge Park Steels, gdzie poznał folklor niższych lig w pełnej okazałości. Czasami ledwo wiązał koniec z końcem i napotykał groźne sytuacje. Niektóre prowokował sam. Opowiadał, że po odrzuceniu przez wymarzony klub wpadł w złe towarzystwo i nawet na moment odpuścił treningi. W końcu do nich wrócił, jednak kariera chwilę później zawisła na włosku. W czasie gry w Stocksbridge pobił się przed pubem. Tłumaczył się, że bronił swojego głuchoniemego kolegi, którego otoczyła grupka agresorów i w chamski sposób z niego szydziła. Przez to jednak zmuszony był nosić specjalny elektroniczny chip w opasce na nodze i został objęty nadzorem.

– Po godzinie 18:00 nie mogłem wychodzić z domu. To było frustrujące, ale dostałem nauczkę – mówił po latach. Ale i na to znajdował sposób. Potrafił przyjechać na mecz w ósmej lidze, strzelić do przerwy kilka goli, zdążyć w przerwie na autobus i jeszcze przed 18 być w domu. O krewkim Vardym szybko zaczęło być głośno w lokalnych kręgach, a do Stocksbridge zaglądali skauci z League One i Two.

 

DOSKONAŁA INWESTYCJA LISÓW

Grę w ósmej lidze łączył z pracą fabryce i znów ryzykował przerwaniem kariery. Ciężka fizyczna robota i pół dnia dźwigania szkodziły mu na kręgosłup. Do tego dochodziły treningi, mecze i niezbyt sportowe prowadzenie się poza boiskiem. Gdyby wtedy ktoś powiedział Vardy’emu, że będzie kiedykolwiek strzelcem przeszło 100 goli w Premier League, ten wziąłby go za wariata.

– Pracowałem na pełny etat, a do tego grałem w piłkę. Codziennie od 6 rano do 23 na nogach. Dlatego, gdy miałem wolne, urządzałem sobie reset. Dziś wiem, że nie było to mądre – przyznawał po latach. Jeśli akurat nie wychodził na miasto, wypijał po całym dniu butelkę albo dwie wina sam przed telewizorem. Mimo wszystko nadal zdobywał mnóstwo bramek. Stocksbridge Park Steels wprowadził do siódmej ligi i otrzymał ofertę z Halifax Town. Kosztował zawrotne jak na tamten poziom rozgrywek siedemnaście tysięcy funtów.

Wystarczył rok w tym klubie, a Vardy’ego wyłapało piątoligowe Fleetwood Town. Niby dwa poziomy wyżej, ale realia nadal były przaśne. – Pamiętam wyjazdowy mecz z Luton. Do przerwy prowadziliśmy 1:0 i to była prawdziwa rzeź. Strzeliłem gola i trochę przesadziłem z radością przed trybuną ich fanów. To ich bardzo rozwścieczyło. Zaczęli się dobijać do naszej szatni, przy wyjściu na drugą połowę trzęśli całym blaszanym tunelem i rzucali w nas czym popadnie. Policja powiedziała, że jeśli tak to ma wyglądać, to nie wypuści nas ze stadionu – wspominał Vardy.

Piąta liga okazała się dla niego biletem do lepszej przyszłości. 31 bramek w 36 meczach sprawiło, że Leicester City, wówczas grające w Championship, uczyniło z niego pierwszego zawodnika w historii spoza Football League, który kosztował milion funtów. Inwestycja opłaciła się w niebywały sposób.

 

SZKODNIK, KTÓRY GRA CAŁYM SERCEM

Kolekcję bramek w Premier League Vardy rozpoczął we wrześniu 2014 roku w szalonym meczu z Manchesterem United. Jego Lisy nieźle jak na beniaminka zaczęły sezon, remisując z Evertonem i Arsenalem, pokonując Stoke i przegrywając jedynie z późniejszym mistrzem Anglii Chelsea. W piątej kolejce dały jednak popis fajerwerków. Wygrały z Czerwonymi Diabłami 5:3, a Vardy miał udział przy wszystkich pięciu golach – jednego strzelił i asystował przy pozostałych. Na boisku zostawił wtedy mnóstwo zdrowia. Kiedy schodził w 84. minucie, żegnały go owacje na stojąco.

– Jest kluczowy dla tej drużyny. Takich ludzi potrzebuję. Pasuje do zasady, jaką mój zespół ma się kierować: „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Jamie nie jest łatwym zawodnikiem do prowadzenia, ale gdy zyskasz jego zaufanie, odda ci serce na tacy – mówił po tamtym spotkaniu ówczesny menedżer Lisów Nigel Pearson. – Taki już jestem. Nigdy nie siedzę cicho, a na boisku jestem typowym szkodnikiem – śmiał się Vardy.

Choć grał już w Premier League, nadal był gościem z niższych lig. Czasami popyskował i lubił sprowokować. Jak w słynnym tweecie, którego napisał lata temu, a który dalej robi okrążenia po internecie: „Chat shit, get banged”. Przyznawał, że w trakcie meczów żuł tytoń i nie wyzbył się jeszcze jednego przyzwyczajenia – Red Bulla. W dniu meczu wypija co najmniej trzy puszki przed pierwszym gwizdkiem, a ostatnią jeszcze na rozgrzewce. Przestał jednak sięgać po alkohol, choć jeszcze w Championship przychodził na treningi na kacu albo nadal jeszcze pijany. Dziś to zupełnie inny człowiek. Spokojniejszy, prowadzący się profesjonalnie, sadzący nawet własne warzywa w ogródku i opowiadający w wywiadach o zaletach spożywania samodzielnie wyhodowanej dyni lub pomidorów. – Wyszalałem się. Teraz chcę jak najdłużej cieszyć się grą w piłkę, czyli tym, co kocham najbardziej – tłumaczy.

 

SYMBOL LEICESTER

W elicie Vardy zbudował swoją małą legendę. Najpierw był sezon 2014/15, kiedy Lisy magicznie się ratowały przed spadkiem. Forma Anglika bardzo wtedy pomogła na finiszu. Ale następny rok były jeszcze bardziej bajkowy. Leicester City zostało sensacyjnym mistrzem Anglii, a Vardy strzelił 24 gole, trafiając w pewnym momencie w jedenastu spotkaniach z rzędu – to rekord Premier League. Zadebiutował w kadrze jako 28-latek i zdążył pojechać na Euro 2016 i MŚ 2018. Po mundialu w Rosji zdecydował się jednak zakończyć reprezentacyjną karierę. Wolał zrobić miejsce młodszym i wydłużyć sobie czas gry w klubie.

Można mu zarzucić, że z dotychczasowych 101 goli w Premier League prawie wszystkie strzelił w podobny sposób – po wyjściu do prostopadłej piłki i mocnym strzale. Vardy ma jednak świetny zmysł do tego, by znajdować się w odpowiednim miejscu. Wie, że bazuje na szybkości, więc zdrowy styl życia ma mu umożliwić zachowanie sprawności jak najdłużej. Ale 33-latek ma też bramki, z których uczynił dzieła sztuki. Chyba każdy fanatyk Premier League pamięta chociażby jego wspaniały wolej z Liverpoolem.

Z czasem Vardy osiągnął na King Power Stadium status kultowy. Był moment, że mógł odejść do Arsenalu, ale został, czego fani mu nie zapomnieli. Gdy strzela gola przed własną widownią i razem z nią celebruje, wygląda tak, jakby mógł na tym samym stadionie wystąpić przed nimi jako frontman zespołu Kasabian. Przez kolegów z drużyny jest uwielbiany, co można zobaczyć, oglądając filmiki na klubowym kanale lub w Sky Sports. To naturalny lider. Piłkarz prosty i szczery, taki cwaniak z dobrą duszą. Trząsł szatnią do tego stopnia, że przypisywano mu kolejne zwolnienia menedżerów. Szczególnie nie po drodze było mu z Claudem Puelem, który opowiadał, że Vardy jest już za stary na to, by grać w każdym meczu. Po nim przyszedł Brendan Rodgers i jednym z pierwszych ruchów było ugłaskanie Anglika. Od pierwszej konferencji prasowej mówił o nim w samych superlatywach, chwalił instynkt, technikę, przygotowanie fizyczne i cechy przywódcze.

Rodgers wiedział, co robi. Choć styl Vardy’ego jest skrojony pod grę z kontry, w Leicester City po liftingu stylistycznym też czuje się dobrze. James Maddison, Youri Tielemans, Harvey Barnes, Ricardo Pereira, Ben Chilwell – nigdy wcześniej w karierze nie miał tak dobrych dogrywających. Nowy menedżer obudował go kreatywnymi zawodnikami i Vardy nadal ma dobre liczby. A może nawet lepsze niż kiedykolwiek. U Puela trafiał w lidze średnio co 183 minuty. U Ranieriego – co 166 minut. U Craiga Shakespeare’a – co 138. U Rodgersa robi to średnio co 116 minut.

Historia Vardy’ego to prawdziwy unikat. Łobuz z Sheffield, który miał talent na Premier League, ale długo tułał się w niższych ligach w końcu eksplodował. Napastnik Leicester City stał się symbolem tego, że nie ma sytuacji beznadziejnych i każdy przy odpowiedniej pracy i motywacji może spełnić marzenia. Dziś, i nie jest to żadna przesada, jest dla Leicester City symbolem tak wielkim, jak Gary Lineker. – Jestem wniebowzięty – mówił po przekroczonej setce Vardy. Żałować mógł jedynie, że nie cieszył się z niej razem z kibicami na King Power. Świętowanie nadrobi w domowym zaciszu. I można mieć pewności, że tym razem nie będzie polegało na wypiciu całej butelki wina.

#Jamie Vardy
#Leicester City
#premier league

Najnowsze

Jeśli reagować, to właśnie teraz. Zawalić możemy nie jeden turniej, a z automatu dwa (KOMENTARZ)

Zbigniew Boniek wprost przyznaje, że nie ma gwarancji, aby z reprezentacją na Euro 2020 było lepiej. Do mistrzostw Europy jeszcze 10 ...

#euro 2020
#jerzy brzęczek
#Liga Narodów

Pani niewidzialna, pierwsza dama Chelsea, która obudziła imperium Abramowicza. Kim jest Marina Granowskaja?

W Chelsea jest jak dawniej. Pieniądz wiruje, a skład pięknieje. Wszystkim steruje Marina ...

#Chelsea
#marina granowskaja

Cała Polska przeprasza Jerzego Brzęczka. A czy ty wysyłałeś już kwiaty do selekcjonera? (KOMENTARZ)

Kamil Grosicki wszystko zepsuł. Polska od grilla i memów nigdy mu tego nie wybaczy. Nagl ...

#Liga Narodów
#Polska - Bośnia i Hercegowina

To twój czas, chłopaku. Piłkarze, dla których to może być przełomowy sezon Premier League

Rozpoczynający się w sobotę sezon ligi angielskiej to dla wielu zawodników młodego pokolenia szansa na to, by na poważnie wejść do w ...

#arsenal
#Billy Gilmour
#Chelsea

Polskie skrzydła, Rybus i powietrzny Glik. Bośniacka pocztówka z eliminacji (ANALIZA)

Pierwsze w historii polskie zwycięstwo w Lidze Narodów bardzo przypominało większość meczów eliminacyjnych z czasów Jerzego Brzęczka ...

#analiza
#jerzy brzęczek

Głupi i głupszy – w godnym Monty Pythona wyścigu bezmyślnych istot brawurowa ucieczka Greenwooda i Fodena

Te dwie rzeczy od dawna są mocno rozłączne: inteligencja boiskowa i inteligencja życiowa ...

#Mason Greenwood
#phil foden

Od komunistycznego raju do etatowego bicia rekordów. Ansu, będziesz legendą

Nie mógłby jeszcze pójść na wybory ani legalnie kupić alkoholu, ale już napędza dorosłą reprezentację Hiszpanii. Ansu Fati stał się ...

#Ansu Fati
#FC Barcelona
#LaLiga

Najlepszy piłkarz ekstraklasy wraca. Poważne zbrojenia mistrza Polski

W 2019 roku tuż po mistrzostwie Polski z Piastem Gliwice Joel Valencia został wybrany najlepszym zawodnikiem ekstraklasy. Po roku na ...

#ekstraklasa
#Joel Valencia

Faworyt wylatuje z dyskwalifikacją, topowy debel z walkowerem. W US Open dzieją się szalone rzeczy

Gdyby ktokolwiek przeprowadzał konkurs na najszybszy sportowy zjazd marketingowy ostatnich miesięcy, to Novak Djoković byłby na abso ...

#Novak Djoković
#tenis
#US Open

Ekstraklasa i światowe gwiazdy. Bośniaccy Zidanes y Pavones na drodze Polaków

Gdyby udało się im namówić do reprezentowania Bośni i Hercegowiny wszystkich, którzy mają do tego prawo, byliby czołową drużyną Euro ...

#Bośnia i Hercegowina
#Edin Dżeko
POKAŻ WIĘCEJ